W ramach odwyku od nienawiści

W Krakowie wciąż słyszę na ulicach język ukraiński. Potrafię już odróżnić ten język od rosyjskiego. W liceum musiałem uczyć się tego drugiego. Moja nauczycielka, z pochodzenia Rosjanka, robiła wszystko, by nam język Puszkina obrzydzić, ale narzucony przez nią drill skutkował: do dziś mogę czytać Puszkina ze zrozumieniem. Nigdy nie mówiła o ukraińskim ani o literaturze rosyjskiej wpisanej przez sowieckich politruków na czarną listę prohibitów.

Te wszystkie deficyty zacząłem nadrabiać na studiach polonistycznych dzięki osobom, które wtedy poznałem. Nie było nic o Sołżenicynie czy „Doktorze Żywago” Pasternaka (obaj nobliści!) w oficjalnym kursie literatur obcych, ale w domach przyjaciół ich zakazane w Sowietach dzieła stały na półkach lub -częściej – leżały w skrytkach z obawy przed rewizjami policji politycznej.

Podałem tylko dwa przykłady, lecz książek, które mówiły prawdę o reżimie sowieckim, przeczytałem mnóstwo. Głównie w przekładach na polski lub angielski wydanych na Zachodzie lub u nas w podziemiu. Nabyłem pełnej odporności na proradziecką propagandę doby PRL. Tak wolne słowo podkopywało mury w łagrze „przyjaźni i pokoju”, aż runęły.

Napaść Rosji na Ukrainę wywołał w kręgach literackich gorący spór: jak traktować literaturę rosyjską w tej dramatycznej sytuacji? Oddzielić jej arcydzieła od polityki Kremla czy bojkotować, bo w wielu można odnaleźć jakiś element wielkoruskości? Sam Sołżenicyn, demaskator Gułagu, po powrocie z wygnania do Rosji uderzył w te nacjonalistyczne tony. Wielu pisarzy i intelektualistów ukraińskich było za takim bojkotem.

Dla wielu stosunek Rosji i Rosjan do kultury i tożsamości ukraińskiej był kolonialny: pełen pogardy i poczucia wyższości. Drwili z języka ukraińskiego jako rzekomo zepsutej, kulawej ruszczyzny, ignorowali bogactwo literatury ukraińskiej i historię ukraińskich dążeń do niepodległości, w istocie odmawiali Ukraińcom prawa do niezależnego od Rosji bytu narodowego. Nie ma czegoś takiego jak Ukraina – wmawiają światu – jest tylko „mniejsza Rosja” i ona nam się po prostu należy.

Od powstania niezawisłej Ukrainy – jako pierwsza uznała ją III RP, Amerykanie się nie kwapili – mamy okazję czytać książki ukraińskich pisarzy, poetów, eseistów obojga płci. A także ich dyskusje o ukraińskości. Pisarstwo Andruchowycza czy Oli Hnatiuk (np. „Odwaga i strach”) to moje podręczniki wiedzy na ten temat. Bezcenne.

W 2022, roku napaści, nakładem oficyn Pogranicze w Sejnach i lwowskiej Dżezwy ukazała się seria „W obliczu wojny”. To pierwsze reakcje twórców ukraińskich obojga płci na niezawinioną agresję. Dwujęzyczna, więc uczę się teraz ukraińskiego. Nie muszę dodawać, jak się czyta relacje wojenne, których autorami są ludzie pióra, w większości młodzi. Pisze Serhij Żadan: „A okazuje się, że mowa jest silniejsza, niż strach milczenia, / ona ma wypełnić sobą napierśne kieszonki życia, / ona ma osłonić miejsca, w których gromadzą się ludzie, / gdzie muszą mówić o sobie tak, / żeby odtąd na zawsze / rozpoznawać ich po głosie” (tłum. Aleksandra Zińczuk).

O jakiej mowie mowa? O ukraińskiej – tej, za którą dziś można w Polsce dostać w twarz. To przerażające, jak szybko tracimy wrażliwość na zło wokół nas. Na krzywdę osób, w tym dzieci, których jedyną „winą” w umyśle napastnika jest to, że mówią w Polsce swym ojczystym językiem, po ukraińsku. Broniłbym Polaka pobitego gdzieś za mówienie po polsku i tak samo bronię Ukraińców pobitych za mówienie po ukraińsku. Jedno i drugie to zdziczenie.

Jakim szokiem jest zbrojna napaść na własny kraj, w Polsce nie trzeba tłumaczyć. Nie trzeba? Ależ trzeba, bo nawet przyzwoici ludzie przestają to rozumieć, ulegają podsuwanej im wszędzie – w polityce, w internetach i niektórych mediach i we własnej rodzinie i kręgu znajomych – mowie nienawiści. Gdy Nawrocki milczy, apele Tuska o przerwanie tego barbarzyństwa przestają odnosić pożądany skutek. Nienawiść nas zalewa, kołem ratunkowym może być świadectwo literackie, ale kto po nie dziś sięga? Może trzeba przemycić do Pałacu Namiestnikowskiego choćby tę wspólną serię polskiej i ukraińskiej oficyny wydawniczej. W ramach odwyku od nienawiści.

Reklama