Dwie batuty

Tę symboliczną – Diamentową, przyznawaną przez Polskie Radio – otrzymał dziś w Studiu im. Lutosławskiego Wojciech Rajski.

Akurat minęło 20 lat, odkąd zakończył pracę z Polską Orkiestrą Radiową (tak wówczas nazywała się dzisiejsza Orkiestra Polskiego Radia), a stał na jej czele aż 13 lat, więc był zasłużony dla zespołu. Nie była to jedyna jego orkiestra – w życiorysie ma jeszcze kierowanie Filharmonią Poznańską oraz Filharmonią Bałtycką. No i przez wiele lat miał swój zespół, który początkowo nosił jego imię – Orkiestra Kameralna Wojciecha Rajskiego, potem przekształcona w Polską Filharmonię Kameralną Sopot. Jeździł z nią po całym świecie i współpracował z wybitnymi solistami. Z końcem 2024 r. przekazał ją młodemu dyrygentowi Szymonowi Morusowi, a sam został jej dyrygentem honorowym. Prowadził też intensywną działalność pedagogiczną w Niemczech i Polsce.

Z dawną swoją orkiestrą radiową zetknął się po dwóch dekadach i jest zachwycony jej poziomem. Nic dziwnego – była w dobrych rękach (przez 10 ostatnich lat – Michała Klauzy). Tutaj jego kilka słów przed koncertem. A tutaj historia Diamentowych Batut.

Dziś dyrygował tylko jednym utworem: Tańcem słowiańskim g-moll Dvořáka, na koniec – niejako na bis. Oczywiście wziął batutę zwykłą – ta Diamentowa jest za ciężka (niektórzy laureaci próbowali ich kiedyś użyć). Ale druga batuta, o której mowa w tytule tego wpisu, to batuta dyrygenta, który poprowadził cały koncert – Bassema Akiki. Nie zostało to ogłoszone na koncercie expressis verbis (bo dziś było święto Wojciecha Rajskiego), ale już nie jest tajemnicą, że to on od nowego sezonu obejmuje kierownictwo artystyczne tej orkiestry – ten koncert miał tytuł Ludzie orkiestry, więc nawet jeśli ktoś o tym nie słyszał, to mógł się domyślić. To bardzo zajęty artysta, robi mnóstwo rzeczy, dyryguje w różnych miejscach na świecie, naucza dyrygentury we Wrocławiu, a także komponuje (właśnie opowiedział mi, że pisze operę na dość trudny i niezwykły temat, nie będę więcej zdradzać, bo chyba nie powinnam) – ale obiecał, że mimo to czas dla OPR znajdzie. Ma poprowadzić 7 koncertów w przyszłym sezonie; zamierza też z nią porządnie popracować – ale i on mówi, że orkiestra jest w bardzo dobrym stanie.

Było to słychać; może najmniej w Koncercie F-dur na fagot i orkiestrę, przypisywanym Rossiniemu – to takie dziełko bardziej klasyczne, najbardziej twórcę Cyrulika przypomina finał. Wirtuozowski utwór, niestety w każdej części solista, pierwszy fagocista orkiestry Michał Wawrzyniak, miał momenty zachwiania i przerw, ale z pewnością niełatwo jest tak grać solo przed swoją orkiestrą, zwłaszcza jeśli partia jest tak trudna. Pierwszą część dopełniła sympatyczna suita Rossiniana Ottorina Respighiego, oparta na tematach wziętych z Grzechów starości; takie tłumaczenie Rossiniego na język XX-wiecznej orkiestry, łącznie z harfą i czelestą.

Najbardziej ambitnym punktem programu był poemat symfoniczny Prorok autorstwa samego dyrygenta, według libańskiego pisarze Khalila Gibrana. Utwór miał swoje prawykonanie dwa i pół roku temu w kościele pw. Ducha Świętego w Zielonej Górze – grali muzycy tamtejszej filharmonii, także pod batutą kompozytora; w programie znalazła się też wówczas I Symfonia Mahlera. Tutaj o tym wydarzeniu. Muzyka bardzo interesująca brzmieniowo i choć zawiera ćwierćtony, które są czymś naturalnym w muzyce ojczystego regionu kompozytora i pisarza, to ciekawe, że nie odczuwa się w utworze przez dłuższy czas orientalizmu, dopiero bliżej końca pojawiają się nieco bliskowschodnio brzmiące tematy w instrumentach dętych. Ale później pojawia się trombita z jej specyficznym brzmieniem, a potem instrumenty stroją się na nowo „po europejsku”, by zacytować chorał Nun komm, der heiden Heiland w Bachowskiej wersji. Co ma Bach do Gibrana – nie bardzo wiem, ale lubimy piosenki, które już znamy, więc przyjemna puenta. Ciekawe, że Bassem Akiki studiował wiele kierunków – obój, filozofia, dyrygentura chóralna i symfoniczna – ale nie kompozycję. Jeśli ktoś tego nie wie, to by się nie domyślił.

Reklama