Brzydkie zabawy Nawrockiego

Bartosz Wieliński słusznie przypomniał w „GW”, że kiedy minister Nowacka palnęła niechcący o „polskich nazistach budujących obozy zagłady”, prawica chciała jej ogolić głowę niczym Polce zadającej się z hitlerowcami w okupowanej Polsce. Ale ta sama prawica nabrała wody w usta, gdy Nawrocki palnął o polskich „obrońcach Monte Cassino”. Oczywiście też niechcący, bo przecież nie z niewiedzy, że to Wehrmacht bronił klasztoru przed szturmującymi polskimi żołnierzami 2. Korpusu generała Andersa, aby opóźnić marsz aliantów na Rzym w 1944 r. W szturmie zginęło prawie 1 tys. Polaków, ku których wojennej chwale do dziś urządza się rocznicowe uroczystości i śpiewa „Czerwone maki na Monte Cassino”.

I nie byłoby sprawy, gdyby Nawrocki lub Bogucki w prostych słowach za wpadkę przeprosili. Nowacka przeprosiła. Oni mają na politycznym koncie większe grzechy. Na razie wszystko, na co było ich stać, to usunięcie błędu z tekstu przemówienia na oficjalnej stronie urzędu. To jest ich linia: nigdy nie przepraszać, nigdy nie przyznawać się do błędu.

Prezydent, który – jak premier Tusk – jest z wykształcenia historykiem, powinien czytać z uwagą, co mu podsuwają, nim wygłosi przemówienie. Wątpię, by było ono do końca dziełem Nawrockiego. Niewykluczone, że błąd popełnił „ghostwriter”. W obu przypadkach – Nowackiej i Nawrockiego – błędy wywołały burzę, bo wypaczały prawdę historyczną dotyczącą naszych dziejów jako narodu i państwa. Kto jak kto, lecz minister czy głowa państwa takich wpadek nie powinni zaliczać. Z szacunku dla prawdy i dla społeczeństwa, do którego się zwracają. Wpadka Nawrockiego jest tym bardziej dotkliwa, że były prezes Instytutu Pamięci Historycznej nie zapamiętał, jak to było z Monte Cassino.

Burze wywołane wpadkami politycznych liderów sygnalizują przede wszystkim stan nastrojów społecznych. Wpadka jest darem z nieba dla przeciwników. W dobie internetów podkręca się ją do niebotycznej skali, aby dać upust złym emocjom już nie tylko z powodu konkretnego potknięcia, ale za całokształt. Nienawidząca Nowackiej prawica działała na zasadzie odruchu Pawłowa: jest wpadka, jest lawina hejtu. W przypadku głowy państwa działa ten sam mechanizm, ale krytycy pokroju red. Wielińskiego ograniczają się do meritum, nie przekraczają czerwonej linii, którą jest hejt i szczucie. Przynajmniej w debacie publicznej.

Mnie osobiście bardziej niż wpadka z Monte Cassino poruszyło nacjonalistyczne przeciwstawienie hasła Bóg, honor, ojczyzna, dewizy sił zbrojnych od 1943 r., unijnemu programowi SAFE. To nie było przejęzyczenie, tylko świadoma manipulacja uczuciami patriotycznymi i religijnymi. Nawrocki jako strażnik katolickiej tożsamości armii i państwa. Tusk jako reprezentant niepolskich interesów. Bo kto zabroni Nawrockiemu uderzać w polski rząd od rana do wieczora? Przecież od roku demonstracyjnie pokazuje, że sam sobie jest sterem ponad prawem i konstytucją. Naprawdę źle się bawią państwem polskim.

Reklama