Komu bije dzwon?

Jeszcze cztery lata – teoretycznie – mandat głowy państwa będzie wykonywał człowiek, który wyróżnił się dotąd jedynie rzucaniem kłód pod nogi urzędującemu premierowi Polski.

Żadnej obietnicy wyborczej nie spełnił, skupił się na blokowaniu realizacji programu wyborczego obozu rządzącego. Jakie szkody jeszcze wyrządzi państwu, prawu, polityce zagranicznej i obywatelom, pozostaje jego posępną tajemnicą. To niebywałe, by w demokratycznym państwie prezydent otwartym tekstem atakował demokratycznie wybranego premiera i torpedował politykę jego rządu.

Kto ponosi za to winę? Ostatecznie miliony wyborców, którzy na Nawrockiego głosowali, uwiedzeni jego „świeżością”. Ta świeżość była od początku nieświeża, bo wyciągnął go z niebytu Jarosław Kaczyński odpowiedzialny za zmianę polityki polskiej w konfrontacyjne szambo.

Po pierwszym roku działania ekipy Nawrockiego trzeba się spodziewać, że kolejne lata będą jeszcze gorsze. Szczególnie rok 2027, kiedy trójgłowa prawica pod patronatem Nawrockiego spróbuje odbić władzę z rąk koalicji 15 października. To jej bije dziś dzwon na trwogę. Jeśli stronnictwa demokratyczne nie zdołają stworzyć znowu większości parlamentarnej, nastąpi zwrot autorytarny. Tak, jak stało się to po zamachu majowym przed stu laty.

Przedwojenna skrajna prawica, wychwalająca socjal-faszyzm Mussoliniego (dotąd nie odebrano mu Orła Białego przyznanego „kurtuazyjnie” w 1923 r.) nie doczekała się samodzielnego dojścia do władzy. Obecna ma niestety spore szanse, jeśli wierzyć sondażom. Może być powtórka z roku 2023 à rebours: wtedy wygrał Kaczyński, ale rząd sformował Tusk, bo zbudowano większościową koalicję pod jego kierownictwem. Za rok wygra Tusk, ale zabraknie mu koalicjantów, bo raczej KO nie zdoła zdobyć 40 procent poparcia, co pozwoliłoby jej rządzić samodzielnie.

Na ten scenariusz liczą nie tylko PiS i „konfederacje”, ale też radykalna lewica i „obrotowy” element w PSL i P2050. Wszystko byle nie Tusk, no matter what. Wiedzą, że w rządzie prawicy nie będzie dla nich miejsca, lecz zachowują się jak ćma lecąca do płomienia. W Polsce rządzonej przez Czarnka, Mentzena, Bosaka i Brauna w najlepszym dla nich razie mogą odgrywać rolę użytecznych idiotów, ale bardziej prawodopodobne, że czeka ich marginalizacja, bardziej dotkliwa niż za rządów KO. Więc i dla nich bije dzwon. Ważniejsze jednak, że bije on dla Polski – tej, która poparła kolejno Mazowieckiego, Buzka, Kwaśniewskiego, Tuska, niemalowanych architektów zwrotu demokratycznego, prozachodniego na dobre i złe. To jej losy będą się ważyć w przyszłorocznych wyborach.

Pierwszy rok Nawrockiego oceniam negatywnie, ale to nieistotne. Istotne jest to, czy elektorat demokratyczny ulegnie rozczarowaniu rządami obecnej koalicji tak dużemu, że pozwoli na zwrot autorytarny pod patronatem Nawrockiego. Bo to w rękach wyborców jest los naszego kraju. Im więcej rozczarowanych nie pójdzie głosować na centrowych i prawych demokratów, tym trwoga większa. A do absencji, wyborczej i egzystencjalnej („już mnie nie interesuje polityka”) , zachęcają „internety” coraz głośniej. Pamiętam podobną rejteradę w moich latach studenckich. Powstanie KOR-u 50 lat temu niektórzy rozsądni ludzie uważali za… prowokację wyreżyserowaną przez komunistów. Odmawiali zaangażowania. Nastrój w kręgach ówczesnej opozycji był nieco straceńczy. A jednak rację mieli straceńcy.

Reklama