Od żydowskich do polskich tematów

Rzeczywiście warto było przyjść na dzisiejszy recital na Umschlagplatz. Zaledwie 19-letni pianista Eiby Zieleniec grał utwory mało znane; każdy z nich opatrzył krótkim informacyjnym komentarzem.

Młody artysta pochodzi z Izraela. Ciekawa historia: rodzina jego ojca wywodziła się z Polski, wyemigrowała przez Hamburg do Urugwaju, a stamtąd do Izraela, a dziś Eiby studiuje w tym samym Hamburgu u Polaka – prof. Huberta Rutkowskiego (który go polecił organizatorom festiwalu), i rozmawiają po niemiecku… Też ciekawe: rodzina w Izraelu przybrała nazwisko Zelnik (łatwiej się wymawia), a Eiby w Niemczech wrócił do pierwotnej, polsko brzmiącej formy nazwiska.

Na jego kanale na YT można posłuchać Bacha, Mozarta i Mendelssohna w jego wykonaniu, a dziś dał program z zupełnie innego świata – muzyki XX-wiecznej; kluczem byli tym razem kompozytorzy żydowscy; większość z nich w jakiś sposób związani z Polską, choć nie wszyscy.

O Achronie pisałam wczoraj – dziś, na początek recitalu, usłyszeliśmy Dwa utwory op. 56: pierwsza stanowi cykl wariacji o rapsodycznym charakterze, na temat nawiązujący do synagogalnej psalmodii, drugi wysnuty jest z raczej piosenkowych melodii, opatrzonych harmoniami trochę jak z Bartóka. Potem dwie sonatiny: pierwsza – Józefa Kofflera z 1930 r. (kolejny piękny przykład, jak ten kompozytor – pierwszy w Polsce dodekafonista – potrafił tę swoją dodekafonię uczynić muzyką przystępną), druga – Mieczysława Wajnberga z 1955 r. (przyznam, że nie znałam wcześniej tego utworu; sonaty są ciekawsze, ale i ten utwór wyróżniał się jakością). Po nich powstały w 1993 r. Tryptyk autorstwa nestora muzyki izraelskiej, którym wciąż jest Zvi Avni (ma 98 lat; to ten, który nie jest związany z Polską – urodził się w Niemczech i w 1935 r. udało się rodzinie wyemigrować); był swego czasu przedstawicielem awangardy, ale ten utwór awangardowy nie jest; w ostatnim z nich pojawia się nawet temat popularnej dziecięcej piosenki chanukowej Sevivon sov sov sov. A na koniec rzecz zaskakująca: wybór z 40 polskich pieśni ludowych, opracowanych w 1935 r. przez Kofflera. Są rozpoznawalne, opracowane czasem przewrotnie w innym charakterze niż ma oryginał, co dotyczy szczególnie kolęd, jak Lulajże Jezuniu czy zwłaszcza Bóg się rodzi, która z triumfalnego poloneza zmieniła się w melancholijnego kujawiaka. Polskie kolędy latem na Umschlagplatz – szczególne to zestawienie.

Obiecujący młody solista; miejmy nadzieję, że jeszcze o nim usłyszymy.

Reklama