Młodzi śpiewają Mozarta
Akademia Operowa TWON pokazała w Sali im. Młynarskiego koncert-spektakl z udziałem swoich młodych adeptów, którzy brzmią naprawdę obiecująco. Po niedzieli i wtorku ostatni pokaz w środę o 20.
Świetny to był pomysł, żeby zamiast zwykłego koncertu – śpiewak wychodzi, odbębnia arię, potem następny itp. – zrobić z niego historię. Pamiętniki Da Ponte muzyką Mozarta opisane zmontowała i zainscenizowała młoda reżyserka Ewa Rucińska z sukcesami w Polsce (m.in. w Teatrze Wielkim w Łodzi) i we Francji. To nie było oczywiście pierwsze połączenie oper Mozarta, zwłaszcza Don Giovanniego, z jego genialnym librecistą o nader bujnym życiorysie – przypomnę choćby film Carlosa Saury z 2009 r. pt. Io, Don Giovanni (można obejrzeć na YT). Fragmenty tych pamiętników i opisy węzłowych punktów jego biografii były wyświetlane w tle. Nie było tu niestety informacji, że naprawdę nazywał się Emanuele Conegliano, a Lorenzo da Ponte było nazwiskiem biskupa, który go ochrzcił wraz z jego ojcem i braćmi (byli Żydami; ojciec, by móc ożenić się drugi raz z katoliczką, zmienił wyznanie). Nawiasem mówiąc, za Hitlera nazwisko Lorenza było oczywiście na indeksie, Mozarta jak najbardziej wystawiano, ale z ukrytym nazwiskiem librecisty.
Da Ponte, choć wyświęcony na księdza, zupełnie się do tego nie nadawał, interesowała go przede wszystkim literatura i poezja. Przy tym siał zgorszenie, bo miał kochankę i z nią dzieci; przyjaźnił się też z Casanovą. Ale wbrew pozorom wcale nie przypominał ani Casanovy, ani Don Giovanniego. Wygnano go z Wenecji, podróżował do Gorizii, Drezna i Wiednia; tam, jak wiadomo, spotkał się na owocną współpracę z Mozartem, ale pisał też libretta dla Salieriego i Solera (cytowana w finałowej scenie Don Giovanniego La cosa rara też ma jego libretto). Dalsze jego podróżnicze losy świadczyły nie tylko o miłości do literatury, ale też niestety o niefrasobliwym stosunku do pieniędzy. W Trieście związał się z Nancy Grahl (mieli pięcioro dzieci), mieszkali potem w Londynie, ale trzeba było uciekać, bo groziło mu aresztowanie za długi. W Stanach Zjednoczonych, gdzie ostatecznie osiadł z rodziną, był wielkim orędownikiem języka, literatury i opery włoskiej; to on zainicjował powstanie pierwszej opery w tym kraju i on pierwszy wystawił w Nowym Jorku Don Giovanniego. Przeżył 89 lat.
Jak tę historię życia połączyć z genialną trylogią jego i Mozarta? Jakoś się dało, choć najmniej tu było z Cosi fan tutte; z Wesela Figara i Don Giovanniego mniej więcej po równo. I niespodzianka: rolę konferansjera – mówioną – pełnił tu Mariusz Kwiecień. Nie odgrywał tu ani swojej koronnej swego czasu roli Don Giovanniego, ani Da Ponte; był mistrzem, który zwraca uwagi młodym śpiewakom i doucza ich tego, czego dotąd nie wiedzieli.
Trudno mi zidentyfikować wszystkich młodych śpiewaków, bo było parę Zerlin, paru Don Giovannich czy Leporellów. Jeden był Cherubinek – Weronika Wojtkowska, którą zdecydowanie trzeba pochwalić. Ale w ogóle są to głosy w większości bardzo obiecujące. Niektórzy – jak powiedziała mi Izabela Kłosińska – są bardzo młodzi, od 22 lat. Są wśród nich też śpiewacy ukraińscy, m.in. Daria Korolova czy znana nam z Konkursu Moniuszkowskiego Viktoriia Shamanska. O wielu z pewnością jeszcze usłyszymy.
Komentarze
Dziś w operze w Hamburgu „Don Giovanni” z obsadą trzech polskich śpiewaków na „-czyk”: Filończyk (Don Giovanni), Bączyk (Leporello) i Kowalczyk (Masetto). Górą nasi!
Super!
A już właśnie zobaczyłam, że wspomniana przeze mnie we wpisie Weronika Wojtkowska będzie brała udział w Matkach Chersonia (premiera za dwa tygodnie). Brawo!