Krypto: pod latarnią najciemniej

Qui bono? Kto ma interes, by bronić Zondacrypto? Mają go ci, którzy czerpią z tej giełdy korzyści finansowe, czyli szef kryptogiełdy, oraz polityczne, czyli beneficjenci Ziobro i Wipler. To jasne, mimo wszelkich komplikacji interpretacyjnych. Próby obciążania winą za tę aferę obecnego rządu są niewiarygodne, cokolwiek mówią przyboczni Nawrockiego. Sedno sprawy jest oczywiste: kryptowaluty muszą być kontrolowane przez państwo, a dwukrotne weto Nawrockiego tę kontrolę odesłało na śmietnik.

Regulacja nie była w interesie ekipy Nawrockiego. Pozostała głucha na sprzeciw Kaczyńskiego wobec kryptowalut. Ale prezes sprzeciw próbuje łączyć z zarzutami pod adresem obecnego rządu i służb państwowych z powodu „nicnierobienia” w tej sprawie. I dalej bajdurzy o zniszczeniu przez Tuska i Żurka praworządności. W tej orwellowskiej metodzie tkwi z maniakalnym uporem, w mylnym przekonaniu, że elektoratowi PiS to wystarczy. Wystarczy betonowemu, właśnie tym góra 20 procentom, a to za mało, by przewodzić prawicy.

Tymczasem regulacja obrotu kryptowalutami to jeden z warunków bezpieczeństwa państwa i obywateli, ktokolwiek aktualnie rządzi. Państwa, bo jak już wiadomo, w Zondacrypto buszowali oszuści, złodzieje i obce służby. Obywateli, bo choć ryzyko zaciągali na własną odpowiedzialność, to państwo musi ustalić, jak doszło do ich okradzenia, zidentyfikować złoczyńców i oddać ich w ręce wymiaru sprawiedliwości, o ile będzie to możliwe, bo jak słyszymy, założyciel biznesu zaginął, a jego następca zbiegł do Izraela. Swoją drogą, skąd pewność, że jest obywatelem tego państwa, wobec czego może spać spokojnie?

Nigdy nie ciągnęło mnie do kryptowalut. Wystarczyły mi dochody z tytułu wykonywania mojego zawodu. Nie odczuwałem potrzeby ich pomnażania. Nie byłem przyciśnięty okolicznościami życiowymi do szukania dodatkowych pieniędzy. Nie imponowały mi historie o fortunach zbijanych w kasynach czy w zakamarkach Internetu.

Niemniej nie można przechodzić obojętnie nad takimi wynaturzeniami jak Zonda. Nie można machać ręką na szalbierstwa p. Piesiewicza i jemu podobnych. Ani na desperackie próby odwracania kota do góry ogonem przez przybocznych prezydenta. To nie jest „wina Tuska”, lecz próba wrabiania jego rządu i przykrycia odpowiedzialności Nawrockiego za wetowanie.

Politycznie rzecz traktując, to nic nowego. Stały schemat walki prawicy z rządem Tuska. Właśnie przegrali w Sejmie wpisujące się w ten schemat wnioski o wotum braku zaufania do minister zdrowia i minister klimatu. A już cieszyli się z rozpadu koalicji na tym tle.

Przywykamy zbyt łatwo do niszczenia debaty parlamentarnej przez politycznych chuliganów na prawicy. Po co przyprowadzać do Sejmu młodzież, by przyglądała się takim rozrabiakom? I głuchemu telefonowi, bo do tego dochodzi podczas występów tych aktorów ze spalonego teatru: każdy gra swoją płytę, robi się kocia muzyka, a publika patrzy osłupiała i nic nie rozumie. To ma być „świątynia demokracji”?!

W sondażach KO wraz z Nową Lewicą bliskie są samodzielnych rządów, bez PSL i Pl2050. Afera Zondacrypto – co za cwany tupet połączyć tę szemraną giełdę z PKOl-em pod patronatem JPII – wywróci prędzej PiS niż KO. Pod latarnią bywa najciemniej, ale tylko wtedy, gdy nie potrafi się lub nie chce szukać.

Reklama