Trump w Davos

W Davos Trump zaczął nieźle, bo opowiedział o tym, co nazwał „cudem gospodarczym” w USA pod jego zarządem. Ekonomiści to rozbiorą na cząsteczki, to nie moja działka. Mnie mowa Trumpa interesowała pod kątem czysto politycznym. Z polskiej i europejskiej perspektywy. I tu nie widzę większej nadziei. Trump nie mówił w Davos Vance’em, ale kpił z wartości liberalno-demokratycznych, fundamentu Unii Europejskiej.

Zachodni liderzy boją się Trumpa. To strach racjonalny, wywołany jego nieprzewidywalnością z jednej strony, a z drugiej nieprzewidywalnością rozwoju sytuacji międzynarodowej, na którą prezydent USA ma przemożny wpływ, bo ma siły i środki większe niż oni.

Polska ma dwójpolitykę zagraniczną, Nawrockiego i tandemu Tusk/Sikorski. Przemówienie Trumpa, choć przydługie i groteskowo publicystyczne niczym orędzia autokratów typu Castro czy Putina, to jednak było mniej zaczepne, niż można było przypuszczać. Pożywi się nim prawica, ale i Tusk może z niego skorzystać w swych manewrach prawoskrętnych.

Trump z jednej strony ani razu nie wspomniał o Rosji jako zagrożeniu, o Ukrainie mówił znacznie mniej niż o Grenlandii czy Wenezueli, ale powstrzymał się od grożenia Europie nowymi cłami i zapewnił, że nie zamierza zająć „grenlandzkiej bryły lodu” siłą. Zalęknieni liderzy europejscy mogli odetchnąć z ulgą. Ale co warte są deklaracje Trumpa, wszyscy wiemy.

To ponury surrealizm, że Europa oddycha z ulgą na wieść, że Stany raczej nie zaatakują sojuszniczego państwa, lecz w takim świecie dziś żyjemy.

Surrealna „Rada Pokoju” pod przewodnictwem Trumpa to kolejny przykład, jak wywraca on politykę międzynarodową do góry nogami, nie troszcząc się o świat, tylko o hegemonię USA. Mantra o bezpieczeństwie budowanym przez siłę i dla siły ma być fundamentem trumpowskiego ładu międzynarodowego.

W wyobraźni trumpistów polityczny i ekonomiczny porządek świata dyktują siła i siłowa hierarchia. Trump mówił, że dzięki niemu świat uniknął trzeciej wojny światowej. Ale ostatnie słowo może mieć tu Putin. Byłoby czymś surrealnym, by Polska legitymizowała neo-ONZ Trumpa, wstępując do jego „Rady Pokoju” wraz z Łukaszenką.

Przemówienie Trumpa w Davos nie wniosło poza tym niczego nowego. Liderzy europejscy nadal nie wiedzą, czy są dla Trumpa sojusznikami czy już tylko kontrahentami. Kreml wysłuchał przemówienia z satysfakcją: Rosja nie ma się czego obawiać ze strony administracji Trumpa.

Putin z Trumpem dogada się szybciej niż Trump z Zełenskim i koalicją chętnych do wspierania Ukrainy. Dla Polski, która do żadnej hegemonii nie aspiruje, tylko do równego partnerstwa z zachodnimi sojusznikami, nadchodzi czas sprawdzianu. Większość polityków i społeczeństwa chce sojuszu z Ameryką, ale czy Ameryka Trumpa chce sojuszu z nami i ile to będzie kosztowało?

Reklama