Zamach stanu?

Wężyki generalskie jako element oprawy plastycznej hołdowniczego wiecu przed Pałacem Namiestnikowskim niektórzy odebrali jako komunikat wysłany przez Nawrockiego i jego twardogłowe zaplecze do sił zbrojnych: jakby co, to czy jako wasz zwierzchnik mogę liczyć na wasze wsparcie w walce z obecnym obozem rządzącym? Pokusa prawicowego zamachu stanu w kręgach skrajnej prawicy nie jest wyssana z palca.

W tych kręgach, wśród działaczy politycznych i elektoratu, a także w ich „fabrykach idei”, przemoc jako metoda rozwiązywania konfliktów politycznych jest mile widziana. Zachwyty nad „teologią polityczną” Schmitta i hasłem „pokoju przez siłę” Trumpa sygnalizują gotowość do poparcia rozwiązań siłowych, w tym zamachu stanu. Takim sygnałem jest zapowiedź wystawiania wojskowych na listach wyborczych braunistów (zobacz „GW” z 11 sierpnia).

Nie wiem, czy i na jakie poparcie w siłach zbrojnych mógłby liczyć Nawrocki w swojej walce z Tuskiem. Może i oby na żadne. Jednak nie można wykluczyć, że zakulisowe działania są w toku. Nawrocki już próbował spotykać się z dowódcami z pominięciem rządu. Ma narzędzie nacisku: nominacje oficerskie i generalskie. Właśnie szykuje się do parady wojskowej z okazji Dnia Wojska Polskiego, którą będzie odbierał w stolicy. Polacy kochają mundur i mają do wojska znacznie większe zaufanie niż do Sejmu – symbolicznej reprezentacji narodu – rządu i Kościoła. Pokusa, by wciągnąć wojsko do gry politycznej o władzę, ma więc pewne oparcie w sympatiach społeczeństwa. Dlatego jest tak niebezpieczna.

Ulegli jej Piłsudski (zamach majowy), Jaruzelski (stan wojenny), a nawet Wałęsa („obiad drawski”). Macierewicz usiłował z pomocą wojska zablokować odwołanie rządu Olszewskiego. Teraz flirtuje z nią Nawrocki. Dlaczego jest niebezpieczna? Bo rujnuje zaufanie do państwa i armii, drastycznie dzieli społeczeństwo, co wykorzystują wrogowie wewnętrzni i zewnętrzni. Siły zbrojne mają być apolityczne. Tak stanowi konstytucja i nakazuje zdrowy rozsądek obywatelski. Mam nadzieję, że Nawrocki dostanie od wojska kosza.

Jest głębsze dno w tym oswajaniu przez prawicę opcji siłowej w polskiej polityce. To teoria o spisku elity PZPR z częścią elity opozycyjnej i solidarnościowej przy Okrągłym Stole. Jej wyznawcy do dziś skandują „precz z komuną”, tak jakby po ponad 30 latach od transformacji ustrojowej Polskę wciąż kontrolowali komuniści. Wyznawcy tej teorii uważają, że w 1989 r. należało sprowokować powstanie ludowe, a nie szukać kompromisu. Należało obalić siłą reżim, surowo rozliczyć jego przywódców i kolaborantów. Ówczesna rzeczywistość – układ sił, policja i wojsko pod kontrolą komunistów – nie jest dla nich kontrargumentem.

Jak liderzy naszych przegranych powstań koryfeusze takich scenariuszy święcie wierzą, że „wieszanie” (J.M. Rymkiewicz) jest lepsze dla narodu, a krew jest smarem historii. Dlatego podziw w tych kręgach budzi polski emigrant w Afryce Południowej, który zamordował czarnoskórego opozycjonistę Haniego, bo był komunistą, czy NSZ, które sprzymierzyły się z Niemcami pod koniec wojny.

Na teoriach się nie kończy: formują się i działają bojówki o skrajnie nacjonalistycznych zapędach. W zamachu stanu mogą być przydatne. Nie dojdzie do niego, jeśli za rok do władzy dojdą nacjonaliści, ale gdyby nie doszli, są do dyspozycji piewców siły i przemocy.

Reklama