Lamentacje operowe
To zupełnie inny świat niż ten wczorajszy, choć treść podobna: Lekcje na Wielką Środę Nicoli Porpory w wykonaniu Accademii Bizantiny.
Tak samo podstawą są tu Lamentacje Jeremiasza, ale jakże odmienne jest tu do nich podejście. Porpora był przede wszystkim twórcą oper – skomponował ich kilkadziesiąt, były grywane i cenione, kompozytor rywalizował z Haendlem i Hassem. Stworzył wiele wspaniałych arii kontratenorowych – jego uczniem był słynny Farinelli, więc jego opery były ważnymi pozycjami w dorobku wokalnym tego wirtuoza.
Lezioni per il Mercoledi Santo należą najpewniej do dość późnych dzieł Porpory, ale jakby przechowują dawny operowy styl, łącznie z recytatywami. Lekcja pierwsza przeznaczona jest na głos sopranowy, Lekcja druga na altowy. Ottavio Dantone zaprosił dwie śpiewaczki francuskie: Suzanne Jerosme oraz swoją małżonkę Delphine Galou. To są skrajnie odmienne od siebie osobowości – sopranistka ma w sobie skromność obejścia, Galou raczej pozę gwiazdy, ale mają też coś wspólnego: traktowanie głosu jak instrumentu; dzięki temu ich emisje, gdy śpiewały razem w Stabat Mater Pergolesiego, upodobniły się trochę do siebie i wszystko świetnie się zgrało.
Jak już wspomniałam, utwory Porpory były przeplecione z dziełami Pergolesiego: pomiędzy Lekcjami było Concerto per violino e orchestra B-dur P 36 z koncertmistrzem zespołu, Alessandrem Tampierim, jako znakomitym i charakternym solistą, a na koniec wspomniane Stabat Mater. I tu trzeba dodać, że było to bardzo stylowe wykonanie, a zespół swoimi charakterystycznymi, ostrymi wejściami nadawał owym pozornie tanecznym częściom więcej powagi i dramatyzmu. Publiczność zachwycona, a artyści zabisowali jednym z wcześniejszych duetów ze Stabat Mater.
Po południu usłyszeliśmy – po raz pierwszy na Actus Humanus – duet klawesynowy. Krzysztof Garstka i Aleksander Mocek zanurzyli się w repertuarze francuskim, ale nie tylko klawesynowym, lecz również operowym – Rameau, Lully’ego, Couperina. Niewykluczone, że taka praktyka była czymś normalnym na ówczesnych salonach – przychodziło się z opery i odtwarzało ich fragmenty na domowych instrumentach – ale dokumentów na to nie ma; transkrypcji muzycy dokonali sami, co zresztą jest w charakterze stosowanych wówczas praktyk. Koncert był w każdym razie bardzo sympatyczny, a najlepiej chyba bawili się sami wykonawcy, którzy na co dzień także zajmują się operą, ale całkiem inaczej. A ten repertuar nagrali na płytę Les Métamorphoses du clavecin, wydaną przez UMFC.
Komentarze
A dziś jeszcze inne Lamentacje – Paola Aretina (1508-1584) w wykonaniu zespołu Odhecaton. Dziewięciu panów w różnym wieku, stojący w wymieszaniu głosów, śpiewało muzykę ascetyczną, surową i skupioną, przeznaczoną właśnie na dziś – na Wielką Sobotę. Nie było to śpiewanie „anielskie” jak w przypadku The Tallis Scholars, tylko ludzkie, bliskie ziemi. Poważne.
Po południu mieliśmy za to bardzo sympatyczny program carillonowy – suity i wariacje Johanna Adama Reinckena – Monika Kazimierczak grała w większości własne opracowania dzieł klawesynowych barokowego twórcy niderlandzkiego, jednego z idoli młodego Johanna Sebastiana.
I znów czas zleciał niepostrzeżenie – jutro ostatnie, świąteczne koncerty.
Obczerny esej Michala Cichego w GW:
https://wyborcza.pl/alehistoria/7,121681,32677141,bez-bacha-bog-bylby-postacia-drugorzedna-w-jego-muzyce-smierc.html
Co za erudycja! (poprzednio byl Szostakowicz).
jrk
@jrk
Oba te artykuły (o Szostakowiczu i Bachu) prezentują podstawowy poziom wiedzy, a popularyzatorski charakter powoduje, że mnóstwo tam skrótów i uproszczeń. Jest przecież mnóstwo literatury po polsku na temat tych kompozytorów (np. klasyczne książki: Schweitzera o Bachu i Meyera o Szostakowiczu), w których można znaleźć wszystkie te informacje (i dużo więcej) i trochę dziwi mnie publikowanie obszernych tekstów, w których nie ma niczego, czego byśmy wcześniej nie wiedzieli.
@muzon 5 KWIETNIA 2026 15:54
„trochę dziwi mnie publikowanie obszernych tekstów, w których nie ma niczego, czego byśmy wcześniej nie wiedzieli.”
No tak, ale dzisiejsza „Gazeta Wyborcza” i „Polityka” (oraz ich czytelnicy) to już zupełnie nie to samo, co np. trzydzieści pięć („Gazeta Wyborcza”) czy pięćdziesiąt pięć lat temu („Polityka”).
Oto najpopularniejszy komentarz pod tekstem Michała Cichego na portalu GW:
„Ten jeden tekst jest warty rocznej prenumeraty GW.”
Książka Schweitzera o Bachu jest przestarzała, choć też ma swoje wartości. Ale wyszły jeszcze ciekawsze pozycje: Bach. Muzyk i uczony Christopha Wolffa oraz Bach: Muzyka w zamku niebios Johna Eliota Gardinera.
Ale przeciętny słuchacz raczej do nich nie dotrze. Podobnie jak do książki Meyera o Szostakowiczu.
@muson
Istnieje cos takiego jak popularyzacja wiedzy fachowej. Muzyka jest dla mnie hobbym, ale w naukach scislych, ktorymi sie zajmuje na codzien, istnieja periodyki takie jak Scientific American, albo indywidualni dziennikarze, ktorzy przyblizaja przecietnemu czytelnikowi wiedze fachowa. W GW np. czyni to, moim zdaniem znakomicie, p. Piotr Cieslinski.
Podobnie w muzyce: niech podniosa reke ci spoza kregu profesjonalistow, ktorzy przeczytali Schweitzera czy Meyera. Ja przeczytalem fragmenty Schweitzera, ktory mnie doszczetnie znudzil. Poza tym nie zgadam sie gruntownie z jego estetyka wykonawcza Bacha zachowana na nagraniach.
W sumie wiec nie widze nic zlego, ze p. Cichy pisze, a GW publikuje tego rodzaju eseje, o ile sa napisane rzetetelnie. Z moja ograniczona wiedza, nie widze tam bledow, a niektore fragmenty, ktore sa blizsze mojemu poletku fizyka, jak sprawa strojow i zjawisko komatu Pitagorejskiego, sa potraktowane calkowicie poprawnie i zarazem dostepnie.
Pozdrowienia, jrk
@jrk
Oczywiście, pełna racja . Tylko zachwyt „Co za erudycja!” przesadzony, skoro przedstawiona problematyka znana jest każdemu, kto zajmuje się profesjonalnie muzyką.
No ale Michał pisze dla czytelników GW, którzy profesjonalistami nie są. On zresztą też nie jest, na koniec artykułu podaje, z kim się konsultował.