Ukraina: kiedy, jeśli nie teraz?
Nasze stosunki z Ukrainą zostały nadwerężone i może nigdy nie wrócą do solidarnościowej normy. Jednym z powodów tej porażki są wywołane przez prawicę ataki na osoby z Ukrainy, w tym dzieci, na polskich ulicach, w autobusach i pociągach, a nawet na placach zabaw. Władze interweniują, sprawcy są zatrzymywani, ale w mediach ukraińskich pisze się o tym częściej niż o próbach rozładowania napięcia przez obecne władze państwa polskiego, z rażącym wyjątkiem Nawrockiego i jego ekipy, która od antyukraińskiego kursu trójgłowej prawicy dotąd się nie odcięła. Jeśli przyszłoroczne wybory wygra prawica, ekipa Nawrockiego nabierze dodatkowego wiatru w antyukraińskie żagle.
A jeśli w najbliższym czasie dojdzie do zawieszenia ognia między Ukrainą i Rosją, a niepodległe państwo ukraińskie pozostanie na kursie prozachodnim i zwiększy swoje szanse na członkostwo w UE, Nawrocki z prawicowym rządem obudzą się z ręką w naczyniu nocnym. Polska pod ich rządami zajmie w oczach Brukseli miejsce Węgier Orbána, czyli zostanie zepchnięta na margines w UE.
Zacznie być także niewygodnym partnerem dla Trumpa, jeśli jego Biały Dom przestawi się na tryb proukraiński. Sygnałem, że taki flip flop jest możliwy, była zapowiedź Trumpa, że gotów jest dogadać się z Kijowem w sprawie Patriotów, oraz poniekąd przełomowa wizyta emisariuszy Trumpa Witkoffa i Kushnera w Kijowie, zapowiadana na drugą połowę sierpnia.
Obaj nigdy nie byli w Ukrainie, a wielokrotnie na salonach Putina. Łykali ruskie bajdy o napaści na Ukrainę jak przysłowiowe gęsi. Słowem, widzimy, że nastawienie Trumpa zaczyna się zmieniać z wyraźnie niechętnego do Ukrainy i Zełenskiego na bardziej pozytywny, a z kolei stosunek do Rosji na bardziej krytyczny i sceptyczny. Trump widzi przecież, że Kreml ma go w nosie w sprawie wojny i że inicjatywę w jej zakończeniu przejmuje Unia Europejska, i to ona może wkrótce ogłosić, że Kijów z jej wsparciem obronił swoją niepodległość.
Tak, zdjęcia i relacje z wciąż bombardowanych przez Rosjan miast ukraińskich, rosnąca liczba ofiar cywilnych, w tym dzieci, oraz kłopoty ekipy Zełenskiego na tle korupcji i zdymisjonowania popularnego generała Fedorowa mogą sprawiać wrażenie, że sprawy Ukrainy nie idą w dobrym i pożądanym przez UE kierunku.
A jednak spojrzenie chłodnym okiem mówi coś innego: oba państwa są wyczerpane wojną, nie tylko Ukraina, ale i Rosja. Oba chcą konflikt zakończyć, bo kończą się im się zasoby ludzkie i materialne. Oba, nie tylko Ukraina, ponoszą ciężkie straty widoczne gołym okiem. Oba mają opcję honorowego wyjścia z kryzysu: Zełenski mógłby ogłosić, że ocalił niezawisłość Ukrainy, Putin – że pokrzyżował plany Zachodu i obronił Rosję przed kolejną (po rozpadzie Związku Sowieckiego) geopolityczną katastrofą. Rosjanie, dziś coraz częściej zszokowani, że wojna dotarła na Krym i w głąb Federacji Rosyjskiej, zapewne chętnie taką „narrację” by kupili. Oby Trump dostrzegł, że właśnie otwarło się okno możliwości. Alternatywą jest dalsza eskalacja konfliktu, jeśli do akcji nie wkroczą zdecydowanie dyplomaci.