Co robić 11 listopada?

Najlepiej na miasto nie wychodzić, a wieczorem można pójść na koncert. Tak właśnie zrobiłam – udałam się do Nowego Teatru na drugi w tym sezonie koncert Sceny Muzyki Nowej.

Publiczności było tym razem niewiele, ale tego należało się w takim terminie spodziewać. Za to był to najlepszy sposób, żeby oderwać się od smutnych myśli o tym, jak naziole zawłaszczyli polskie święto narodowe. Akurat taki poziom abstrakcji, żeby pobyć w zupełnie innym świecie – jak dla mnie bardzo przyjemnym. Nawiasem mówiąc, można podziwiać aktywność Andrzeja Bauera, który już w najbliższą sobotę na koncercie inauguracyjnym festiwalu Trzy-Czte-Ry w Studiu im. Lutosławskiego będzie grał z AUKSO koncerty Haydna i Lutosławskiego, a 24 listopada, znów w Nowym Teatrze, poprowadzi kolejną Scenę Muzyki Nowej ze specjalnym udziałem Agaty Zubel – jako kompozytorki i śpiewaczki.

Dzisiejszy program dyrygent-konferansjer określił jako parytetowy: dwie kompozytorki, dwóch kompozytorów; dwoje Niemców, dwoje Polaków; różne pokolenia. Na początek znów Carola Bauckholt, która jest chyba ulubioną kompozytorką Bauera, bo to już któryś jej w tym cyklu utwór: Treibstoff, jak poprzednie – dowcipno-maszynistyczny, z dużym wdziękiem. Godna uczennica Mauricia Kagla. Panie „puszczono przodem” i drugim utworem był Elusive Żanety Rydzewskiej, rzeźbienie dźwięku, a raczej jednego współbrzmienia, ruchomego, ale statycznego (dynamistatyka, jakby powiedział Tadeusz Wielecki za Krzysztofem Szwajgierem), z udziałem elektroniki sterowanej przez kompozytorkę. Andrzej Bauer zadał jej potem parę pytań i uzyskał odpowiedź, że utwór nie jest spektralny, choć spektralizm był dla niej pewną inspiracją, ale też zainspirowały ją dzieła Giacinta Scelsiego, te oparte na jednym brzmieniu.

Z kolei Mateusz Śmigasiewicz po swoim utworze Terytoria, którego prawykonanie właśnie się odbyło, wyznał, że dla niego inspiracją był utwór Edgara Varèse’a Déserts z początku lat 50., który był jedną z pierwszych prób połączenia muzyki instrumentalnej z elektroniczną. Zapytany z kolei o ewentualny wpływ swojego profesora, Zygmunta Krauzego, zadeklarował, że koncepcja unizmu jest mu również bliska. Jego nowy utwór jednak nie jest unistyczny, można to co najwyżej odnieść do samych przerywników elektronicznych, właśnie w formie jednostajnych brzmień, umieszczonych pomiędzy trzema częściami instrumentalnymi, w których było dużo „ograniczonej improwizacji” (trochę jak aleatoryzm kontrolowany).

Działo się więc w tym dziele, i to ciekawie, ale jeszcze ostrzej się działo w wykonanym na zakończenie Point Ones Alexandra Schuberta. Ten utwór wykonała kiedyś (2017) na Warszawskiej Jesieni Spółdzielnia Muzyczna; polega on na tym, że dyrygent ma na sobie czujnik ruchu generujący przy jego gestach dźwięki elektroniczne, staje się więc nie tylko prowadzącym, ale też jednym z brzmiących wykonawców. Brzmienia o estetyce rockowej, ze szczególną rolą gitary. Efektowne zakończenie koncertu.

Reklama