A więc Czarnek, czyli kiedy partie tracą duszę
Miała być świeża, młoda krew, jest bezczelny profesor Czarnek. Ogłoszony przez Kaczyńskiego kandydatem na premiera w Krakowie, w tym samym miejscu, gdzie Zbawca Polski namaścił Nawrockiego na następcę Dudy. I ten wist mu wyszedł z ogromną pomocą wszelkiej maści przyjaciół.
Ale tym razem zaskoczenie jest inne: nominacja Czarnka to dowód, że talia Kaczyńskiego była krótka. Zdecydował się na powrót do przeszłości, co z kolei dowodzi, że PiS jest zagrożony egzystencjalnie. Bo Czarnek to policzek dla Morawieckiego. Kaczyński chce leczyć dżumę cholerą.
A przecież walki frakcyjne zaczynają się zwykle, kiedy partia polityczna traci swą duszę. Czyli tożsamość i spójny przekaz do własnego elektoratu. I tu jest sedno sprawy. Najnowszy przykład partii, które tracą duszę, a wskutek tego popadają w konflikty wewnętrzne zapowiadające rozłam i upadek, to PiS ,,maślarzy’’ i ,,harcerzy’ oraz naturalnie sklecone naprędce ugrupowanie Hołowni. Rola liderów w tym agonalnym procesie jest szczególnie diagnostyczna.
Gdy Kaczyński publicznie zakazuje wynoszenia partyjnych brudów , w tym przypadku, próby defenastracji Morawieckiego, nie może liczyć, że go w PiS posłucają, bo konflikt zaszedł za daleko, a Kaczyński interweniował za późno. Tak samo z Hołownią: gdy założyciel dezerteruje zamiast zaciągnąć cugle, jest po wszystkim. Etap rozpadu poprzedza zejście ze sceny raz na zawsze. Elektorat widzi, że ,,dusza z ciała uleciała’’ i zaczyna się rozglądać na boki w poszukiwaniu czegoś innego.
Było dużo spekulacji, kogo Kaczyński wystawi na premiera po wyborach w przyszłym roku. Takie przymiarki media i komentariat lubią, lecz kończą się zwykle, jak spekulacje przed konklawe. Nie przewidziano ani Franciszka, ani Leona. Nie przewidziano, że Kaczyński postawi na przeszłość, czyli na
Kalkulacja była niby sprytna: profesor prawa z KUL z niewyparzoną gębą, wróg ,,lewactwa’’ w Polsce i unijnej Brukseli. Ale to wygląda na rozpaczliwy ruch w celu zatrzymania odpływu pisowskiego elektoratu do skrajnej prawicy. Ruch wymuszony lękiem przed rozłamem w partii. Tyle że to mało obchodzi elektorat, który widzi, słyszy i wyczuwa, że PiS traci duszę.
Komentarze
Z duszą czy bez należało to tałatajstwo dawno zdelegalizować
Była premierem Beata Szydło. Był Mateusz Morawiecki. Prezydentem został Andrzej Duda, a po nim Karol Nawrocki.
To byli kandydaci wskazani przez prezesa Jarosława Kaczyńskiego.
Teraz prezes postawił na Przemysława Czarnka. Ekspert mówi, że kandydat ma zdolności przywódcze, jednoczy gremia partyjne i ma poparcie dołów, co liczy się szczególnie w wyborczej walce.
Ja wprawdzie nie rozumiem doktryny politycznej Jarosława Kaczyńskiego, ale zdolność wyboru kandydatów na czołowe stanowiska w państwie jest zadziwiająca
Niestety to się może udać. Lud pisowski otrząśnie się z marazmu i nagle uwierzy w „profesora z Lublina”, który swoją butą, arogancja i brutalnością zauroczy wyborów, tak jak w przypadku Nawrockiego. Ale, wbrew pozorom, Czarnek nie ma tworzyć tandemu z Batyrem. Jako lustrzane odbicie ma tworzyć przeciwwagę dla lokatora Belwederu, gdyby ten próbował się usamodzielnić.
Profesor Czarnek !!!!!!
Gdyby nie oczywista tragifarsa tej postaci, powiedziałbym że wybór J. Kaczyńskiego mieści się w kanonie męskiego świata Jarosława; Wysoki,Dobrze Zbudowany , Być może Przystojny / co prawda, nie taki zakapior jak Pan Prezydent/ ale głos umie dać. Już dzisiaj chciałbym aby Pan Profesor dobrał sobie do wspólpracy p. Suskiego, Kowalskiego , Mateckiego, Mejzę , że wymienię tych najbardziej kompetentnych i zdolnych polityków tej niezmiernie zasłużonej dla rozwoju demokracji i naszej pozycji w świecie Partii .
Miłego Dnia
Zdzisław Prętki
” Rola liderów w tym agonalnym procesie jest szczególnie diagnostyczna. ”
Zgadza się.
Czarnek…ostatnia zemsta Kaczyńskiego.
Nastają ponure mroki średniowiecza. Najpierw D.Trump-gbur, narcyz nieznośny, bezczelny satrapa z jego otoczeniem o osobowości szczekających kundelków, teraz Czarnek, klasyczny facet o mentalności osobnika spod budki z piwem, jego tytuł profesorski jest zniewagą dla prawdziwych profesorów, na południu mamy Orbana,na wschodzie Putina i Łukaszenkę. Sodoma i Gomora
Pani Jagoda,
Napisałem ci coś pod poprzednim. Zrobiłem doprawdy wysiłek. Jeżeli przeszło …. 🙂
Zgrozą powiało…
Podlaski matecznik z utęsknieniem oczekiwał pana godnego w sobie – groźnego, ale sprawidliwego i oto jest pisowska reinkarnacja Edwarda Gierka.
Zdejmie z nas unijne jarzmo niczym Gierek dostawy obowiązkowe, da tanie kredyty , obkupimy się, przyjdzie inflacja miastowe będą zdychać , a my kredyty spłacjmy jajkami.
Po co czekać do wyborów, wybory i tak skrecimy, jest premier, jest kasa upchana w walizkach – jest dobrze , a będzie jeszcze lepiej.
Krótki Komentarz Naukowy
Pan profesor Czarnek, pan profesor Gliński, pani profesor Pawłowicz, to racjonalne umysły które za pomocą Heglowskiej dialektyki i Kantowskiego krytycyzmu teoriopoznawczego opisują i zmieniają świat.
Ich metoda badawcza skupiła sie na doskonaleniu polityki. Politykę Polską – jako rzecz samą w sobie wynieśli na wyżyny niedostępne upadłym demokracjom zachodu. Fala niesprawiedliwej krytyki jest przejawem zazdrości zachodnich elit. Wyborcze zwyciestwo udowodni wielkość i słuszność teorii naukowej genialnych polskich badaczy i umożliwi jej zastosowanie na całym świecie. Amen
Maszynista, kierownik pociągu i pasażer!
O nich w dzisiejszych debatach polityków.
Na tle wydarzeń wojennych to tylko rodzimy serial bez większego znaczenia. Na szczęście wielkie kłopoty jeszcze nas omijają i oby jak najdłużej
Mam przerażające uczucie déjà vu. O postaci Nawrockiego i o wyborze PISu takiego kandydata pisano, pomijając szczegóły, z grubsza to samo co teraz o Czarnku (patrz np. blog kol. Hartmana). I co? Jedyna nadzieja, że to namaszczenie delfina (a raczej orki) zostało wymuszone i nastąpiło zbyt wcześnie.
Kaczyński wybrał Czarnka, ponieważ uznał, że jest on najbardziej przekonujący dla wyborców, którzy odeszli do Brauna, co było główną przyczyną spadku notowań PiS.
Dlaczego odeszli? W 2015 PiS wygrał hasłami „brońmy węgla” i „nie chcemy migrantów”, później jednak Morawiecki podpisał w Brukseli tzw. zielony ład i sprowadzał masowo migrantów. Dopóki PiS miał władzę i media, udawało mu się to ukrywać. Gdy przegrał, prawda wyszła na jaw, również dzięki KO, która to mocno nagłośniła. Wyborcy PiS poczuli się oszukani i część odeszła do Brauna. Do Mentzena nie, bo on krytykuje rozdawnictwo, które dla nich jest świętością. Braun wprawdzie kiedyś deklarował poglądy ekonomiczne bliskie Korwinowi, ale nigdy nie było to głównym punktem jego programu, a teraz sprytnie unika tematu. Skupia się na atakowaniu UE.
Wobec powyższego Kaczyński zaczął spotykać się z Braunem w sprawie ewentualnej koalicji, ale wtedy amerykański ambasador wezwał go na dywanik i oświadczył, że jeśli będzie się zadawał z tym antysemitą, USA nie da już PiSowi pieniędzy. Kaczyński musi więc zrobić wszystko, żeby odbić Braunowi utracony elektorat. Stąd Czarnek.
Problemem jest jednak Morawiecki – dopóki będzie w PiS, ci wyborcy mogą Czarnkowi nie uwierzyć. Od pewnego czasu krążą jednak pogłoski, że Morawiecki chce założyć własną partię dla tych wyborców PiS – i być może nie tylko – którzy wolą bardziej stonowaną retorykę. To mogłoby być dla PiS dobre rozwiązanie, ponieważ Czarnek i Morawiecki prawdopodobnie uzyskaliby łącznie więcej niż PiS w 2023, a po wyborach (lub jeszcze przed na tzw. wspólnej liście) oczywiście by się połączyli.
Czekam więc na ruch Morawieckiego.
Na portalu X znalazłem taki wpis:
„Czarnek pobedzie tym kandydatem na premiera rok. A potem prezes sięgnie po młodego, wysokiego, z małego miasta a wy się znowu nabierzecie na wyprowadzenie kozy”
To też jest możliwe – Kaczyński wykorzysta Czarnka do osłabienia Brauna, a potem go wymieni na kogoś z „efektem świeżości”, nieobciążonego grzechami PiS sprzed 2023 roku.
BAJKA O RYJOGRODZIE i Świniopasie z Kulwy
PROLOG
czyli o królestwie, które samo podkopało swoje fundamenty
Dawno, choć nie aż tak dawno, istniało królestwo zwane Ryjogrodem.
Królestwo zwyczajne, pełne nadziei i pełne błota. Mieszkańcy wierzyli w jedną zasadę: „Każdy ryj nadaje się do rządzenia, byle był głośny.”
Wiedza? Odpowiedzialność? Służba wspólnocie? To były fanaberie.
Ważny był ryk, a raczej kwik.
Im donośniejszy, tym bardziej przekonujący.
W takich warunkach narodziła się epoka zwana Czasem Wielkiego Rycia, kiedy to każdy, kto potrafił krzyczeć, mógł zostać bohaterem, a każdy, kto próbował myśleć — stawał się podejrzany.
Wtedy też pojawiła się ona: Świnia Number One — nie najmądrzejsza, nie najuczciwsza, ale najgłośniejsza. A w Ryjogrodzie głośność była walutą, która przebijała wszystko.
Królestwo podzieliło się na dwie grupy:
• Ryje, które wierzyły, że chaos to wolność,
• Normalsi, którzy pamiętali, że państwo to coś więcej niż koryto.
Ale Normalsi byli cisi. A cisza w Ryjogrodzie była jak szept w burzy.
Tak zaczęła się historia królestwa, które samo podkopało swoje fundamenty.
CZĘŚĆ I
O świniopasie, który pomylił błoto z tronem
W Czasie Wielkiego Rycia do Ryjogrodu wkroczył Świniopas z Kulwy.
Nie znał prawa, historii ani sensu wspólnoty. Ale znał jedno: jak ryć i wyć.
Rył więc w dokumentach, rył w obyczajach, rył w cierpliwości obywateli.
A tłum Pisdowa – Księstwa Małopolskiego – klaskał i wył, bo rycie brzmiało jak „działanie”.
Wokół Świniopasa z Kulwy zebrała się ferajna ryjów z pogranicza normy spożycia po świniobiciu — osobników, którzy nigdy nie przeczytali niczego dłuższego niż napis na korycie, ale potrafili powtarzać hasła z zapałem godnym lepszej sprawy.
Jarali się partyjniactwem jak dzieci fajerwerkami, nieświadomi, że iskry lecą im prosto w oczy.
A nad tym wszystkim unosił się cień Świni Number One, która jednym chrząknięciem potrafiła rozpalić chaos, drugim wskazać wroga, trzecim wmówić stadu, że błoto to złoto.
Ryjogród staczał się coraz niżej, aż w końcu nawet Świniopas zaczął się potykać o własne bruzdy i odchody.
CZĘŚĆ II
O buncie Normalsów i przeszkodach większych niż błoto
W końcu nadeszła cisza. Cisza tak nienaturalna, że Ryjogród aż zadrżał. Bo cisza była językiem myślenia.
W ciszy tej pojawili się oni — Normalsi. Nie bohaterowie, nie mędrcy — zwykli kumaci mieszkańcy, którzy mieli dość wrzasku i chaosu.
Zaczęli szeptać. Szept przerodził się w rozmowę. Rozmowa — w działanie. Działanie — w bunt.
Normalsi zdobyli niewielką przewagę. Wystarczającą, by zatrzymać najgorsze. Niewystarczającą, by naprawić wszystko.
Na drodze stanęła Kancelaria Wielkiego Pachoła — instytucja osobliwa, wierna Wielkiemu Magowi i jego Wielkiej Furii.
Kancelaria potrafiła zamienić każdą dobrą decyzję w labirynt, a każdy plan w betonową ścianę.
A nad wszystkim unosiła się Furia — burza, którą Mag potrafił wywołać jednym gestem i rozkazem.
Normalsi zrozumieli, że ich walka dopiero się zaczyna.
CZĘŚĆ III
O odbudowie, która smakuje jak gorycz i ocet
Ryjogród po latach chaosu przypominał pole po nawałnicy: koleiny, bruzdy, porzucone obietnice, stare koryta zwane „reformami”.
Normalsi zaczęli sprzątać, ale błoto miało długą pamięć. Wystarczyło jedno potknięcie, a już pojawiały się głosy:
— „A widzicie? Mówiliśmy, że się nie da!”
Z zewnątrz nadciągały wichry, a wewnątrz działały siły autodestrukcji: wyznawcy bogów Prywaty, Korzyści Osobistej i Złodziejstwa Pcimskiego.
Kancelaria Wielkiego Pachoła trwała jak mur. Każdy dokument, który przez nią przechodził, wychodził bardziej zagmatwany niż wszedł.
Ryjogród żył w grotesce: tu ktoś budował most, tam ktoś go podkopywał; tu ktoś sadził drzewo, tam ktoś je wyrywał, bo „zasłania widok”.
Normalsi mieli wrażenie, że walczą z grawitacją głupoty.
A jednak — powoli, cicho, jak praca pszczół — królestwo zaczynało się zmieniać.
EPILOG
czyli o tym, że odbudowa trwa dłużej niż burza
Minęły lata, a Ryjogród wciąż był w połowie drogi: nie upadły, nie odrodzony, nie zgubiony, nie ocalony.
Normalsi pracowali, jak potrafili — czasem z zapałem, czasem z rezygnacją. Wiedzieli, że odbudowa to nie sprint, lecz maraton. Nie jedna kadencja, lecz pokolenia.
Kancelaria Wielkiego Pachoła nadal stała na wzgórzu, jakby wrosła w ziemię.
Nikt nie wiedział, czy Pachoł wciąż służy Magowi, czy tylko wspomnieniu jego Furii.
Ryjogród żył w grotesce codzienności, ale coś się zmieniło: nie był już królestwem beznadziejnym.
Bo choć burza niszczy w godzinę, to odbudowa zaczyna się od jednego gwoździa, jednej cegły, jednego człowieka, który mówi: „Spróbujmy jeszcze raz.”
I to właśnie było największym cudem Ryjogrodu.
Ale czas nie czeka. Lata mijają…
Wyznawcy zapowiadają swój powrót do rycia i wycia, i znowu sięgają do swego marnego zasobu funkcyjnych Ryjów. Stare Ryje odpadły w przedbiegach bo kapryśna Świnia Number One przestała lubić stare Ryje.
Nominowała primariusa – okrutnie tępego wieprza.
Szkodnik okazały… ryj niebezpieczny – już raz pokazał co potrafi… śmierdzi tyranią świń i wieprzy. Pusty łeb u wieprza w zderzeniu ze złożonością sytuacji wewnętrznej i zewnętrznej, to dla Ryjogrodu wyrok – pewna katastrofa, a nawet niebyt.
Znany już z przeszłości Ryjogrodu… ale nauka u głupców poszła w las…
Nie traćmy jednak nadziei miłe Dzieci – nadzieja karmi lecz nie tuczy – czas tyranii świń szybko leci…
I na koniec końców krótki optymistyczny wierszyk:
Świniopas z Kulwy
Motto: „Im starsza świnia, tym głupszy ryj”
W politykę wdepnął pewien czerstwy świniopas,
co myślał mylnie, że spryt ma jak stary lisi as.
Lecz każdy jego ruch był jak głośny kwik wśród buraków —
zdradzał brak wiedzy, manier i rozumu wśród cwaniaków.
I wyszło, że bezwstydto jedyny jego zasób na trudny czas.
Szybko wywali go z posady z hukiem bo okazał się pospolitym tłukiem.
Profesor Chamologii Stosowanej.
Wysłuchałem długaśnej przemowy Wyznaczonego i przypomniałem sobie o podobnie długich tyradach towarzysza Wiesława – Władysława Gomułki. Tylko że Wiesław mówił o walce klas, Kraju Rad, o wrogach politycznych , o wzroście pogłowia i kwintalach z ha. Wyznaczony poszedł inna drogą. Dużo było szyderstwa, chamstwa, oszczerstw i głupot, przeplatanych niezbyt udanymi dowcipami. Nie doczekałem się odniesień do politycznych realiów dnia dzisiejszego, jakiegokolwiek zarysu perspektyw dla kraju i dla społeczeństwa. Jedynie wzbudzanie okrzyków wyrażających pewność wygranej w wyborach. Wydaje się, że Wyznaczony dobrze rokuje… dla przeciwników.
Ten ten typ namaszczony na premiera, zadziała jak kubeł zimnej wody i odstraszacz w jednym. Zmusi do refleksji tych, którzy zachowali resztki rozsądku, chociaż w poprzednich wyborach glosowali na PiS. Może jestem nadmierną optymistką ale wierzę, że ten człowiek raczej odstraszy część pisowskich wyborców niż przyciągnie nowych. Chamstwo i buta w tak wysokim stężeniu może okazać się niestrawne nawet dla pisowskich wyborców. Betonowego elektoratu nic nie przekona ale część może poczuć niesmak.
remm
8 MARCA 2026
14:28
Bardzo to logiczne co piszesz , lecz jedynie w założeniu , że wyborcy PiS u, brauna korwna metzena myślą, a nie reagują jak pies pavlova. A to jest do udowodnienia.
Przeciez Czarnek nie ma szans. No chyba umiecie liczyc – bez Brauna nie dadza rady, a i Konfa Slawka i Krzysia watpie czy bedzie chetna.
A propo’s musze posypac glowe popiolem i odszczekac – Trump jest jednak… (no nie napisze, zeby mi tu jakies komando nie naslal). Za pierwszego Trumpa bylo w miare o.k., ale to co teraz wyprawia, to sorry ale nie popieram.
Deficyt intelektualny prawicy wyraża się przede wszystkim w języku. Nie mam tutaj na myśli rzecz jasna internetowych „memów” i całego tego chlewiku politycznej bieżączki w mediach społecznościowych, ale raczej działalność akademicko-intelektualnego zaplecza prawicy, którego opis rzeczywistości utknął w formach refleksji właściwie przedwojennej i od tego czasu niewiele się zmienił.
Tak też interpretuję dominację „konserwatywnych historyków” oraz klerykalnych moralistów z rzadka co najwyżej wzbogacaną przez pojedynczych ekonomistów wypowiadających się na bieżące tematy.
Ludwig Wittgenstein powiedział, że „granice mojego języka są granicami mojego postrzegania”. Te słowa naprawdę wyrażają głęboką treść, gdyż język odzwierciedla struktury pojęciowe a jego rozwój wynika z kulturowej absorpcji nowych pojęć. Znanym faktem jest, że w krajach afrykańskich akademickie nauczanie przedmiotów ścisłych prowadzi się w zasadzie wyłącznie po angielsku, co wynika z tego, że w językach lokalnych nie dość, że brakuje słów na setki czy tysiące pojęć współczesnej nauki, to tak naprawdę w kulturach tych brakuje struktur pojęciowych, w których słowa te można by właściwie umocować.
Współczesna filozofia powojenna jest przede wszystkim dorobkiem uczonych związanych z lewicą – nawet wówczas, jeśli sami nie zabiegali o taką identyfikację, to przez sam fakt, że zajmowali się filozofią w sposób odległy od tradycji myśli chrześcijańskiej – stawali się „lewicowi”. Ich lewicowość wynikała wprost z oderwania się z zamkniętego eksosytemu chrześcijańskiego imaginarium i poszukiwania nowych pojęć wykraczających poza język z nim związany.
Tymczasem powojenni myśliciele prawicowi nie wypracowali własnego (meta)języka adekwatnego dla zagadnień współczesnej psychologii i psychiatrii – zrobili to Freud i Lacan – jest to język psychoanalizy. Nie wypracowali własnego języka adekwatnego dla opisu konfliktów społecznych – zrobił to Marks. Nie wypracowali własnego języka adekwatnego do opisu zagadnień tożsamości – zrobiły to feministki i uczeni związani z ruchem queer i studiami postkolonialnymi.
Nie chodzi tu bynajmniej o ocenę tego języka, ale o sam fakt, że język taki i związana z nim terminologia oraz struktury pojęciowe zaczęły funkcjonować opisując zjawiska i procesy, które prawicy nie interesowały lub które prawica próbowała opisywać nieomal wyłącznie w ramach umocowanego doktrynalnie dyskursu moralnego.
Przekłada się to wprost na wspomnianych przeze mnie „konserwatywnych historyków”, u których wyraźnie widać priorytet moralny i religijny nad politycznym. Często właściwie nie wiadomo, czy w swoich publikacjach występują oni jako badacze historii politycznej, czy jako rzecznicy kościelnej interpretacji dziejów. Poniżej fragmenty z książki prof. Wojciecha Roszkowskiego pt. „Historia Chrześcijaństwa”:
Tragedia rozłamu Kościoła w XVI w. była dziełem ludzkich słabości. Upadek wiary wśród hierarchii, jej zeświecczenie w warunkach kryzysu społeczeństwa feudalnego i nasilających się ruchów wolnościowych, upolitycznienia religii oraz radykalne krytyki wynikające nie tyle z teologii, co z osobistych ambicji ludzi pełnych gniewu, a czasem wręcz pysznych fanatyków – wszystko to doprowadziło do trwałych podziałów wśród wiernych, co miało przynieść więcej kłopotów w kolejnych wiekach. […] Wiek XVI przyniósł Kościołowi i całej cywilizacji europejskiej tragiczny rozłam: reformacja zwyciężyła w Skandynawii, Anglii, rozbiła jedność w księstwach niemieckich, podkopała siły we Francji i spowodowała otwartą wrogość między katolikami a różnymi odłamami protestantyzmu których katolicy nazywali heretykami. Z kolei protestanci nienawidzili Kościoła i Rzymu, a szczególnie papieża. Z tego powodu konflikty religijne świeccy władcy wykorzystywali i podsycali w walkach o wpływy polityczne. Wiek XVII miał przynieść jeszcze bardziej tragiczne skutki tego rozłamu w postaci wojny 30-letniej. Na szczęście papieże końca XVI wieku odznaczali się zwykle nienagannym trybem życia i głęboką wiarą, co wyznaczyło także standardy postępowania dla większości hierarchii.
Jak widać – w narracji tej znika całkowicie podbudowa ideologiczna związana z przełomem nominalistycznym końca XIV w. i XV-wieczną ekspansją nowych idei związanych z absorpcją nieznanych wcześniej w Europie poglądów hermeneutycznych, z których narodził się Renesans. Tymczasem Protestantyzm nie mógłby w ogóle zaistnieć, gdyby nie Ockham i jego nauczanie, w którym przekonywał, że prawo Boże można badać poprzez Objawienie, ale nie przez abstrakcyjne konstrukcje filozoficzne, i gdyby na tym gruncie spór o franciszkańskie ubóstwo nie przekształcił się w Wielką Schizmę Zachodnią.
Zamiast tego od prof. Roszkowskiego dostajemy wiązankę ocen moralnych i rozpaczanie nad kryzysem wiary…
Ta tendencja do skupiania się na doktrynalnie umocowanych ocenach moralnych kosztem analizy mechanizmów wyrażających się w postawach ludzkich i procesach społecznych niesłychanie zubożyła prawicę sprowadzając ją do roli mało inspirującego recenzenta dorobku badaczy lewicowych, którzy swoje dociekania przekształcali w interdyscyplinarnie umocowane teorie.
Trudno się zatem dziwić, że współczesny dyskurs ideowy obraca się wokół słów i pojęć definiowanych przez lewicę – jest tak dlatego, że strona umownie prawicowa po prostu nie interesowała się całymi obszarami badawczymi lub robiła to wyłącznie na w/w wspomnianym gruncie refleksji etycznej. Nawet najbardziej „wizjonerscy” myśliciele prawicowi, jak np. nasz prof. Zybertowicz nie są zdolni do niczego więcej niż otwartej negacji nowych obszarów wiedzy związanych z rozwojem sztucznej inteligencji i neuroinżynierii. Zaleca „wielkie spowolnienie”, co wydaje się głosem wołającego na puszczy, gdyż przecież procesy prowadzące do rozwoju tych nauk są „większe niż człowiek”. I nie chodzi tu o to, że wspominane przez niego zagrożenia są nierealne, ale o to, że nic z jego kasandrycznych rozważań nie wynika. Nie mamy zatem nawet zarysowanego stanowiska prawicy na temat zmian społeczno-ekonomicznych związanych z rozwojem sztucznej inteligencji, a w szczególności nie mamy na „tradycyjnej” prawicy żadnej refleksji na temat suflowanego przez akceleracjonistów w rodzaju Elona Muska społeczeństwa przyszłości obywającego się praktycznie bez udziału pracy ludzkiej, co przecież powinno prawicę nurtować – w paradoksalny bowiem sposób tak realizowany kapitalizm sam sobie zaprzecza, tworząc praktyczne zręby gospodarki de facto komunistycznej.
W takich kwestiach prawica zazwyczaj wyczekuje na stanowisko tzw. „nauczania Kościoła”, które od czasów Maritaina i Wojtyły znaczy tyle co „personalizm chrześcijański” i obraca się wokół „podmiotowej godności człowieka wynikającej z jego łączności z Bogiem” w tradycji mocno tomistycznej. Jak wiemy, poglądy Jaquesa Maritaina odegrały ważną rolę w ukształtowaniu filozoficznych podstaw Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka z 1948 r., co zapoczątkowało współczesną doktrynę prawnoczłowieczą – dokładnie tę, nad którą prawica błyskawicznie straciła kontrolę i która obecnie stała się głównym narzędziem narzucania lewicowych poglądów emancypacyjnych. Maritain jest też jednym z ojców tzw. Kościoła Otwartego – kolejnej zgryzoty współczesnej prawicy, która nie bardzo wie jak pogodzić ową „otwartość” z marzeniami o zachowaniu istniejącego porządku świata.
W istocie, tradycyjna (chadecka) prawica jak gdyby wyczerpała swoje możliwości, gdyż jak długo w zmieniającym się społeczeństwie można budować stanowisko oparte na egzegezie wciąż tych samych tekstów? Biblia i Ewangelie zawierają dużo „prawdy o człowieku”, ale tak samo dużo tej prawdy zawierają greckie tragedie i starożytne eposy w rodzaju Iliady czy Odysei. Jednak w praktykach społecznych raczej nie sięgamy do Homera, aby sprawdzić, co w danej sytuacji zrobiłby Odys. Nie czekamy na głos jego interpretatorów w tych kwestiach. Tymczasem tak mniej więcej wygląda sytuacja współczesnej prawicy chadeckiej, która w tzw. kwestiach ogólnych nie ma własnego zdania, poprzestając na odwołaniach do kościelnego nauczania lub mniej lub bardziej zgrabnych unikach w najbardziej zapalnych sprawach.
I jest z tym coraz trudniej w świecie, w którym właściwie cały zakres postaw prawicowych doczekał się szczegółowych interpretacji ze strony filozofów lewicy, opisujących je na gruncie psychologicznym, psychoanalitycznym, językoznawczym, kognitywistycznym, socjo-ekonomicznym, itd., podczas gdy prawica zatrzymała się na kwestiach metafizyki istnienia i religijnie umocowanej moralności, wybrzydzając co najwyżej, że „świat zmierza w złą stronę“.
Sęk bowiem w tym, że jakby nie patrzeć – w jakiś sposób świat zawsze zmierza w „złą stronę” – taka jego natura, że trudno, aby wszyscy byli równo zadowoleni. Tymczasem różne procesy społeczne doprowadziły do tego, że pojęcie „zwykłych ludzi” – tzw. milczącej większości, która jakoby reprezentuje tradycyjne konserwatywne poglądy, staje się coraz mniej jasne. Ludzie po prostu są coraz bardziej zróżnicowani – mają różne pochodzenie, różny status społeczny i majątkowy, różne przekonania, żyją w zróżnicowanym otoczeniu, mają różne oczekiwania i różne potrzeby. Szukając w tym galimatiasie stabilnego i szerokiego poparcia politycy zawsze uciekają się do fantazmatów – chwytliwych, hasłowych idei, które pociągają tłumy. Sęk w tym, że idee te muszą w takiej sytuacji być bardzo rzetelnie, wielopłaszczyznowo wspierane. Musi być wytworzona cała infrastruktura umocowująca je na różnych płaszczyznach tak, aby nie traciły nośności pomimo zdarzających się wpadek. We współczesnym społeczeństwie taka trwała idea po prostu musi być „naturalnie” wspierana przez różne środowiska znajdując wyraz w ich własnych językach – po prostu musi się przekładać na trend. Hegel powiedziałby, że musi jawić się jako racjonalna konieczność.
Polska prawica miała taki momenty w początkach swoich rządów i był to moment jej największego sukcesu. Sęk w tym, że ta energia została roztrwoniona a dynamika sytuacji zgasła przytłoczona COVIDem i wojną na Ukrainie.
Dziś z tej energii zostały już tylko niekończące się utyskiwania na „niemiecką chytrość”, niepewność związana z polityką amerykańską, obawy wobec Ukraińców i suwerennościowo-katolicki fantazmat niewypełniony żadną treścią, na którym skutecznie żeruje Grzegorz Braun.
W tej sytuacji PiS wyłonił kandydata najmniej się od Grzegorza Brauna różniącego – właściwie różniącego się od niego w jednym jedynym punkcie – stosunkiem do USA i Rosji.
[fb, nieco poprawione]
> Kalkulacja była niby sprytna: profesor prawa z KUL z niewyparzoną gębą, wróg ,,lewactwa’’ w Polsce i unijnej Brukseli.
Powiedziałbym: kalkulacja sprytna: człowiek, który będzie się licytował z Mentzenem i Braunem na prawicowy radykalizm i walczyć o wyborców Konfederacji-Korony. To jest strategia PiSu, która wprowadziła Nawrockiego (dokładnie ta sama kalkulacja, minus silne powiązania z partią) na fotel prezydenta.
Niezależnie od tego, czy ta strategia da sukces Kaczyńskiemu, Braunowi, czy Mentzenowi, wróżby dla kraju są kiepskie. Stawianie na taki wyścig, oznacza promowanie wartości Brauna: antyzachodniej fobii z wszystkimi jej dodatkami, jakbyśmy nie mieli już zalewu propagandy rosyjskiej, a także wsparcia ze strony Trumpa; plus napędzanie polaryzacji.
@handzia55:
Nie podzielam nadziei — takie radykalizacje na prawicy miewały miejsce w przeszłości, a w Stanach doprowadziły Trumpa do władzy, choć przecież trudno udawać, że nie widzi się jego wad.
„Umiarkowani zwolennicy” są od dłuższego czasu urabiani propagandą, a „przeskok” by pójść zagłosować na Tuska (nawet niech będzie Kosiniaka-Kamysza) jest zbyt głęboki i dawałby poczucie zdrady. Raczej zacisną zęby (jak zaciskali przy Nawrockim) i zagłosują, jak prezes chce.
Ten system musi się wyżej posypać, by dawać nadzieję. Musiałaby się TV Republika rozpaść, albo sojusz z ołtarzem. Tymczasem, nie tak dawne wydarzenia w Gościu Niedzielnym sugerują zacieśnianie, a nie luzowanie sojuszy.
Czarnek zapowiada powrót do budowania kopalń głębinowych węgla w Polsce, odwrót od OZE i na dowód obiecuje, że zdemontuje panele na swoim dachu.
W pierwszych latach komuny obowiązywało hasło: „nie matura, lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera”. Potem odstąpiono od tego hasła uznając słusznie, że to już nie są czasy średniowiecza, że modlitwa do Niepokalanej zastępowała jakąkolwiek wiedzę. Czarek, absolwent wydziału prawa kanonicznego ogłasza, że jest specjalistą od budowy kopalń i ustalania ilości zasobów węgla kamiennego. Czyli wracamy do czasów po 1917r w Rosji, gdzie żarliwość komunistyczna zastępowała wiedzę. Ja bym rozumiał postawę prof. Czarnka, gdyby był analfabetą, bo tylko kompletny ignorant jest przekonany, że zjadł wszystkie rozumy. Ale nawet na prawie kanonicznym chyba uczyli choć trochę szacunku do wiedzy. A więc Czarnek będzie projektował budowę kopalń, inżynierowie górnictwa zajmą się naprawą systemów edukacji, rozmnażaniem ilości zasobów węgla kamiennego w złożach zajmą się bywalcy na nieszporach maryjnych ,gdzie modlitwami spowodują, jak w Kanie Galilejskiej, przyrost ilości zasobów węgla nadających się do eksploatacji, zamiast lekarzy wystarczy udział w wieczornych nieszporach ,a prawnicy po prawie kanonicznym będą projektować nowe wyrzutnie rakietowe bezzałogowe i nastąpi raj ,jak w królestwie Ubu. Czasy wielkiej ruskiej smuty, to nic wobec perspektywy, jaka nas czeka pod przewodem premiera in spe Czarnka
@babilas:
> „Deficyt intelektualny prawicy wyraża się przede wszystkim w języku”
Tylko widzisz, to ma swoją drugą stronę — mając język wysublimowany nie trafisz do mas.
> „opis rzeczywistości utknął w formach refleksji właściwie przedwojenne”
Andrzej Nowak bazuje na postmodernizmie. I ja bym powiedział, że nie tylko on, choć on to intelektualnie ogarnia i przyznaje, że to robi. Jeśli prawica ma „alternatywne fakty”, to podstawą tego jest przejęcie tezy o równoważności różnych narracji na temat rzeczywistości, co wzięli z dość nowej filozofii…
Generalnie zwróciłbym uwagę (przepraszam, jeśli uznasz to za spłycenie problemu) na „Prawy Umysł” Haidta. Haidt zwraca uwagę na ważną rzecz — rozumienie moralności na lewicy i prawicy jest różne. I gdy krytykujesz „doktrynalnie umocowane oceny moralne”, to już odrzucasz jeden z filarów prawicowej moralności, a mianowicie wspólnotę i jej wzorce kulturowe. (Żeby było jasne: Haidt to zauważa, chyba także dlatego, że sam jest wyraźnym prawicowcem i nie dostrzega nawet jako możliwych wartości dociekania prawdy. Bardzo mi się to nie podoba, ale jeśli chcemy zrozumieć różnice sposoby myślenia i docierania do ludzi, to warto to zaznaczyć. Zresztą dalej piszesz Musi być wytworzona cała infrastruktura umocowująca je na różnych płaszczyznach tak, aby nie traciły nośności pomimo zdarzających się wpadek. — no to odpowiadam — łączy tych ludzi wspólnota, grupa społeczna, a nie spójna narracja.)
> „W istocie, tradycyjna (chadecka) prawica jak gdyby wyczerpała swoje możliwości”
Tylko, że tu i ówdzie rządzi i współrządzi, gdy „tradycyjna lewica” ma jeszcze większe problemy z poparciem społecznym.
Tzn. ja się ogólnie zgodzę, bo widzę pewną bezradność mainstreamu, który zdaje się bardziej wierzyć, że reprezentuje koniec historii, niż roztaczać wizję na przyszłość przed wyborcami. I tak, uważam to za problem w rywalizacji z alt rightem, którego wizja to też ‚wywrócenie stolika’, ale wielu jednak część ludzi ma prawo być niezadowolonym z rzeczywistości i/lub z braku perspektyw na zmianę.
BTW. Piszesz o psychoanalizie, filozofii, psychologii, językoznawstwie… ale prawica ma problemy ze zwykła fizyką (patrz: globalne ocieplenie), czy z ekonomią (patrz: budowa nowych kopalni w Polsce).
PS.
Zauważyłbym, że prawica częściowo o tym wie, krytykując „lewicowe skrzywienie” na uniwersytetach. Cóż, jeśli się na czymś znasz, to nie jesteś w tej dziedzinie prawicowcem…
@ pielnia11
9 marca 2026
9:58
To co Tow Czarnek to co zapowiada gdyby został premierem , a jego realnymi posunięciami w kwestii górnictwa to będą dwie różne rzeczy… Dla przypomnienia PIS gdy rządził zamknął kilkanaście kopalń , a tani węgiel masowo sprowadzono z Rosji i innych kierunków. Jedna tona węgla wydobyta w PL to ponad 1000 zł , jedna tona węgla australijskiego to 260 zł.
@remm cytuje:
Na portalu X znalazłem taki wpis:
„Czarnek pobedzie tym kandydatem na premiera rok. A potem prezes sięgnie po młodego, wysokiego, z małego miasta a wy się znowu nabierzecie na wyprowadzenie kozy”
Tez mi przyszlo na mysl, ze PiS chce tylko uspic czujnosc demokratow (politykow i wyborcow). Niech sie juz ciesza, ze „nie maja z kim przegrac”. A potem bedzie za pozno zmienic taktyke. Tak bylo z Komorowskim, tak bylo ostatnio z Trzaskowskim.
Ostatnia(?) szansa na demokratyczny rzad w 2027 jest rozpad PiS juz przed wyborami!
@remm cytuje:
Na portalu X znalazłem taki wpis:
„Czarnek pobedzie tym kandydatem na premiera rok. A potem prezes sięgnie po młodego, wysokiego, z małego miasta a wy się znowu nabierzecie na wyprowadzenie kozy”
Tez mi przyszlo na mysl, ze PiS chce tylko uspic czujnosc demokratow (politykow i wyborcow). Niech sie juz ciesza, ze „nie maja z kim przegrac”. Niech juz dziela skore na niedzwiedziu. A potem bedzie za pozno zmienic taktyke. Tak bylo z Komorowskim, tak bylo ostatnio z Trzaskowskim.
Ostatnia(?) szansa na demokratyczny rzad w 2027 jest rozpad PiS juz przed wyborami!
@babilas
9 marca 2026
7:47
Wiec postawie pytania:
Dlaczego lewica znika politycznie na calym Swiecie?
Moze jest aktualnie jeszcze marniejsza intelektualnie niz prawica?
Komu jest nieskuteczna inteligencja potrzebna i do czego?
Luap-pielnia:czy moze ktos potwierdzic , ze Czarnek chce popierac wydobycie wegla w Polsce?tj.absrurd absurdow.obecnie wydobywa sie wegiel kamienny po to ,by obnzyc stope zyciowa Plakow!!!!
pielnia11
9 marca 2026
9:58
” W pierwszych latach komuny obowiązywało hasło: „nie matura, lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera”.
Jest postęp.
Nie doktorat lecz chęć szczera i mamy Czarnka premiera.
1. Poparcie PiSu spada bo biologicznie kurczy sie (logiczne) jego baza. To logiczne – swego czasu PiS postawił na grupę senioralno-emerycką kosztem przede wszystkim młodych i ludzi w wieku produkcyjnym. Było to wtedy z punktu widzenia PiS słuszne ale to się kończy.
2. Jednak, gdzieś tam przebija się albo chociaż prześwituje świadomość pisich bezprawi i pospolitego szabru. Nie pomaga ucieczka Ziobry i Romanowskiego. Te nieborzętabpadają ofiarą swojej, latami suflowanej, ,,filozofii (bez)prawa” – ,,niewinni nie mają się czego bać”. Widocznie ci mieli się czego bać skoro czmychnęli…
3. Rzekoma dekompozycja – może się gryzą ale nic tak dobrze nie spaja jak moralność bandyckiej szajki. Zguba jednego z nas zgubą wszystkich. Dlatego może i kogoś wyrzucą ze sanek ale tylko po to by reszta mogła ocaleć.
4. PROBLEMEM PIS JEST W TYM MOMENCIE (i to pomimo zwycięstwa Nałrokiego) BYCIE SONDAŻOWĄ ,,LAME DUCK”. Tego wyborcy nie lubią i za to każą podwójnie. Rzecz w tym, że PiS nie traci na rzecz strony demokratyczno-normalnej ale na rzecz obu Konfederastii. To jest problem PiSu. Walka z rządem to po prostu ,,robota jak każda” ale prawdziwa walka o przetrwanie i wpływy jest między PiS a Konfederastiami. Kaczyński ewidentnie uznał, że rząd sam się wywróci w 2027r. Podobnie jak R. Trzaskowski, z wielką pomocą Hołowni w 2025r. Teraz na podorędziu są PSL i odpady pohołowniane, a tylko rządy samodzielne, nie koalicyjne – no może z jakąś ,,przystawką dietetyczną” – są coś warte. Dlatego gra idzie o bycie HEGEMONEM OPOZYCJI (dziś jest PiS = K+K)
To jest melodia przyszłości bo NA DZIŚ jest ,,PREMIER CZARNEK”. On ze swoim bucostwem, prymitywizmem, chamstwem ma odwojować ,,zdrowochłopowy” elektorat Konderastiom. Przecież będąc brałnistą nie czułbym niesmaku głosując na Czarnka (wiadomo – z Żydami jakoś tak zbyt politycznie ale wicie rozumicie…).
To jest ,,premier” na ,,tu i teraz i na Konfederacje” ale przecież znamy przewrotność i oportunizm Kaczyńskiego…Czarnek może czuć się ,,premierem” do trzeciego niekorzystnego sondażu…
Ps. Ciekaw jestem czy Czarnek jestbna tyle zdeterminowany by zdemontować solary zecswojego domu…
babilas, 7:47
wszystko OK ale zeby zaraz wytaczac armate historii idei (a lot of ‚name dropping’) przeciw banalnemu a cynicznemu marketingowi politycznemu decyzji pewnej zlej (i calkiem od lat przewidywalnej) maf…, sorry, sekty!
Mysle, ze sam Hegel mialby problem ze znalezieniem (dialektycznego) zwiazku miedzy ‚body’ Twojego wywodu a ‚conclusion’.
W Ameryce maja absolutna fiksacje na temat cen paliwa. Jesli wydaje tygodniowo $50, a zaczne wydawac $60 to o co tak sie pieklic? Nikt nie wie ile placi za elektrycznosc, bo to i tak automatycznie pobieraja, ale benzyna niech zdrozeje o 1 centa to wielka afera. Donal to wie i podejzewam na granicy pewnosci ze uwolnil rezerwy strategiczne, nic nie oglaszajac dla wzmocnienia efektu, gdyz niby dlaczego ropa tak raptem w poniedzialek staniala pomimo niezmienionej sytuacji wokol Iranu?