Odmłodzone „Wesele”

W Polskiej Operze Królewskiej Wesele Figara zostało wystawione po raz drugi – i choć czuło się ducha dawnej opery Stefana Sutkowskiego, to nastąpiła widoczna zmiana pokoleń.

Jedną z pierwszych inscenizacji na tej scenie, autorstwa ówczesnego dyrektora Ryszarda Peryta, było właśnie Wesele Figara grane, jak wówczas napisałam, „minimalistycznie, ale w całości”. Jitka Stokalska z kolei zastosowała tradycyjne skróty, m.in. rzeczone arie Marceliny i Basilia. Parę nazwisk z poprzedniego wystawienia powtarza się w pierwszej obsadzie obecnego: Aneta Łukaszewicz jako Marcelina i Julita Mirosławska jako Barbarina; ze śpiewających niegdyś w WOK pojawili się też Wojtek Gierlach (świetny Bartolo) i Sylwester Smulczyński w roli Basilia (bardzo charakterystyczny). W drugiej zaś obsadzie, której niestety nie obejrzę, bo wybieram się gdzie indziej, przewidziany jest dawny Hrabia – Robert Gierlach, Gabriela Kamińska – Marcelina i Mateusz Zajdel znany skądinąd – jako Basilio, a reszta to już zupełnie młodzi, nowi ludzie. Reżyserka twierdzi, że druga obsada jest od pierwszej nie gorsza, może nawet lepsza, a szczególnie zachwala w niej Figara – Janusza Noska, który zresztą już śpiewa we Włoszech (głównie w operze w Turynie).

W tej inscenizacji, także zrobionej po bożemu, dekoracje Marleny Skoneczko są mniej minimalistyczne: głównie są to jeżdżące po scenie ni to szafy, ni to drzwi, a w finałowym akcie – zielone altany. Jest to w ogóle spektakl kobiecy, bo ruchem scenicznym zajmowała się Alisa Makarenko, a muzycznie prowadziła premierę Marta Kluczyńska (znakomicie!), co zresztą, jak mówi, zdarzyło się jej po raz pierwszy (zwykle przejmowała spektakle po kimś, także przez lata w TWON).

Poziom wokalny był bardzo wyrównany: po każdej praktycznie arii zrywały się gromkie owacje i bynajmniej nie była to żadna klaka. Rolę tytułową w tej obsadzie wykonał Paweł Michalczuk, już trochę znany z tej sceny, który nie pierwszy już raz zwracał uwagę jakością głosu i aktorstwem. Piękny głos ma Magdalena Stefaniak – Zuzanna, choć jeśli chodzi o aktorstwo, brakowało mi uśmiechu i humoru, bo moim zdaniem ta postać powinna jednak wyrazowo całkowicie się różnić od Hrabiny (ale zdaje się taka była koncepcja reżyserska). Ta ostatnia to była Kamila Dutkowska, po raz pierwszy na tej scenie – przepiękne były obie jej arie. Jak widać, to artystka wszechstronna – niedawno była we Wrocławiu Juliettą z opery Martinu. Hrabią-zimnym draniem był Jan Żądło, który bardzo się rozwinął od czasu Konkursu Moniuszkowskiego, na którym słyszałam go pierwszy raz – jest świetny także aktorsko. Jeszcze sympatyczny Cherubino – Katarzyna Szymkowiak.

Imponującą robotę wykonały realizatorki: we wtorek widzieliśmy fragment pierwszej próby kostiumowej i wtedy jeszcze przedstawienie się rozpadało. Postęp, jaki uzyskano w zaledwie parę dni, jest imponujący. Niestety na razie są tylko dwa spektakle – to inauguracja IX Letniego Festiwalu Polskiej Opery Królewskiej, który w tym roku poświęcony jest całkowicie Mozartowi z okazji 270. urodzin kompozytora. W jego ramach POK pojawi się też na Centralnym Placu Muzyki (Czarodziejski flet 1 lipca). Co zaś do Wesela Figara, to w przyszłości na pewno powróci.

Reklama