Cyrk Monty Pythona

Sarah Mullally jest matką dwojga dzieci, nie skończyła Oksfordu, lecz była przez lata pielęgniarką w publicznej służbie zdrowia i odnosiła zawodowe sukcesy, mimo iż boryka się z dysleksją. Do chrześcijaństwa zbliżyła się jako nastolatka; u szczytu kariery świeckiej zapragnęła zmiany i odnalazła się w Kościele Anglii, gdzie przeszła wszystkie szczeble, od zwykłej pastorki po arcybiskupstwo. Na uroczystość objęcia urzędu szła sześć dni piechotą z katedry w Londynie do katedry w Canterbury, jak zwykły pielgrzym, zwykły chrześcijanin. Jakim trzeba być nienawistnikiem, by atakować taką osobę? A jednak i ona stała się obiektem nienawiści w Sieci. I to także w polskiej, gdzie wylała się na nią fala obelg i kpin.

Czym duchowna z Wielkiej Brytanii podpadła akurat Polakom? Bo jest kobietą i anglikanką, reprezentującą chrześcijaństwo wyrosłe z Reformacji. Mizoginizm i trydencka mentalność polskich ultrakatolików to główne powody internetowego linczu. I jeszcze coś: zapiekła niechęć do inności narodowej, kulturowej, religijnej: Żydzi źle, Ukraińcy źle, Niemcy źle, a teraz anglikanie źle. Bo heretycy, schizmatycy, przebierańcy, ,,cyrk Monty Pythona”, lewacy, głupi progresiści. Wszystko źle. Baby przebrały się w sutanny i zrobiły z Kościoła kuźnię feminizmu.

A że papież Leon nazywa ją ,,drogą siostrą”, a na uroczystość objęcia przez nią urzędu arcybiskupa Canterbury, prymasa Anglii i honorowego zwierzchnika światowego anglikanizmu. przybyła brytyjska rodzina królewska, to też żadne mecyje, tylko rytuały schodzącej ze sceny elity. Zmowa elit, ulubione hasło bojowe populistów wszelkiej maści.

Polityka krajowa i międzynarodowa jest w kiepskiej formie, ale nie łudźmy się: także na odcinku religijnym i duchowym nie ma od niej wytchnienia. Technologie komunikacyjne nie służą dialogowi, lecz robieniu kasy na wszelkiego rodzaju kontrowersjach. Reformacja była buntem przeciw korupcji w Kościele zachodnim. Anglikanizm zrodził się w konkretnej sytuacji historycznej i politycznej. Król angielski Henryk VIII nakazał zerwanie z Rzymem, by móc sobie wziąć nową żonę, czyli kierował się interesem prywatnym. Próby restauracji katolicyzmu jako religii państwowej nie powiodły się.

Zastąpienie go Kościołem Anglii kosztowały mnóstwo krwi, prześladowań i cierpień. Ale to wszystko działo się w XVI wieku. Dziś anglikanizm wciąż ma skrzydło konserwatywne – sprzeciwiające się ordynacji kobiet na duchownych i biskupów – lecz ton nadaje orientacja postępowa. Historia anglikanizmu jest odbiciem wyzwań i dylematów typowych dla czasów nowożytnych, epoki Oświecenia, rewolucji francuskiej, idei praw człowieka i obywatela, pokłosia dwu wojen światowych, jesieni narodów w dawnym bloku sowieckim, ,,końca historii” ogłoszonego przez Fukuyamę i zderzenia cywilizacji przepowiedzianego przez Huntingtona, a w końcu zmagań demokracji liberalnej z trupizmem, które trwają teraz.

Anglikanizm, tak jak inne nurty chrześcijaństwa, od prawosławia przez katolicyzm po fundamentalistów w Ameryce i Europie, próbuje odnaleźć swoje miejsce w tej płynnej, proteuszowej rzeczywistości z różnymi skutkami. Wszystkie te nurty są raczej w defensywie, tak jak sama idea liberalna w polityce, społeczeństwie i gospodarce.

Niektórzy wieszczą nadejście epoki ,,post-sekularnej”, powrót do religijnych i duchowych wartości jako lekarstwa na chaos. Jesteśmy w środku tego wrzenia. Tak jednak, jak marnie idzie Trumpowi zaprowadzanie pokoju drogą siły, również w dziedzinie religijnej gorzkie rozczarowanie czeka tych, którzy chcą przywrócić siłą prymat religii w świecie zachodnim. To byłby prawdziwy cyrk Monty Pythona.

Reklama