Maturzyści przygotowują się do ściągania
Stawka egzaminu maturalnego jest bardzo wysoka. Wyniki decydują o przyjęciu na wymarzone studia. To rodzi pokusę, aby nieuczciwie podejść do egzaminów.
Tradycyjne ściąganie to przeżytek. Dzisiaj nikt już nie spisuje informacji z maleńkich karteczek. Obecnie odpowiedzi dostarcza urządzenie elektroniczne, np. specjalne okulary.
Nauczyciele dzielą się doświadczeniami w namierzaniu osób, które korzystają z niedozwolonych narzędzi. To są jednak działania prowadzone metodą prób i błędów. Nie było żadnego szkolenia dla osób nadzorujących przebieg egzaminów, jak wygląda ściąganie przy pomocy specjalnie do tego przeznaczonych urządzeń elektronicznych.
Dyrektor CKE przypomina, że interweniowanie w przypadku podejrzenia nie może naruszać godności zdających. Nie wolno robić tego w sposób nieodpowiedni, np. upokarzający młodego człowieka. Na wszelki wypadek warto wziąć ze sobą białe rękawiczki. Mogą się przydać.
Komentarze
@Gospodarz
W dzisiejszych czasach w III RP to raczej uczelnie zabiegają o studentów (nie chcą przychodzić i, w trakcie „studiów” rezygnują (drop out), co już nawet doktor od uzupełniania mleka w proszku tłuszczami roślinnymi niejaki Kulasek, przez pomyłkę minister nauki mówi mediom. Poza medycyną i niektórymi kierunkami technicznymi KAŻDY kierunek studiów jest dostępny bez problemu, co najwyżej na innej uczelni. Z drugiej strony papier zwany dyplomem uczelni przy pracy w Biedronce, Lidlu czy Mc Donaldzie niewiele daje. Nierzadko, jak w przypadku ministry Bar(a)bary niejakiej Nowackiej, jest wynikiem posiadania odpowiedniego np. TATUSIA … 😉 Dlatego trochę się dziwię nerwom i tym zabiegom maturzystów …
Przypomina mi się taka historyjka z biograficznej książki Benedykta Hertza „Ze wspomnień Samowara”. Otóż Samowar na klasówce miał napisać wypracowanie o Hannibalu (to były dawne czasy). Niestety, jedyne co wiedział o Hannibalu to to, że ów znamienity wódz nie nosił spodni (‚”ante portas”). Na szczęście jakaś litościwa dusza podrzuciła Samowarowi ciasno zwiniętą karteczkę ze ściągawką. Nasz bohater, w panice że nie zdąży przed dzwonkiem, szybko przepisał jej treść. Niestety w pośpiechy przepisał bezwiednie druga stronę karteczki, która traktowała o wielorybie. A teraz na poważnie:
” Nie było żadnego szkolenia dla osób nadzorujących przebieg egzaminów, jak wygląda ściąganie przy pomocy specjalnie do tego przeznaczonych urządzeń elektronicznych.”
Otóż wystarczy wykupić licencję i zapytać o radę któryś z modeli językowych.
P.S.
Czekam na rzewne, nostalgiczne i niepozbawione pewnej dumy wspomnienia blogowiczów jak to ściągali na maturze.
Mówiłaś, że ta fascynacja zaczęła się od pikników naukowych. A szkoła? Pomogła w znalezieniu pasji?
Szczerze? Raczej nie. Do samej matury, a właściwie jeszcze nawet po maturze, nie wiedziałam, co dalej. Szkoła mnie więc specjalnie nie ukierunkowała. W gimnazjum byłam na profilu humanistycznym. Gdybyś zapytał mnie na początku liceum, czy będę studiować fizykę, pewnie pomyślałabym, że żartujesz. Dziś, z tej perspektywy, sama nie wiem, jak ja się w tym miejscu znalazłam.
Problem z fizyką w szkole jest taki, że trudno jest trafić na dobrego nauczyciela, który potrafi nią autentycznie zarazić.
Ja, moi znajomi, właściwie całe moje środowisko ma podobne doświadczenia.
Pracuje w Polsce choć jeden „zarażający” nauczyciel fizyki?
Kwitnie handel maturalnymi oszustwami. Społecznik z Katowic przeprowadził śledztwo, szkoli wczorajsza GW.
– Maturzysta, który chce z niego skorzystać, ma do wyboru jedną z trzech dróg: bezpłatną, budżetową i zaawansowaną – wylicza Ćwikowski. .
W wersji bezpłatnej maturzysta dołącza do grupy zdających (np. na Messengerze). Podczas egzaminu wychodzi do toalety i kontaktuje się z innymi maturzystami, pytając o to, jaką odpowiedź powinien zaznaczyć. (…) oszuści zamiast zlecać ryzykowne zadanie maturzystom, którzy faktycznie chcą pisać egzamin, wolą wysłać do sali podstawioną osobę. Obecne przepisy pozwalają poprawiać maturę co roku, więc takim wysłannikiem może być właściwie każdy, kto skończył szkołę średnią.
Koszt tańszego pakietu u jednego z „usługodawców” to 59 zł za rozwiązanie jednego arkusza i podesłanie odpowiedzi na prywatny serwer. Jeśli maturzysta obawia się, że ich nie zapamięta, może spróbować zanotować je na karteczce i wrócić do sali z gotową ściągą.
W wersji bardziej zaawansowanej, w której oszuści dyktują maturzyście odpowiedzi przez mikrosłuchawkę, zainteresowany płaci około 300 zł za arkusz. Do tego doliczyć musi koszt słuchawki szpiegowskiej, czyli około 500 zł za miniaturowe urządzenie dobrej jakości, wyglądające jak maleńki koralik. Może kupić też tańszą słuchawkę lub wypożyczyć ją za kilkadziesiąt złotych.
I po co ta całą technika? Kiedyś w kanciapie siedział gostek, który 5 minut po rozpoczęciu egzaminu np. z matematyki dostawał kopię arkusza, a potem rozwiązania w kanapkach roznosili rodzice. Nauczyciele musieli mieć niezły ubaw, wpatrując się w tym czasie w ściany wyłożone portretami patrona szkoły i orła białego, lubo w żyrandol, którego nigdzie nie było, a którego musieli przecież bacznie pilnować.
@PR
Moje dziecko ma fajnego fizyka.
Ale to rzadkość. W zasadzie 95 proc. dzieci moich znajomych można powiedzieć, że fizyki w szkole nie miało.
Rodzice sami muszą wyszukiwać dzieciom zajęcia dodatkowe, wydarzenia typu pikniki naukowe, coś organizowanego przez uczelnie, warsztaty, żeby dzieci miały jakieś zainteresowania naukowe. SP skutecznie niszczy jakiekolwiek „zalążki” zainteresowań za pomocą lekcji z podręcznika, zeszytu ćwiczeń, kart pracy i testów, testów, tej wspaniałej twórczości wydawnictw.
Mogliby przeprowadzić takie badania uczniów, jakimi pasjami naukowymi zostali zarażeni w szkole, ilu z nich miało doświadczenia na przedmiotach przyrodniczych, ilu w szkole przeprowadziło podstawowe doświadczenia zawarte w podstawie programowej, a u ilu ta część podstawy jest notorycznie nierealizowana. Taka diagnoza „Jak szkoła rozbudza ciekawość poznawczą, chęć do nauki, motywację”. Może profesorowie pedagogiki, byłoby to w końcu jakieś pożyteczne badanie. Skuteczność szkoły w rozbudzaniu ciekawości poznawczej.
@PR
„Zarażający” nauczyciele fizyki preferują, co zrozumiałe, zamiast czekać na tę jedną na 5 lat do zainfekowania w humie, jak bohaterka tej wypowiedzi, pomagać tym już deklarującym zainteresowanie i już pewien „wkład własny” w nauki ścisłe … 😉
Jest takie coś jak EKONOMIA WYSIŁKÓW czy NAKŁADÓW … 😉
PR vel Konarzewski – to ty tak zdawałeś maturę??? To widać, słychać i CZUĆ …. 🙁
@Stary Profesor
Nie ściągałem.
@belferxxx
Ale te zainteresowania, z którymi przychodzi się do szkoły ponadpodstawowej, powinny być rozbudzone przez nauczycieli SP. Czy nie?
Poza tym dziewczyna mówi „ja, moi znajomi, właściwie całe moje środowisko ma takie doświadczenia”. A to przecież już nie jest środowisko.
@PR, @belferxxx
Te Wasze uwagi o ściąganiu…
– Ty ściągałeś!
– Nie, ja nie!
Fajne. Urocze.
@Róża
Napisałem swój post w odpowiedzi do Starego Profesora, nie znając zabawy Belfraxxx z wentylatorem.
@Róża
Nie znam osobiście nikogo, kto byłby zadowolony ze swoich szkolnych lekcji fizyki. I to jest sztuka.
Bo np. ja nie znosiłem geografii i niezbyt poważałem biologię, ale koleżanka poszła po liceum na geografię, a kolega jest dziś profesorem PAN nauk biologicznych. Czyli kogoś ci nauczyciele chyba zarazili. Wśród znajomych moich dzieci są co najmniej finaliści olimpiady matematycznej i informatycznej. Czyli tam też się można zarazić, jeśli nie w szkole, to na zajęciach pozaszkolnych. Zarażonych sportem czy muzyką jest wokół mnie cała masa. Żeby w szkole nie lubić historii, to trzeba mieć wielkiego pecha. Wuefiści i nauczyciele od języków, poza polonistami, to najbardziej lubiani nauczyciele, w sensie, niemal zero strachu na lekcjach. Jedyne wyjątki, jakie przychodzą mi do głowy, to chemia i fizyka. Tu nikt ze znajomych nie trafił na zarażającego nauczyciela.
Nie wiem, dlaczego. Choć podejrzewam, że ponieważ to są trudne kierunki studiów, z niewielką liczbą absolwentów studiów magisterskich i z mozliwością przekwalifikowania się na informatyka, konsultanta lub „bankowca”, to tam może być wyjątkowo silna selekcja negatywna.
Możliwe też, że na chemii i fizyce usiłuje się wtłoczyć gąskom do głów materiał z lat 70. ub. wieku, dając nauczycielom 2/3 ówczesnych godzin. Wcale by mnie to nie zdziwiło.
Natomiast, jak już pisałem, polonista dokładnie wytłumaczył nam przed maturą, jakim atramentem mamy pisać. Oczywiście w grę wchodziło tylko pióro. Po co ten ustandaryzowany atrament – łatwo się domyślić. Wszyscy zdali. Jedyna piątka w mojej polonistycznej karierze.
@Róża
Słowo POWINNO samo NIC nie robi – i nawet DEKRETOWANIE nie pomoże … 😉
@belferxxx
1. Czyli powinno, ale się nie rozbudza. Za to obwinia dzieci za efekty nierozbudzania.
2. Panu się naprawdę podoba ten post pana z Katowic sprzed dwóch dni, w którym wychwala pod niebiosa lepszość i nadlepszość swojego liceum z siódmej setki rankingu? Nadlepszość nad PUBLICZNYMI.
@PR vel Konarzewski
Po prostu chodziłeś do MARNEGO LO … 😉
Po tym, do którego ja chodziłem. byli laureaci olimpiad i fizycznej i chemicznej i matematycznej, językowych i, gdy już powstała, olimpiady informatycznej … 😉
@Róża
Możesz sobie poszukać szkół i nauczycieli rozwijających zainteresowania fizyką – ta lista jest dość stabilna … 😉
https://www.kgof.edu.pl/?p=lista_laureaci
@belferxxx
1. Nie może Pan podchodzić do tego w sposób tak ograniczony. Albo olimpiada albo nic.
Olimpiady są super, ale są super dla garstki uczniów.
Co z pozostałymi? Wystarczy im paździerz?
A uczeń, który jest olimpijczykiem z czegoś. Co z nim i resztą jego nauczycieli, tych od pozostałych przedmiotów, dla niego nieolimpijskich.
Mogą być słabi? A on jaki powinien mieć do nich stosunek? Byle jaki, olewający, bo to nie „jego przedmiot”?
2. Widzę dużą rozbieżność. Z jednej strony dla Pana olimpiada i tylko olimpiada. Z drugiej chyba zachwycił Pana post z Katowic, tego waszego ulubieńca, wyrażający nadlepszość prywatnej szkoły z siódmej setki. To jak to jest z tym postem?
@PR
PR poza tym, że w większości szkół te lekcje są słabo prowadzone, to jednak przy chemii i fizyce duże znaczenie mają zdolności i nastawienie wdrukowane dzieciom przez rodziców. To samo z matematyką.
Jeżeli rodzice przedstawiają te przedmioty, nawet nieświadomie, jako trudne, mozolne, taką zasadzkę czyhającą na biedne dziecko, to dziecku ciężko.
Jeżeli trafi do tego na słabego nauczyciela, który zamiast uczyć „wymaga” – to teraz taka modna wymówka nauczycieli, to dziecko chce tylko te godziny jakoś przetrwać bez większych obrażeń.
@Róża
Na ogół POWTARZALNE wyniki olimpiady, zwłaszcza z grupy STEM, to są liczne kółka i podobne formy(+wysoki merytorycznie poziom lekcji, rozwiązywanych zadań itd.), w których biorą udział w danej szkole dziesiątki czy SETKI uczniów. A na TOPIE jest tych kilku (góra kilkunastu!) uczniów, którzy w danym roku trafiają do finału OF, gdzie w sumie jest jakichś 80 uczniów. Poza olimpiadami są konkursy różnych uczelni technicznych, które w ten sposób próbują zachęcać przyszłych studentów- z ogólnopolskimi konkursami czołowych uczelni technicznych – PW, UJ, AGH etc. Jest ZESPOŁOWY Turniej Młodych Fizyków, jest eksperymentalny EUCYS – dla każdego coś miłego … 😉
@Róża
Nie wiem, kto to jest mój ulubieniec z Katowic -siedzisz na fb bez przerwy i myślisz, że wszyscy ten sam kontent dostają i tak jak ty przeżywają … 😉 W przeciwieństwie do ciebie lajkuję TREŚCI nie osoby – mnie interesują ARGUMENTY nie AUTORYTETY, bo ich dla mnie NIE MA … 😉
@belferxxx
Źle się zrozumieliśmy, nie pierwszy raz.
Nie chodzi mi o pozostałych uczniów TYCH nauczycieli.
Chodzi mi o wszystkich uczniów, którzy TYCH nauczycieli nie mają.
O uczniów z innych liceów, a przede wszystkim o uczniów SP, bo tam jest miejsce, żeby zainteresowanie rozbudzić. Potem w LO to następuje raczej kontynuacja rozwoju zainteresowania, z którym uczeń już przyszedł.
I chodzi mi o to, że Pan podchodzi do tego trochę jakby tak
– i co z tego, że inni mają słabe lekcje, słabych nauczycieli, oj tam, oni pewno też sami są słabi, szkoda na nich tracić energii.
A efekt tego myślenia jest taki, że jak MEN wycina godzinę fizyki i chemii w 7 kl., w całej SP będą łącznie tylko 3 godz. fizyki i 3 chemii, to nie wywołuje to żadnego oburzenia rodziców, mediów.
Rodzice zburzyli się jak miała być podwyższona frekwencja, jak tylko padło luźne zdanie Lubnauer, że w Niemczech to na lotniskach zatrzymują dzieci szkolne, które w czasie zajęć wyjeżdżają z rodzicami na mini wakacje. Od razu przetoczyło się to przez media, rodzice się wściekli, Lubnauer szybko się wycofywała.
A obcięcie fizyki i chemii w SP, pozostawienie naprawdę symbolicznej resztki tych przedmiotów, przechodzi bez echa. Bo co rodzice widzą – przedmiot nudny, ale trudny. Słabo prowadzony, nie rozbudza żadnych pasji, zainteresowań, nie tłumaczy świata, za to dziecko się męczy z tymi dziwnymi zadaniami, których za bardzo nie rozumie. A to niech już i obetną.
@Róża
Skoro aktualny dyrektor IBE, niejaki Jakubowski, jako zastępca Kluzik-Drożdżówki, zamiast wysłać do dyrektorów tych 20-30 szkół w PL maile/listy z pytaniami (a miał do pomocy 3,5 TYSIĄCA urzędników MEN&kuratoriów!) wolał na 5 stronach(!) kwieciście napisać, że odpowiedzieć NIE DA SIĘ … 😉 MEN na tym nie zależy nie od dziś , to skąd się tacy nauczyciele mają MASOWO brać w szkołach czy po prostu STARAĆ ??? 🙁 https://orka2.sejm.gov.pl/INT7.nsf/ZAPop/05726?OpenDocument
https://orka2.sejm.gov.pl/INT7.nsf/ZAPop/05726?OpenDocument
@Róża
Jest w stolicy taki nauczyciel fizyki i matematyki, który w SP ma co roku OD LAT laureatów i finalistów OMJ, konkursów fizycznego, matematycznego, olimpiady astronomicznej juniorów. Akurat w szkole katolickiej, ale … 😉
No i „medalik KEN”(bo to z niego zrobiła niejaka Nowacka!) dostało już nawet „Prawo Marcina”, nie mówiąc już o takiej Pacewicz, Jakubowskim czy Gajderowiczu , a on NIE … 🙁
Nauczyciel nazywa się Jemielity – możesz wygooglować … 😉 On jest hobbystą, ale pomyśl ilu takich się znajdzie przy TAKIEJ polityce MEN … 😉 Prościej i zyskowniej dorobić na kursach czy korepetycjach albo na „pomocach naukowych” …. 😉
@Róża
Co do uczniów innych liceów niż te olimpijskie. W Warszawie była za HGW taka inicjatywa. Nazywała się SMOK – sieć międzyszkolnych kół olimpijskich finansowanych grantami(właściwie grancikami!) przez bogate(!) miasto, To nie było drogie – na pewno tańsze niż koszty lokalu dla Ostatniego Pokolenia. Ale przyszedł w 2018 Kamala Trzaskowski i nawet nie poczekał na koniec roku, tylko program od II semestru skasował bo potrzebna była kasa na takie właśnie „Ostatnie Pokolenia” 🙁
@belferxxx
Nie widzę szczególnej presji na MEN, jeśli chodzi o temat olimpiad.
Czasem coś wspomni o olimpiadach Nie dla chaosu.
Jedyne posty jakie mają tam jakąkolwiek wartość, reszta to śmietnik dla zasięgów.
A poza nimi nikt.
Poza nimi jest mędzenie na wszystko o wszystko.
I bardzo silny lobbing szkół niepublicznych.
W tym miejscu ponawiam. Naprawdę spodobał się Panu post sprzed dwóch dni OKE czyli okiem …
o lepszości prywatnego liceum z Katowic, w którym pracuje, nad szkołami publicznymi? Zilustrowany zdjęciami tej szkoły, która jest w siódmej setce liceów wg rankingu.
Matura dziś to sprawdzianik, na którym kwitnie polska „uczciwość”! Wszystkim zależy na tym, żeby było dobrze! Ranking przecież świadczy o szkole! CKE świętuje i wszyscy są zadowoleni! Najbardziej szkoda pracowitych, uczciwych, bo to oni stają w szranki na uczelnię z cwaniakami! I niestety, często przegrywają! Czy można zaradzić takim oszustwom? Można! W innych krajach zrobiono porządek, ale w Polsce się nie opłaca!
@Róża
Nie zajmuję się cenzurą Internetu, a szczególnie fb … 😉
@belferxxx
Zmyślanki. Przeczytał to Pan.
@Róża
W CYWILIZOWANYCH krajach o wsparciu rozwoju i wyszukiwaniu wybitnie zdolnych decydują potrzeby PAŃSTWA i SPOŁECZEŃSTWA na FACHOWCÓW wysokiej klasy. W takim stalinowskim ZSRR żaden lud nie postulował olimpiad czy kółek dla zdolnych, a jednak TAM je wymyślono, a po szoku sputnikowym upowszechniono na tzw. Zachodzie, później w części Azji … 😉 Jest rolą MEN MOTYWOWAĆ (czyli doceniać SUKCESY) nauczycieli by CHCIELI się tym zajmować zamiast np. dorabiać na korkach, zajmować się SWOIMI dziećmi czy się relaksować … 😉