Nauczycielu, pokaż dyplom
W szkołach jest tyle wakatów, że dyrektorzy nie mają wyjścia. Muszą zatrudniać każdego, kto się zgłosi. Coraz częściej zgłaszają się niefachowcy.
Prawo oświatowe pozwala zatrudniać w szkole każdego, kogo dyrektor obdarza zaufaniem. Dyplomu ukończenia studiów nie trzeba posiadać, wystarczy pokazać zaświadczenie o niekaralności. Informację o konieczności powierzenia dzieci osobie bez odpowiedniego przygotowania należy zgłosić do kuratorium oświaty. To jednak formalność.
Dane o przygotowaniu do zawodu nie są jawne, więc nikt w szkole – poza szefem oraz kadrową – nie ma pojęcia, jakie wykształcenie posiadają nauczyciele. Być może żadne. W przychodni dla zwierząt w widocznym miejscu wiszą kopie dyplomów pracujących tu specjalistów, w szkołach taki zwyczaj się nie upowszechnił.
Zwierzęta oddajemy w ręce fachowców. Co do dzieci, to niebawem zaczniemy tracić pewność, kto je uczy. Gdy rodzice zaczną sprawdzać, może się okazać, że najwyższe wykształcenie posiada kierownik administracyjny (ma licencjat z logistyki). Albo dyrektor, chociaż kto wie, przecież jego dyplomu też nikt nie widział.
Więcej o wakatach w szkołach tutaj.
Komentarze
Jakiś horror. A potem dziwimy się że młodzież ma siano w głowie
A jeśli to dyplom po zdalnym kursie przygotowującym niegdyś rusycystki*, a obecnie katechetki* do nauczania chemii, a jeszcze lepiej – historii**? Może taki dyplom też trzeba wieszać zdalnie, zabezpieczony hasłem i odciskiem palca?
* tu i tu redukcja godzin
** okresowe wzrosty liczby godzin
W ogóle mnie to nie dziwi, to efekt długich lat zaniedbywania oświaty przez kolejne polskie rządy. Pauperyzacja nauczycieli, degradacja wartości prawdziwego wykształcenia (w przeciwieństwie do tego potwierdzonego dyplomem), dawanie rodzicom i uczniom coraz większych przywilejów przy jednoczesnym deptaniu autorytetu uczących przyniosły skutki – zupełny upadek edukacji.
@Róża
Problem rekrutacji, jak zauważono w tamtym artykule, dotyczy tak naprawdę dostatecznie dużych miast, w których w ogóle jest wybór. Choć i tu nie do końca, bo jeżeli jest jeden ogólniak, to zapewne jest też jakieś technikum czy zawodówka. zapewne jedno i drugie wąsko sprofilowane, więc tylko usiąść i zapłakać.
Gdyby rekrutacji do szkół nie oparto na egzaminie zewnętrznym, to rządziłyby znajomości i pieniądze. Niektórzy nauczyciele zarabialiby jeszcze więcej na korkach! Ja pamiętam czasy, w których obowiązywały egzaminy na studia. To, zdaje się, było finansowe eldorado dla członków komisji rekrutacyjnych układających zadania i sprawdzających rozwiązania.
Na stole leży jeszcze opcja przynajmniej częściowej rejonizacji liceów. Ale wiadomo, że „elity” do tego nie dopuszczą.
Lekka przesada. Prawdą jest, że dyrektor zatrudnia nauczyciela, który może nie spełniać wymaganych kwalifikacji, ale dopiero wtedy, gdy nie może znaleźć innego, kwalifikowanego. Wszystko zależy od okoliczności – jak jest bezrobocie, to nie pozwoli fizykowi uczyć matematyki, biologowi chemii itp. A jeśli chodzi o przedmioty zawodowe to jest prawdziwa zapaść i bierze się każdego, kto ma ślady w indeksie sugerujące pojęcie o danym przedmiocie.
Gdzie są te wakaty?Na wsiach, w małych czy średnich miastach! Nieprawda. Wydmuchany problem.
Hej, dyrektorzy szkół – tyle płacicie nauczycielom angielskiego z pełnym wykształceniem kierunkowymi i C2 w mowie i piśmie?
https://oferty.praca.gov.pl/portal/lista-ofert/szczegoly-oferty/45716dc549a66f2f532661a19d26cb97