Odprawa posłów polskich

Ekipa Nawrockiego koryguje swą taktykę polityczną, choć nie zmienia celu głównego. Jest nim wykrwawienie rządu Tuska. Ponieważ z rządem taktyka ludzi Nawrockiego na razie nie działa, a jedyna jak dotąd rada gabinetowa z udziałem prezydenta nie rzuciła Tuska i rządu na kolana – KO wciąż prowadzi w sondażach – pisowscy adiutanci Nawrockiego realizują plan polegający na szukaniu słabych ogniw w koalicji rządzącej.

Temu służyły czwartkowe „konsultacje” prezydenta z chętnymi do tego ugrupowaniami sejmowymi. Tusk wyczuł złe intencje ludzi prezydenta, a Koalicja Obywatelska wraz z Lewicą zaproszeń słusznie nie przyjęły.

Prezydent i jego biurokracja, zbyt hojnie opłacana z budżetu państwa, mają wiele możliwości, żeby się dowiedzieć, co piszczy w sejmowej trawie. Wezwania na dywanik do Pałacu Prezydenckiego to strata czasu dla Nawrockiego i jego gości, bo przecież wszystko o wszystkich i wszystkim wiadomo. 

Jedyny zysk dla lokatorów Pałacu to możliwość wysondowania przez nich indywidualnych reakcji zaproszonych. A po drugie – możliwość odegrania przez Nawrockiego jego ulubionej roli „gospodarza” Polski.

Tę teatralną do bólu rolę kupili ludowcy, jak zawsze koncyliacyjni, grupka Razem i z P2050. O PiS i skrajnej prawicy nie wspominam, interesują mnie tylko umiarkowani. Opowiedzieli o ustawach, nad jakimi pracują, a Nawrocki łaskawie wysłuchał i rzecz jasna nie zdradził, czy wrzuci je do wetomatu czy może podpisze i ewentualnie pod jakimi warunkami.

Słowem, „prezydenccy” dostali od nich to, czego chcieli, a czego nie dostali od KO i Lewicy, czyli obecność na ogólnikowe wezwanie prezydenta. Owszem, prezydent może zapraszać do siebie kogo chce, ale zaproszeń nie musi się przyjmować, jeśli nie chodzi o sprawy wagi państwowej. A te zaproszenia takiej sprawy nie dotyczyły. Były próbą poprawy wizerunku ekipy Nawrockiego.

Po pół roku urzędowania „świeżość” przywiędła, brak kompetencji coraz trudniej przykryć arogancją – przykładem była żenująca bezradność, gdy musieli przedstawić mediom stanowisko w sprawie kpin Trumpa z NATO – lub wymuszoną, punktową współpracą ze znienawidzonym rządem.

Odmowa  KO i Lewicy stawienia się na tej prezydenckiej „odprawie posłów” oznaczała, że nie widzą one sensu i potrzeby tego teatru, gdy jest tyle pilnych i niezałatwionych spraw państwowych, jak choćby nominacje oficerskie i ambasadorskie. Plan Pałacu spalił na panewce, czego dowodem jest wściekłość Szefernakera, że maski spadły, bo KO i Lewica wcale nie chcą żadnej współpracy z prezydentem.

No nie wiem. Akurat i Tusk, i Sikorski współpracy chcą na pewno w tym, co fundamentalne: w sprawach bezpieczeństwa kraju. Stąd ich czasem aż za duża wstrzemięźliwość w reakcjach na wypowiedzi „prezydenckich” na temat ich działań i całej polityki rządu. Cóż, tak widzą swoją rolę w tym momencie historii politycznej.

Jeśli jakieś maski spadają, to raczej Trumpa, który nie potrafi nawet poprawnie wymówiċ nazwiska swego ponoċ ulubionego Nawrockiego, za to z pogardą wyraża się o NATO, które ruszyło z pomocą Ameryce 11 września 2001 r., w tym Polacy.

We wtorek ekipa Nawrockiego powiedziała obywatelom, żeby nie robili sobie żadnych złudzeń: to i owo mogą złagodzić, ale pozostają delegaturą PiS, a co PiS myśli i mówi o Tusku, pozostaje naczelną wytyczną dla „prezydenckich”.

Reklama