Pułapka

Donald Trump się doigrał. W Davos chciał upokorzyć Nato, media i politycy w Europie wytykają mu teraz haniebne kłamstwa na temat rzekomej nieprzydatności Sojuszu dla Ameryki. Koronnym przykładem jest atak fanatykòw bin Ladena na Nowy Jork i Waszyngton. Nazajutrz po nim, 12 września 2001 roku, Sojusz jednomyślnie zgodził się zastosować – po raz pierwszy w historii – artykuł V traktatu o Nato: ,,jeden za wszystkich, wszyscy za jednego’’. W rezultacie tej decyzji Nato rozpoczęło ekspedycję zbrojną w Afganistanie.     W jej ramach do walki z ówczesnym islamistycznym reżimem talibów, wspierającym Al Kaidę ruszyli także żołnierze polscy. 

W BBC oglądałem dwie rozmowy na ten temat. W jednej matka brytyjskiego żołnierza, ciężko okaleczonego w Afganistanie, wezwała premiera Starmera, by zdementował kłamstwa Trumpa. W drugiej były naczelny dowódca brytyjskiej armii nie zostawił suchej nitki na słowach Trumpa. W Afganistanie poległo prawie 500 żołnierzy brytyjskich i wielu innych z kontyngentów Nato, w tym kilkudziesięciu polskich. Dla rządów, które ich wysłały na tę misję i ich bliskich to byli bohaterowie, dla Trumpa niewarci wspomnienia. 

Czy Trump, nowojorczyk, mógł nie pamiętać, jak runęły wieże World Trade Center? Więc czemu kłamał? Odpowiedź może być tylko jedna: bo Nato to dla niego relikt przeszłości, którego nie potrzebuje w swoich planach budowy nowego porządku światowego. Skrajna prawica amerykańska, a za nim europejska, od dawna rozwija spiskową teorię o powojennym ładzie światowym, którym kierują ukryte przed opinią publiczną elity z walnym udziałem ,,mędrców Syjonu’’. I w końcu, wraz z nadejściem ekipy Trumpa, skrajna prawica zyskała, ku swej radości, szansę, by ten rzekomy spisek zastąpić swoim porządkiem, którego imię jest: chaos. 

Czy można jeszcze wątpić, kto czerpie z tego korzyść? Kto zaciera ręce na widok Trumpa atakującego Nato i wspólnotę demokratycznych państw europejskich? Nie tylko Rosja i Chiny, lecz także międzynarodówki skrajnej prawicy i skrajnej lewicy oraz satrapie w postsowieckiej Azji i na Bliskim Wschodzie, których kacyków Trump właśnie zaprosił do swej ,,Rady Pokoju’’. Słowem, autorytarne oligarchie. Cokolwiek osłabia i wewnętrznie skłóca liberalną demokrację, jaka wyłoniła się z chaosu po II wojnie światowej, wzmacnia i ośmiela jej wrogów. 

My z dobrodziejstw demokracji liberalnej korzystamy zaledwie od trzydziestu lat z okładem. Zbudowaliśmy dzięki temu nową Polskę. Jeśli nie chcemy zmarnować tego dorobku, musimy zdobyć się na wysiłek jako państwo i jako społeczeństwo, aby nie wpaść w pułapkę wyboru: albo trumpizm, albo demokracja. 

Reklama