Dwaj panowie K
Bartosz Koziak i Krzysztof Książek – bardzo dobry duet. Dziś wystąpili w Filharmonii Narodowej w cyklu Scena Muzyki Polskiej.
Cykl ten służy przede wszystkim przypominaniu i promowaniu muzyki wartościowej, a zapomnianej, ale to nie znaczy, że nie można wykonywać również dzieł dobrze znanych. W pierwszej części muzycy umieścili więc dwa utwory Chopina, ukazując jego dwie twarze: tę młodzieńczą i radosną z Introdukcji i Poloneza i tę dojrzałą i chmurną z Sonaty wiolonczelowej. I tu od razu ujawniły się walory zwłaszcza pianisty – Książek w ostatnich latach często uprawia kameralistykę (m.in. grywa w duecie fortepianowym z żoną Agnieszką Zahaczewską-Książek), ale wciąż przy tym ma w sobie tę śmiałość solisty, nie jest typem „akompaniatora”, lecz współmuzykuje i nie ma problemu z wychodzeniem na pierwszy plan. Co nie znaczy, że wiolonczelista jest schowany, przeciwnie – są równorzędnymi partnerami. Dzięki temu polonez był zamaszysty i stylowy, a sonata miała w sobie wiele kolorów.
Drugą część muzycy poświęcili dziełom z I połowy XX w., powstałym w obrębie dekady. Najwcześniejsze są Trois pièces de concert Szymona Laksa z 1933 r., z jego pierwszego okresu paryskiego – gdyby ktoś mu wówczas powiedział, co będzie robił za lat dziesięć… To bardzo zgrabne, melodyjne utwory; można ich posłuchać na YT w wykonaniu tego samego wiolonczelisty, ale innego pianisty: tutaj, tutaj i tutaj.
Roman Ryterband miał więcej szczęścia, bo zdążył wyemigrować najpierw do Szwajcarii, potem do Kanady i w końcu do Stanów Zjednoczonych. W Szwajcarii w 1944 r. powstał Triptyque contemporain, który jest bardziej romantyczny, śpiewny, melancholijny. Dostępne jest jego nagranie z Festiwalu Muzyki Polskiej w Sao Paulo w Brazylii. I na koniec powrót do przedwojnia, do 1936 r., kiedy to powstała Fantazja Aleksandra Tansmana. Dzieło bardzo efektowne, z częścią liryczną i częścią wirtuozowską, rytmiczną i zadziorną. Muzycy grali znakomicie, ale tu przypomnę niezrównane wykonanie Dominika Połońskiego, którym to (m.in.) utworem wygrał (przed chorobą) Konkurs Indywidualności Muzycznych im. Aleksandra Tansmana w Łodzi (w 2000 r.); na szczęście można go posłuchać tutaj i tutaj.
Warto przypominać tę muzykę, która jest sama w sobie atrakcyjna, a przy tym daje wspaniałe możliwości zaprezentowania się wykonawcom. A po tak efektownym punkcie programu bis musiał być spokojny – była to Etiuda cis-moll op. 25 nr 7 Chopina, w tej wersji w e-moll, w transkrypcji, jeśli się nie mylę, Aleksandra Głazunowa.
Komentarze
Jakże ważne to „na szczęście”… Przecież Tansman był naprawdę niezwykły! Jaka szkoda że dziwnie rzadko ktoś o tym pamięta. I – na szczęście – jest Pani.
Widzialem Pania na koncercie Konieczny/Nylund, czemu nie podzielila sie Pani wrazeniami z czytelnikami?
Pozdrawiam 🙂
Podzieliłam się paroma zdaniami w komentarzu do poprzedniego wpisu (poszłam tam prawie wprost z pociągu z Wrocławia, więc już byłam zmęczona), nawet rozwinęła się tam mała dyskusja 😉
Raczej nikłe ma Pani szanse na pójście gdziekolwiek incognito i dla siebie .
Pozdrawiam.
To prawda. Jak w publiczności nie zauważą (co faktycznie rzadko się zdarza), to na muzyków (naszych krajowych oczywiście) zawsze można liczyć 😆
Nieco powyżej blog Profesora Hartmana o operowej premierze wrocławskiej. Cudownie komplementują się Państwa muzyczne doznania…
@gart
Tekst prof. Hartmana ukazuje całe ryzyko wypowiadania się o problematyce, którą autor zna tylko amatorsko.
Fakt. I nawet nie zauważył, że po pierwsze owszem, kompozytor stworzył libretto, ale według sztuki Georges’a Neveux, po drugie jak najbardziej Neveux był związany z ruchem surrealistycznym. Inna sprawa, że związki surrealizmu z freudyzmem były dość oczywiste, choćby w dziedzinie badania podświadomości, i to wcale niekoniecznie od strony erotycznej. Prof. Hartman chyba niewiele wie o surrealistach i ich twórczości.
@muzon 17 KWIETNIA 2026 11:18
@DOROTA SZWARCMAN 17 KWIETNIA 2026 11:40
To miłośnik muzyki, literatury, filmu czy teatru nie może się wypowiedzieć?
Przecież 99,9% dziennikarzy pisze lub mówi o rzeczach, o których nie ma bladego pojęcia.
O politykach już nie wspomnę…
No tak, każdy może powiedzieć wszystko. Ale po co?
Dokładniej rzecz biorąc, miłośnik kultury może się wypowiedzieć na temat własnych odczuć, bo w tym jest najlepszym ekspertem. Ale ryzykowne jest wypowiadanie się w kwestiach merytorycznych, o których nie ma się wiedzy. Można trafić, można nie trafić.