Żadnych złudzeń z Nawrockim

Pan Nawrocki musi mocno zapracować na to, by miliony Polek i Polaków, którzy na niego nie oddali głosu, mogły go nazwać prezydentem. Prawie na pewno do tego nie dojdzie, więc Nawrocki pozostanie prezydentem państwa, które dziś nie istnieje: państwa Kaczyńskiego. Budowano je przez osiem lat rządów tzw. zjednoczonej prawicy i dwie kadencje p. Dudy. Odchodząc z Pałacu Prezydenckiego, nazwał tę sprzeczną z konstytucyjną robotę państwem „nowego formatu”. Nawrocki ma za zadanie ją kontynuować. Wisienką na tym torcie ma być nowa konstytucja.

Prace nad nią już ponoć trwają. Projekt ma być gotowy do końca kadencji Nawrockiego. Będzie legalizował sprzeczne z obecną konstytucją zmiany ustroju po myśli pisowskiej prawicy. Jeśli dojdzie do jakiegoś wyborczego aliansu PiS z Mentzenem i Braunem, to i oni dołożą coś do tego przedsięwzięcia.

Nie ma się co łudzić: Nawrocki szykuje się – jest szykowany – na następcę Kaczyńskiego. Jeśli w tym i owym będzie własnowolny, to przecież nie po to, by ułatwiać życie siłom i wyborcom demokratycznym. Jeśli zerwie się z pisowskiej smyczy i przejdzie do obozu skrajnej prawicy, to tylko po to, aby całkowicie zlikwidować demokrację liberalną i zastąpić ją współczesną wersją katolickiego państwa narodu polskiego. O jego stworzeniu marzyła przed wojną nacjonalistyczna, faszyzująca skrajna prawica spod znaku ONR-Falangi.

A jednak są tacy po stronie nieprawicowej, którzy się łudzą, że „tak źle nie będzie”. Że mniemana wygrana Nawrockiego może być szansą na jakiś nowy konsens w polityce polskiej, a przynajmniej na złagodzenie konfliktu koalicji rządzącej z prawicową opozycją.

Oto Maciej Kisilowski, profesor prawa na Uniwersytecie Środkowoeuropejskim, zmuszonym przez Orbána do wyniesienia się z Budapesztu do Wiednia, ogłosił w „GW” list do Nawrockiego pod nagłówkiem: „Niech Pan zbuduje wielką prezydenturę”. Zaznacza, że głosował na Trzaskowskiego, „a mimo to dziś trzyma kciuki”. Dlaczego? Bo „Polska potrafi zaskakiwać pozytywnie”. Kiedy? Gdy politycy „nie byli ulubieńcami liberalnych elit”.

To język i antyliberalnej prawicy, i antyliberalnej lewicy. Podczas kampanii prawica przedstawiała drwiąco Rafała Trzaskowskiego właśnie jako kandydata liberalnych salonów. Mimo to Kisilowski na niego zagłosował! Teraz trzyma kciuki za nacjonalistę. Czyżby wierzył, że nacjonalizm jest receptą na Polskę XXI w., a liberalna demokracja ślepym zaułkiem? Nawet Zandberg nie jest tak radykalny.

Niewykluczone, że Kisilowski podjął próbę perswazji trochę w stylu autorów różnych adresów hołdowniczych do Trumpa: kadzą mu, masują ego, aby się opamiętał i zszedł na ziemię. Wiele uwag i sugestii w liście profesora ma sens.

Na przykład w kwestii migracyjnej. Przyznaje on – oczywista oczywistość – że polska gospodarka potrzebuje pracowników z zagranicy. Albo gdy stwierdza, że „pasowałoby” Nawrockiemu przyjęcie roli promotora konwencji praw człowieka przyjętej przez Radę Europy. Bo „jeśli będzie Pan dalej ostro krytykować UE, opłacałoby się Panu być kojarzonym z poparciem przynajmniej jakiegoś filaru europejskiej cywilizacji”. Przewrotny to pomysł, by zniechęcać Nawrockiego do polexitu, zachęcając go do promocji praw człowieka. Przecież dla ekipy Nawrockiego zarówno Unia Europejska, jak i prawa człowieka to balast hamujący budowę ich państwa „nowego formatu” poza „eurokołchozem”.

Lub kiedy pisze, że gdyby Nawrocki poszedł pod prawicowy prąd w sprawie aborcji, a jego żona wsparłaby walkę kobiet z przemocą domową, molestowaniem, dyskryminacją płacową, to można by ograniczyć „straty polityczne wynikające z Pańskich skrajnych poglądów”. 

Myślę, że wątpię. Wystarczy posłuchać, co Nawrocki już zdążył wrzucić do debaty w pierwszych dniach pełnienia obowiązków prezydenckich: granat do finansów publicznych. Wspiera w ten sposób pisowskie parcie do władzy: rozwalić rząd Tuska rozwaleniem budżetu. Wystarczy przyjrzeć się kierownikom w ekipie Nawrockiego – jedenastu politycznych samców alfa, jedna kobieta, koleżanka z IPN od obrony „dobrego imienia Polski”. „Suwerenni” nacjonaliści pod nadzorem kapelana nacjonalisty. To drużyna bojowa, a nie akuszerzy jakiekolwiek kompromisu.

Z obecnym polskim nacjonalizmem lewica ani centrum nie mają czego szukać. Jeśli szukają, to są w posttraumatycznej odmowie dostrzeżenia politycznej rzeczywistości. Jedynym celem p. Nawrockiego jest ostateczne domknięcie prawicowego systemu autorytarnego i tylko w tych ramach będzie on działał.

Reklama