Bez paniki

Rosji zależy, byśmy się bali, że nas zaatakuje. I właśnie kolejny raz ruski pocisk wleciał z Ukrainy do Polski. No i zaczęło się znowu walenie w mediach w polską armię, że nie zestrzeliła momentalnie, a powinna, i w rząd Tuska: co z tym bezpieczeństwem państwa, którym się tak chwalicie? PiS Plus niczym się od ataków starego PiS nie odróżniał. Morawiecki mówił Błaszczakiem, choć akurat ci dwaj pisowcy powinni połknąć język. Każdy wie, dlaczego. Ocenę techniczno-wojskową incydentu zostawiam fachowcom. Dla mnie na razie pewne jest jedno: że uleganie panice, bezpodstawna krytyka i robienie z państwa atrapy służy przede wszystkim celom Rosji.

Pocisk spadł akurat po pierwszym od dłuższego czasu spotkaniu Tuska z Zełenskim w Lublinie. Przypadek czy kolejne pogrożenie palcem przez Rosję? Spadł na pole, nie wyrządził żadnej szkody, ale zdołał wywołać kolejną awanturę polityczną w Polsce. To drugi cel Kremla: pogłębić konflikt między rządem polskim a prawicową opozycją, podrywając przy tym autorytet obecnej władzy.

Jest cel trzeci: zniszczyć całkowicie solidarność Polaków z walczącą z Rosją Ukrainą, wykorzystując nastroje antyukraińskie w części naszego społeczeństwa, podsycane u nas przez prawicę. Pocisk w Lubelskiem symbolizuje te trzy cele rosyjskie. Przestraszył ludzi, szczególnie pod Lublinem, sprowokował ataki opozycji nie na Rosję, tylko na rząd Tuska, znów posiał niepewność, czy wojna Ukrainy z Rosją to jest nasza wojna.

Dla V kolumny Rosji w Polsce oczywiście nie jest. Ale to nie całe polskie społeczeństwo. Jednak wątpiących będzie przybywać, jeśli rząd Tuska nie odpowie bezzwłocznie na wątpliwości, które się mnożą na temat pocisku. Przede wszystkim na te dotyczące naszego systemu wczesnego ostrzegania o niebezpieczeństwie. Tusk sam zidentyfikował jeden z problemów: brak komunikatu RCB informującego obywateli, że niebezpieczeństwo zostało zażegnane.

Po spotkaniu w Lublinie Tusk i rząd wyraźnie zmieniają ton: próbują zamknąć rozdział „banderowski” i wrócić do polityki realnej, opartej na interesach, ale i wartościach, konstruktywnej, a nie konfrontacyjnej, jaką usiłują narzucić politykierzy pokroju Czarnka czy Berkowicza, nie wspominając już o Braunie. To jedyna sensowna droga.

Zawsze warto pamiętać, że polityka zagraniczna wiąże się z wewnętrzną. Zarówno ekipa Tuska, jak i Zełenskiego ma problemy w polityce krajowej. Zełenski może przegrać wybory, Tusk też. Obaj są atakowani przez opozycję z prawa i lewa. Na tym tle popełniają błędy, także poważne – Zełenski z dymisją Fedorowa, Tusk z podpinaniem się pod niektóre hasła i pomysły antyukraińskiej prawicy.

Wszystko to nie zmienia zasadniczego faktu politycznego w naszych relacjach: jeśli Ukraina straci niezawisły byt, to Scytowie staną pod naszą granicą i może na nas spaść nie jeden, ale grad dronów i pocisków, bo Putin naprawdę wierzy, że Zachód chce zniszczyć wielką Rosję, a jemu Bóg zesłał dziejową misję, by Rosję ocalić.

Reklama