Nuncjusz w Pentagonie

Papież Leon, choć rodak Trumpa, karku przed nim nie zgina. Gdy Trump groził unicestwieniem cywilizacji w Iranie, Leon potępił groźbę jako nieakceptowalną. Gdy ministrowie Trumpa oznajmiają, że Bóg jest po ich stronie, papież wzywa, żeby Boga do wojny nie mieszać i apeluje o zakończenie wojen na świecie. Wyraźny brak gotowości Leona do żyrowania siłowej polityki Trumpa uwiera prezydentowi i jego ekipie. Bo obnaża jej moralny cynizm i religijną obłudę.

Być może dlatego nuncjusz Christoph Pierre został wezwany na dywanik do… Pentagonu, gdzie miał od jednego z jego wysokiego szczebla urzędników usłyszeć rzeczy niebywałe. Im więcej dementi ze strony amerykańskiej i watykańskiej na temat tego spotkania – nie słyszałem, żeby posłowie papiescy składali gdziekolwiek wizyty w resortach wojskowych – tym bardziej relacja „The Free Press” daje do myślenia. Sam były nuncjusz posumował owo styczniowe spotkanie tak: „szczere, lecz bardzo serdeczne”. Czyli coś było na rzeczy.

Rzecz jasna, dyplomacja lubi dyskrecję. Gdy pojawia się kontrowersja, dyplomaci nabierają wody w usta. Nie bez kozery mówimy, że ktoś wypowiedział się lub zachował „dyplomatycznie”. Lecz w sprawie wojny i pokoju, śmierci i życia uniki dyplomatyczne pogarszają sprawę. Dobrze wiemy, że Trump zdolny jest do używania języka zgoła niedyplomatycznego, gdy nie osiąga swych celów lub napotyka na opór.

Jako pierwszy prezydent amerykański czasów współczesnych publicznie obrzucił wulgaryzmami reżim ajatollachów. Jego ambasadorowie nie mają problemu ze stawianiem do pionu władz państwa, w którym działają. Przekonaliśmy się o tym w Polsce na przykładzie ambasadora Rose’a.

Szum wokół wizyty nuncjusza w Pentagonie uderza w Trumpa ewidentnie, ale może ma konkretną przyczynę: wezwanie niektórych amerykańskich biskupów do niewykonywania sprzecznych z prawem i z etyką chrześcijańską rozkazów wojskowych.

To musiało rozgniewać Trumpa i jego ministrów, a także zastępcę Trumpa J.D. Vance’a, konwertytę na katolicyzm. Poczuli się opuszczeni i napiętnowani jako liderzy toczący wojnę z reżimem mułłów. Spodziewali się dołączenia Watykanu papieża Amerykanina, a wywołali kryzys w stosunkach z papiestwem. Szczególnie oburzające dla Watykanu musiało być grożenie przez Pentagon nową „niewolą awiniońską”, czyli próba wymuszenia lojalności Stolicy Apostolskiej względem Białego Domu Trumpa.

Szum minie, ale zaufanie katolików do „bogobojnych inaczej” w Białym Domu zostało bezpowrotnie naderwane.

Reklama