Powrót „Stana”
Stanisław „Stan” Tymiński chce startować w przyszłym roku do Senatu z listy Brauna. Obszerny artykuł o „powrocie człowieka z teczką” przeczytałem właśnie w „Dużym Formacie”, dodatku do poniedziałkowej „Gazety Wyborczej”. Dla mnie – przeciekawy z dwu powodów. Bo byłem rzecznikiem prasowym kampanii prezydenckiej Tadeusza Mazowieckiego, w której premier przegrał nie tylko z Lechem Wałęsą – co było do przewidzenia, ale nie było powodem do wstydu – lecz także ze „Stanem”, co było bolesnym zaskoczeniem.
Wykonując pracę rzecznika, kontaktowałem się ze sztabem Lecha. Mazowiecki zgodził się na rywalizację z Wałęsą niechętnie. Nie chodziło o to, że on, „pierwszy niekomunistyczny premier” w powojennej Polsce, może przegrać, tylko o to, że rywalizacja mogła rozbić obóz Solidarności. I miał rację. Przegrał jednak także z Tymińskim, który, jak pisze Głuchowski, okazał się „prekursorem Berlusconiego i Trumpa”, czyli populizmu.
I ta obserwacja to drugi powód mego zainteresowania tekstem. Bo populizm Tymińskiego rzeczywiście wyprzedzał epokę, w której dziś żyjemy. Kontaktowałem się ze sztabem Wałęsy właśnie w sprawie „Stana”. Okazało się, że są nim zaniepokojeni podobnie jak sztab premiera. Zgodzili się, że trzeba „Stana” i jego otoczenie wziąć pod lupę, bo coś tam brzydko pachnie, prawdopodobnie Sowietami.
Wtedy Tymiński spadł z nieba pogrobowcom Moczara w PZPR i SB. Poczuli, że mogą się symbolicznie odegrać za upadek PRL. Wiedzieli, że „Stan” z Lechem nie wygra – w osławionej teczce może i były jakieś „kwity” na Wałęsę, które mogli mu dostarczyć esbecy, ale mało kto by w nie wtedy uwierzył – ale im wystarczyłaby przegrana Mazowieckiego z panem Nikt, Tymińskim. To przecież jego rząd zdemontował peerelowskie służby specjalne. I dopięli swego.
Teraz dobiegający osiemdziesiątki Tymiński uaktywnił się po raz kolejny. W Kanale Zero nazwał Putina i Łukaszenkę najbardziej cenionymi przez niego politykami w Europie. Znów spadł z nieba, tym razem braunistom: antyukraiński orędownik wznowienia handlu z Rosją, w latach przełomu demokratycznego odwiedzał ambasadę rosyjską w Warszawie, robił biznesy z rosyjską firmą projektującą dzisiaj silniki rakietowe.
Nie ma dowodów, że był agentem Rosji ani podczas pierwszej u nas kampanii prezydenckiej, ani że jest nim dzisiaj, ale można się zastanawiać, czemu kontaktował się z ludźmi związanymi z sowieckimi i rosyjskimi służbami. Czy był już w 1990 r. „sowiecką wrzutką” czy raczej „agentem wpływu”.
Głuchowski cytuje prof. Dudka, który uważa, że to właśnie wtedy po raz pierwszy polską politykę zainfekował wirus „hejtu” jako wydajne narzędzie zwalczania przeciwników politycznych. To fakt, Tymińskiego ówczesne media przedstawiały w jak najgorszym świetle.
Sztab Mazowieckiego jednak nie szukał na niego haków, tylko wiarygodnych informacji o jego drodze życiowej i kontaktach. Sztab Wałęsy był pewny wygranej i sam wpuszczał do kampanii motywy populistyczne, włącznie z antysemickim w wymowie dociekaniem, jakie są rodowe korzenie Mazowieckiego. Tymiński wtedy grał czarną teczką, antysemityzm trzymał w odwodzie. W latach następnych już się nie krępował, bo widział, że to w Polsce wciąż działa. Nic dziwnego, że przyjął zaproszenie od Brauna do współpracy.
Tymiński zaprzeczał oskarżeniom wysuwanym w 1990 r. I późniejszym, w ferworze lustracji. W 2005 r. sąd uznał, że był figurantem – obiektem zainteresowania służb, lecz nie tajnym współpracownikiem, i odmawiał współpracy. Zobaczymy, czy Braun faktycznie weźmie go na listę. Po tym artykule powinien się zastanowić, czy to pomoże koroniarzom czy zaszkodzi. Ale to nie moje zmartwienie.
Populizm nie zniknie w przewidywalnej przyszłości. Orbán przegrał, w Bułgarii wygrywa właśnie prorosyjski Rumen Radew, już typowany na następcę Orbána w konfederacji populistów. Taki mamy klimat nie tylko w pokomunistycznej części Europy. Ignorowanie obecnych nastrojów, tendencji i mód społecznych byłoby błędem strony demokratycznej. Słuszne potępienie zapędów autorytarnych Trumpa, zmowy z neoimperializmem rosyjskim, hejtu i agresji nie wystarczy. Populizm nie spadł z nieba. Można z nim wygrać, ale trzeba ciężko harować.
Komentarze
A dajta matka krzesna spokój… Zwąchał dziadek, że naród ogłupiał i znów próbuję. Albo ktoś nim kręci…
To smutna prawda, że w polityce, dobre wychowanie, kultura osobista i dobre maniery nie są zaletami i dlatego Pan Mazowiecki, osoba uczciwa i „zasadami” (tak mi się przynajmniej wydaje) przegrał z cwaniakami, osiłkami, stosującymi ciosy poniżej pasa Być może, w przypadku jego zwycięstwa, polska polityka wyglądałaby inaczej Można pomarzyć
Spoglądam z lekka beznamiętnie na tytuły kwietniowych felietonów ze ździwieniem, że politykę można traktować jeszcze poważnie po samo-deifikacji Mango Morona, który ze swej kreacji na Chrystusa tłumaczył się, że chodziło mu o to by zostać poczytanym za lekarza.Jełop zapewne usłyszał od kogoś, że wizerunek ten był „doctored”, stąd zapewne skojarzenie z Eskulapem. W nadwiślańskiej krainie też nielepiej. Zgnuśniały karzeł w ataku starczej maligny miał za złe Peterowi Magyarowi, że piecze szczenięta w mikrofalówce i bije żonę. Ciekawa forma gratulacji zwycięstwa wyborczego w bratnim kraju. Do tego dochodzi otwierana i zamykana z dnia na dzień cieśnina Ormuz przypominająca średniowieczne brony i towarzyszący temu polityczny i gospodarczy bajzel. Podobnie jest z trwającymi piąty rok putlerowskimi atakami na cywilną infrastrukturę w Ukrainie, do czego już wielu przywykło. Żyjemy w jakiejś fikcji. Wystarczy posłuchać telewizyjnych dysput politycznych adwersarzy, które po minucie wymiany poglądów przeradzają się w kakofoniczny jazgot.
Mając na względzie te wszystkie imponderabilia, z tym większą chęcią oddałem się ponownej lekturze felietonu pt. „Trudny temat” w zawsze aktualnej kwestii tzw. „dobrej śmierci” – tego dość, według mnie, niefortunnego określenia krańca żywota, ponieważ o śmierci nie wiemy nic, czy jest dobra, zła czy też nijaka. Może lepszym synonimem eutanazji byłby „dobry koniec”, „łagodne zejście” itp. Nie-byt nie poddaje się bowiem jakiejkolwiek ocenie. Jest to stan spoza sfery doznań. Zasadniczo, nie ma chyba większej różnicy między samobójstwem a eutanazją, do której każdy powinien być w pełni uprawniony. Na poparcie wolności wyboru w sprawie rozstania się z łez padołem można powoływać się na wiele autorytetów. Ładnie na ten temat wypowiada się Schopenhauer:
„Gdy w ciężkich koszmarnych marzeniach sennych wzmaga się w najwyższym stopniu trwoga, to sama ona przywodzi nas to przebudzenia, dzięki któremu znikają te wszystkie okropności. To samo dzieje się we śnie życia, kiedy to najwyższy stopien zatrwożenia zmusza nas do przerwania owego snu”
Dość krotochwilną opinię głosi Emilek C. w jednym ze swych ciętych aforymów:
„Nie ma po co odbierać sobie życia, gdyż zawsze robimy to zbyt późno”.
Dla Alberta Camus, istniał tylko jeden problem filozoficzny jakim jest samobójstwo,
Shakespeare był w tym względzie podobnie zwięzły ze swoim „Być albo nie być…”
Ale wszystkich tych panów przebił po stokroć Philipp Mainlander ( urodzony jako Philipp Batz 1841-1876). Autor dzieła „Filozofia Odkupienia” sądził, iż wola śmierci zostala wszczepiona w ludzkość przez Boga, który sprokurował własną śmierć. Egzystencja była dla niego horrorem, jednak jako istota odporna na niszczące działanie czasu musiał podjąć radykalne kroki, by się od niej uwolnić. Nie mógł wypchnąć się poza istnienie, będąc jednolitym tworem trwającym poza czasem, przestrzenią i materią. Dlatego rozproszył się (Big Bang?) i podzielił na fragmenty. Wszystkie istniejące obiekty i organizmy we wszechświecie to cząstki martwego Boga. Proces anihilacji Stwórcy trwać będzie do momentu gdy cała energia zostanie wyczerpana i wszystko ustanie (heat death?). Tak więc Bóg jest martwy, a jego śmierć dała życie światu. Dla istot ludzkich oznacza to, że im szybciej zdadzą sobie sprawę z tego, że życie to nie je bajka, tym szybcie zwiną manatki. O ile Chrześcijaństwo i Buddyzm wspominają o porzuceniu świata w drodze do nowych miejsc, zdaniem Mainlandera żadnych nowych schronisk dla zbłąkanych dusz nie ma. Pewnego dnia te fałszywe obietnice umrą, a nasza wola przetrwania zostanie wygaszona przez świadomą wolę śmierci, zgodnie z przykładem jaki dał nam Stwórca.
Oczywiście tego typu nieweryfikowalne wywody można uznać za infantylne rojenia nadwrażliwego młodzieńca. Ale trzeba przyznać, że jest to jedna z tych baśni o Stwórcy, która wpasowuje się dość trafnie w kondycję ludzką i świata, który gospodarz bloga niedawno określił mianem „oszalałego”
Żeby jednak nie popaść w skrajną smutę, że wszystko stracone może uda się niektórym załapać w drodze do niebios na małą łódkę z kory jak w piosence w wykonaniu zmarłej niedawno Dominiki Żukowskiej w duecie z Andrzejem Koryckim. Słyszałem z dobrych źródeł, że w przeciwieństwie do chciwca Charona, który pobiera od umarlaków opłatę za przewóz przez Styks, Siwy Anioł organizuje przeprawę gratisowo.
https://www.youtube.com/watch?v=pNYWsMfhErY&list=RDpNYWsMfhErY&start_radio=1
Tymuś Teczka Tymiński niewątpliwie był czyimś narzędziem. Z jego kampanii zapamiętałem jedynie jakiś laptop który miał zawierać jakiś domniemany program który był rzekomo Uzdrawiajacy Gospodarkę i System!
Ktoś w Tymka coś zainwestował, bo nawet lichy bimber musiał mieć cukry i drożdże . Ta akcja jawi się jako skuteczna interwencja zagranicy, tej bliższej lub nawet dalszej. Gdzieś na dalszym planie istniał chyba Moczulski i KPN..?
Czasy były nie tak łatwe i heejt rzucał podręcznym gnojem zależy od osoby.
Jak z kolędy Ogień Krzepnie Moc truchleje. wyrastali Górale Jasnogórcy i inni niemiłosiernie kopiąc po łydkach Mazowieckiego za Zaszłości. Jakieśtam potyczki,jakiestam rzeczy z domniemanymi pejsami. Tego w Polsce nie da się wykorzenić. Z tego gnoju wyrosło i rośnie wielu obecnie.
Nienawiść ŻYDÓW DO SAMARYTAN zelżała mocno po powstaniu Bar Kochby w 132 rne. Gdy został zrównany z ziemią i państwo i system polityczno -religijny.
Nie wiadomo jakby to było po podobnej operacji tu nad Wisłą.
Hejt ma korzenie antyczne ale w antyku nie miał ani takiej gleby, ani takich narzędzi.
Stan Tymiński na pewno nie jest Józefem Flawiuszem który był mediatorem między Jerozolimą a Rzymem. Chce znowu zaistnieć i wsadzić palec a chyba nie ma gdzie. Tłuszcza Koronowana to jest to!
@aborygen
No tak, ale po tej stronie życia zorganizowana i instytucjonalna eutanazja to jednak społecznie i moralnie nie to samo co samobójstwo w samotności, bez świadków i procedur.
Jacek z Nowej Huty..
Po sieci krąży[fb] .llegitymacja ormo niejakiego Jarosława K.
Wypominając Wałęsie musisz mieć Świadomość że ktoś widział Ciebie Jacku na tłumnej manifestacji w Hucie Nowej pod pomnikiem Lenina. Było to po rzekomym zamachu …gdy Wodzowi Rewolucji za pomocą eksplozji urwało buta z marmuru.
Jarosław K.. rzekomo wstapił do ORMO na poczatku lat 80. Trwała akurat akcja o kryptonimie MLEKO” ..Ormowcom sikano do mleka bo sposób dystrybucji tego źródła białka dawał taka możliwość.
…SPISANE BYŁY CZYNY I ROZMOWY „
Prof. Antoni Dudek potrafi otwarcie mówić o sytuacji politycznej w kraju. Gdyby zapisał się do partii mógłby przyciągnąć wielu wyborców.
Grzegorz Braun bazuje na krytyce rzeczywistości. Nie posiada jednak zdolności koalicyjnych. „Stan” Tymiński w tamtych czasach chaosu i zamętu przedstawiał się jako reformator systemu, ale kariery nie zrobił. Czym obecnie może zaskoczyć?
Widzimy ruch na scenie politycznej. Dzielą się partie małe i większe. Czy nie dziwi, że w kraju jest zarejestrowanych 90 partii politycznych. Do tego tysiące organizacji i stowarzyszeń. Głosujemy w ciemno, a wynik wyborów zaskakuje.
Stan wraca – może Pani Kalina ma rację, że chłop widząc głupotę narodku zwąchał szansę. Ponoć ma 80lat – spójrzmy na to optymistycznie – z jaką świadomością potężną on może wracać! Ile stuffu wyjarał i wypił z tymi wszystkimi dzikimi plemionami…
Trumpowi wystarcza tylko zdegradowana osobowość od nadmiernej konsumpcji kokainy…
@ahasverus
Nie wiem, czy w UK zyskałby poklask taki cham bez ogłady i wykształcenia, jacy mają wzięcie w Polsce. Ale może się mylę….
Tyle, że niestety p ó ź n o wciąż jest nieokreślone…
@Slawczan:
To Braun przyciąga i wyciąga z niebytu różne pokemony, zwłaszcza prorosyjskie i antymainstreamowe. Tam może się jeszcze Waluś znaleźć na listach wyborczych.
„Nie ma dowodów, że był agentem Rosji”
Tak samo jak nie ma dowodów, że jest nim Trampek, ale… w weekendowy poranek na TV4 puszczono świetny francuski film dokumentalny „Operacja Trump” (swoją drogą – dlaczego o bladym świcie? ten film powinien zostać wyemitowany co najmniej kilka razy w porze wysokiej oglądalności! – może wtedy przynajmniej niektórzy fani Trumpa przejrzeliby wreszcie na oczy?)
W filmie puszczono wypowiedzi amerykańskich agentów oraz zbiegłych na Zachód agentów rosyjskich. No i okazuje się, że już w czasach prezydentury Ronalda Reagana KGB wpadło na pomysł, żeby upatrzyć sobie jakiegoś wpływowego amerykańskiego biznesmena i za pomocą odpowiednio podstawianych ludzi dopomóc mu w karierze, a zarazem tak nim manipulować, żeby wpływał on na politykę USA w sposób korzystny dla Kremla. Uznano, że na taki „obiekt” najlepiej nadawałby się ktoś bardzo ambitny, a zarazem bardzo próżny. I… wybór padł na około 40-letniego wówczas Donalda Trumpa.
Wszyscy tutaj wiemy, że dziś Trump tańczy tak, jak mu Putin zagra. Ale ja przynajmniej nie wiedziałem, że Trump to wyrób, który rosyjscy agenci cierpliwie i umiejętnie formowali przez ładnych kilka dekad. A w razie kłopotów rzucali mu koła ratunkowe. Konkretny przykład – gdy w 2016 r. Trump po raz pierwszy kandydował na prezydenta, wyszła na jaw afera seksualna, która – w opinii jego własnego sztabu – definitywnie pogrążyła jego szanse na prezydenturę. Ale wtedy właśnie rosjanie rzucili koło ratunkowe – ujawnili przechwycone przez hakerów maile jego ówczesnej rywalki Hillary Clinton.
Ze Stanem może być podobnie – nie musi być żadnym świadomym agentem, wystarczy, że rosja zręcznie nim manipuluje. Chociaż też nie sądzę, żeby inwestowała Tymińskiego tyle, ile zainwestowała w amerykańskiego pomarańczowego pajaca.
@PAK4
21 kwietnia 2026 13:18
Może za wielu słów użyłem: u Brałna jest po prostu odmienny STAN świadomości…
Tak – pomysł z Walusiem też może ,,zażreć” – w końcu prawacy kochają ,,ideowych bojowników z komunizmem”.
@Slawczan:
Ale też jest tak, że popularność prawicy wynika z umiejętności kreowania skandali przez nich. Jest skandal, jest głośno (o Braunie się mówi, o ochronie zdrowia nie*), wielu będzie protestować (i mobilizować wyborców Tuska), ale jakaś część powie, że skoro mainstream jest przeciw, to oni muszą być za. Jakiś punkcik procentowy może Braunowi przybyć, a już na pewno to Braun będzie pokazany jako alternatywa dla rządu (jeśli dla kogoś za mocna, to ma Mentzena), a nie, powiedzmy, Zandberg. Zresztą nie wymieniam Czarzastego nie tylko dlatego, że jest w koalicji, ale także dlatego, że tak postawiona oś sporu, że nie robi różnicy między nim a Tuskiem.
*) Słuchałem wczoraj audycji o polaryzacji w Polsce. I tam pada taka teza: Polaków więcej łączy niż dzieli, nie ma praktycznie w Polsce sporów ideowych — spory są jedynie emocjonalne i personalne.
Ja się z tym nie zgadzam tak do końca — uważam, że różne rzeczy ideowe Polaków dzielą, ale faktycznie, te różnice są schowane, bo oś sporu, którą mamy przed oczami dotyczy ludzi, ich przeszłości i słownika raczej, niż wizji Polski.
@pak
No jak to, a polexit, rozdział państwa od Kościoła, hołdownictwo wobec Trumpa, nie mówiąc o stosunku do wolnego rynku i kapitalizmu w ogòle czy o sprawach obyczajowych, np. modelu rodziny czy wiary w jej życiu? Po 30 latach demokracji takie zròżnicowanie jest zresztą normalne i występuje w każdym społeczeństwie typu zachodniego.Hasła wspólnotowe są zawsze podszyte dwuznacznością, bo zawsze powstaje pytanie, a co z tymi poza wspólnotą? Wolę pluralizm w granicach prawa i rozsądku, niż jedność ideowo-polityczną narodu, propagandowe hasło sił antydemokratycznych.
@Adam Szostkiewicz
22 kwietnia 2026
8:25
@pak
Moim zdaniem polityczna dyskusja w Polsce (ale nie tylko!) jest od dziesiecioleci intelektualnie „kulawa”. W debacie publicznej brakuje rzetelnych analiz i poszukiwania konstruktywnych rozwiazan. To chyba spadek po blogich marzeniach o „koncu Historii”. Zamiast debaty szuka sie „winnych”. Najlepiej w osobie XY. N.p. winnym jest Trump. A kompletnie pomija sie ogromne intelektualne zaplecze MAGA (Projekt 2025).
Ale aktualnie marna debata publiczna to nie tylko „wina” elit. Edwin Bendyk juz w 2021 pisal o politykach i wyborcach:
Tracimy zdolność do aktywnego uczestnictwa w kulturze i jej wytwarzania, stając się biernymi odbiorcami i elementem machiny. Przekłada się to na nasze funkcjonowanie w przestrzeni polityki i dokonywania wyborów. Również polityka zaczyna działać według tego samego modelu, co cyfrowy rynek, a wyborcy są traktowani jak „profile”. Odbiorca traci zdolność do krytycznej analizy komunikatów, które są formatowane pod dyktando marketingu politycznego. Bycie obywatelem ma coraz bardziej konsumencki charakter, a obywatele-konsumenci nie dostają oczekiwanego „produktu”, więc decydują się na opuszczenie systemu demokratycznego. W Polsce dochodzą do tego specyficzne wzory uczestnictwa w kulturze, a dokładniej w kulturze pisma. Świadomy wyborca to taki, który jest zdolny do świadomego przeczytania komunikatu. Obraz nie umożliwia krytycznej analizy treści. W Polsce się nie czyta. Według ostatniego badania czytelnictwa w zeszłym roku tylko około 40 proc. Polaków miało jakikolwiek kontakt z książką. We Francji, nawet pomimo spadku w okresie pandemii, czytelnictwo zdecydowanie przekracza 80 proc. Nawet Polacy z wyższym wykształceniem nie sięgają po książki. Dotyczy to często nawet osób wykonujących zawody, które z pozoru wymagają kontaktu z lekturą ze względu na wymagane kompetencje. Wiele osób, które postrzegamy jako pracowników umysłowych i kreatywnych, wykonuje tak naprawdę współczesne zawody robotnicze oparte o łatwo przyswajalne kompetencje zawodowe. Duża część obywateli jest zdolna wyłącznie do odbierania dosłownych komunikatów medialnych.
https://forsal.pl/gospodarka/artykuly/8269772,polska-kraj-polperyferyjny-wywiad-edwin-bendyk.html
@Adam Szostkiewicz:
Wrzucam więc rozmowę Karoliny Korwin-Piotrowskiej:
https://www.youtube.com/watch?v=V9o_IGXCU5I
Z listy Pana Redaktora mogę zapytać o to, który z tych tematów zajmował Polaków w tym roku. Może Trump? Nie dyskutowaliśmy o Polexicie, nie proponowano zmian prawnych dotyczących Kościoła, a kwestia transkrypcji małżeństw jednopłciowych była solidarnie blokowana i przez opozycję i rząd.
Powtórzę co napisałem: widzę pewne różnice tkwiące w społeczeństwie, ale nie są one podejmowane w dominującej dyskusji w ostatnich miesiącach (choć jeszcze kilka lat temu tak się zdarzało). I wcale nie uważam tego za dobre — uważam, że dyskusja i różnice są twórcze i potrzebne.
@mfizyk:
Ech… ja tylko zacytowałem ciekawą opinię, którą wczoraj spotkałem. „Ciekawą” znaczy, że się z nią sam gryzę — częściowo uznaję jej rację, ale częściowo się burzę — choćby dlatego, że mam poczucie, że zarówno ja, jak i wiele osób, które znam wcale nie zostały tak zglajszachtowane by różnić się tylko personalnie…
> A kompletnie pomija sie ogromne intelektualne zaplecze MAGA (Projekt 2025).
Ja z tym też mam problem, bo to brzmi dla mnie jak „głębia intelektualna Dugina”. Ale jeśli chcesz powiedzieć, że mało osób analizowało Projekt 2025 w Polsce, to prawda — bo znam takich, którzy analizowali i wiem, jak bardzo samotni w tym byli.
> Bycie obywatelem ma coraz bardziej konsumencki charakter
Mam w lekturze „Mikroekonomię” Krugmana i Wells, i tam jest rozdział o tym, jak dobra publiczne (w tym np. demokratyczne głosowanie) nie pasują do logiki rynkowej i wymagają innych rozwiązań. Ksiązka wydana w Polsce w 2020. Czytam z zainteresowaniem, ale skoro to piszą w podręczniku ekonomii to trudno mówić o jakimś nowatorskim odkryciu…
Ale ja sobie narzekam, gdy owszem, to są problemy. Są to jednak problemy inne niż te, które sygnalizowały gościnie Karoliny Korwin-Piotrowskiej: Karolina Olejak i Dominika Bulska.
Stowarzyszenie „ROZWÓJ PLUS” miało na celu zebranie polityków pracujących w odróżnieniu od głosujących pod przewodnictwem prezesa. Członkowie Stowarzyszenia, a było ich czterdziestu, mieli pracować nad programem prowadzącym do rozwoju. Zakładam, że chodziło o rozwój kraju, ale szybko okazało się, że ma to być rozwój wewnątrzpartyjny co już podcina skrzydła uczestnikom, nie dając sposobności ich poszerzenia.
Czy ta inicjatywa Mateusza Morawieckiego skończyła się zanim były premier rozwinął skrzydła na dobre, trudno powiedzieć.
To nie jest czas tworzenia partii umiarkowanego postępu w granicach prawa. Mamy okres konfliktów i wyrzeczeń. Żadnego marginesu swobody nie widać. Sięganie po coraz większy arsenał środków bojowych jest widoczne.
Szanowny Gospodarzu: przepraszam, że nie na temat, czyli że nie temat Stana, a na temat H. Kloski i Hołowni: od dawna pisałem, że merytorycznie pani Pełczyńska ma przewagę nad panią Kloską i tej mojej opinii się nie wypieram, ale pani Pełczyńska ma tę wadę, że ona nie potrafi pracować w zespole Rady Ministrów, bo jest konfliktowa i zbyt zarozumiała. Pan Hołownia swoimi wygłupami (tajne spotkania z Bielanem) z Kaczyńskim spowodował utratę zaufania do jego intencji co do lojalności wobec Koalicji, która pogoniła kota Kaczyńskiemu. Teraz pan Hołownia robi robotę rozrabiacką poprzez demonstracyjnie podważanie kompetencji pani Kloski, co oznacza, że jemu zawsze zależało tylko na własnym JA, a nie na interesie Polski. I teraz też dla własnego ego chce sypać piasek w tryby rządu Tuska. Jemu nie zależy na ładzie, spokoju i porządku w pracach rządu. Jemu zależy na robocie rozrabiackiej. Jest to postawa nieodpowiedzialna, warcholska i powinien dostać odpowiednią nauczkę.
Casus Korwina to ta sama „zoologia” co Stana – tyle, że nieefemeryczna, a wręcz przeciwnie kilkudziesięcioletnia…a w skutkach/owocach niemarginesowa (ok.20% elektoratu).
Przypomnijmy…
W cieniu Korwina: Od nihilizmu „pieczeniarza” do nadziei Nowickiego
Polska AD 2026 znajduje się w stanie narastającej grozy. Pod fasadą cyfrowej nowoczesności i krypto-portfeli „infantylnej prawicy”, realna państwowość gnije, trawiona wirusem, który trzy dekady temu wszczepił Janusz Korwin-Mikke. Dziś ten wirus zmutował w formę najbardziej niebezpieczną: w rządy i wpływy ćwierćinteligencji, która z dumą obnosi się ze swoją miernotą, nieświadoma, że staje się jedynie pożytecznym narzędziem w rękach obcej, putinowskiej agendy.
Architektura gnicia
Janusz Korwin-Mikke, ten dzisiaj „osiemdziesięcioczteroletni cynik-hedonista”, przez lata tresował polską młodzież w pogardzie do państwa. Jego „wolność do trzymania za mordę” okazała się niczym innym jak zaproszeniem do politycznego nihilizmu. To on stworzył grunt pod dzisiejszą armię „pisiokonfich analfabetów” – ludzi bez odpowiedzialności, którzy pod hasłami wolności rozstrajają instrument państwowy, czyniąc Polskę bezbronną wobec geopolitycznych wstrząsów. W tej perspektywie widmo terytorialnych amputacji przestaje być majakiem, a staje się logicznym finałem rozpadu „tekturowej imitacji” państwa.
Nowicki kontra dresiarstwo polityczne
Gdy wydawało się, że „rozpieprz” jest totalny, na horyzoncie pojawił się Jakub Nowicki. Jego starcie z Patrykiem Jakim na Uniwersytecie Warszawskim było czymś więcej niż zwykłą debatą – to był egzorcyzm nad polską sferą publiczną. Nowicki wystąpił jako pogromca ćwierćinteligencji, która w osobie Jakiego – tego politycznego dresa nie na swoim miejscu – uosabia najgorsze cechy i burackie instynkty obecnej kasty: buty, ignorancji i agresji ubranej w garnitur.
Nowicki bohatersko podjął rzucone wyzwanie, nie dając się wciągnąć w knajacką retorykę przeciwnika. Jego zapowiedź doprowadzenia do końca dzieła ujawnienia i ośmieszenia tej mizerii to płomień nadziei. Pokazał, że rzetelne przygotowanie i spokój potrafią „wydymać” publicznie nawet najbardziej wygadanych troglodytów, obnażając ich intelektualną pustkę. To był moment, w którym „diament” z Poznania zdusił prymitywny bełkot, dając sygnał, że czas panoszenia się miernot dobiega końca.
Przestroga z Budapesztu: Widmo Austro-Węgier
Nadzieja ta miesza się jednak z niepokojem płynącym z regionu. Gdy na Węgrzech Péter Magyar zaczyna gaworzyć o „zmartwychwstaniu Austro-Węgier”, widać wyraźnie, że stara gra w „rozprowadzanie” narodów wchodzi w nową fazę. To ostrzeżenie dla nas: jeśli nie odbijemy Polski z rąk infantylnej prawicy liczącej swoje bitcoiny, staniemy się jedynie przystawką w cudzych, imperialnych projektach. Nie możemy pozwolić, by „papuga narodów” zamieniła jeden model podległości na inny, równie anachroniczny.
Wąglik nielojalności: Wredne wszy seminaryjne
Obrazu destrukcji instytucji publicznych państwa polskiego dopełniają postacie pokroju owego sejmowego ’wniahoło’ – politycznej swatki (ale też w nieprzenośnym znaczeniu dupnego niby żartownisia swatającego pary posłów i posełek), której jedyną realną kompetencją jest mącenie w kuluarach i próba swatania interesów nie do pogodzenia. To człowiek bez merytorycznego zaplecza, niezdolny do zarządzania czymkolwiek poza własnym narcyzmem, a jednak roszczący sobie prawo do rozstawiania pionków na szachownicy państwa. Brak wykształcenia i kompetencji idzie tu w parze z całkowitym deficytem lojalności. Kiedy taka postać, skażona seminaryjną jadowitą wredotą, w przypływie megalomanii sufluje urzędującemu premierowi abdykację, staje się jasne, że mamy do czynienia z czystym elementem rozkładowym – dywersją pod płaszczykiem troski o standardy. To ludzie, dla których własne „ego” i chęć przypodobania się radykalnym frakcjom są ważniejsze niż stabilność kraju. Ich obecność to wąglik w krwiobiegu nowej władzy – stanowią groźną, wewnętrzną infekcję, która w krytycznym momencie może doprowadzić do paraliżu państwa, otwierając bramy tym samym troglodytom, których Nowicki tak celnie punktuje. Bez bezwzględnego wycięcia tej zdradzieckiej mizerii, każda próba naprawy Rzeczypospolitej pozostanie jedynie budowaniem na piasku.
To nie jest polityka – to infekcja, która musi zostać wypalona, jeśli Nowicki i jemu podobni mają mieć fundament, na którym wzniosą cokolwiek trwałego.
________________________________________
Konkluzja: Warunek sine qua non
Rekonstrukcja powagi Rzeczypospolitej wymaga całkowitego odrzucenia spuścizny Korwina i zneutralizowania osobników nieodpowiedzialnych – wrednych i nielojalnych w szeregach Koalicji, które dla prywatnych ambicji gotowe są wskazywać premierowi, w szczycie kryzysu państwa polskiego, że jakoby jego czas już minął… bezczelny gnojek i tupeciarz.
Jakub Nowicki stał się symbolem koniecznego buntu inteligencji normalsów przeciwko zalewowi klinicznej głupoty i chamstwa. Jeśli ten „mały płomyczek” nie wybuchnie pożarem, który wypali polityczny gnój, to proces gnicia Polski nie ustanie, a my pozostaniemy jedynie widzami własnego upadku.
Czas śmiechu z „jajcarzy” się skończył. Nadszedł czas skutecznego ratowania państwa zagrożonego katastrofą dryfu ku klęsce… również poprzez bezwzględne ośmieszanie i bojkotowanie aktywnej miernoty – która rozpleniła jak barszcz Sosnowskiego w instytucjach państwa.
@PAK4
22 kwietnia 2026 7:26
Można sobie kreować skandal ale jeżeli on nie trafi w gusta społeczne, to co najwyżej będzie on medialnym dziwactwem. Resztę zapewne sam dopiszesz…
Czasem liczysz, że to będzie news a to zaledwie wzmianka…
@Slawczan:
Generalnie tak, owszem. Tylko, co dalej?
Bo widzisz, „lubię” oglądać dyskusje z pseudonauką. Najchętniej w temacie jakiegoś UFO, starożytnych kosmitów — te rzeczy. Ekscytacja spotkania racjonalizmu z irracjonalizmem, bez politycznych, czy religijnych emocji.
W każdym razie, obcuję z tymi „gustami społecznymi” i nie uważam ich za neutralne, czy naturalne. One są tworzone przez kulturę: popkulturę z filmami (tak, spotykałem ludzi, którzy tłumaczyli, że podróże międzygwiezdne są możliwe bo „oglądali taki film”, gdzie są takie gwiezdne wrota — skoro ktoś pokazał, to tak jest, to bardzo prawdopodobne), z mediami (clickbait: „nowa rewolucyjna teoria dotycząca budowy piramid zmienia wszystko, co wiedzieliśmy dotąd”), nieufnością do rządu („naukowcy mówią to, za co dostają granty, a nie to co jest prawdą”).
Wychowano ludzi w nieufności do instytucji publicznych. Wielu wskazuje, że owszem, początkiem tego było np. Watergate, albo nieufność do realnego socjalizmu u nas, tyle że prawie zawsze gdy widzę tego przykłady, to odwołują się one do fałszu i kłamstw. Zresztą lata temu czytałem taką książkę o propagandzie, gdzie autorzy zwracali uwagę na strukturę przestępców w filmach z Hollywood — była inna niż w rzeczywistości — filmy te bardzo chętnie pokazywały przestępców wśród uczonych (w rzeczywistości grupa, która wyjatkowo rzadko dokonuje przestępstw). BTW. Osoby o innym kolorze skóry niż biały też w filmach były nadreprezentowane jako przestępcy w porównaniu ze statystykami z USA.
*
W przypadku skandali mamy jeszcze drugą rzecz — szybkie, czy najlepiej z wyprzedzeniem, działanie by je zminimalizować*. I tu PiS jest skuteczny — na skandale reaguje dość szybko, zwykle spójną linią argumentacji. Koalicja wydaje się wolniejsza i mniej spójna w reakcjach.
*) Spotkałem tezę, dot. rosyjskiej manipulacji, że ludzie w wielu sprawach przyjmują pierwszą interpretację, którą spotkają. Stąd waga wyprzedzających komunikatów.
@Slawczan PS:
Napisałem już dużo, ale jeden ważny aspekt pominąłem — by się skandal „przyjął” potrzebny jest jeszcze jeden element — donieść musi ktoś, komu w danej sprawie się ufa. Czyli albo „swoi”, albo – jeśli chcemy dotrzeć do neutralnych, albo nas nie popierających — ośrodki uważane za „neutralne”.
Aferę taśmową przepchnięto przez Wprost, nie kojarzony jako medium pisowskie. W ubiegłorocznych wyborach arbistrem prawdy mianowano Kanał ZERO, który wspierał Nawrockiego. To też jest czynnik, przez który popularne afery, nie pokrywają się z aferami ważnymi lub prawdziwymi.