Powrót „Stana”
Stanisław ,,Stan’’ Tymiński chce stratować w przyszłym roku do Senatu z listy Brauna. Obszerny artykuł o ,,powrocie człowieka z teczką’’ przeczytałem właśnie w ,,Dużym Formacie’’, dodatku do poniedziałkowej Gazety Wyborczej.Dla mnie – przeciekawy z dwu powodów. Bo byłem rzecznikiem prasowym kampanii prezydenckiej Tadeusza Mazowieckiego, w której premier przegrał nie tylko z Lechem Wałęsą – co było do przewidzenia, ale nie było powodem do wstydu – lecz także ze ,,Stanem’’, co było bolesnym zaskoczeniem.
Wykonując pracę rzecznika, kontaktowałem się ze sztabem Lecha. Mazowiecki zgodził się na rywalizację z Wałęsą niechętnie. Nie chodziło o to, że on, ,,pierwszy niekomunistyczny premier’’ w powojennej Polsce może przegrać, tylko o to, że rywalizacja mogła rozbić obóz Solidarności. I miał rację. Przegrał jednak także z Tymińskim, który, jak pisze Głuchowski, okazał się ,,prekursorem Berlusconiego i Trumpa’’, czyli populizmu.
I ta obserwacja to drugi powód mego zainteresowania tekstem. Bo populizm Tymińskiego rzeczywiście wyprzedzał epokę, w której dziś żyjemy. Kontaktowałem się ze sztabem Wałęsy właśnie w sprawie ,,Stana’’. Okazało się, że są nim zaniepokojeni podobnie, jak sztab premiera. Zgodzili się, że trzeba ,,Stana’’ i jego otoczenie wziąć pod lupę, bo coś tam brzydko pachnie, prawdopodobnie Sowietami.
Wtedy Tymiński spadł z nieba pogrobowcom Moczara w PZPR i SB. Poczuli, że mogą się symbolicznie odegrać za upadek PRL. Wiedzieli, że ,,Stan’’ z Lechem nie wygra – w osławionej teczce może i były jakieś ,,kwity’’ na Wałęsę, które mogli mu dostarczyć SB-ecy, ale mało kto by w nie wtedy uwierzył – ale im wystarczyłaby przegrana Mazowieckiego z panem Nikt, Tymińskim. To przecież jego rząd zdemontował PRL-owskie służby specjalne. I dopięli swego.
Teraz dobiegający osiemdziesiątki Tymiński uaktywnił się po raz kolejny. W Kanale Zero nazwał Putina i Łukszenkę najbardziej cenionymi przez niego politykami w Europie. Znów spadł z nieba, tym razem braunistom: antyukraiński orędownik wznowienia handlu z Rosją, w latach przełomu demokratycznego odwiedzał ambasadę rosyjską w Warszawie, robił biznesy z rosyjską firmą projektującą dzisiaj silniki rakietowe.
Nie ma dowodów, że był agentem Rosji ani podczas pierwszej u nas kampanii prezydenckiej, ani że jest nim dzisiaj, ale można się zastanawiać, czemu kontaktował się z ludźmi związanymi z sowieckimi i rosyjskimi służbami. Czy był już w 1990 r. ,,sowiecką wrzutką’’ czy raczej ,,agentem wpływu’’.
Głuchowski cytuje prof. Dudka, który uważa, że to właśnie wtedy po raz pierwszy polską politykę zainfekował wirus ,,hejtu’’ jako wydajne narzędzie zwalczania przeciwników politycznych. To fakt, Tymińskiego ówczesne media przedstawiały w jak najgorszym świetle.
Sztab Mazowieckiego jednak nie szukał na niego haków, tylko wiarygodnych informacji o jego drodze życiowej i kontaktach. Sztab Wałęsy był pewny wygranej i sam wpuszczał do kampanii motywy populistyczne, włącznie z antysemickim w wymowie dociekaniem, jakie są rodowe korzenie Mazowieckiego. Tymiński wtedy grał czarną teczką, antysemityzm trzymał w odwodzie. W latach następnych już się nie krępował, bo widział, że to w Polsce wciąż działa. Nic dziwnego, że przyjął zaproszenie od Brauna do współpracy.
Tymiński zaprzeczał oskarżeniom wysuwanym w 1990 r. I późniejszym, w ferworze lustracji. W 2005 r. sąd uznał, że był figurantem – obiektem zainteresowania służb, lecz nie tajnym współpracownikiem i odmawiał współpracy. Zobaczymy, czy Braun faktycznie weźmie go na listę. Po tym artykule powinien się zastanowić, czy to pomoże koroniarzom czy zaszkodzi. Ale to nie moje zmartwienie.
Populizm nie zniknie w przewidywalnej przyszłości. Orban przegrał, w Bułgarii wygrywa właśnie prorosyjski Rumen Radew, już typowany na następcę Orbana w konfederacji populistów. Taki mamy klimat nie tylko w pokomunistycznej części Europy. Ignorowanie obecnych nastrojów, tendencji i mód społecznych byłoby błędem strony demokratycznej. Słuszne potępienie zapędów autorytarnych, zmowy z neoimperializmem rosyjskim, hejtu i agresji nie wystarczy. Populizm nie spadł z nieba. Można z nim wygrać, ale trzeba ciężko harować.