Czy wybaczą Hołowni?
Najbardziej ucieszyłby mnie wybór Ryszarda Petru na następcę Hołowni. Ale nie zdobył dostatecznej liczby głosów w wewnętrznych wyborach, które i tak skończyły się kompromitacją. Wciąż jednak można tę katastrofę naprawić. I to jest dla mnie ważniejsze niż to, kto ostatecznie nastąpi po Hołowni.
Guru od polityki mówią dość zgodnym głosem, że rozpad ugrupowania, które Hołownia założył i porzucił, grozi rozpadem koalicji rządzącej. A jej rozpad grozi dojściem do władzy prawicy pisowskiej w przymierzu ze skrajną w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych, a może i wcześniej.
Ten czarny dla demokratów scenariusz nie musi się spełnić. Żeby się nie spełnił, ugrupowanie Hołowni musi się ogarnąć. Wybrać nowego lidera wyraźną większością głosów, wybrać nowe władze naczelne, odbudować struktury lokalne.
Polska 2050 wciąż ma potencjał. Skupiła sporo ciekawych i zdolnych ludzi, odświeżyła polską politykę. Uległa fałszywej mantrze symetrystów o „duopolu”, ale zaczynała obiecująco na poziomie kilkunastoprocentowego poparcia, nie powinna dokonać żywota jako partia kanapowa. Ministrowie z P2025 nauczyli się, że rządzenie jest trudniejsze niż hasła wiecowe i wymaga kompromisów. Ale po katastrofie wyborów wewnętrznych szanse na ogarnięcie się w formacji niestety maleją.
Powrót Hołowni, największego rozczarowania w koalicji rządzącej, raczej nie pomoże. Można tylko mieć nadzieję, że po nadciągającym rozpadzie formacji jej posłowie i posłanki nie machną ręką na koalicję i nie przejdą w znacznej liczbie do opozycji.
Na razie ma ona nadal dość bezpieczną większość w parlamencie, a Koalicja Obywatelska ustabilizowała się jako lider w sondażach poparcia dla partii politycznych.
Warunkiem koniecznym, aby mogła wygrać w przyszłym roku i utworzyć rząd, jest lojalność jej partnerów. Wygląda na to, że na Czarzastego Tusk może liczyć i zapewne również na Kosiniaka-Kamysza. Co do lojalności Hołowni, to od czasu nieszczęsnych wyborów prezydenckich – w których mocował się bez sensu z Trzaskowskim – takiej pewności, że będzie lojalny względem Tuska, zdecydowanie nie ma. Nigdy zresztą ich relacje osobiste nie sięgnęły nawet „szorstkiej przyjaźni”. To się odbiło negatywnie na pierwszej połowie kadencji demokratów.
Hołownia brylował jako marszałek Sejmu, ale jak długo można brylować w poważnej polityce? Z „sejmfliksa” wylądował w prokuraturze, by wyjaśnić swą wrzutkę o szykowanym rzekomo zamachu stanu, mającym zablokować objęcie urzędu prezydenta przez Nawrockiego. To był szczyt nieodpowiedzialności drugiej osoby w państwie. Albo się przedstawia dowody, albo gryzie się w język.
Hołownia widział siebie w roli prezydenta bądź premiera, na koniec w roli wysokiego komisarza do spraw uchodźców, czyli jego ambicje przeniosły się na szczebel globalny. I te same ambicje doprowadziły go do serii poważnych błędów politycznych – nocna pogawędka z Kaczyńskim u Bielana – i politycznych porażek. Roztrwonił dorobek własny i swej formacji. Czy jego partia mu przebaczy?