Głos rozsądku o konstytucji

W zgiełku o kryptowalutach warto zauważyć kolejny niepartyjny głos rozsądku w sprawie nowej konstytucji. Tym razem Witolda Gadomskiego w „GW” z 11 maja. Autor przytacza wypowiedź konstytucjonalisty prof. Ryszarda Piotrowskiego, który przyjął zaproszenie Karola Nawrockiego do udziału w powołanej przez tegoż „radzie nowej konstytucji”. Jedyny szerzej znany i aktywny spec od konstytucji nie owija w bawełnę: żadna nowa konstytucja nie jest nam potrzebna, to ludzie powinni zmienić nastawienie do prawa i państwa, „dopóki jeszcze nie jest za późno”, i takie stanowisko chce Piotrowski reprezentować w radzie. 

Gadomski trochę podkpiwa z Piotrowskiego: jego stanowisko zestawia z pezetpeerowską mantrą z czasów realnego socjalizmu, jakoby komunizm był dobrym systemem, tylko ludzie do niego nie dorośli. Bo jest przecież tak, że łatwiej napisać, a nawet uchwalić nową konstytucję, niż zmienić naturę ludzką, w tym polityków, którzy zwykle przedkładają własne interesy ponad dobro wspólne, zasłaniając się oczywiście tym, że właśnie działają na rzecz dobra wspólnego.

Prawica przecież wmawia ludziom, że broni suwerenności, rządów prawa, wolności, szczególnie gospodarczej, katolickiej tożsamości narodu itd. Deklaracje można jednak będzie zweryfikować dopiero, kiedy dojdzie do władzy. Na razie na prawicy tylko PiS musiał się skonfrontować ze „sprawdzam” wyborców i stracił władzę.

Niemniej jednak – ciągnie publicysta – obecna sytuacja państwa i polityczna jest taka, jaka jest, i jakoś musimy ją ogarnąć. Na razie warto by się skupić na tym, co realnie zagraża funkcjonowaniu systemu opisanego w obowiązującej konstytucji. Tym zaś jest permanentny konflikt między ośrodkiem prezydenckim i ośrodkiem rządowym.

Przestało mianowicie działać milcząco przyjęte przez jej twórców założenie, że w polityce nie będzie ludzi kierujących się złą wolą, jeśli „będzie im to na rękę”. Dlatego nie doprecyzowano zapisów, a brak precyzyjnego opisu szczegółów pozwolił na rozmaite „falandyzacje” i sprzeczne interpretacje, za którymi kryją się konkretne interesy polityczne.

Najbardziej znanym przykładem może być formuła „rząd rządzi, prezydent reprezentuje”. Innym zasada, że prezydent wybierany jest w wyborach powszechnych, ale ma niewielkie kompetencje, za to prawo weta. I właśnie to przede wszystkim powinno być przedyskutowane i poprawione w świetle naszych doświadczeń z obecną konstytucją. Całkowicie nowa jest marzeniem ściętej głowy, póki nie powstanie większość konstytucyjna w parlamencie, na co się nie zanosi w przewidywalnej przyszłości.

Gadomski proponuje wobec tego ograniczenie swobody wywijania wetem przez prezydenta. Zamiast 3/5 głosów potrzebnych do odrzucenia weta – większość bezwzględna albo prawo do kierowania ustaw do Trybunału Konstytucyjnego (oczywiście uzdrowionego) zamiast weta.

Dalej: wprowadzić nie za długie terminy nominacji ambasadorów, sędziów itp., a brak decyzji w tych terminach uznać za akceptację. I pochylić się nad powszechnym trybem wyboru głowy państwa, czyli wybierać ją w parlamencie lub przez „zgromadzenie elektorów”. Zwłaszcza ta sugestia warta jest rzeczowej dyskusji. Sam skłaniam się do wybierania prezydenta przez parlament.

I ja, i Witold Gadomski dobrze wiemy, że choć te propozycje nie przejdą w obecnym parlamencie, to jednak mają sens. Za to „rada nowej konstytucji” ma wyłącznie sens pozorny. Stoją za nią tylko wybujałe ambicje polityczne Karola Nawrockiego i wąskiej grupy jego współpracowników. Póki nie weźmie się ich w konstytucyjne „cugle”, groźny pat będzie wyniszczał instytucje państwa, a obywatele będą się irytowali, że państwo nie działa, jak powinno – co i prawda – a rządzący nic nie robią, żeby działało, co akurat nieprawda.

Reklama