Dobrzy Samarytanie
Na pogodną nutę, bo „gra”, czyli zbiera wolne datki na ulicach i elektronicznie, Orkiestra Owsiaka, społeczno-dobroczynne dzieło bez precedensu w historii Polski, a może i szerzej. Zawsze zastanawiam się, jak to z nami naprawdę jest, skoro rok w rok WOŚP bije kolejne rekordy i zasila kolejną specjalność w chronicznie niedoinwestowanej publicznej służbie zdrowia: może nie tak źle?
Bo przecież ta sama Orkiestra od początku jest zwalczana, i to bezlitośnie, przez wyznających „opcję na rzecz ubogich” księży katolickich i prawicowe środowiska polityczne. W chrześcijaństwie „dobry Samarytanin” powinien być chwalony i podawany za przykład, choćby i niereligijny.
Empatia, gotowość do pomocy bliźnim to wartość uniwersalna, ponad różnicami światopoglądowymi i sympatiami politycznymi. Przynajmniej tak by się wydawało i tego by się pragnęło, szczególnie w dzisiejszych czasach, kiedy Trump z Putinem mają nam zapewnić wiekuisty pokój i dobrobyt.
Drugim budującym zaskoczeniem była dla mnie zbiórka na pomoc dla zmarzniętej i wciąż bezlitośnie atakowanej przez Rosję Ukrainy. W ciągu kilku dni zebrano w Polsce kilka milionów na zakup agregatów ciepła. Do akcji włączył się kard. Ryś. A przecież wszyscy wiemy, że nastroje antyukraińskie są u nas z sukcesem podsycane przez polską skrajną prawicę i V kolumnę Putina. Być może nie jest z nami tak źle.
Komentarze
Cieszą mnie sukcesy Orkiestry, wspieram ją od lat. Mam wrażenie, że im bardziej prawica zwalcza Orkiestrę tym mocniej wspierają ją ludzie. Nie wiem czy mi się tylko wydaje, czy tak jest rzeczywiście, ale jakoś mniej słychać jazgot przeciwników Owsiaka. Owszem, Pawłowicz pochwaliła się w mediach, że przegoniła wolontariuszy z okolicy kościoła ale jakoś więcej naśladowców nie znalazła. Główny lokator pałacu prezydenckiego zignorował Orkiestrę całkowicie.Tym samym zerwał z tradycją wspierania Orkiestry przez prezydenta RP. Czy mu to przysporzy popularności, śmiem wątpić.
O R E M U S..
MÓDLMY SIĘ Ę Ę za tych wszystkich którzy dzisiaj pracują i kwestuuuują …i aby Matka Boża i Duch św.. oświecił im serca i umyyysłyyyyuy!!! Aby wiedziano że wszelkie Dobro pochodzi z Góry i znajduje się w Kościele jej Syna. Am eeeen!!!
Powyższy cytat z R.M. to tylko jeden z objawów.
Nawiasem mówiąc w przypowieści o Dobrym Samarytaninie zarówno kapłan i Lewita sługa ŚWIĄTYNI zostali przedstawieni jako nieczuli funkcjonariusze systemu. Mieli prawne uzasadnienie swej obojętności. Ciągnący miliony z kasy państwa i nie tylko państwa i jego rozgłośnia tak właśnie przed laty NADAWAŁA.
aaameeen! Caritas to jedna z firm która na tym rynku jest hegemonem ..
Dyrektorzy i liczny personel opłacani z kasy narodu to bardzo kosztowny personel.
Dziękuję, Jagodo, za komentarz do rozmowy Majmurka z Chwinem (która zresztą w papierowej „Polityce“ (4/2026) ma inny, zmieniający trochę jej wydźwięk, tytuł („Głód jednej prawdy“).
Mnie też ten wywiad zazgrzytał kredą po szkle, choć być może z innych powodów. Nie ma we mnie zbulwersowania wobec stwierdzenia Chwina, że nadzieja na sekularyzację Polski jest szalona, tyle że chyba operujemy innymi definicjami tego pojęcia. Jesteśmy przecież wszyscy ze względu na to gdzie się urodziliśmy i wychowaliśmy „kulturowymi katolikami“ – odrzucenie idei Boga nie wiąże się przecież z koniecznością czy potrzebą odrzucenia sztuki religijnej, tradycji świąt i całej otoczki kulturowej związanej z mitologią chrześcijańską. W żaden sposób mnie to nie uwiera, wręcz przeciwnie uważam to za swoje dziedzictwo kulturowe, które chciałbym przechować i przekazać dalej (zgodnie zresztą z postulatem ideologa brytyjskiego konserwatyzmu, Edmunda Burke’a, który wzywał do zachowania z tradycji tego, co dobre, a odrzucenia tego, co złe).
Sekularyzacja zaś, ta której wyczekuję to ograniczenie irracjonalnych przywilejów prawnych i finansowych polskiego Kościoła Katolickiego, wyplenienie poczucia pychy i bezkarności wśród jego dostojników, likwidacji zinstytucjonalizowanej hegemonii światopoglądowej.
Parafrazując Andrzeja Koraszewskiego, ateizm nie jest światopoglądem, jest tylko wnioskiem, że istnienie jakiejś niematerialnej, wszechmocnej inteligencji jest tak mało prawdopodobne, iż jest niemożliwe do zaakceptowania. Ateizm jednak jest zaledwie bramą, za którą jest wiele dróg. Dziwi mnie, że Chwin – człowiek imponującej biografii umysłowej przecież – tak bardzo to upraszcza. Ale to niestety nie koniec.
Jest mi cokolwiek niezręcznie polemizować z interpretacją Chwina (w końcu profesora filologii), ale odczytywanie „Empuzjonu“ Tokarczuk w kategoriach tekstu bardzo daleko posuniętego w dążeniu transgresyjnym, traktującym o zemście za wielowiekowe krzywdy patriarchatu jest dość… jednostronne. Dla mnie to zabawa konwencją, powieść będąca hołdem jednego noblisty względem drugiego, a jej fabularne zakończenie to tylko nieistotny element w reinterpretacji dzieła Manna.
Tak samo „Prowadź swój pług przez kości umarłych“ widziana przez pryzmat stygmatyzacji męskiej mniejszości (Marmurek podrzuca nawet frazę o przedchrześcijańskiej zemście) świadczy raczej o perspektywie poznawczej recenzenta, niż o samej książce czy jej autorce.
Trudno jest mi bronić Smarzowskiego przed zarzutem bycia bardzo inteligentnym gościem, który ma dobrze sprofilowane swoje filmowe targety (tak samo Kuciel-Frydryszak, która ma znakomite wyczucie targetu, a konkretnie kompleksu wiejskiego pochodzenia u wielu czytelniczek). Takie komentarze usuwają z pola dyskusji tematykę filmów Smarzowskiego (i książki Kuciel-Frydryszak), skoro to wszystko robione wyłącznie dla kasy (i sławy mołojeckiej wśród lewicy). Zresztą pisząc o cudzych kompleksach wypadałoby schować swoje – a to się w tym akapicie nie bardzo Chwinowi udaje.
Niemiło mi czytać bagatelizowanie wyczynów Brauna pod hasłem, że dawniej to się ONR z Bundem strzelali, a Braun przecież tylko dokonał przykrego aktu symbolicznego. Przymknąłbym na to oko, bo wiadomo, że w pewnym wieku (Chwin to rocznik 1949) śmiało głosi się tezy, że dawniej to i nostalgia była lepsza niż dziś, tyle że historia uczy, że na przykrych aktach symbolicznych nigdy się nie kończyło. A 10% Brauna to wiele więcej niż skromne początki NSDAP (2,6% w roku 1928).
Pisze też Chwin, że demokracja liberalna jest cywilizacją życia w świecie wielu prawd, co dla istotnej części społeczeństw jest czymś po prostu nie do zniesienia. Marzenie o świecie jednej prawdy ma charakter nie tylko reaktywny, ale też egzystencjalny. Tyle, że z tej diagnozy nie wynika nic konkretnego, bo tezę że kryzys demokracji liberalnej wynika z tego, że kojarzy się ludziom z transgresyjnym ekscesem można podsumować puentą brodatego dowcipu („bo mnie się, panie doktorze, wszystko z tym kojarzy“).
Bardziej niż sukces Orkiestry cieszy mnie spontaniczna zbiórka na agregaty dla Ukrainy. To przywraca wiarę w ludzi. Antyukraińska szczujnia pewnie zgrzyta zębami. A jednak nie wszyscy ludzie dają się ogłupiać , mają rozum i serce.
Z drugiej strony WOŚP od samego początku budzi w części społeczeństwa absolutnie nie-samarytańskie skojarzenia i działania. Oto np. jeden z moich znajomych, człowiek dobrze wykształcony i ponoć kulturalny na stronie w mediach publicznych wrzucił poniższy kawałek.
Cytuję: „Moje małe „une réflexion”, odnośnie corocznego cyrku z WOŚP i niejakim Owsiakiem.
Od zarania dziejów, ludzie dzielą się dwie podstawowe kategorie:
Na robionych w konia i robiących w konia.
Każdy powinien sam zadać sobie pytanie, do której kategorii chce należeć.
Swoją drogą, ten milicyjno -ubecki pomiot, wymyślił sobie całkiem dochodowy pomysł na życie.
Szkoda, że kosztem, marznących na mrozie dzieci, ale widocznie to kwestia esbeckich tradycji rodzinnych.”
W celu skonkretyzowania swych oskarżeń dołączył plakacik, który z pewnością obejrzało sporo osób.
Przejrzystość, czystość intencji, lokowanie środków w tam gdzie potrzeby są największe – tak działa Orkiestra Owsiaka. Parę lat temu Caritasem w diecezji ełckiej kierował ksiądz Kruczyński, wraz z grupą księży- gejów, stworzył rozrywkowe combo finansowane z pieniędzy Caritasu. Aby nie drażnić pospólstwa w Warszawie zakupiono kamieniczkę, gdzie grono wesołych kawalerów spotykało się na pikantnych kolacyjkach, Niekontrolowane pieniądze płynęły strumieniami, a radości ze spotkań było co niemiara, aż relacje z bankiecików pojawiły się w internecie. Kiedy sprawa wyszła na jaw, w kościołach wyczuwało się duże napięcie, zmalały ofiary, ale po jakimś czasie wszystko wróciło do normy, a zawieszonego księdza- dyrektora przywrócono do służby ubogim.
Łatwo sobie wyobrazić reakcję prawaków gdyby przyłapali Owsiaka na jakiejkolwiek nieprawidłowości.
Jak optymistycznie, to zauważę, że część osób „z tamtej strony” też działa, pomaga i się stara. Już nawet nie warto pisać o kard. Rysiu, który wzywając do zbiór na Kijów, układa jej plan tak, by nie kolidowała z WOŚP, który wspiera (bo czy to „tamta strona”); ale np. Dawid Wildstein, człowiek ewidentnie „z tamtej strony”, przesyła dalej posty „lewej strony” do wspierania Kijowa, by potem ponownie, zostać wspartym medialnie przez „naszą” stronę.
@volter:
Dokładnie. Biblia „to lubi” — pokazać, że człowiek „nasz”, którego domyślnie szanujemy, postępuje gorzej niż ktoś z „onych” — przedstawiciel społeczności obcej, a przynajmniej pogardzanej. Celem jest skłonienie do refleksji, czasem może zawstydzenie, oraz wskazanie, że dobro (i Łaska Boga) funkcjonują ponad podziałami. Patrz: przodkinie Dawida (i Jezusa) — nierządnica Rahab i moabitka Rut. Albo latem było takie czytanie z Jeremiasza, gdzie jedynym sprawiedliwym w Jerozolimie był Kuszyta. Z polskiego na nasze: imigrant zarobkowy z Afryki (bo Kusz, to tak plus minus Etiopia).
@zak
Ludzie wykształceni nie są wolni z definicji od uprzedzeň i hejtu košcielno-prawicowo- nacjonalistycznego. Ani od wszelkich patologii myślenia i działania z tej uległości wynikających. To samo przykre zjawisko obserwujemy nie tylko na skrajnej prawicy, tylko z odwròconymi znakami. Nie tylko w Polsce.
@Jagoda & Chwin:
Generalnie jestem po Twojej stronie w tym sporze z S. Chwinem na odległość. I wstydzę się, że zapomniałem już Barbera, bo tak, ten sprzeciw wobec zachodniej cywilizacji można nazwać umownie dżihadem, także w społeczeństwach „chrześcijańskich”, ale…
> Przykładem fundamentalisty wolnorynkowego jest Trump z jego polityką transakcyjną
No… nie. Zwolennik ceł, jako remedium na wszelkie zło, nie jest politykiem wolnorynkowym.
Trump jest skrajnie „promiliarderski”, ale to nie to samo co wolny rynek. Przykładem te cła, przykładem państwowe wspieranie kryptowalut…
> [Obca armia]
Ale tu byłbym z Chwinem. To, co mówią respondenci, to tylko znaczy, że pewien sposób myślenia jest modny. Nie mówi to nic, o faktycznym zachowaniu w sytuacji kryzysowej. Polacy pokazują (patrz też ten wpis), że potrafią się zaangażować, gdy przychodzi potrzeba. Co byłoby (oby nie było potrzeby), w przypadku ataku obcej armii — nie wiem, ale zgaduję jednak mobilizacja.
> nadzieja na sekularyzację Polski jest szalona
Sekularyzacja zachodzi. Tu mnie dziwi, że Dyskutanci nie zauważają zjawiska, które dzieje się na naszych oczach. Coraz mniej osób chodzi do kościoła na mszę, coraz rzadziej zaprasza się księży, czy biskupów, by coś uświetnili, coraz mniej dba o opinię Kościoła i duchownych. Mnie to uderzyło w Mikrokosmosie Daviesa, bo tam finał to jest jakaś apoteoza abp. Gulbinowicza. Dzisiaj by to nie przeszło. Tak jak i uwielbienie dla JPII.
Możemy narzekać na tempo — niektóre przypadki trwania złych wzorców doprowadzają mnie do rozpaczy. Ale zjawisko sekularyzacji zachodzi tu i teraz.
> Monopol systemu Krk niszczy demokrację.
Wcale nie potrzebujemy do tego KRK… Ci młodsi od Mentzena, Bosaka i Brauna, często nie są religijni, a są antycywilizacyjnym dżihadem.
PS. @babilas
W grudniu oglądałem czeskie baśnie bożnarodzeniowe: „Anioł pański” i „Anioł pański 2”. Pięknie tam widać, jak wygląda „chrześcijaństwo kulturowe” — filmy czerpią z tradycji, symboliki, odwołują się do wartości. Ale nie są adresowane wyłącznie do wierzących. (Może nawet lekkość podejścia by tu niektórych wierzących zgorszyła.)
babilas
25 stycznia 2026
23:13
…odczytywanie „Empuzjonu“ Tokarczuk w kategoriach tekstu bardzo daleko posuniętego w dążeniu transgresyjnym, traktującym o zemście za wielowiekowe krzywdy patriarchatu …
Chwin sugeruje, że Tokarczuk „pisze nienawiścią”.
Trudno mi się było oprzeć wrażeniu, że on mówi zawiścią.
Nie tylko w stosunku do Tokarczuk. I nie tylko wobec twórców kultury.
handzia55
25 stycznia 2026
23:34
Czy znasz może jakiś link do przesłania pieniędzy na „ciepło dla Ukrainy” bez płacenia 17,5 % ( komu?) korzystając z pomagamy.pl?
Płacę ten haracz, ale wolałabym te pieniądze w całości przesłać do Ukrainy.
WARTO zauważyć apel abp Rysia o przekazanie Tacy na rzecz pomocy Ukrainie,
Nic nie jest czano białe. ŻYWA REAKCJA NA ŻYWYCH CIERPIĄCYCH LUDZI wymyka się jednak prostackiej propagandzie i hejtowi. Na krzyk i upierdliwość wszelkich tłumnych hejterów też jest rada w BIBLI.
NIE IDŻ ZA TŁUMEM W ZŁEJ SPRAWIE.. \Serce obłudne zadawala się własnymi Słowami , Jednak serce szczere i żywe chlubi się czynem.
Z dużą radością obserwowałem reakcje krakowskiej kurii na ogłoszoną przed laty zbiórkę na pogorzelców na Podhalu. Spłonęło wtedy ponad 40 zagród. Zebrano znaczne kwoty na odbudowę dla poszkodowanych pogorzelców.
Jest też tak że o czynach jednych trąbią fanfary. Niechlubne czyny na tej niwie POMOCOWEJ BYWAJĄ SKRYTE.
zak1953
25 stycznia 2026
23:35
Z drugiej strony WOŚP od samego początku budzi w części społeczeństwa absolutnie nie-samarytańskie skojarzenia i działania. Oto np. jeden z moich znajomych, człowiek dobrze wykształcony i ponoć kulturalny na stronie w mediach publicznych wrzucił poniższy kawałek.
Cytuję: „Moje małe „une réflexion”, odnośnie corocznego cyrku z WOŚP i niejakim Owsiakiem.
Od zarania dziejów, ludzie dzielą się dwie podstawowe kategorie:
Na robionych w konia i robiących w konia.
Każdy powinien sam zadać sobie pytanie, do której kategorii chce należeć.
Swoją drogą, ten milicyjno -ubecki pomiot, wymyślił sobie całkiem dochodowy pomysł na życie.
Mój komentarz
I co zrobisz? Nic nie zrobisz,
Nienawiść silniejsza od charite.
TJ
@tj
Nienawiść, zazdrośċ, egotyzm
@Jagoda (11:18)
Czytam u Chwina i w wielu innych miejscach (także i tutaj, na szczęście incydentalnie) o „ekscesach liberalizmu“ (których skutkiem ma być obecna sytuacja i lokalna i globalna). Tyle, że jest to pozbawiona jakichkolwiek treści i sensu mantra pochodząca z kościelnej nowomowy – Kościół bowiem musi szukać sobie coraz nowych wrogów (od pogan zaczynając, poprzez heretyków/innowierców, socjalistów, masonerię, komunistów, homoseksualistów, aż do liberalizmu, czyli wroga na dziś).
Gdy jednak zapytać takiego oburzonego i zasmuconego tymi domniemanymi ekscesami, o co mu chodzi konkretnie, jakich to transgresji dopuszcza się liberalizm, to albo zacznie się wykręcać (że to tak ogólnie, konkretnie to nie), albo udzieli odpowiedzi w stylu Dziada z „Konopielki“ (niezapomniany Franciszek Pieczka): „krowy będą się źrebili, kobyły cielili, owieczki prosili, chłop z chłopem spać będzie, baba z babą, wilki latać będą, bociany pływać, słońce wzejdzie na zachodzie, a zajdzie na wschodzie“. W tę narrację wpisuje się też wypowiedź Chwina, któremu jako profesorowi chyba jednak wstyd „gadać Pieczką“, więc wymyślił sobie figurę „prostej gospodyni domowej“ z Płocka czy innego Wyszogrodu, w którą eksternalizuje swoje lęki i frustrację każąc jej wybierać sobie płeć.
A piszę to wszystko jako entuzjastyczny czytelnik „Hanemanna“, co jest chyba najlepszym dowodem na to, że żyjemy w świecie wielu prawd – można bowiem, będąc jedną i tą samą osobą, pisać rzeczy mądre i psychologicznie głębokie, oraz pochopnie powielać nieprzemyślane komunały i frazesy fałszywej hermeneutyki.
@Jagoda, @Handzia55,
najtansze i najpewniejsze opcje w Polsce, te organizacje przyjmuja przelewy na polskie konta bankowe, wiec koszt to zwykle 0 zl lub symboliczna oplata zalezna od Twojego banku.
Polska Akcja Humanitarna (PAH) – „Pomoc dla Ukrainy”
Przelew krajowy na konto w PLN. Brak prowizji dla darczyncy. Pomoc humanitarna, zywnosc, schronienie, wsparcie psychologiczne
Caritas Polska – „Pomoc Ukrainie” przelew krajowy, brak oplat.
Polski Czerwony Krzyz (PCK) – „Ukraina” przelew krajowy, brak prowizji.
Fundacja Siepomaga – zweryfikowane zbiorki dla Ukrainy. Bez prowizji.
Opcjonalna „napiwko-oplata” – mozna ustawic 0 zl.
Zrzutka.pl – zbiorki na pomoc Ukrainie
Bez prowizji. Mozna ustawic „oplata serwisowa” na 0 zl.
Dobre do wspierania konkretnych inicjatyw (np. drony, medycyna pola walki).
2. Oficjalne ukrainskie fundusze dostepne z Polski
Oplaty zaleza od banku, ale zwykle sa niskie przy platnosci karta.
United24 (oficjalna platforma rzadu Ukrainy) Mozesz wybrac cel: medycyna, odbudowa, pomoc humanitarna, armia.
Narodowy Bank Ukrainy (NBU) – oficjalne konta pomocowe
Przelew SWIFT, wiele polskich bankow ma niskie oplaty za przelewy humanitarne. Najbardziej bezposrednia forma wsparcia.
pzdr Seleuk
Popek
Popek to figura z wirówki nonsensu dewotek,
to tłumoczek z resspublikańskich kłaczków i ciotek
I nie jest to chłopek tym bardziej roztropek
Już raczej błyskotka idolek i idiotek…
Ci ona i postawmy tu dwukropek:
brudnej roboty pachołek,
królowa biedronek,
szatańska ekshibicjonistka,
goebelsowskiej roboty nadczłowiek,
dziennikarek ogonek,
kurwskiego kotek…
I taka ci publicznie corocznie oznajmia,
że nie znosi Orkiestry i Owsiaka
„Atakują nas czerwone serduszka”
„Pamiętajcie — to Wasze ciężko zarobione pieniądze.
Wy decydujecie, kogo chcecie wspierać
i czyja wizja pomagania do Was przemawia.
Dobro nie potrzebuje monopolu
ani presji mediów, by być wartościowe.
A jak Wy do tego podchodzicie?
Wrzucacie do puszek z przyzwyczajenia,
wybieracie inne akcje, czy może uważacie,
że pomaganie powinno być cichym,
indywidualnym gestem, a nie masowym wydarzeniem?” (…)
I proponuje swoje czarne serce kościelnej sekty.
Popek orędowniczka katolotek i katolotów.
@babilas:
Ja spytkam tego typu narrację prawicowców, którą można sprowadzić do ‚ekscesów liberalizmu’. Szydzę z niej, jak na to zasługuje, ale nie uważam, że to kościelna nowomowa. To raczej część osób „kościółkowych” podpina się pod antymodernizacyjną narrację.
Podstawowe „escesy” to:
a) szacunek dla osób nieheteronormatywnych;
b) ekologia;
c) feminizm (i, ogólniej, traktowanie kobiet jako pełnoprawne osoby i obywatelki);
d) humanitaryzm;
e) współpraca międzynarodowa;
f) dbanie o własne zdrowie i rozwój.
Ja uważam, że te „ekscesy” to RIGCz — podstawa ludzkiej godności i zmysłu moralnego.
Na pewno jest jednak tak, że jest to przez wielu traktowane jako pewien ciężar, które „elity” nakładają na „zwykłych ludzi” (a przynajmniej mężczyzn — co znajduje tu częste odbicie w wyborach politycznych).
Trudno mi natomiast powiedzieć coś więcej. Czuję, że tu będzie grał swoją rolę i antyelitaryzm (który mamy dość mocno zakorzeniony w społeczeństwie, a może jeszcze podgrzany przez rosnące nierówności na świecie), maczyzm (środowiska mocno maczystowskie tu są w pierwszym szeregu zwalczania ‚ekscesów liberalizmu’), względne pogorszenie pozycji autochtonicznych mężczyzn na Zachodzie (upadek przemysłu, wzrost pozycji kobiet, napływ migrantów), ale też bardzo znacząca będzie propaganda, czy to reakcjonistów (wciąż przypominam sektę TFP, która w Polsce jest wpływowa, poprzez swoje PCh24, czy Ordo Iuris, a która jest skrajnie reakcyjnym ruchem przywleczonym z Brazylii), czy choćby Rosji (i to łatwo wskazać nawet dwa różne powody: antyeuropejskość przekazu, jak i kwestie zależności od paliw kopalnych, które wiążą się zarówno ze sprzeciwem wobec ekologii, jak i maczyzmem środowiska nafciarzy). Bo, dodam, wydaje mi się, że rok 2020 i zmniejszenie kontaktów osobistych, przy zwiększeniu znaczenia social mediów, bardzo przyspieszone przez pandemię, ma tu swoje znaczenie. Czyli postrzeganie świata przez doniesienia „socialmedialne”, a nie osobiste jego doświadczanie.
Wracając do Chwina — ja czuję taki sprzeciw, widzę jego przejawy i próbuję je jakoś rozumowo objąć. Identyfikując się wyraźnie z nurtem socjaldemokratycznym, jestem wyczulony na zakłamanie tych argumentów — ale nie podzielając, odczuwam takie nastroje społeczne. Chwin wydaje się odbierać te nastroje społeczne i nie potrafić się im przeciwstawić.
Szanowni Państwo: Pani Jagoda użyła bardzo trafnego określenia na wypowiedzi pana Chwina. Jest to :”zawiść”. Bez wdawania się w teoretyczne rozważania naukowe psychologiczno- socjologiczne ataki KK na Jurka Owsiaka powodowane są właśnie czystą ,prostą zawiścią. KK od zawsze głosi, że tylko on ma monopol na niesienie pomocy, dobra itd (oczywiście w realu jest to znacznie inaczej).A tu nagle wyrasta mu pod nosem jakiś Owsiak i odbiera mu cały splendor. A przydupasy- pożyteczni idioci nie rozumiejąc cynizmu KK -też szczekają na Owsiaka, jak to swojego czasu fajnie określił prymas J. Glemp: „szczekające kundelki”
@babilas
27 stycznia 2026
14:22
@Jagoda (11:18)
Warto pamietac, ze prof. Chwin to „krytyk literacki, eseista, historyk literatury, wykładowca akademicki i grafik”.
I tak jego wywiad z Majmurkiem odbierac. Czyli jako opinie laika a nie politologa. Ciekawe co by prof. Chwin opowiedzial, jezeli politolodzy zaczeliby uprawiac krytyke literacka 😉
W poprzednim wątku jedynie poleciłam wywiad ze Stefanem Chwinem, ale skoro wywołał on polemike, nie mogę sie powstrzymac od wtracenia i swoich paru groszy.
Otóż podobnie jak pisarz, nie mam potrzeby zycia w narodzie „spojonym”. Pomijajac tę siermiężna nude rzekomej jednomyslnosci, jaka nas gnebiła za czasów PRL, dobrze jest miec swiadomość, kto jest kim, jakie sa nastroje społeczne i na kogo nalezy miec oko, zeby nie szkodził za bardzo.
„Nigdy żadne społeczeństwo nie było wspólnotą i nigdy nie bedzie”, mówi pisarz, a ja sie z nim zgadzam.
W jakims momencie stwierdza Chwin, ze „drugorzędną sprawą jest ludzka kultura i zycie duchowe społeczenstwa”., zas podstawą „duzy pieniądz, mocna gospodarka i potęzny aparat polityczno-wojskowy”. I tu bym polemizowała, jesli nawet autor miał na mysli społeczenstwo amerykańskie. Przeciez własnie w duzej mierze na wybór Trumpa wpłyneła amerykańska kultura, głównie wzorce teksaskich tepych kowbojów.
Podobnie w Polsce demokracja liberalna, do której i ja sie przyznaję, zapomniała nieco, ze nie mozna iść pod prąd owemu zyciu duchowemu i kulturze społeczenstwa. Słusznie autor lekcewazy badania swiadczace o rzekomym odwrocie od religijnosci. Fakt, ze nie chodzimy do koscioła, zdradzamy partnerów, bierzemy rozwody i żądamy swieckiego państwa oraz ukarania księży-pedofilów, nie swiadczy o wyjałowieniu „duszy” z wzorców i sposobu myslenia wpajanego przez wieki, a będacego pochodną cywilizacji chrzescijańskiej. Ta postac naszej „duszy” trwa i różni sie diametralnie od np. „duszy” muzułmanina, ale też i od „duszy” Polaka-ateisty od wielu pokoleń. Znam takich i wiem, ze w pewnych sprawach porozumienie z nimi jest zadne. Tych jednak jest garstka i nie oni sa wazni.
A co jest wazne? Np. madry Adam Michnik, który od lat przestrzega przed walką z idea Koscioła Katolickiego w Polsce. Wazny jest tez kontakt z szerokimi kregami społecznymi, dla których identyfikacja narodowa pozostaje istotna. I tak wielkim błędem środowiska demokratycznego było oddanie tematu patriotyzmu prawicy.
Ostatnia sprawa – niezwykle istotna, która powinna byc przedmiotem szczególnej troski liberalnych demokratów. To propagowanie „cywilizacji zycia w swiecie wielu prawd”. Nie moze demokracja liberalna odpuscic i zezwolic na kołtunerie mysli i przekonanie, o istnieniu jednej prawdy (oczywiscie mojej, bo twoja jest nic nie warta). Postawa „moja prawda jest bardziej mojsza od twojej” jest w zabawny sposób widoczna zwłaszcza na naszym blogu, gdzie obce dyskutantom uznajacym sie zapewne za liberalnych demokratów postawy są bezwzglednie tepione:))) Niemniej Chwin apeluje o postawienie granic, a ja sie z nim zgadzam. Agresywne lansowanie np. idei wielu płci nie jest dobrym pomysłem zwazywszy archaiczność mentalna polskiego społeczenstwa mimo dobrych zarobkow, kilku domów, samochodów, traktorów etc.
No i opinie pisarza o współczesnej polskiej literaturze i kinematografii z punktu widzenia idei liberalnej demokracji. Sorry, ale z filmów bardzo zdolnego reżysera, jakim jest Smarzowski, uznaje jedynie „Wesele” i „Dom zły”, chociaz ten ostatni jest zgrabnym plagiatem „Fargo” braci Cohenów. Reszta to cos, co nazywam emocjonalną pornografią i odrzucam.
Kocham Olge Tokarczuk, ale głównie za jej wczesne powiesci, a zwłaszcze „Biegunów”. Sercem jestem też z bohaterka „Prowadź swój pług przez kosci umarłych”, ja bym tym tępym sadystom zwanym mysliwymi zrobiła cos duzo gorszego:))) Natomiast „Empuzjon” uwazam za słaby i wrecz groteskowy. Przesadziła pisarka z tym pakowaniem wielu grzybów w jeden barszcz i łączeniem bohatera-obojnaka płciowego z „krzywda” kobiet i atmosferą uzdrowiska, która ani nie przypominało Davos, ani narracja nie otarła się nawet o poziom Manna.
„Nie używam słowa „faszyzm” z lekkością i generalnie nie lubię go stosować, by opisać współczesny świat. Przywołuje ono bowiem bardzo konkretne rzeczy, takie jak ustawy rasowe czy obozy koncentracyjne. Ale obawiam się, że tym razem jest to właściwe słowo. W Stanach Zjednoczonych mamy administrację, która gloryfikuje przemoc i stworzyła paramilitarną organizację działającą z poczuciem bezkarności, przekonaną, że ma prawo ignorować prawo i konstytucję.
Nie możemy zapominać, że Ameryka wciąż jest funkcjonującą demokracją, gdzie wolność słowa, prawo do protestu i możliwość wykonywania pracy przez sędziów są nadal zagwarantowane. Innymi słowy, istnieją zalążki dryfu autorytarnego znacznie gorszego niż to, co widzieliśmy do tej pory. Tyle że jeszcze tam nie jesteśmy.
Prezydent Donald Trump nie ma ideologii, tylko interesy, głównie prywatne. Ideologię mają jednak ci, którzy go otaczają. Wokół niego skupiły się różne grupy konserwatywne, zjednoczone w dążeniu w coraz bardziej autorytarnym kierunku. Rozpoznaję co najmniej trzy duże grupy, choć w rzeczywistości jest ich znacznie więcej. Są chrześcijańscy nacjonaliści, których głównym celem jest obalenie świeckiego państwa i stworzenie takiego, które opiera się na dosłownej interpretacji Biblii, a więc fundamentalistycznego. Są biali nacjonaliści, dążący do społeczeństwa z segregacją, a więc do stworzenia nowego systemu rasowego. I jest część świata technologicznego, często określana jako techno‑prawica, której nie zależy już na amerykańskiej demokracji.
Wszystkie te zjawiska można w pewnym sensie nazwać faszyzmem, ponieważ prowadzą do systemu autokratycznego, w którym władza jest skoncentrowana w rękach nielicznych.
Od samego początku (Trump) zaczął używać języka, jakiego w amerykańskiej polityce nigdy wcześniej nie słyszano. Opisywał przeciwników politycznych jako radykalnych marksistów, choć w rzeczywistości byli centrowymi demokratami. Nazwał imigrantów „pasożytami”. Używał nawet wyrażenia zaczerpniętego bezpośrednio z przemówienia Hitlera – mówiąc o imigrantach, którzy zatruwają krew narodu amerykańskiego, dokładnie tak jak Fuehrer pisał w „Mein Kampf” o niemieckiej krwi zatrutej przez Żydów.
Trump jest zbyt nieoczytany, by sam to wybrać. Zrobił to któryś z autorów jego przemówień, ale jestem pewna, że wszyscy oni dokładnie wiedzieli, skąd pochodzi to zdanie i do kogo było skierowane. Zdecydowali się używać języka odczłowieczającego, by zradykalizować swoją bazę i przygotować ją na to, czego teraz jesteśmy świadkami.
Jak zauważyła, ludzie woleli myśleć: To tylko Trump. Jak zwykle przesadza, ale i tak nie robi tego, co mówi. Tymczasem w tych słowach było już wszystko to, czego dziś doświadczamy.
Zdaniem publicystki prezydent USA i jego współpracownicy nie są zainteresowani przestrzeganiem prawa. Jasne jest, że kolejnym krokiem jest próba zniszczenia instytucji międzynarodowych: nie lubią ich, nie rozumieją i nie chcą przestrzegać zasad. Zresztą, zapisali to czarno na białym w swojej Strategii Bezpieczeństwa Narodowego. Dziwi mnie, że Europejczycy byli tym zaskoczeni, na przykład w sprawie Grenlandii. Bo ten rząd powiedział to bardzo jasno: liczą się tylko Amerykanie, a spośród Amerykanów liczą się tylko oni.
Schlebianie Trumpowi w nadziei, że uda się go przeciągnąć na swoją stronę, nie działa. Ci, którzy próbowali, tylko utwierdzili go w przekonaniu, że wszystko, co robi, jest słuszne. Tak naprawdę coś, nad czym demokratyczne rządy na świecie muszą się zastanowić, to znalezienie sposobu na tworzenie sieci współpracy i wspólne działanie. (AA, „La Repubblica”).
————————
Tak, to faszyści prima sort wspierani przez regularnych psycholi, którym się nudzi i bredzą od rzeczy… taki Muskolini… który mówi i działa jakby był właścicielem pół świata całego albo i całego… groźny typ psychopatyczny, który poczuł zew. Z czasem eksploduje… jeśli wcześniej nie wystrzeli się w kosmos.
@babilas
25 stycznia 2026 23:13
Dziękuję za eleganckie wyrażenie moich odczuć. Szczególnie, że swego czasu Gospodarz obdarzył mnie określeniem ,,agresywny ateista”.
@PAK
Jak zwykle celna obserwacja – ta o sekularyzacji. Pojawia się wobec tego pytanie dlaczego ta sekularyzacja nie znajduje odzwierciedlenia w instytucjach i prawie. Nawet tak w sumie trywialnie niegroźne związki partnerskie podlegają politycznemu ,,niedasizmowi”? Stawiam dwie tezy:
1. Spoleczeństwo polskie w swej masie zostało poddane katolickiej obróbce. Polega ona na tym, że nie musisz wierzyć, nie musisz przyjmować ewangelicznych postaw etycznych – wystarczy posłuszeństwo, spolegliwość wobec organizacji. Najważniejsze: byle publiczna (w obliczu rodziny, małej wspólnoty etc)
2. W naszym kraju nie ma miejsca sekularyzacja ale ,,sekularyzacja” przez lenistwo a nie jakieś przewartościowania. Po całej nocy oglądania seriali zwyczajnie ,,nie chce mi się iść do kościoła” tym bardziej, że ksiądz namaszczonym tonem wygłasza jakies odklejone bździny. Ale finalnie, jak teorii lejka – nie ma co walczyć.
Jest jeszcze trzeci, co raz bardziej znaczący czynnik. Katolicyzm jako pałka-sztandar. Nie chodzę do kościoła, nie przestrzegam jego nakazów ale jednak…w obliczu zamieszania i chaosu on był i jest. Zresztą co raz częściej tak się on pozycjonuje.
Modelowymi przykładami potwierdzającymi moje intuicje są politycy skrajnej prawicy: przekręty, rozwody, zdrady, kłamstwa, szczucie. Chciało by się powiedzieć cały katalog kontrchrześcijaństwa ale jednak: nie! Co niedzielę w kościele (albo przynajmniej publiczne manifestacje katolickości) i nikt nie ma wątpliwości kto jest kim i skąd.
Bardzo to bliskie religijnemu filarowi raszyzmu, gdzie były kagiebista, z wymianą zużytej małżonki na młodszy egzemplarz na koncie, jest chorążym bazującej na religii odnowy moralnej.
Kalina
28 stycznia 2026
13:12
„Nigdy żadne społeczeństwo nie było wspólnotą i nigdy nie bedzie”, mówi pisarz, a ja sie z nim zgadzam.
Mój komentarz
Wspólnota ma różne znaczenia i konotacje. Chwin nie podaje jak to pojecie się ma w stosunku do społeczeństwa polskiego. Po prostu stwierdza ex catedra, że wspólnoty w Polsce nie ma i nie będzie.
Podłoże funkcjonowania wspólnoty ludzkiej, to wspólnota pierwotna oparta na przywiązaniu do stada, na wzajemnej pomocy i obronie.
Wspólnota społeczna, to szereg zasad i przepisów ją spajających, niekoniecznie pisanych oraz świadomość przynależności do tej wspólnoty, świadomość identyfikacji ze wspólnotą poprzez kulturę, tradycje, obyczaje oraz instynktowne, ale sprzężone z inteligencją i kulturą dążenie do współpracy na wypadek szczególnych okoliczności.
I jeszcze szereg innych dopełniających warunków. Niemniej społeczeństwo polskie mimo tzw. polaryzacji, wielowątkowości linii politycznych i szkodliwej dla spójności ignorancji jest wspólnotą.
W Polsce jakoś kulawo, bo kulawo, ale funkcjonuje pewien rodzaj umowy społecznej opartej na tradycji, a w szczegółach opartej na przepisach. Fakt niedokładnej znajomości tych przepisów oraz tej niepisanej umowy społecznej nie daje natychmiastowej dezaprobaty sprawnemu funkcjonowaniu wspólnoty, lecz ekstrahuje ze wspólnotowości przekonań, obyczajów, tradycji niektóre wątki, rozwija je do postaci haseł i nawoływań, nakazów moralnych i zakazów w obronie tego i owego, co sprzyja poplątaniu tych wątków i stwarza wieczną szarpaninę nie bardzo wiadomo o co, co dziś jest zwane polaryzacją.
TJ
@Slawczan:
> Pojawia się wobec tego pytanie dlaczego ta sekularyzacja nie znajduje odzwierciedlenia w instytucjach i prawie.
Też o to pytałem: istnieje poczucie jakiegoś równania do prawicowo-konserwatywnej normy w sferze publicznej; czego przyczynę widzę generalnie w sferze mediów (z social mediami na wysokiej pozycji). Też zresztą piszę o tym przypadku TFP: obca sekta wchodzi do Polski, startuje finansowana przez zewnętrzne ośrodki, rozkręca media (PCh24); rozkręca think tank prawniczy (Ordo Iuris), by wpływać na stanowienie i praktykę prawa, ponad głowami obywateli. Teraz już funkcjonuje w oparciu o składki Polaków (choć nadal współpracuje prorosyjskim CitizenGo). Mamy: zewnętrzną, prawicową siłę, która ma finanse na działania w Polsce (tam się opisuje, jak to młodych działaczy wożono na wizyty w zagranicznych, ekskluzywnych ośrodkach) i umaszcza się w Polsce, wpływając na prawo i na media.
> Spoleczeństwo polskie w swej masie zostało poddane katolickiej obróbce.
Jestem po lekturze książki o Czechach, gdzie są równe porównania. I tak, Czechy są „ateistyczne”, większość jest niewierząca, mało osób chodzi do kościoła. Jest liberalniej jeśli chodzi o otwartość w kwestii seksu (mówienia, pokazywania itp.). Jednocześnie Czechy są krajem mocno konserwatywnym, w sprawach np. praw kobiet (z wyjątkiem aborcji), bardziej konserwatywnym niż Polska. Mniej liczy się też jednostka, a bardziej rodzina (choć „rodzina de facto”, niekoniecznie „ślub stwierdzony rejentalnie”). No i Czechy mają podobny problem, gdzie „zwykli Czesi” są dużo bardziej liberalni, niż klasa polityczna.
Co notuję, by wskazać, że nawet jeśli będziemy mieli dalszą sekularyzację, nie oznacza to, że staniemy się krajem bardziej tolerancyjnym i liberalnym. I narażę Ci się, ale podejrzewam, że w konserwatyzmie i przyzwoleniu na autorytaryzm, czynnikiem jest też spadek po „komunizmie”. Mam tu aż dwie hipotezy:
1) PRL był dość konserwatywny — patrz akcja Hiacynt, patrz rozprawa z feminatywami; od tego były wyjątki, jasne, ale wcale nie wychodziliśmy z „postępowego” systemu;
2) po prostu, nie przyswoiliśmy intelektualnie przemian, które zachodziły na Zachodzie w XX wieku, teraz konfrontujemy się z ich aktualnie finalną postacią, nie rozumiejąc drogi, która do niej doprowadziła.
> ,,sekularyzacja” przez lenistwo
Ależ absolutnie się zgadzam. Zresztą, szczerze, kto się spodziewa czegoś innego? Większość ludzi wydaje się religijnie obojętna, która chętnie zaoszczędzi czas modlitwy, mszy, czy choćby refleksji religijnej, na grilla, czy telewizję.
Natomiast samo już lenistwo znosi pewien społeczny przymus.
> Katolicyzm jako pałka-sztandar.
Absolutnie się zgadzam. Zresztą też tu pisałem, że w amerykańskich kręgach konserwatywnych otwarcie mówiono o tym, że lepiej zmobilizować sfanatyzowane 10% i przedmiotowo nim manipulować dla osiągnięcia korzyści politycznych, niż prowadzić religię otwartą dla większości społeczeństwa. U nas to nawet nie jest takie nowe, choć może takie otwarte przyznawanie się, jest wciąż nietypowe.
> politycy skrajnej prawicy: przekręty, rozwody, zdrady, kłamstwa, szczucie.
I bardzo wyraźne są tu dyskusje przy okazji „chrześcijaństwa” Trumpa. Bo przynajmniej część, także katolików, jest przywiązana do idei, że wiara powinna dawać owoce, które pozwalają tę religię ocenić.
Slawczan 28 stycznia 2026 21:47
cyt: ” Nie chodzę do kościoła, nie przestrzegam jego nakazów ale jednak…w obliczu zamieszania i chaosu on był i jest.”
Powyższe zdanie to dla mnie synteza – długie i skomplikowane dywagacje opisują jedynie szczegóły.
Kiedyś mechanizmów świata nie rozumieli niewykształceni – kilka procent umiejących ze zdobytej wiedzy korzystać budowało swoje pozycje i majątki, trafnie przewidując jak będzie przebiegał dalszy przebieg zdarzeń. Tak zawsze było w okresach stabilnego, liniowego rozwoju.
Dziś nawet bliska przyszłość, obejmująca jedno pokolenie, zwyczajowe 20 lat, jest – również dla ludzi wykształconych – całkowicie nieprzewidywalna i to w najważniejszych sferach codziennego bytu – nie wiesz co będziesz robił, gdzie pracował i gdzie i na jakiej stopie mieszkał. Nie wiesz nawet, czy nie będziesz musiał zębami i pazurami bronić tego co zgromadziłeś dla siebie i rodziny.
Dlatego dla mnie jasne i zrozumiałe są wybory przez społeczeństwa jakichkolwiek rozwiązań oferujących – mniej lub bardziej uczciwie – stabilność i przewidywalność. Tak się niestety składa, że niezależnie od wybranego kierunku wszystkie drogi w końcu prowadzą do dyktatury, bo demokracja bezwarunkowa, oparta na zasadzie „wszyscy ludzie są równi” też do niej prowadzi, zapewniając władzę temu kto dysponuje lepszą propagandą.
@tejot
29 STYCZNIA 2026
0:16
Chwin z Majmurkiem rozmawiają o podziałach polskiego społeczeństwa z uwagi na różnice kulturowe i poglady polityczno-światopogladowe. Głębia podziałów jest widoczna gołym okiem i wydaje sie nie do pokonania. Chwin sie tym nie martwi, jako ze „bywało gorzej”, a w razie zagrozenia wszyscy staneliby do obrony kraju. Ja nie jestem tego pewna, zapewne zauwazylibyśmy gromadna ucieczke z kraju roczników poborowych:)))
@Kalina
Postawa „moja prawda jest bardziej mojsza od twojej” jest w zabawny sposób widoczna zwłaszcza na naszym blogu, gdzie obce dyskutantom uznajacym sie zapewne za liberalnych demokratów postawy są bezwzglednie tepione
Znów oddaje się Pani swoim ulubionym zabawom, przypinając się do pluszowego krzyża i wchodząc na stos, którego nikt nie chce podpalać. Ale kimże ja jestem żeby temu szczęściu stać na przeszkodzie, niech każdy bawi się jak umie i lubi. To tak, jak w tym brodatym dowcipie: „Gwałcą! Gwałcą! – Kto? Gdzie? – A co, pomarzyć sobie nie wolno?“
Grzechem liberalizmu, oprócz wspomnianego oddania prawicy monopolu na patriotyzm, jest też też polityka kulturalna, czy raczej jej całkowite zaniechanie. Za „pierwszego Tuska“ dominował pogląd, że państwo jako mecenas kultury to przeżytek czasów słusznie minionych, a artyści niech się samofinansują i nie zawracają głowy: rynek sam zdecyduje. Gdy nadszedł Gliński, który nie dość, że miał bardzo wyraźne pomysły na to, co twórcy mają tworzyć, to jeszcze miał spory budżet żeby to stymulować, to wszyscy powiedzieli „ojej, jak tak można?“ – ale nie jestem pewien, czy wyciągnięto z tego jakiekolwiek wnioski. Brak roztropnego i sensownego państwowego mecenatu powoduje ideologizację kultury, czego dobrym przykładem – dziękuję! – są Pani wypowiedzi oceniające książki czy filmy nie pod kątem ich wartości artystycznych, lecz ze względu na ich zgodność (lub nie) z aksjologiami własnego światopoglądu.
Slawczan
28 STYCZNIA 2026
21:47
„Pojawia się wobec tego pytanie dlaczego ta sekularyzacja nie znajduje odzwierciedlenia w instytucjach i prawie.”
Bardzo trafne pytanie.
Jest to jedna z największych sprzeczności współczesnej Polski. Społeczeństwo się sekularyzuje, ale państwo i prawo nie idzie za tym. Powodem tego jest polityka, a nie religia. Instytucje państwowe czy też prawo idzie dużo wolniej niż to, co widzimy w społeczeństwie. Przypomnieć należy lata PRL-u – społeczeństwo nie chciało systemu nam znanego, ale to jeszcze nie znaczyło, że prawo i instytucje państwowe nadążały za społeczeństwem i stało się to, co pamiętamy.
Jak na dzień dzisiejszy nie widzę szybkiej zmiany – powodem są wyborcy, którzy wciąż wybierają polityków którym nie śpieszy się do zmian w Polsce w kraju, gdzie sekularyzacja jest faktem, tylko niestety w części społeczeństwa nie wystarczającej do zmian w polityce, prawie czy państwowych instytucjach. Obawiam się że proces sekularyzacji tej właściwej w Polsce potrwa jeszcze parę dekad. Polskie społeczeństwo ma w sobie dużo sprzeczności i stąd mamy sprzeczność postępującej sekularyzacji jedynie na tak zwanym dole, nie odzwierciedlając ten proces w prawie i polityce, czy też instytucjach.
Paaan Oobajtek wykupił kiedyś lokalną prasę z nieprzychylnych rąk …aby nieprzychylne opinie nie brudziły Pisowskiego Horyzontu. Bogaty jak cholera KK mógłby też wykupić WOŚP RAZEM Z Owsiakiem i całą samarytańską infrastrukturą i zapleczem. Matrialne zasoby KK są ogromne.a taka fuzja przynieś mogłaby nieoczekiwane skutki. Owsiaka nauczono by katechizmu i on saMm nieco by się reformował razem ze stonkowymi wołając a a a/alleluja siemanisko!
Żart nie jest z sufitu. MGIEROWSKI PISZE O SKUTKACH WYKUPIENIA TIK/TOKA PRZEZ KOLESIÓW R U D O P E L T Z A. Skuteczny knebel w odniesieniu do krytyki Owalnego ORMO Ii tamtejszej kliki. Ograniczenie zasięgu i sposobu działania i rozgłosu to początek. Ciąg dalszy nastąpi. Trump i jego adoratorzy mogą w całości wykupić wiele rzeczy nawet piekło i niebo i poczet świętych i utrwalić rozumienie świata w sposób Owalny. Czy to nie J>K oczyścił Solidarność i inne Struktury usuwając z planu Wałęsę i budując własny mit !!!.. Prezes nie miał jednak wojska i Zukerberga i M uska. Obajtek zaś za cienki.
Sie ma ..sie rozumić Prezes problem tylko Musknął..
I chyba najważniejsze.
Sekularyzacja społeczeństwa nie oznacza automatycznej sekularyzacji państwa, potrzebna jest jeszcze sekularyzacja polityczna i instytucjonalna, której brak w państwie polskim.
Czytam Stefana Chwina – znakomitego pisarza o niekwestionowanym dorobku – czytam wpisy niektórych dyskutantów i… znowu sięgam po wypowiedzi z ostatnich lat… i nie wiem, dlaczego niektórych „boli” ten Chwin…?
Jeden z 2023, drugi z 2025 (pan Chwin miał wtedy 74 i 76 lat):
https://weekend.gazeta.pl/weekend/7,189996,29897888,stefan-chwin-nigdy-w-zyciu-nie-chcialbym-byc-prezydentem-polski.html
https://www.newsweek.pl/polska/polityka/idea-wolnosci-bez-ograniczen-u-czesci-polakow-wyzwala-przerazenie/cvfbzet
„Stefan Chwin: idea wolności bez ograniczeń u części Polaków wyzwala przerażenie
„Newsweek”: Co się wydarzyło 1 czerwca?
Prof. Stefan Chwin: — Nie było w Polsce żadnych wyborów prezydenckich. Zderzyły się dwa polityczne boty i wynik byłby taki sam, gdyby zamiast Nawrockiego startował Czarnek, a zamiast Trzaskowskiego Sikorski. Jaka była główna motywacja głosujących w drugiej turze? Wszystko jedno kto, byle nie pisowiec. Wszystko jedno kto, byle nie platformiarz. Nie było personalnych wyborów. Znamienne, że wyborców Nawrockiego kompletnie nie obeszła jego rzeczywista biografia. Za to Trzaskowski chętnie opowiadał swój życiorys, który i tak prawie nikogo nie interesował. Obaj byli figurami dwóch matryc: narodowo-konserwatywnej i liberalno-lewicowej.
Dlaczego jedna z tych matryc przeważa?
– Wchodzi w grę zmiana cywilizacyjna, która obejmuje cały świat zachodni. A także pewien błąd cywilizacji liberalno-demokratycznej. Na czym on polega? W cywilizacji zachodniej wolność jest stanem upragnionym. A jednocześnie istnieje paraliżujący strach przed wolnością. Wolność jako idea ogólna jest dobra, ale kiedy przechodzimy do konkretnych ludzkich zachowań, następują zderzenia. Uważam, że cywilizacja liberalno-demokratyczna sama podcina sobie korzenie.
Wolność dla wielu ludzi jest do przyjęcia tylko wtedy, gdy potrafi się samoograniczać. Jeśli jednak budujemy cywilizację, której główną ideą jest nieustanne przekraczanie granic, to u jakiejś części ludzi wyzwala to przerażenie, ponieważ są przekonani, że pewnych rzeczy robić nie wolno. W Polsce najbardziej wyraźne jest to w sferze doświadczenia seksualnego. To jeden z podziałów, których na co dzień nie dostrzegamy, wolimy o nim mówić w języku innych podziałów. Chodzi o stosunek do praktyk seksualnych, budowania relacji. Ściślej: o granicę między zachowaniami wolnościowymi a tym, co ludzi przeraża jako „zboczenie”.
Kontrrewolucja wobec 1968 r.?
– Początek tej serii cywilizacyjnych błędów był w Oświeceniu i w rewolucji francuskiej. Ale dużo mocniejsze było uderzenie, które wydarzyło się w Ameryce w 1968 r., a potem poszło przez Europę. Gdyby to dotyczyło wyłącznie starszych wyborców, ale przecież w Polsce masa młodych mężczyzn i kobiet przechodzi na prawą stronę. Więcej: pociąga ich prawicowy hardcore.
Jak to tłumaczyć? Mrożkiem? Mieliśmy wyzwolonego tatusia Stomila i teraz nam się zachciało konserwatywnych wartości?
– Warto dziś czytać „Tango”, które mówi o tym, że gdy wolność posuwa się za daleko, musi się pojawić jakiś Artur, który tęskni za starym światem. Dziś może się on nazywać Mentzen. A jeśli on wejdzie w układ z Mrożkowym Edkiem, prymitywnym brutalem…
Dawni ONR-owcy, kibole i skinheadzi założyli garnitury i są znacznie bliżej, a – po wygranej Nawrockiego – być może nawet w sercu politycznego mainstreamu.
– Weszli w coś, co możemy nazwać praktykami kapitalistycznego życia, które wymagają pewnej elementarnej empatii społecznej. Musieli się dostosować i zamaskować. A sprawa seksualnego aspektu polityki? W wielkich miastach tego tak nie widać, ale w środowiskach wiejskich opór wobec LGBT jest bardzo silny. Strona liberalno-demokratyczna, używając sformułowań w rodzaju: „nienawiść do osób LGBT”, nie potrafi opisać natury tego oporu. Nie ma tam żadnej nienawiści. Jest psychobiologiczna odraza i wstręt.
Jeszcze gorzej.
– Oczywiście, że gorzej. Jeśli mamy do czynienia z nienawiścią, można ją jakoś negocjacyjnie rozładować. Natomiast źródłem niechęci wobec osób LGBT jest paraliżujący fantazmat. To, w jaki sposób ludzie sobie wyobrażają stosunki seksualne takich osób. Jeślibyśmy poszli dalej, to trzeba by powiedzieć, że kolejnym błędem cywilizacji liberalno-demokratycznej były parady równości, które wbrew swoim intencjom rozjątrzały wrogość do LGBT.
W żadnym normalnym państwie nie powinno się odmawiać mniejszościom praw – także do widoczności.
– Demokracja dozwala na ekspresję bardzo rozmaitych form istnienia. Jeśli przyjmujemy pryncypia demokratyczne, to słusznie mówimy, że i te środowiska mają prawo do ekspresji publicznej. Ale co z tego, jeśli to się zderza ze ścianą. Co jakiś czas odwiedzam miasteczka i wioski na Mazowszu. „My nic przeciwko nim nie mamy” – mówią tam o osobach LGBT. „Tylko dlaczego oni tak się pchają w oczy?”. Sama „bezczelna” widzialność LGBT ich rozwściecza.
Możesz sobie być, ale masz być niewidzialny?
– Wiele osób, z którymi rozmawiam, nie zna ludzi ze środowisk LGBT. Nic o nich nie wie. Kierują się raczej mitem „niebezpiecznego, kolorowego dewianta” z parad równości, który jest umacniany w ich głowach przez prawicę i ma wzbudzać lęk na poziomie psychobiologicznym. Tymczasem gdyby tej, niewielkiej przecież, części społeczeństwa przyznać prawa, jak w niektórych krajach na Zachodzie, nic by to dla reszty społeczeństwa nie zmieniło. Żadna struktura społeczna nie załamuje się z tego powodu, że dwóch mężczyzn bierze ślub.
Mimo to prawica przekonuje, że Zachód jest stracony. To samo od lat powtarza Aleksandr Dugin, główny ideolog putinowskiej Rosji.
– Pod tym względem Rosja współczesna bardzo przypomina zachodnią prawicę. To bardzo skuteczny, dobrze wymyślony, agresywny mit prawicy ogólnoświatowej. Że LGBT „koroduje” zdrową strukturę społeczeństw.
Odmawianie widzialności dotyczy też innych mniejszości: Żydów, ostatnio coraz częściej Ukraińców. „Niech sobie będą, ale czemu tacy głośni”.
– Ich widzialność jest dla prawicy nie do zniesienia. Niech ci Ukraińcy siedzą cicho, to wszystko będzie okej. Ale i tu jest coś głębszego. Pamiętam z dzieciństwa moją reakcję, kiedy do Gdańska – to były lata 60. – zaczęli przyjeżdżać Niemcy. Bardzo źle na nich reagowałem, bo w głowie miałem fantazmatyczne obrazy tego, co wyprawiali w Warszawie podczas powstania, którymi „zaraziła” moją wyobraźnię babcia. To mi przypomina nasze zachowania wobec Ukraińców. Wciąż mamy w głowie obrazy rzezi wołyńskiej, utrwalone zresztą przez film Smarzowskiego. Widzimy sympatycznego Ukraińca, Ukrainkę, ale fantazmat „rezuna” wciąż siedzi nam w podświadomości. Co prawica skutecznie wykorzystuje, szczując nas na groźnych, „niewdzięcznych” imigrantów.
A więc lęk przed wolnością, wykorzystywane przez prawicę mity i fantazmaty. Coś jeszcze?
– Obok idei wolności jest też idea sprawiedliwości. Myślę, że ludzie od Mentzena, a szczególnie młodzi mężczyźni, mają pewną ideę sprawiedliwości, daleko odbiegającą od tego, co moglibyśmy nazwać polityką wspierania. Oni są głęboko przekonani, że nikogo nie należy wspierać, że sam akt wspierania kogokolwiek jest sprzeczny z naturą i porządkiem świata. Człowiek powinien sam wywalczać swój los. Nie wolno nikomu dawać żadnego 800+, żadnych ulg, nic. Prawdziwa wartość człowieka polega na tym, ile ma pieniędzy, o ile je zarobił. Słyszałem to, gdy byłem w Ameryce. To samo mówi Mentzen, który chwali się, że umie robić forsę, czym imponuje młodym, sfrustrowanym mężczyznom bez pieniędzy.
Fundamentem amerykańskiego kapitalizmu, źródłem jego sukcesu jest – jak pisał Max Weber – protestancka etyka pracy. Upodabniamy się do Amerykanów?
– Coś takiego w tych młodych ludziach jest. Bardzo nie lubią państwa opiekuńczego, w którym widzą państwo niesprawiedliwe.
Choć było ono jednym z fundamentów relatywnego spokoju w zachodnim świecie po wojnie.
– I odpowiedzią na faszystowskie państwo rywalizacji i wzajemnego piorunowania się. Cywilizacja amerykańska pokazała, że nawet rozwydrzony kapitalizm nie musi się przeradzać w totalitaryzm typu faszystowskiego czy nazistowskiego. Istniały u nich takie ruchy, ale jednak dominująca formacja cywilizacji amerykańskiej się przed tym obroniła. Nawet potężny Trump stoi w obliczu porządku prawnego, który nie pozwala mu na wszystko.
Polska prawica bierze Trumpa na swojego tatusia. To znaczy, że skręcimy w stronę jeszcze bardziej rozwydrzonego kapitalizmu z odcieniem faszyzującym?
– Uproszczeniem jest twierdzenie, że Polska skręca w jakimś kierunku. To raczej pewna część Polaków skręca, przecież prawica zwyciężyła ledwo, ledwo. Nawrocki wygrał mikroskopijną różnicą. To żaden triumf.
Ale zapewne na lata zmieni scenę polityczną.
– To, co się stało w Polsce, tylko pozornie potwierdza tendencję, którą widzimy na Zachodzie. Byłem przekonany, że Nawrocki wygra przewagą 3 mln głosów wyborców Mentzena i Brauna. Tymczasem potężnego zwycięstwa Trumpa nie ma co porównywać z „ledwie zwycięstwem” polskiego „kandydata obywatelskiego”. Platforma nie powinna popadać w nostalgiczną melancholię. Należy podkreślać, że kandydata liberalno-demokratycznego poparło 10 mln Polaków. Już przez to rząd Tuska ma silną legitymację. Opowiadanie o jakiejś czerwonej kartce to chwyt socjotechniczny, który ma zamazać ten przykry dla prawicy fakt. Nie ma co w tej chwili szarpać Trzaskowskiego. Wynik wyborów był skutkiem zderzenia dwóch matryc polityczno-światopoglądowych, które mają charakter długowieczny. Gdyby Roman Dmowski żył, zagłosowałby na Nawrockiego.
Wielkim polskim nieszczęściem jest to, że Dmowski jakby wcale nie umarł.
– Niewątpliwie pisowska matryca ma sporo elementów endeckich. Oni wiedzą, że ta linia to jedna z najtrwalszych warstw polskiej świadomości. Kościół zawsze tę linię popierał, także w czasach komunizmu. I popiera ją również dzisiaj, przerażony postępującą sekularyzacją Zachodu, licząc, że państwo narodowe jakoś go ocali.
Jakoś nie jestem się w stanie przejąć strachem Kościoła.
– Błędem kolejnym cywilizacji liberalno-demokratycznej o źródłach oświeceniowych jest mit, że można człowieka „wyleczyć” z potrzeb religijnych, więc Kościół jest właściwie zbędny. Skłaniałbym się raczej do przypuszczenia, że potrzeby te mają charakter biologiczno-gatunkowy. Dlatego jeśli nawet formy religii się zmieniają, to same potrzeby nie znikają, tylko znajdują inny niż dotąd wyraz.
To może ta forma wcale nie musi być polityczna, zamknięta?
– Przypomnę Witkacego, który zajmował się dokładnie tym, o czym pan mówi. Co będzie – pytał – jeśli zawali się cywilizacja chrześcijańska? I uznał, że natychmiast w to puste miejsce wejdzie duchowość innych cywilizacji albo nastąpi nieograniczone tworzenie nowych wiar. W historii cywilizacji zachodniej nie było sytuacji, w której nastałaby zupełna próżnia religijna. Wielka idea oświecenia, że da się wyzwolić człowieka z „urojeń religijnych”, nigdy się nie urzeczywistniła. Nawet ateizm potrafił przybierać formy zbliżone do żarliwości religijnej.
Ilekroć zaczynamy zadawać sobie pytania fundamentalne, o naturę człowieka, o świat, o nasze przeznaczenie, wkraczamy w sferę pytań religijnych. Witkacy nazywał to niepokojem metafizycznym. Uproszczeniem jest uważać religię za narzędzie władzy. Ona nie miałyby tej siły, którą ma, gdyby tylko chodziło o rządy kapłanów nad ludźmi. Oświecenie było pod tym względem walką z wiatrakami. W dodatku i ono chciało zbawiać ludzi. Wyzwolimy was z zabobonu religijnego, ocalimy przed złudzeniami, damy lepszą przyszłość, lepszą duszę i tak dalej. Czasem dążono do tego drogą terroru równie okropnego jak inkwizycja.
Ale przecież i oświecenie, i rewolucję francuską, i rok 1968 można czytać zupełnie inaczej – jako próby dążenia do wolności. Pan uważa, że to jest proces tragiczny, bo skazany na porażkę?
– Rewolucja francuska brutalnie uderzyła w cywilizację chrześcijańską. Ale pierwsze, co zrobili, to zastąpili kult Boga kultem rozumu, który był, strukturalnie rzecz biorąc, niczym innym, jak tylko lustrzanym odbiciem tego, co niszczono. Robespierre był zresztą deistą. Zorientował się, że jakaś forma religii jest koniecznym elementem sprawowania władzy. Sądzę, że pewnym rodzajem deizmu był także stalinowski marksizm z jego kultem historycznej konieczności i rewolucyjnych wodzów. Jakaś nuta niepokoju metafizycznego jest w nas zawsze obecna. Może mieć refleksy dobre i złe. Nie przypadkiem mówi się o kulcie państwa, społeczeństwa, rodziny, narodu, co oznacza, że potrzeba jakiejś formy sakralizacji daje o sobie znać także w świecie bez wiary w Boga.
Co ma do zaoferowania demokracja liberalna dziś? W jaki sposób można powiedzieć Polakom: okej, głosujecie tak, jak głosujecie, ale zobaczcie: nasza wersja Polski jest taka i taka, może to was zainteresuje.
– Rafał Trzaskowski wiele mówił o wolności, ale z powodów taktycznych wycofał się z bardziej radykalnych postulatów, tracąc w ten sposób część swojej wiarygodności. Zorientował się, że jego propozycje są nie do przyjęcia dla dużej części Polaków. Mówi się, że kobiety polskie walczą o prawo do aborcji. Ale miliony kobiet, które poparły Nawrockiego, zagłosowały w tych wyborach właśnie przeciwko temu prawu. Strona feministyczna jest dziś słaba, a ta druga rośnie w siłę, ponieważ jest pod silnym urokiem wielkich mitów religijnych, jak mit macierzyństwa czy mit Świętej Rodziny. Co Polacy robią w każdą Wigilię? Nawet ci, co nie lubią Kościoła, siadają i na kilka chwil chcą być tacy jak rodzina z Betlejem, bo są pod estetycznym urokiem biblijnego obrazu rodzinnego szczęścia. Wolnomyślne feministki, przynajmniej niektóre, też. Postulat prawa do aborcji takiego estetycznego uroku raczej w sobie nie ma.
Chce pan powiedzieć, że państwo, w którym kobiety mają prawo do aborcji, jest dziś niemożliwe?
– Wszystkie ustawy tego rodzaju będą blokowane przez PiS rękami Nawrockiego. Ale to 10 mln polskich kobiet i mężczyzn świadomie zagłosowało na polityka, który odbiera kobietom prawo do aborcji.
Prawica przeszła drogę od Lecha Kaczyńskiego, prezydenta nieudanego, ale jednak człowieka pewnej klasy, przez Andrzeja Dudę, który jest człowiekiem nie całkiem poważnym, po Karola Nawrockiego – kibola, sutenera, kto wie co jeszcze.
– W oczach elektoratu liberalno-demokratycznego to ciemna postać. Ale chyba w „Le Monde” napisano, że Nawrocki wciela jeden z kluczowych mitów kapitalizmu: od chuligana do prezydenta, od pucybuta do milionera, więc i tak można na niego spojrzeć. Pisowcy kampanię wyborczą zrobili wzorową. Jeśli ktoś potrafi zręcznie zaszczepić w głowach ludzi korzystne dla siebie, silnie nasycone emocjonalnie fantazmaty, to wygrywa wybory. Takim skutecznym fantazmatem negatywnym była wymyślona postać „tęczowego Rafała”, wpuszczającego do Polski niekontrolowany potop morderczych imigrantów-gwałcicieli, która miała wpędzić Polaków – przede wszystkim polskie kobiety – w przerażenie.
Jak pan ocenia kampanię Trzaskowskiego?
– Wszystko jedno, jaka by była, wynik byłby taki sam. Ale jeśli wdawać się w szczegóły, to przypomnę jeden z wierszy Brzechwy: „Samochwała”. Wybierać jako podstawowy topos kampanii wyborczej występowanie w roli kogoś, kto się chwali samym sobą: jestem najlepszy, wszystko zrobiłem najlepiej, wszystko potrafię, to był strzał w stopę. To inni powinni o nim mówić, nie on. No i za dużo mówił o Warszawie. Pamięta pan taką piosenkę: „Konduktorze łaskawy, byle nie do Warszawy”? W Polsce masa ludzi nie lubi Warszawy ani warszawiaków. Do tego dochodzi negatywny mit słoików. Trzaskowski tego nie wziął pod uwagę, występował jako gospodarz Warszawy. Ale – powtórzę – on ma wciąż potężny mandat społecznego zaufania, może nawet mocniejszy niż Tusk. Karanie go za wynik wyborów jest nonsensem korzystnym dla PiS, a osłabiającym obóz liberalno-demokratyczny.
Mówi pan, że ten zwrot na prawo to wynik lęku przed przemianami cywilizacyjnymi, ale jest konkurencyjne wyjaśnienie. Skoro na całym Zachodzie nie spełniło się marzenie o większej redystrybucji – ekonomicznej, prestiżu społecznego – to zawiedzeni ludzie poszli na prawo. Z lęku, z poczucia niepewności.
– Ale ludzie od Mentzena mówią: żadnej redystrybucji! Pamiętam z PRL, jaka była niechęć wobec studentów, którzy mieli tak zwane punkty za pochodzenie. To nie było tak, że koledzy mówili: ach, jak dobrze, Jadziu, że masz punkty, bo pochodzisz z małej miejscowości i masz niski kapitał kulturowy. Oni mówili: zaraz, zaraz! To ja muszę ciężko harować, żeby się dostać na studia, tylko dlatego, że Jadzia pochodzi z jakiejś prowincjonalnej dziury? To jest myślenie mentzenowskie. Zresztą Trump mówi to samo o naborze na amerykańskie uniwersytety.
Czyli przemiana lewicowa jest niemożliwa?
– W tej chwili nie wydaje się możliwa. Natomiast są kierunki, w których lewica mogłaby pójść. W Polsce jest gigantyczny problem z gniazdowaniem. Jeśli ktoś wpadłby na dobry pomysł sensownej polityki mieszkaniowej, to przy okazji rozwiązałaby się masa innych rzeczy, choćby sprawa katastrofy demograficznej. W przyszłości głównymi rozgrywającymi będą – jak sądzę – Mentzen i Zandberg. Jeśli Zandberg wpadnie na dobry pomysł, jak prowadzić politykę mieszkaniową, to może mieć mocne wpływy, szczególnie wśród młodszych wyborców. Nie rozumiem, dlaczego żadna z partii nie potrafiła tego ruszyć. Wszyscy obiecują miliony mieszkań i nic się nie dzieje. Jeżeli w tę stronę pójdzie lewica, ma szansę na sukces. Musi tylko – to jest dla mnie bolesne – dać sobie spokój z obroną mniejszości. Lewicowa empatia dla mniejszości jest szlachetnym pomysłem na klęskę wyborczą i polityczne samobójstwo, bo większość jest zwykle przeciw mniejszościom.
Strasznie gorzkie. A jeśli stajesz po stronie mniejszości, a do tego dorzucasz sensowną politykę mieszkaniową?
– A to co innego. Cała liberalno-lewicowa strona powinna zrozumieć, że sprawy mniejszości może wprowadzić tylko wtedy, jeśli rozwiąże podstawowe problemy, takie jak brak mieszkań. Jeśli mniejszości będą głównym hasłem, to będzie pomysł na przegraną. Pan i ja uważamy, że społeczeństwo powinno być zbiorowością wzajemnie wspierających się ludzi. Ale jako obserwator tego, co się dzieje na świecie, ale też historyk, myślę, że ta piękna idea może być daleka od rzeczywistości.
Wiele osób po tych wyborach mówi: to nie jest mój prezydent, nie moje państwo, udaję się na wewnętrzną emigrację.
– Tylko jak to zrobić? Jak jednocześnie żyć i nie żyć w Polsce? W PRL państwo było jedynym pracodawcą. Jeśli się mu naraziłeś, byłeś skazany na unicestwienie. System, w którym żyjemy, ten dość ostry, ale nie za ostry kapitalizm, pozwala myśleć, że można żyć życiem, które nie ma nic wspólnego z tym, co się dzieje dookoła. Ale to jest złudzenie, bo wszystko przenika do naszej duszy. Chociaż my, pisarze, artyści, intelektualiści, ludzie ducha, zawsze w jakimś sensie żyjemy na wewnętrznej emigracji„.
——————–
Toż to znakomity wywiad z pisarzem… zaprasza do przemyśleń i wietrzy głowy wszechwiedów ze skostniałych schematów i uprzedzeń żyjących w swoich banieczkach, często samotnie.
Nigdy nie spotkałem na żywo wroga WOSP. Nieliczne głosy upośledzonych umysłowo lub emocjonalnie nieszczęśników są rozdmuchiwane przez media, żądne sensacji, podziałów i emocjonalnego zaangażowania (toksycznego). Podobnie ma się rzecz z pomocą Ukrainie.
Stawiam tezę, że z nami jest wszystko w porządku, mamy jednak społeczne jądra ciemności, ośrodki propagandowe sączące nam jad wrogości do świata. Od lat nie oglądam telewizji, a gazet (z nielicznymi wyjątkami, jak np. Polityka) boję się otwierać. 95% ludzi, których spotykam w realu to życzliwi i pomocni ludzie. Jest z nami całkiem dobrze:)
Chwin: Byłem przekonany, że Nawrocki wygra przewagą 3 mln głosów wyborców Mentzena i Brauna. Tymczasem potężnego zwycięstwa Trumpa nie ma co porównywać z „ledwie zwycięstwem” polskiego „kandydata obywatelskiego”.
W istocie Trump won it with 49.8 percent, but that wasn’t a majority. With Democratic nominee Kamala Harris’s 48.3 percent and the 1.9 percent who voted for third-party candidates, more Americans voted against Trump than voted for him.
Dla jasności i dla wierzących:
Portal Yahoo Finance: najlepiej zarabiający politycy mają na koncie nawet setki miliardów dolarów.
Serwis właśnie opublikował listę 10 przywódców politycznych, którzy mogą pochwalić się pokaźnymi majątkami.
1. Władimir Putin (prezydent Rosji) – 200 miliardów dolarów
2. Alaksandr Łukaszenka (przywódca Białorusi) – 9 miliardów dolarów
3. Donald Trump (prezydent USA) – 7,2 miliarda dolarów
4. Kim Dzong Un (przywódca Korei Północnej) – 5 miliardów
5. Xi Jinping (przywódca ChRL) – 1,5 miliarda
6. Teodoro Obiang Nguema (przywódca Gwinei Równikowej) – 600 milionów dolarów
7. Paul Kagame (prezydent Rwandy) – 500 milionów dolarów
8. Recep Tayyip Erdoğan (prezydent Turcji) – 500 milionów dolarów
9. Ilham Aliyev (prezydent Azerbejdżanu) – 500 milionów dolarów
10. Cyril Ramaphosa (prezydent RPA) – 450 milionów dolarów
Polityka to biznes dla bezwzględnych graczy, psycholi i często zbrodniarzy.
Toż to znakomity wywiad z pisarzem… zaprasza do przemyśleń i wietrzy głowy wszechwiedów ze skostniałych schematów i uprzedzeń żyjących w swoich banieczkach, często samotnie.
Mój komentarz
Owszem wywiad spójny argumentacyjnie, chociaż z daleka pachnie dorabianiem ideologii po fakcie.
TJ
@lemarc
29 stycznia 2026
13:36
Dzieki za ten obszerny cytat!
Glowne tezy sa jak w wywiadzie z Majmurkiem. Ale o wiele lepiej i obszerniej uzasadnione. Widac, ze Chwin jest kukturoznawca. I potrafi dobrze opisac rzeczywistosc w tym aspekcie („zderzenia dwóch matryc polityczno-światopoglądowych”).
Ale jako obserwator kultury mocno „wychyla sie przez okno” dajac rady politykom jak wygrywac wybory. Co prawda wskazane bledy w taktyce np. Trzaskowskiego moga sie wydawac przekonujace. Ale bez solidnych badan socjologicznych i politologicznych ostatnich wyborow prezydenckich, Chwin porusza sie na poziomie laikow. Tak ja my tu na blogu.
Wiec jego porady np. dla RAZEM, zeby zajmowali sie polityka mieszkaniowa (czy nierownosciami) wydaja mi sie niespojne w obliczu „zderzenia dwóch matryc polityczno-światopoglądowych”. Bo racjonalnie rzecz biorac, polityka mieszkaniowa powinna przekonywac wyborcow. Ale, jezeli wyborcy sa napedzani przez „fantazmaty”, to sie racjonalna polityka mieszkaniowa raczej nic nie wskora 🙁 No, chyba ze sie podda tych wyborcow skutecznej(!) propagandzie 😉
@babilas
„Brak roztropnego i sensownego państwowego mecenatu powoduje ideologizację kultury, czego dobrym przykładem – dziękuję! – są Pani wypowiedzi oceniające książki czy filmy nie pod kątem ich wartości artystycznych, lecz ze względu na ich zgodność (lub nie) z aksjologiami własnego światopoglądu.”
Oczko wyzej podał Pan przykład Glinskiego, który ideologizował (chyba jednak bez wiekszych sukcesów) kulture wspierajac państwowymi pieniedzmi prawicowe inicjatywy. Przeciez to mecenat państwowy jest najpotężniejszym decydentem w sprawie profilu ideowego kultury! Trudno dziwić sie Glinskiemu, ze finansował durne, prawicowe filmy albo zwalczał liberalno-demokratycznych dyrektorów teatrów, skoro realizował program PiS-owski. Nie chcę przez to powiedzieć, ze kibicuję polityce kulturalnej rządu PO-PSL, który wypiął się w swoim czasie na teatry, muzea etc. i wrecz wspierał ich degrengolade. Mamy dzis sytuacje zblizona do tamtej, kiedy prostacka i wulgarna pani ministra (o poprzedniej nawet nie wspomne) nadaje się do funkcji w gospodarstwie rolnym, ale nie na Krakowskim Przedmiesciu.
Nie bardzo wiem, jak sie mają do tego moje gusty literackie i filmowe. Że lekceważę poziom artystyczny dzieł skupiajac sie na treści merytorycznej? Przypomne w takim razie filmy dokumentalne autorstwa Leni Liefenstahl. Niewatpliwie znakomite artystyczne. Jak z ich przesłaniem, chyba nie musze tłumaczyc.
@lemarc (13:36)
Dziękuję za obszerne cytaty, choć dziwię się, że nie potrafi Pan/Pani zrozumieć, że można zgadzać się z niektórymi poglądami i wypowiedziami, a kontestować inne. I, że nie ma to nic wspólnego z „niekwestionowanym dorobkiem, znakomitością“, pozycją naukową, społeczną czy jakąkolwiek inną. Postulat abyśmy każde słowo Chwina (czy kogokolwiek innego) traktowali jako epifanię, jest – delikatnie mówiąc – dziecinny.
@Art63:
To ja spotkałem osobę, która może nie krytykowała WOŚP (marzec był ubiegłego roku, nie zeszło na WOŚP), ale spontanicznie ziała jadem nienawiści w stosunku do „złodzieja” Owsiaka.
Zgaduję, że to jest wymyślona narracja, ale ona dociera do ludzi. Mamy kraj głębokiej nieufności wobec wszelkiego altruizmu (ta sama osoba miała podobne podejście do UE, no bo skoro nam dają pieniądze, to gdzieś musi być haczyk, oszustwo, które domagają się możliwie brutalnej odpowiedzi), gdzie takie opowieści daje się dośc łatwo narzucić. I część osób to przyjęła. Nie wiem ile procent, ale podejrzewam, że z pewnymi wyborami politycznymi to będzie ładnie korelować…
lemarc
29 stycznia 2026
13:36
…Toż to znakomity wywiad z pisarzem… zaprasza do przemyśleń i wietrzy głowy wszechwiedów ze skostniałych schematów i uprzedzeń żyjących w swoich banieczkach, często samotnie.
A konkretnie z czego wietrzy?
Z jakich skostniałych schematów i uprzedzeń?
Na temat LGBT najwięcej mówią, a raczej wrzeszczą Kaczyński, Jędraszewski & Co.
Wrzeszczą po to, żeby straszyć.
Postępują wedle zasady dobro złem zwyciężaj. Dobro czyli szacunek dla każdego człowieka i jego praw. Złem – szczuciem, wywoływaniem obrzydzenia, nienawiści („tęczowa zaraza”).
Mamy tu do czynienia z orwellowską zamianą znaczeń. Krk & Co głośną krzyczą o zwyciężaniu zła dobrem, ale robią dokładnie odwrotnie. Ludziom zostają w głowach szlachetne deklaracje znieczulające na podłe czyny.
Dlaczego katobolszewia endeckiego pochodzenia tak chętnie odwołuje się do strachu?
Z tej prostej przyczyny, że strach jest ewolucyjnie dużo silniejszą emocją od emocji pozytywnych. Pozwalał pierwotnemu człowiekowi dostrzec w porę zagrożenie.
Kto się dzisiaj odwołuje do tych emocji?
Komu podoba się „skuteczność” menedżerów strachem?
Dlaczego?