9/11: prawdziwy koniec American Dream

W dniu ataku Osamy na USA wszyscy byliśmy Amerykanami, nawet Rosjanie, a co dopiero my, Polacy, wychowani na micie the American Dream. Tamtego dnia pracowałem już w „Polityce” i mieszkałem służbowo w Warszawie. Zadzwoniono do mnie z TVN, bym pomógł im relacjonować, co się dzieje. Retransmitowali na żywo CNN. Gdy zawaliła się druga wieża, zgodnym chórem wszyscy dziennikarze powtarzali, że oglądamy prawdziwy koniec XX w. Ale dziś?

Dziś patrzymy na drogę Ameryki od Busha juniora po Trumpa z mieszanymi uczuciami. To, co wtedy dla ludzi Zachodu było zderzeniem cywilizacji zachodniej z muzułmańskim fundamentalizmem nienawidzącym Zachodu, dziś nabiera innych znaczeń. Fundamentalizm Osamy i Państwa Islamskiego został okiełzany, ale wyrósł nowy wróg zachodniej cywilizacji wolności i praw człowieka: Rosja Putina i patriarchy Cyryla i jej piąte kolumny w demokracjach liberalnych.

Wszystko zaczęło się od ataku i odpowiedzi na atak: przepędzenia talibów, wydania wojny terrorowi. A skończyło powrotem talibów do władzy po 25 latach. Warto było? Amerykanie mają tu pierwsze słowo. Ilu z nich broniłoby sensu odwetowych i prewencyjnych ekspedycji zbrojnych Zachodu i USA na Bliskim Wschodzie i w Azji Centralnej po atakach Osamy na Amerykę? Już dorosło całe pokolenie Amerykanów i muzułmanów urodzonych po zawaleniu się wież WTC i części Pentagonu.

Wielu młodych Amerykanów zgłosiło się do wojska, by pomścić ofiary ataku i powstrzymać pochód dżihadu przez świat. Wielu zginęło lub doznało trwałego kalectwa na wojnach w Iraku i Afganistanie. Co czuli, patrząc na ewakuację Amerykanów i Afgańczyków z nimi współpracujących z Kabulu? Starszym mogły się przypomnieć sceny ucieczki Amerykanów z Sajgonu, kończące klęską wojnę w Wietnamie, tak jak klęską zakończyła się wojna z talibami.

Oczywiście reakcja na ataki 11 września była nieunikniona, ale czy głęboko przemyślana w sensie implikacji dalekosiężnych? Bo wprawdzie upadł reżim Saddama, a Afganistan przez długie lata po przepędzeniu mułły Omara i talibów przypominał względnie normalne państwo, choćby w kwestii przywrócenia kobietom i dziewczętom praw obywatelskich, na czele z edukacją i pracą zawodową. Co z tego, kiedy dziś znów wróciło talibskie średniowiecze. Po co zginęli wszyscy, którzy przegnali talibów? Okropnie przygnębiające.

A co sądzić o zaproszeniu do unijnej Brukseli delegacji talibów na rozmowy o ewentualnej readmisji Afgańczyków nieudokumentowanych w UE? To część szerszego planu zaostrzenia zasad przyjmowania imigrantów do Unii, a mnie by się marzyło, by Bruksela zamiast albo przy okazji tych rozmów przypomniała talibom o prawach kobiet. Będą ignorować takie przypomnienia, lecz powinni je usłyszeć wszędzie na Zachodzie. Lecz to tylko dygresja.

Solidarność z Ameryką w tamtych dniach zaraz po atakach była na Zachodzie autentyczna i spontaniczna. Ponad wszelkimi podziałami, na zasadzie empatii. Sceny z Nowego Jorku, Waszyngtonu, Pensylwanii, gdzie roztrzaskał się porwany samolot, który miał wbić się w Kapitol, a plan pokrzyżowali bohatersko pasażerowie – budziły nie tylko przerażenie, ale i refleksję, że „coś pękło, coś się skończyło” w polityce światowej. Czas empatii zwykle mija jednak szybko i nadchodzi czas złych emocji i teorii spiskowych, które mają ogarnąć to, co wówczas było nie do ogarnięcia: jak ten atak w ogóle mógł się zdarzyć? Jak tak mogły zawieść wszelkie służby specjalne? Przecież w najpotężniejszym państwie świata powinny były pierwsze interweniować? Cóż, human error może okazać się silniejszy nawet w USA.

Teorii spiskowych było wiele: antysemicka (że to Mossad), oczywiście, antysystemowa, też oczywiście – że to tajny „rząd światowy” próbuje tak przejąć kontrolę nad Amerykanami. Trudno bowiem zwykłym obywatelom, a także elitom, przyjąć do wiadomości, że to seria zaniechań i zaniedbań na różnych szczeblach machiny państwowej skumulowała się w największej tego rodzaju tragedii w historii Stanów Zjednoczonych. Okazały się i bezbronne, i niezdolne do zapobieżenia śmiercionośnemu spiskowi. Osama wybrał świadomie cele ataku: symbole potęgi finansowej (WTC), militarnej (Pentagon) i ideologicznej (demokracja konstytucyjna). Ale nawet on pewno by nie wymyślił, że ten sam Kapitol, który chciał zetrzeć z powierzchni ziemi, zaatakują pewnego dnia sami Amerykanie pod przewodem Trumpa owładniętego obsesją na punkcie Bidena, który miał mu ukraść zwycięstwo wyborcze. Nic nie pomogą zaklęcia MAGA, jeśli naród zaatakuje wirus samozniszczenia.

Reklama