Poczobut wolny!
Wielka radość. Andrzej Poczobut został zwolniony po 1860 dniach uwięzienia. Prezydent Nawrocki zaprosił korespondenta „Gazety Wyborczej” do odebrania Orderu Orła Białego, którym został uhonorowany. Tym razem Nawrocki, Tusk i Sikorski mówią jednym głosem: to nasz bohater. Nasz, czyli czyj? Już się zaczęła licytacja wśród polityków. A przecież to obraźliwe dla Poczobuta.
Bohater na zdjęciu zrobionym w samochodzie jadącym z granicy z Białorusią do Warszawy wygląda na zmęczonego, ale spokojnego. Jeśli coś go teraz trapi, to to, kiedy będzie mógł wrócić do Białorusi. Wiemy, że dotąd odrzucał warunek reżimu Łukaszenki: wolność w zamian za emigrację z kraju. Dlaczego teraz od tego odstąpił i czy w ogóle odstąpił, zapewne dowiemy się wkrótce.
Na razie wiemy tyle, że jest wolny i w Polsce. I że walny udział w zwolnieniu miała administracja Trumpa, co przyznał minister Sikorski. Sukces ma więc dwu ojców: dyplomację polską i amerykańską. I zdyskontuje go rząd Trumpa i rząd Tuska. Sikorski nazwał go przykładem doskonałego sojuszu polsko-amerykańskiego. Dał do zrozumienia, że Biały Dom Trumpa współpracuje z rządem Tuska, czyli uważa go za tak samo dobrego partnera jak wcześniej rząd pisowski.
Nie spodziewajmy się zbyt wielu szczegółów na temat tego wspaniałego wydarzenia, bo międzypaństwowe wymiany więźniów są zwykle otoczone tajemnicą. Na razie słyszymy, że za uwolnienie reżim nie wytargował zniesienia sankcji ekonomicznych. Wizerunek reżimu Łukaszenki pozostaje zdecydowanie negatywny na Zachodzie. Przypomniał o tym Sikorski na briefingu, nie owijając w bawełnę.
Jednak ani on, ani Amerykanin Coale, delegat Trumpa do pertraktacji z ekipą Łukaszenki, nie wspomnieli o tym, czy i jaka była cena za wtorkową wymianę 5:5. Wiemy, że wypuszczeni z ciężkich więzień zostali obywatele polscy (3) i mołdawscy, ale w zamian za kogo, tego nie wiadomo w chwili, gdy piszę te słowa. Podobno jednym z wymienionych za tę piątkę ma być proputinowski historyk rosyjski.
Te wszystkie niewiadome są jednak dzisiaj mało ważne. Liczy się teraz przede wszystkim to, że dzielny człowiek, rzetelny dziennikarz, patriota polski i białoruski wyszedł na wolność. Prawda i pryncypia okazały się silniejsze od przemocy i kłamstwa.
Komentarze
W dyplomatycznej grze zakończonej m.in. wymianą Andrzeja Poczobuta, brało udział osiem państw. Wśród tych krajów była też Federacja Rosyjska. Pozostałe to: Polska, USA, Białoruś, Ukraina, Kazachstan, Mołdawia i Rumunia
Polskie więzienie opuścił rosyjski archeolog Aleksander Butiagin.
Tak!!!!
„Premier Donald Tusk, który powitał Poczobuta na granicy około południa we wtorek, napisał na X, że dziennikarz jest „niezłomny”. Pierwsze słowa Poczobuta skierowane do niego dotyczyły jego szans na powrót do domu na Białorusi, napisał Tusk, a w odpowiedzi dodał: „Tylko ty decydujesz. Jesteś teraz wolnym człowiekiem”.
Po pojawieniu się na granicy Poczobut wyraźnie schudł, jego twarz była wychudzona, a głowa ogolona. Bartosz Wieliski, zastępca redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej”, który spotkał się tam z Poczobutem, powiedział, że dziennikarz udał się prosto do szpitala na badania kontrolne.
Wymiana ta była najnowszą z serii wynegocjowanych przez Stany Zjednoczone uwolnień więźniów, które zacieśniły relacje z Mińskiem pod rządami prezydenta USA Donalda Trumpa.
Rzecznik polskiego MSZ poinformował, że trzech z pięciu więźniów zwolnionych przez Białoruś przybyło do Polski w zamian za trzech wysłanych przez Polskę na Białoruś, przy czym łącznie 10 osób pochodziło z innych krajów.
W wymianie wzięli udział Grzegorz Gawej, rzymskokatolicki zakonnik z krakowskiego zakonu karmelitów, a także „obywatel Białorusi, który współpracował z naszymi służbami specjalnymi” – powiedział Tusk na konferencji prasowej, nie podając jednak nazwiska tego ostatniego.
Tusk określił organizację wymiany jako „skomplikowaną i sensacyjną historię”, mówiąc, że poprzednie porozumienie o uwolnieniu Poczobuta zostało zerwane po tym, jak Mińsk wycofał się na mniej niż 24 godziny przed końcem. Wtorkowa wymiana była ostatecznie możliwa dzięki więźniom uważanym za ważnych przez Białoruś, Rosję i Kazachstan, a przetrzymywanym przez Polskę – dodał.
Mówiąc o uwolnieniu Poczobuta, Tusk powiedział: „Było tam kilku twardzieli i wszyscy mieli łzy w oczach”.
Prezydent Mołdawii Maia Sandu poinformowała, że dwoje obywateli Mołdawii pracujących dla rosyjskich służb wywiadowczych, przetrzymywanych w Rosji, zostało zwolnionych, choć nie ujawniła ich tożsamości. Dodała, że wymieniono ich za obywatelkę Rosji Ninę Popową, która rzekomo „działała przeciwko” państwu mołdawskiemu, oraz Aleksandra Balana, byłego funkcjonariusza mołdawskiego wywiadu oskarżonego o zdradę stanu i wspieranie białoruskich służb bezpieczeństwa.
„Dla naszego kraju to zysk, którego nie da się zmierzyć prostym równaniem matematycznym” – powiedział Sandu. „Sprowadziliśmy do domu dwóch obywateli, którzy pracują dla Republiki Mołdawii, oddając w zamian (dwóch) więźniów, którzy działali przeciwko Republice Mołdawii”.
Rosyjska agencja prasowa TASS zidentyfikowała jedną z osób zwolnionych przez Polskę jako Aleksandra Butyagina, obywatela Rosji, który ma zostać ekstradowany na Ukrainę pod zarzutem prowadzenia wykopalisk artefaktów w miejscu na Krymie, które Kijów uważa za część swojego dziedzictwa kulturowego.
Biuro prasowe prezydenta Białorusi poinformowało, że w negocjacjach uczestniczyły służby wywiadowcze siedmiu krajów. Opisano w nim niektórych więźniów, którzy powrócili do Mińska, jako osoby, które „wykonywały szczególnie ważne misje w interesie zapewnienia bezpieczeństwa narodowego i zdolności obronnych naszego kraju”. (orilliamatters.com)
———————
Nieoczekiwane , bo zależne od nastroju i aktualnych interesów zbrodniarzy…
W telewizji minister Tomasz Siemoniak opowiada:
czekaliśmy na granicy, nastąpiła identyfikacja, Andrzej Poczobut wolny
PS. Pierwsze pytanie opozycjonisty w Polsce „czy będę mógł wrócić na Białoruś?”
W każdej chwili, odpowiedział premier Donald Tusk
To juz sie mowi „do Bialorusi”? Juz „w Ukrainie” forsowane tak dlugo, ze kazdy sie pewnie przyzwyczail. Kazdy oprocz mnie, bo dla mnie to bedzie zawsze jak zgrzyt noza po szkle. Nie wiem przez kogo i dlaczego jest to odgornie narzucane.
@jerzy
Czemu nie? Słówko ,,na’’ określało relację między tymi krainami a centrum władzy, czyli dworem królewskim w Krakowie/Warszawie – relację podległości. Dziś oba kraje są niezawisłe od Polski, co ma wyrażać zmiana przyimka. Do Ukrainy, do Białorusi, bo byty odrębne, jak Anglia, Francja: do Anglii, do Francji, bo uwzględniamy tę odrębność. Wiem, że to trudne do przyswojenia, jak z feminatywami, ale mi nie wadzi, ani jako poloniście z wykształcenia, ani jako obywatelowi, który nie ma uprzedzeń do obu narodów.
A Węgry? Też podlegały Krakowowi?
Wydaje mi się, że przypisywanie „na” podległości jest przesadą wynikającą z poprawności politycznej.
Dla mnie to po prostu tradycja językowa dotycząca dotycząca bliskich obszarów geograficznych. Tak jak spolszczone nazwy miast (Drezno, Padwa, Brema) dowodzą ich historycznego znaczenia i związków.
Po czesku używa się dwóch pojęć dla Węgier jako obszaru (Uhry) i obecnego państwa (Mad’arsko). Ale przedtem było Rakousko-Uhersko.
Ale i tak większość zdecyduje.
Rusycyzmy z czasów PRLu trzymają się mocno („na rządzie”)
@qurquk
Z Węgrami jest tak, że były częścią imperium habsburskiego, a wcześniej, w dawnych wiekach, monarchią niezależną podbitą przez Turków.Nazywamy jego mieszkańców Węgrami lub Madziarami. Oni sami nazywają swój kraj Magyarrorszag, krajem Madziarów. Może powinniśmy nazywać ich kraj ,,Madziarią’’, i mówić do Madziarii, w Madziarii itd. Ale przyjęły się Węgry. A co do ,,na rządzie’’, też mi zgrzyta.
@Red. Szostkiewicz
Czemu więc wciąż mówimy: na Węgry, zamiast: do Węgier? Podobnie ze Słowacją, Cyprem, Maltą etc.
@Red. Szostkiewicz
Przepraszam, spóźniłam się z „Węgrami”. Ale inne państwa wciąż aktualne:)))
@kalina
Cypr i Malta to wyspy, o Węgrzech napiałem w innej odpowiedzi. Cóż, język kształtuje historia, to żywy twór, a nie sztuczny, totalnie znormalizowany, jak, z całym szacunkiem dla p.Zamenhofa, esperanto.
@Adam Szostkiewicz:
W Polsce tego nie rozróżniamy, ale Czesi i Słowacy rozróżniają —
– Uhersko – „Hungaria” – to historyczne Królestwo Św. Stefana;
– Maďarsko – „Madziaria” – to narodowe państwo — Węgry.
Uwrażliwia to na wielonarodowość historycznej monarchii (co jest istotne zwłaszcza dla Słowaków).
Z okazji smierci filozofa J.Habermassa red. Krzeminski opisal jego prace:
Jego sformułowania przez dziesięciolecia nadawały ton i kierunek publicznym debatom. Jego myśl była żywo odbierana na Wschodzie i na Zachodzie, a jego filozofia komunikacji społecznej znakomicie rezonowała z epoką globalizacji.
Szalenie ciekawy artykul o bylych i przyszlych losach demokracji w Niemczech i w Europie.
Pod koniec życia Habermas zamykał krąg swoich ścieżek. Esejem „Strukturalna przemiana opinii publicznej” (2022 r.) wrócił do swej przełomowej habilitacji, ale już w erze mediów cyfrowych i sztucznej inteligencji. Przypominał, że dawny model „mieszczańskiej sfery publicznej”, oparty na racjonalnej wymianie argumentów w kawiarniano-salonowej debacie prasowej, uległ erozji pod naporem mass mediów. A internet i media społecznościowe dodatkowo rozbijają wspólną przestrzeń debaty na izolowane bańki komunikacyjne. Zamiast wspólnej opinii publicznej powstaje wiele równoległych mikropubliczności, rzadko się ze sobą komunikujących.
Zanika deliberacja – jako rozumna wymiana poglądów. Dominuje podkręcanie emocji, polaryzując i pobudzając szybkie reakcje, a nie refleksję i uzasadnianie stanowisk. Coraz trudniej wypracowywać wspólną wolę polityczną. Słabnie filtr jakości w postaci tradycyjnego dziennikarstwa. A na pierwszy plan wysuwają się platformy cyfrowe, kierujące się nie logiką debaty, lecz algorytmami przyciągania uwagi użytkownika, co sprzyja dezinformacji i destabilizuje sferę publiczną. Ale nie wszystko jest stracone. Demokracja deliberatywna, kończył Habermas, nadal jest możliwa, choć wymaga instytucjonalnej regulacji platform cyfrowych, wzmocnienia jakości mediów oraz utrzymania archipelagu racjonalnej debaty w parlamentach, trybunałach i poważnych mediach. Gorzka konstatacja tego „na starość subiektywnego pesymisty”.
https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/nauka/2340699,1,jrgen-habermas-filozof-wiecznie-jutrzejszy-dzis-spelnia-sie-to-przed-czym-ostrzegal.read
Euforia spowodowana uwolnieniem więźnia sumienia, rodzi pytanie do jakiego kraju powraca Andrzej Poczobut? Na tle Rosji i Białorusi jesteśmy oazą wolności, ale przystępując do grona państw europejskich złożyliśmy deklarację przestrzegania najwyższych standardów prawnych, zatem czy Państwo , w którym Sąd Najwyższy i Trybunał Konstytucyjny okupują polityczni szalbierze i zakłamani oportuniści mianujący się sędziami można nazwać praworządnym ?
Z jakiego powodu polski rzad odpowiedzialny za finansepaństwa toleruje na stanowisku prezesa NBP osobę kompletnie nieodpowiedzialną, uprawiającą w kierowanej instytucji politykę afrykańskiego satrapy w stylu” cesarza” Bokassy?
Czy stabilnośc polskiego złotego zapewni człowiek o niejasnych powiązaniach z rosyjską mafią, otoczony wesołymi dwórkami o zarobkach wyższych od szefa amerykańskiego FED-u, które sam sobie ustalił.
Poczobut zapewne spotka się z Nawrockim, który wygłosi szereg sloganów o walce z wschodnimi reżimami zagrażającymi Polsce. Czy padnie pytanie, któremu satrapie zawdzięcza wyborcze zwycięstwo? Przykłady można mnożyć, ale szkoda nerwów. Powitamy Andrzeja Poczobuta w sejmie w połowie opanowanym przez ukrytych zwolenników Putina i Łukaszenki i znowu usłyszymy wiele gromkich słów, albowiem wolność i pomyślność gospodarcza mierzona białoruską miarą mają się u nas coraz lepiej.
Rzeczywiście można się cieszyć, że Andrzej Poczobut został zwolniony z białoruskiego więzienia. Pięć lat siedzenia u Baćki, to nie w kij dmuchał. Jednak swoiste związanie Poczobuta z jego z heimatem, każe mi zadać sobie pytanie; na jak długo odpuści sobie powrót do domu. Temat ziemi rodzinnej oglądanej z zagranicy – nawet polskiej – może już niedługo sprawić kolejne kłopoty. Łukaszenka nie kocha Polski, ma świadomość zaszłości historycznych i pewnej trwałości idei II Rzeczpospolitej z jej ziemiami wschodnimi.
A jego obecna Białoruś, to twór uszyty przez Stalina na potrzeby radzieckiej polityki zagranicznej połowy ubiegłego wieku. Teoretycznie swoisty bufor, ale tak naprawdę coś na kształt bokserskiej rękawicy wymierzonej w Zachód, gdzie na obecnych polskich ziemiach zachodnich mieszka wielu dawnych Kresowiaków. Poczobut jako pozostałość polskiej grupy etnicznej, zawsze będzie odbierany jako polskie zagrożenie. Podobnie, jak Polska – a przynajmniej część polskich polityków – traktuje resztki Ślązaków trzymających się kurczowo swojej ziemi. I często wyzywanych od separatystów. Dla Łukaszenki, polski Poczobut na Białorusi, brzmi podobnie… On jest i chce być sobą na swojej ziemi.
Pytanie, ile spokojnego czasu, bez dramatycznej chęci powrotu do siebie, da Andrzej Poczubut polskiej władzy? I Łukaszence…
Ciepły Człowiek może poszedłby na inny układ? Jest na polskiej scenie politycznej wielu Uwięzionych w Niemocy przez ,,Tyranię Tuska” .. ! Jak wielką miałby radość Cieplutki hokeista gdyby za jednego dać mu trzech? Szlakiem tego Ziobrowego personalnego Szmydta[?] czy jakośtam?? Przemuś Oświatowy. Grzesiu Chanukowy.. i Yanusz Opolita? przez duze K. Dorzucić jeszcze tego Sztammejzę jako bonus majowy. To wszystko konie Pisowej Apokalipsy. Znani pogromcy Oświeceniowego Rozumu..
Jerzy
Jest w tym dużo politycznej akcji/porawnosci/propagandy.
Kijów pi fr nazywano od wieków. . Księżniczką Anna stamtąd do Fr przyjechała. Konno. Pisało się Kiev bez konotacji politycznej. Teraz na upór forsuje się Kiyv, aby podkreślić ukraińskość miasta
Estonia należała do Polski kilka długich lat I mówi się w Estonii. W Kurlandii?
Tak pisał przed czterema laty komentator hammile:
„• Pozwólcie, że wyjaśnię popularne tematy.
1. Ukraina jest dwujęzyczna.
Pozwólcie, że dokończę zdanie: z powodu bardzo brutalnej rusyfikacji lub rosyjskiej polityki, której szczyt przypadł na okres ZSRR. Na marginesie, żadne duże miasta na Ukrainie w czasach imperium nie były całkowicie ukraińskie: rosyjskie pod zaborem rosyjskim, polskie pod zaborem polskim — stąd popularna metafora „rosyjsko/polskie wyspy pośród ukraińskiego morza”, tak, nawet na wschodzie w małych wioskach zazwyczaj mówi się po ukraińsku. Nazywanie tego dwujęzycznością jest więc niepoprawne, to zespół (post)kolonialny. Dlatego co roku więcej Ukraińców wnosi o zmianę Kijów na Kyjiw lub podobnie, ponieważ wiedzą, że rosyjski nie jest ich językiem. I to jest jeden z powodów, dla których Rosja zaatakowała (w 2014 r.) Ukrainę – z obawy przed utratą „swoich” ziem. Można to porównać (to nie do końca poprawne, ale zbliżone) do francuskiego jako języka elitarnego i okupacyjnego oraz angielskiego jako języka potocznego w dawnych czasach, gdy francuski był językiem obcym.
I na marginesie, Ukraina ma tylko jeden język urzędowy: ukraiński.
2. Nie ma oficjalnej transkrypcji.
Cóż, Ukraina ma jedną, tzw. „paszportową” transkrypcję z 2010 roku, ale jest ona oparta na wymowie angielskiej i nie może być używana do pisowni, ponieważ nie jest to odwzorowanie jeden do jednego, na przykład: Zaitsev może być odczytywane jako Зайцев, Заіцев, Заїцев, Зайтсев, Заітсев, Заїтсев. Wspomniany tutaj Zelenskyi nie ma miękkiego znaku, który jest ważny dla języka ukraińskiego, np. syn „syn” ~ synj „niebieski”. Około rok lub dwa temu rząd ukraiński rozpoczął przegląd standardu, ale został on przerwany z oczywistych powodów.
3. o/ev → iv to nie tylko kwestia Kyjiw.
Część iv to rodzaj ukraińskiego przyrostka posesywnego. Na marginesie, angielski już pisze Lv·iv, Ivano-Frank·iv·sk, Mykola·iv, Kan·iv, Vasylk·iv, Chernih·iv, Khark·iv itd., itd.; i nie ma z tym żadnego problemu”.
Ale czy to aż takie ważne w czasie obecnej ekspansji imperializmu ruskiego i amerykańskiego, a zmiany językowe – zwłaszcza urzędowe – utrwalają się latami albo zmieniane są kolejnymi zmianami urzędowymi w zależności od wiatrów historii.
U nas gorące jest pytanie – jedno z wielu – <czy słuszne jest twierdzenie, że Hołownia był, jest i zostanie dupkiem do końca … mimo odgrywania przed parlamentem i mediami swego upierdliwego teatrum wojny domowej, poprzez udawanie czegoś (np. powagi, istotności, wagi problemu…) w celu wprowadzenia innych w błąd, a jemu nadanie pozornego poloru w wykreowanych sytuacjach makbetycznych – pełnych mroku, grozy, intrygi, szaleństwa lub wyrzutów sumienia?