Chopinowskie odkrycie
Słuchacze radiowej Dwójki mogli o nim usłyszeć w audycji Cafe Muza w niedzielę, w której Natalia Rehling była gościnią Róży Światczyńskiej. Dziś pianistka prezentowała je na UMFC.
Przyznam, że z początku nie kojarzyłam nazwiska, dopóki nie wyguglałam, że swego czasu, jeszcze w Polsce, funkcjonowała jako Natalia Sawościanik. Pochodzi z Poznania, studiowała w Bydgoszczy u Ewy Pobłockiej i brała udział w Konkursie Chopinowskim w 2000 r., przechodząc do II etapu i zdobywając parę nagród pozaregulaminowych. Potem wygrała Konkurs Chopinowski w Mariańskich Łaźniach, a potem przeniosła się do Wiednia, gdzie mieszka do dziś.
Niedawno ukazała się jej płyta Chopin in Vienna. Można jej posłuchać na Spotify, YouTube itp. Jak wiadomo, Chopin odwiedził Wiedeń dwa razy: w 1829 i 1830 r. Za drugim razem spędził tam kilka miesięcy. Powstało w tym czasie trochę ważnych utworów: m.in. Scherzo h-moll, Ballada g-moll, częściowo Mazurki op. 7. Znajdziemy je na tej płycie, ale głównym pretekstem do jej nagrania były Wariacje op. 2, które co prawda napisał jeszcze w Warszawie, ale wykonał po raz pierwszy właśnie w Wiedniu za pierwszym pobytem, z orkiestrą, i to w reakcji na nie padły słynne słowa Schumanna: Hut ab, meine Herren – ein Genie!. Tam też zostały wydane nuty.
Natalia Rehling dotarła do oryginalnego rękopisu, który znajduje się w wiedeńskiej Bibliotece Narodowej. I co odkryła: że wariacja trzecia, ta ze skokami, ma dwie wersje. Pierwsza z nich przekreślona, zaraz po niej druga, wyraźnie dopisana później, bo częściowo już na austriackim papierze.
Już w powszechnie znanej wersji jest ona karkołomnie trudna, ale ta pierwotna jest zupełnie szalona. Całkowicie zrozumiałe jest, że ją uprościł. Rodzą się tylko pytania: po pierwsze, dlaczego to zrobił? Czy sam uznał, że to za trudne, czy może źle się grało tę wersję z orkiestrą, bo puls jest mniej wyrazisty, czy też może wydawca mu to zasugerował? Po drugie, którą wersję zagrał w Theater am Kärntnertor (wówczas na ok. 2000 miejsc; dziś mieści się tam Hotel Sacher)? Ani jednego, ani drugiego już się pewnie nie dowiemy, ale chopinolodzy mają nad czym się zastanawiać.
No i proszę – zawsze można odkryć coś nowego. Ostatnio odkryto też nieznany rękopis Mozarta.
Komentarze
Chopinolodzy i tak mają nad czym się zastanawiać, więc może nie mają czasu na jakieś rękopisy. Inaczej nie umiem tego wytłumaczyć. Są chyba dwa wydania faksymilowe wszystkiego, co Chopin napisał – jedno nawet całkiem młode, 2017. Oba powołują się na bibliotekę w Wiedniu jako miejsce przechowywania. Są, jak sądzę, uczone komentarze do tych rękopisów (bo nie widziałem tego wydania). I co? Musi przyjść prosty muzyk i obejrzeć oryginał, a tymczasem co doktoratów było, co habilitacji… Nawet figury migotliwe odkryli, a pierwszej wersji wariacji jakoś nie.
Dlaczego mnie to wcale, ani trochę nie dziwi?