Kolejni goście w FN
Orkiestra warszawskiej filharmonii nadal na tournee, w piątek miała zastępstwo kameralne: Jakuba Józefa Orlińskiego z Michałem Bielem, dzisiaj zaś wystąpiła Sinfonia Varsovia.
Tym razem stanęła przed nią Kristiina Poska, kapelmistrzyni estońska, która ponad dekadę temu odniosła sukcesy na prestiżowych konkursach dyrygenckich (Donatella Flick, Nikolai Malko) i rozwija karierę może nie olśniewająco, zważywszy, że mimo młodzieńczej prezencji należy ją raczej zaliczyć do średniego pokolenia, ale też nieźle. Ma ogromny temperament, czasem nawet zbyt ogromny, co oczywiście publiczność lubi. Ciekawostka: batutę trzyma w lewej ręce; akurat dla Sinfonii Varsovii to nic nowego, przez lata mieli przecież do czynienia z Krzysztofem Pendereckim, choć to całkowicie odmienne osobowości i ta batuta w lewej ręce to jedyna ich wspólna cecha.
Ładnie, że artystka włączyła do programu utwór swojej nieco młodszej rodaczki Elis Hallik. Krótki Transcience na orkiestrę smyczkową w dość kojącym klimacie harmonicznym. trochę jak u Beethovena w Pieśni dziękczynnej uzdrowionego, a trochę jak u Arvo Pärta, tyle że dźwięki są bardziej rozbiegane.
Lucas Debargue chyba polubił przyjazdy do Polski – bywa tu praktycznie co roku. Tym razem zagrał nam V Koncert fortepianowy Saint-Saënsa, któremu nadano przydomek Egipski – po pierwsze dlatego, że istotnie pisany był w Egipcie, a po drugie ze względu na egzotyczny, orientalny koloryt środkowej części. Dziwny to utwór, eklektyczny jak to u tego kompozytora; skrajne części są już mniej „egipskie”, więc jest to jakaś mieszanka stylistyczna. Nie jest to dzieło głębokie, za to – zwłaszcza w finale – można wykazać się techniką, a tej przecież temu znakomitemu pianiście nie brak. Na bis zagrał – znów, jak kiedyś – utwór Miłosza Magina; tym razem była to zabawna Polka.
W drugiej części, którą wypełniła III Symfonia „Szkocka” Mendelssohna, dyrygentka w końcu ukazała się w pełni. Dyrygowała bez partytury, sprawnie i z energią, a nawet z pasją, ale ta pasja ją zanadto ponosiła. Zbyt szybkie było tempo zarówno scherza, jak zwłaszcza finału, w którym praktycznie wszystko się zlewało. Ale ludzie lubią, jak jest głośno i szybko, więc entuzjazm był.
Komentarze
U nas też lubią jak jest głośno i szybko. No chyba, że są to Planety Holsta, bo to się kończy inaczej. I też widownia zachwycona…
Mamy też nową dyrygentkę czy też dyrektora muzycznego – Elim Chan. Widziałam ją dwa razy i nie mam żadnych zastrzeżeń. Życzę jej świetlanej przyszłości tutaj u nas. I wybieram się na jej koronacyjny występ już za kilka dni.
Pozdrawiam.