„Więcej Bismarcka, mniej Hitlera”
Tak streścił linię programową AfD jeden z jej działaczy. To oczywiście zmyłka w reakcji na oskarżenia, że ta nowa siła w niemieckiej polityce kojarzy się przede wszystkim z faszyzmem i nacjonalizmem. Zmyłka polega na dwóch sztuczkach: działacze AfD podkreślają, że są demokratami i dlatego oburza ich, że inne partie odmawiają z nimi rozmowy – a przecież z każdym obywatelem warto i trzeba rozmawiać – oraz na próbie pomniejszania znaczenia epoki Hitlera, bo przecież cóż to jest 12 lat na tle wielowiekowej historii Germanii. Zamiast wciąż się kajać, Niemcy powinni być dumni, że wydali Bismarcka i tylu wielkich poetów i filozofów. Rzecz jasna ciemne strony cesarstwa niemieckiego, choćby w kolonialnej Namibii, czy kulturkampf, walka z katolicyzmem jako ostoją polskości, nie powinny być eksponowane w narodowej pedagogice pod nadzorem AfD.
AfD gotowa jest więc napisać na nowo historię Niemiec tak, aby kolejne pokolenia nie musiały już ślęczeć godzinami nad genezą, rządami i upadkiem nazizmu, a więcej czasu poświęcały wspaniałym rozdziałom historii i kultury narodu niemieckiego. Ten język przypomina lamenty naszej prawicy nad „przemysłem pogardy i wstydu”, którego głównym polem natarcia na patriotycznych Polaków jest rzekomo szantaż moralny zmuszający ich do ciągłego przepraszania za udział w Holokauście i innych zbrodniach na mniejszościach narodowych.
Tak wyobrażają sobie ideolodzy AfD radykalną przebudowę systemu edukacji publicznej i publicznych mediów pod swoimi przyszłymi rządami. W jej ramach zakaże się „sztuki antyniemieckiej” i dotowania instytucji kultury z budżetu państwa oraz niektórych organizacji społecznych działających jak „przemysł pogardy” względem Niemców. Skąd my to znamy? Oczywiście z historii III Rzeszy: punktem zwrotnym polityki kulturalnej hitleryzmu było palenie na stosie książek autorów lewicowych i antynazistowskich oraz osławiona wystawa sztuki „zwyrodniałej” w 1937 r.
Nie twierdzę, że AfD wygrało miażdżąco wybory landowe w Saksonii-Anhalt, bo jest partią neonazistowską udającą demokratyczną. Powodów było wiele. Przypomnijmy jednak, że ten land jest jednym z najmniejszych wśród 16 niemieckich krajów federalnych, najsłabszych ekonomicznie, wyludniającym się, bo młodzi szukają przyszłości w Niemczech zachodnich, a nie postkomunistycznych. Możliwe, że wyborcy głosowali na AfD pod lokalnym przewodem byłego specjalisty od klimatyzacji nie z nostalgii za nazizmem, lecz za złudną, ale jednak stabilizacją czasów NRD i z frustracji, że państwo o nich nie dba, jak kiedyś. Warto jednak pamiętać, że w elicie AfD nostalgia za „Bismarckiem” oznacza gotowość do redefinicji państwa niemieckiego i jego polityki, w tym polityki wschodniej w kierunku odbudowy przyjaznych stosunków z Rosją i wycofania poparcia dla Ukrainy walczącej z agresją Putina.
Gdyby doszli do władzy na szczeblu federalnym, Unia Europejska znalazłaby się w egzystencjalnym zagrożeniu. Co oczywiście cieszy Trumpa, Muska i skrajną prawicę w Europie, ale powinno być dla sił demokratycznych dzwonkiem alarmowym. Szczególnie durna jest euforia nacjonalistów polskich: jeśli AfD jakoś skleci rząd większościowy (brakuje trzech deputowanych, ale mogą ich podebrać z innych partii, np. bolszewizującej Sahry Wagenknecht), to Polsce nie będzie przychylny, gdyż uważają ją za większe zagrożenie niż Rosję!
Na razie AfD Republiką Federalną nie rządzi, tylko jednym, mało znaczącym landem. Rządzi nadal kanclerz Merz i koalicja, która ma trzy lata, by się ogarnąć po szoku saksońskim. Szok jest wielki i szeroko komentowany poza Niemcami, bo dotyczy sprawy zasadniczej: zmagań ze skrajną prawicą, która wszędzie manipuluje emocjami patriotycznymi i antyimigranckimi, poczuciem dumy, godności i tożsamości narodowej. Dokładnie tak jak nacjonaliści w Polsce. Nie dość zintegrowana Unia, borykająca się z Trumpem, Rosją i Chinami jednocześnie, naprawdę jest w potrzebie.
Teraz Bruksela i inne unijne stolice, w tym Warszawa, w tym wyzwaniu mogą się jednak doszukać także elementu pozytywnego: będą gromadziły doświadczenia w polityce niemieckiej, która jako pierwsza w pierwszej lidze unijnej będzie się uczyła, jak sobie radzić z nacjonalpopulistami u władzy.jest też drugi prawdopodobny bonus: mobilizacja sił nieprawicowych do wyborów za trzy lata. Mówiąc symbolicznie, szok saksoński polega na tym, że pierwszy raz od zakończenia sprowokowanej przez Hitlera wojny światowej etyczne hasło „Nigdy więcej!” nie zadziałało.
Komentarze
Ciekaw jestem radości Mencena z małego zwycięstwa jego brunatnych kolegów w Saksonii Anhalt. Z tego co wiem druga noga Konfederastii – ta Bosska wcale nie podskakuje z uciechy. No i co na to Brałn?
Przywołuję ich tutaj bo zawsze mnie bawiły wszelkie ,,międzynarodówki” czy sojusze nacjonalistów. W końcu wszyscy on mają swoje mapy Wielkich Polsk, Niemiec, Węgier czy Serbii i co zabawniejsze częstokroć one na siebie zachodzą. Koledzy Mencena wcale a wcale nie są pod tym względem pozbawieni wyobraźni. Tak geograficznej jak i historycznej. Przed II WŚ też nie brakowało miłośników rysowania SWOICH map…
Sabat trepów nad Łabą. Co naprawdę oznacza tąpnięcie w Saksonii-Anhalt?
Wyniki wyborów regionalnych w Saksonii-Anhalt to już nie jest zwykły dzwonek alarmowy dla Europy. To potężne, strukturalne tąpnięcie. Zdobycie przez Alternatywę dla Niemiec (AfD) blisko 44 procent głosów stawia nas przed zupełnie nową rzeczywistością. U naszych granic wyrasta potężna, prorosyjska i jawnie antyunijna siła. Obserwując reakcje, jakie to wydarzenie wywołało nad Wisłą i w całym regionie, trudno uciec od wrażenia, że oglądamy swoisty geopolityczny „sabat trepów”. To rzeczywistość, w której głębokie procesy tektoniczne zostają natychmiast wtłoczone w ramy powszechnej degradacji stylu, formy i języka współczesnej dyplomacji. Co kluczowe, te same fakty i ostre wypowiedzi bywają dziś interpretowane skrajnie różnie, zależnie od politycznego punktu siedzenia.
Przede wszystkim wynik zza Odry niesie za sobą fundamentalne, dalekosiężne konsekwencje geopolityczne, które wykraczają daleko poza regionalną politykę Berlina. Ewentualne współrządzenie lub nawet trwała dominacja AfD we wschodnich landach uderza bezpośrednio w dotychczasową architekturę bezpieczeństwa Europy Środkowo-Wschodniej. Oficjalne postulaty tej formacji – w tym natychmiastowe dążenie do zniesienia sankcji wobec Moskwy, rezygnacja ze wspierania Ukrainy, plany odbudowy nitek Nord Stream oraz renegocjacja strefy Schengen – oznaczają faktyczny demontaż unijnej i transatlantyckiej solidarności. W sensie czysto strategicznym, wygrana AfD buduje polityczny bufor dokładnie na trasie ewentualnego przemieszczania sił sojuszniczych NATO na wschodnią flankę. Jak zauważają analitycy, zgoda na przemarsz zagranicznych wojsk leży w kompetencji władz landowych, co w dobie permanentnej wojny hybrydowej kreuje dla Polski krytyczne ryzyko logistyczne i militarne.
Ta nowa rzeczywistość wywołała natychmiastowe zwarcie informacyjne nad Wisłą. Premier Donald Tusk sformułował twarde ostrzeżenie, stwierdzając na platformie X, że z triumfu prorosyjskiego ugrupowania u naszych granic mogą cieszyć się w Polsce wyłącznie „idioci albo zdrajcy”, wskazując bezpośrednio na środowiska prawicowej opozycji. Intencją szefa rządu było jednoznaczne obnażenie antypolskiego charakteru programu AfD, jednak sama forma komunikatu stała się paliwem do dalszej polaryzacji. Odpowiedź zza Odry nadeszła niemal natychmiast i doskonale zilustrowała współczesne standardy debaty, w której powaga ustępuje miejsca trollingowi. Eurodeputowany AfD, Tomasz Froelich, rzucił pod adresem polskiego premiera krótkie: „Herr Tusk, zjedz Snickersa!”. Ta popkulturowa, ostentacyjna drwina pokazuje, że nowa fala populistów za nic ma dawne protokoły, odpowiadając na geopolityczne zarzuty czystym wizerunkowym szyderstwem.
Zupełnie inaczej te same wyniki czytane są po prawej stronie polskiej sceny, gdzie ton nadaje Krzysztof Bosak. Lider Konfederacji ogłosił rezultat mianem „nokautu” na dotychczasowym niemieckim establishmencie. W optyce tego środowiska klęska chadecji i socjaldemokratów traktowana jest jako upragniony impuls do demontażu unijnej biurokracji oraz polityki Zielonego Ładu. W podobnie jednoznacznym, ofensywnym tonie wypowiedziała się europosłanka Ewa Zajączkowska-Hernik. Wykorzystując swój charakterystyczny, wyrazisty trepiarski styl, z satysfakcją skomentowała tąpnięcie tradycyjnych partii w Niemczech, pytając na platformie X: „DLACZEGO Niemcy głosują właśnie tak?” i sugerując, że wzrost AfD jest bezpośrednim dzieckiem błędów lewicowo-liberalnych elit w Brukseli. Czy to wyraz pragmatycznej kalkulacji, czy może niebezpieczna iluzja, że z rewizjonistyczną formacją można zbudować trwały sojusz – to kwestia pozostająca w Polsce przedmiotem głębokiego sporu.
Do tego wielogłosu dołączają także głosy o charakterze międzynarodowym. Wynik wyborów w Saksonii-Anhalt z nieskrywanym entuzjazmem przyjął były premier Węgier, Viktor Orbán. Lider Fideszu bez wahania ogłosił na platformie X: „Wielka noc dla Niemiec i Europy! Gratulacje dla Alice Weidel i całego AfD za ich miażdżące zwycięstwo (…). Zapnijcie pasy. To dopiero początek!”. Dla Orbána historyczny sukces AfD to kolejny namacalny dowód na pękanie kordonu sanitarnego wokół sił antyestablishmentowych i potężne wzmocnienie jego własnego, alternatywnego frontu w strukturach europejskich.
W tle tych politycznych deklaracji i internetowych pyskówek pojawia się jednak głębszy kryzys autorytetów. Przypadek prof. Andrzeja Nowaka, wybitnego historyka, który wcześniej swoimi wizytami na salonach AfD próbował prowadzić specyficzną „misję edukacyjną”, pokazuje, jak łatwo naukowa powaga zostaje skonsumowana przez bieżący cynizm polityczny radykałów. Dziś, gdy AfD mówi wprost o potrzebie natychmiastowego resetu z Kremlem, dawne próby budowania intelektualnych mostów jawią się w zupełnie innym świetle.
Dzisiejsza debata publiczna w Europie Środkowej rzadko oferuje chłodną i rzetelną analizę przyczyn, dla których miliony wyborców na wschodzie Niemiec masowo uciekają w ramiona skrajności. Zamiast tego dostajemy głównie spektakl – festiwal etykietowania, moralnego wywyższania się i wzajemnych oskarżeń o zdradę. Sabat trepów trwa w najlepsze, a jego uczestnicy wolą bawić się wizerunkowym widowiskiem, nie dostrzegając, że pod tym płaszczykiem zza Odry zaczyna dobiegać bardzo znajomy, twardy i niepokojący tupot.
Nikt i nic nie zdoła wytłumaczyć polskim trepom istniejącego zagrożenia.
Muszą, jak to trepy, musza tego doświadczyć… podobnie jak UK brexitu.
Trep polski ma się dobrze… Froelichy ich nie przerażają.
Dalej chcą podbić Europę – Unię Europejską…
Prymitywne trepy i trepiary nadaja ton … i basują Debilowi II…
A ja tylko skromnie, uprzejmie zapytam o to, czy ta pisowska aktorska gwiazda, a przy tym chwilowa Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego kilkunastodniowego pisowskiego rządu – udawała na sali sejmowej psa, czy też „robiła” za sukę, bo tego nijak nie mogę rozgryźć, chociaż płeć szczekającej, czy też ujadającej (chyba jednak tylko szczekającej) – daje pewną wskazówkę w tej materii, czyli wskazuje na sukę. Nie jestem jednak zoologiem, czy weterynarzem, ani psim behawiorystą.
Pozdrawiam.
Moim celem w dyskusji wcale nie jest przekonanie do prezentowanych poglądów, ale pokazanie innej perspektywy. Zawsze szukam przyczyny, a moje zrozumienie wcale nie oznacza akceptacji. Szukając zrozumienia zbieram dane opierając się na pozycjach takich autorów jak: Huang Yasheng, Robert Lawrence, Jerrold Post, Norman Davis, Timothy Snyder, Thomas Piketty, Kate Raworth, David Landes, czy Dean Hammer. Czy takich postaci jak Fareed Zakaria. A sposób syntezy danych mam wypracowany przez ponad 30 lat mojej pracy zawodowej.
Jeżeli patrzymy na procesy społeczne, to błędem jest nie uwzględniać różnicy w dochodach i majątkach. Trudno jest nie uwzględnić, że 50% społeczeństwa ma ok. 10% całego majątku. A 1% prawie 30%. Trudno nie widzieć luk w systemie podatkowym, które powodują że ci najbogatsi płacą najmniej. Trudno zaprzeczyć, że obecny system ekonomiczny, ma inherentnie wbudowany mechanizm powodujący rozwarstwienie społeczne. I tak naprawdę jedynie postęp powoduje, że nie mamy na świecie powrotu do systemu kastowego. Czytając pozycje w/w autorów dochodzę do konkluzji, że ten nasz cały spór polityczny dotyczy 90% najmniej zamożnego społeczeństwa. Bo ten 10 a w szczególności 1 % nie bardzo obchodzi, kto będzie rządził. Czy się podoba czy nie, obecny niedopracowany system demokratyczny będzie prowadził do tarć społecznych. Pytanie jest tylko, czy wdrożymy w porę odpowiednie rozwiązania, czy zostawimy procesy same sobie, aż sprawę przejmą populiści. A populizm wynika z faktu, że nie mamy demokraci cenzusowej a równościową. I tego już nie zmienimy. Jak patrzę na konfederację Metzena, to widzę słabą kalkę ideologii właścicielskiej XIX epoki. Patrząc na PiS czy szczególnie konfederację Brauna widać pozostałości społeczeństwa stanowego. Ależ przecież jesteśmy społeczeństwem postfeudalnym. Nie dane nam było przejść etapu do demokracji np. typu szwedzkiego, ponieważ mieliśmy po drodze realny sowiecki socjalizm. Patrząc na KO, można postawić piątkę za politykę zagraniczną, finanse publiczne, czy armie. No ale z edukacją, opieką zdrowotną, czy systemem emerytalnym nie wychodzi, nie wychodziło, i nie wyjdzie. I to jest problem.
Nawiązując do wygranej AfD. Wschodnie landy Niemiec, to przecież Prusy. To było bardzo silne państwo, którego elita polityczna została zdekapitowana podczas II wojny światowej. Ale pewna mentalność została.
Nie boję się o przyszłość. Tylko koszty pewnych procesów mogą być większe. I boli jak się to widzi.
Naprawdę daleko mi do Pol Pota, ale jak moje wpisy nie pasują do dyskusji … proszę powiedzieć, nie będziemy się dalej razem męczyć.
@besai
7 września 2026
21:46
Dzisiejsza debata publiczna w Europie Środkowej rzadko oferuje chłodną i rzetelną analizę przyczyn, dla których miliony wyborców na wschodzie Niemiec masowo uciekają w ramiona skrajności.
Przykladem jest chlodna, ale niestety nielogiczna, analiza red. Szuldrzynskiego z Rzepy. https://www.rp.pl/komentarze/art45105331-michal-szuldrzynski-reakcja-donalda-tuska-na-sukces-afd-moze-zaskakiwac-problem-jest-powazny
Sęk w tym, że popularność Alice Weidel, Marine Le Pen czy Giorgii Meloni wynika z wrażenie wielu obywateli, iż dotychczasowe partie centrum – czy to umiarkowana chadecja, czy umiarkowana socjaldemokracja, nie poradziły sobie z rozwiązaniem problemów tych krajów: deindustrializacji, niekontrolowanej migracji, niskiego wzrostu gospodarczego, rosnących nierówności itp.
Hmm… Oprocz moze nierownosci Polska takich problemow nie ma. A mimo to prawica i skrajna prawica maja sie tu tak samo dobrze jak w Sachsen-Anhalt.
Szkoda, że Donald Tusk nie pochylił się nad poważniejszymi kwestiami związanymi z sukcesem wyborczym AfD w Saksonii-Anhalt.
Jak to rozumiec? Bo przeciez w Polsce tych wymienionych problemow nie ma. Czyzby autor polecal Tuskowi zajac sie gospodarka w Sachsen-Anhalt? 😉
Tak to zyczeniowa analiza wynikow w Sachsen-Anhalt zwycieza nad logika 😉
PS. AfD w Sachsen-Anhalt zmobilizowala wielka grupe wyborcow, ktorzy zwykle nie chodzili na wybory (frekwencja wyniosla 78%). A wedlug mnie AfD udalo sie ich pozyskac, bo im wmawiali: „Wam jest zle, a winni sa ci na gorze, imigranci itd.”.
Deustchland erwache – tym razem ta niebrunatna (nichtBraun) część społeczeństwa niemieckiego (mam nadzieję, że większość…) obudzi się i nie będzie dzielić włosa na czworo wobec Braun-zarazy.
Saksonia-Anhalt to mały landzik. Ale zaraza może rozprzestrzenić się na Brandenburgię, a wówczas zostaniemy odcięci od pomocy z NATO, a mini-pakt Ribbentropp-Mołotow zostanie reaktywowany. Przestaję się tym zajmować, bo i tak nie dam rady. Przecież nie mogę zalecić Niemcom, żeby zdelegalizowali AfD, bo i tak jest za późno. Nie mogę nawet wymóc na polskich władzach, aby zdelegalizowały Brauna I Konfederacje
@lalecznik
Cóż, szeroki wachlarz lektur nie zawsze pomaga wyrobić sobie własne zdanie o tak skomplikowanych sprawach, jak procesy społeczno-ekonomiczne. Szukanie winy za naturalne i nieusuwalne zróżnicowanie materialne i statusowe społeczeństwa w warstwie najzamożniejszych kojarzy się z bolszewizmem. Społeczeństwo polskie jest nie tyle postfeudalne, ile postkomunistyczne i obciążone traumami podwójnej okupacji podczas II wojny światowej. W najmłodszym pokoleniu nie kariera materialna jest celem życia, ale swoboda wyboru i robienie ,,beki’’ z autorytetów, kanonów i hierarchii.
Zauwazylem ze w panstwach gdzie zaczyna byc wiecej „uciekinierow” budza sie partie prawicowe, populistyczne.
@otu
Tak jest teraz. Być może istnieje jakiś niewidzialny próg statystyczny, od którego mniejszości przestają być tolerowane, a zaczynają być atakowane pod byle pozorem.
@otu
8 września 2026
9:22
@Adam Szostkiewicz
8 września 2026
10:01
Być może istnieje jakiś niewidzialny próg statystyczny, od którego mniejszości przestają być tolerowane,…
Watpie aby byla jakas objektywna i wyliczalna przyczyna dla takiej postawy. Np. w Polsce w 2015 nie bylo uciekinierow. A PiS wygral wybory miedzy innymi szczujac na nich 🙁
Podczas każdych wyborów w Pl próba sojuszu z faszystami jest wyrażna i odpychająca. Podobno to nazywa się polityka. Ale żaden polski polityk z których każdy jest historykiem, nie chce pamiętać czym skończyło się to kiedyś. Możliwe, że to absolwenci Colegium Tumanum. Może przypomną sobie , że Hitler tam wygrał wybory najpierw.
@ Adam Szostkiewicz
8 września 2026
10:01
@otu
„….Być może istnieje jakiś niewidzialny próg statystyczny, od którego mniejszości przestają być tolerowane, a zaczynają być atakowane pod byle pozorem.”
Tak. Istnieje. Wynosi on ok. 6-10%. Średnio przy 8% najczęściej zaczynają występować problemy etniczne związane z „poczuciem zagrożenia kulturowego” dominującej większości. Oczywiście, jak każda statystyka, tak i ta jest złudna i nie uwzględnia mnóstwa konkretnych uwarunkowań w bardzo konkretnych warunkach społecznych. Co do wyniku wyborów w Niemczech: Doszło do głosu pokolenie, które już nie pamięta jak było źle i jak jest lepiej. Być może w historii jest tak, że kiedy wymierają pokolenia pamiętające ogrom nieszcześć i wmierają ci, które miało kontakt z tamtymi świadkami historii, zaczyna się bieg lemingów ku przepaści. Wygląda na to, że każde społeczeństwo dla swojego oprzytomnienia, raz na jakiś czas musi porządnie dostać w przysłowiową kość. Wtedy na kolejne 3-4 pokolenia społeceństwo mądrzeje. Potem cykl się zamyka i wszystko rozpoczyna od nowa. Kiedy widzimy liczbę zwolenników neofaszyzmu i moSSkiewskiego imperializmu w Polsce, w kraju dotkniętym klęską i potwornościami okupacji, powinniśmy odczuwać znacznie większy dysonans poznawczy, niż po zapoznaniu się z wynikami tych konkretnych wyborów w Niemczech. Ja odczuwam.
AfD jest ruchem protestu wobec trudności dnia codziennego. Partia wypłynęła na kilku tematach. Jeśli partie głównego nurtu zagospodarują te tematy, to racja bytu AfD zniknie. Jeśli będą głuche na lęki własnych obywateli, to będą tracić wyborców.
Sama AfD może próbować wyjść z Euro i z Schengen, tak jak zapowiada oraz objąć czule Rosję. Tyle, że te postulaty znacznie pogorszą jakość życia w Niemczech. Zarówno Hitler (człowiek roku tygodnika Times z 1939r) jak i Bismarck odnosili w pierwszej części swoich rządów sukcesy gospodarcze i polityczne. AfD nie ma na to pomysłu ani sił,
@Adam Szostkiewicz
8 września 2026 10:01
A może spójrzmy inaczej:
Być może istnieje jakiś niewidzialny próg statystyczny, od którego mniejszości przestają być tolerowane bo STAJĄ SIĘ ŹRÓDŁEM PROBLEMÓW i ZAGROŻENIA?
Szwecja, Niemcy, Belgia, Francja notują znaczący wzrost przestępczości tak indywidualnej jak i zorganizowanej. Policja jest bezsilna bo częstokroć są to społeczności hermetyczne a poza tym wymagałoby to od niej działania profilowanego etnicznie a to znowu byłby rasizm a więc…Nieskuteczna polivja – wzrost poczucia zagrożenia – pożywka co raz bardziej radykalnych polityków…
Ktoś wyżej zauważył, że ,,u nas tego nie ma” i ma rację ale Polacy widzący co się dzieje na Zachodzie martwią się na zapas. Partie zachodniego mainstreamu, w ramach politycznej poprawności bardzo długo bagatelizowały problemy stwarzane przez masową emigrację (nie, nie chodziło o ,,polskich hydraulików”) lub zamykały oczy i zaklinały rzeczywistość. Obywatele pozostawieni sami sobie poszli do tych jedynych, którzy ten problem widzieli.
Nie to, że skrajna prawica go rozwiąże ale przynajmniej go widzi a że przy okazji dostaną w pakiecie inne ,,cukierki” – zniszczenie UE, demontaż państwa opiekuńczego i praw pracowniczych, progresji podatkowej i na końcu demokracji. O to akurat będzie łatwiej…
Pelan zgoda. Z wyjatkiem „walki z katolicyzmem jako ostoja polskosci”. Historia jest bardziej skomplikowana. I nie o polskosc chodzilo.
Czy świat można obronić przed prawicowymi populistami?
Wywiad i porady.
David Ost – politolog, autor m.in. książek „Solidarność a polityka antypolityki”, „Klęska Solidarności”.
https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/2355465,1,david-ost-dla-polityki-dobrze-ze-nie-jest-jutro-czy-swiat-mozna-obronic-przed-prawicowymi-populistami.read
Na wstepie D.Ost pisze o swoich marzeniach:
Byłem wielkim entuzjastą idei społeczeństwa obywatelskiego i jednym z pierwszych, którzy o niej pisali. Fascynowała mnie wizja demokracji, która nie opiera się ani na rynku, ani na wszechwładnym państwie, ale na aktywnych obywatelach. Próbowałem opisać doświadczenie Solidarności jako projektu nowej demokracji. Już wtedy jednak pisałem, że ta wizja zderzy się z rzeczywistością państwa.
A na zakonczenie pisze:
W polityce socjaldemokratycznej ludzie zachowują podmiotowość: mogą formułować własne postulaty i uczestniczyć w ich realizacji. … Lewica może ich odzyskać, jeśli potraktuje ich nie jako biernych odbiorców, lecz jako obywateli mających głos.
Tyle, ze to sie ma nijak do jego opisu masy (np. robotniczej). Bo o niej tak pisze:
Robotnicy mówili, że zostali sami. Że nie wiedzą już, kto reprezentuje ich interesy. Nie mogą liczyć ani na państwo, ani na związek zawodowy.
…
Chyba w 1993 r. w Stalowej Woli zobaczyłem plakat zapowiadający spotkanie Mariana Jurczyka. …. Mówił, że wszystko idzie źle, ponieważ Polską rządzą ludzie, którzy zmienili nazwiska – czyli Żydzi. Jurczyk przedstawiał się jako obrońca polskich robotników, używając antysemickiego języka.
W kolejnych latach prawica coraz pewniej budowała własną narrację. Jurczyk, a później Porozumienie Centrum, mówili: „Dawni przywódcy was zdradzili, naród został zdradzony”. Oraz: „Polską nie rządzą prawdziwi Polacy, władzę i własność trzeba oddać narodowi”. W ten sposób gniew, który kiedyś organizowała demokratyczna opozycja, zaczął być organizowany przez nacjonalistyczną prawicę.
Jak dla mnie wnioski narzucaja sie same. „Masa” jest niezdolna do samoorganizacji i potrzebuje „przewodniej sily” (takiej jak faszysci, komunisci, nacjonalisci, populisci itd.). A poniewaz „masa” jest podatna na manipulacje, wiec to funkcjonuje.
Wracajac do marzen D.Osta pytam wiec jak z taka „masa” socjaldemokracja czy lewica ma budowac swiadome i aktywne spoleczenstwo obywatelskie?
Jak dla mnie masa/lud/narod itd. nie jest podmiotowa sila polityczna (niestety!). Nie potrafi na dluzsza mete sie sama zorganizowac czy przynajmniej wyznaczyc swoich przedstawicieli (i przypilnowac aby ich nie zdradzili). Sil, ochoty i wytrwalosci nie wystarcza jej na dluzej, a tylko na krotkie „rewolucyjne” momenty 🙁 I na tych momentach buduje sie wokol masy/ludu/narodu itd. przeliczne mity i marzenia. No coz, pomarzyc mozna 🙁
@mfizyk:
>> deindustrializacji, niekontrolowanej migracji, niskiego wzrostu gospodarczego, rosnących nierówności itp.
Hmm… Oprocz moze nierownosci Polska takich problemow nie ma. A mimo to prawica i skrajna prawica maja sie tu tak samo dobrze jak w Sachsen-Anhalt.
W szczegółach bym polemizował (brak deindustrializacji w Polsce?), w ogólności tak — popularność altprawicy jest mocnym kontrargumentem (IMHO) na większość tez, że popularność jej rodzi się z realnych problemów społeczno-ekonomicznych. Bo dodam, że Konfederacje tworzą raczej ludzie w miarę zamożni i w miarę wykształceni (nawet jeśli nie potrafią się doliczyć podpisów…); a towarzyszy temu duże przyzwolenie na faszyzm w klasie średniej.
Patrząc na partie „prawicowe” Konfederacje czy PiS, czy też tematyczny AfD proszę zauważyć, że główną narracją jest tożsamość. Nawet stosując wobec nich epitety (np. kato-prawica) wypominając brunatne elementy, czy punktując NRDowskie sentymenty AfD, sami odnosimy się do elementów tożsamościowych. Nasza „prawica” ma łatwo ponieważ wykorzystuje stare koleiny tożsamości religijnej i narodowej, zręcznie się pod nie podpinając.
Jaki wniosek. Koncentrowanie się na samym wzroście gospodarczym, podnoszenia poziomu życia, może nie wystarczyć aby wygrywać wybory, ponieważ społeczeństwo przyjmuje że to już w sumie ma. A zatem partie „prawicowe” w swoim przekazie poszły o poziom wyżej. I tutaj bym szukał źródeł znacznego ich poparcia. W swoich podstawowych hasłach przestawiają identyfikację z daną sposobem bycia.
Patrząc na nasz obóz, koalicji 15 października, czy mamy takie elementy tożsamościowe. Nie bardzo. Na pewno nie tak silne i znane jak religia czy naród. Europejskość. OK, ale to dopiero się tworzy. Znaczenie budowania tej tożsamości jest bardzo istotne, bo scala i buduje wspólnotę. My zaczęliśmy ją tworzyć poprzez marsze protestacyjne. To było wspaniałe doświadczenie. Tylko nie zostało należycie pielęgnowane (popatrzcie na Kaczyńskiego i jego miesięcznice). Nie wygramy wyborów jeżeli tej wspólnoty i tożsamości nie odtworzymy.
@PAK4
8 września 2026 18:02
Tu ciekawostka historyczna: NSDAP z początku cieszyła się poparciem najbardziej ekscentrycznego/skrajnego fragmentu elit Bawarii. Jądrem jej była zaś undercalss i zwykłe lumpy – w sam raz do robienia zadym. Władzę zaś dały jej elity KONSERWSTYWNE oraz pozyskanie rolników i bürgerów.
@Slawczan:
> Szwecja, Niemcy, Belgia, Francja notują znaczący wzrost przestępczości tak indywidualnej jak i zorganizowanej.
Masz na to statystyki?
Bo, generalnie, przestępczość na całym Zachodzie spada od dekad — równolegle do coraz większego udziału migrantów w jego ludności. I tak, bywały chwilowe wzrosty (nawet dało się je czasem podpiąć pod jakiś kryzys migracyjny), ale właśnie — chwilowe.
I tak, udział migrantów w tych statystykach jest… różny. W Polsce, na przykład, migranci dokonują mniej przestępstw niż Polacy (podobnie ma być w USA); ale w Niemczech, czy Francji odwrotnie (np. polscy migranci w Niemczech są średnio dwa razy częściej przestępcami, niż rodowici Niemcy). Statystyki dla różnych grup mogą się bardzo różnić — przykładem w Polsce byli Gruzini, bo gruzińska mafia postanowiła dokonać międzynarodowej ekspansji, więc wyjątkowo duży odsetek Gruzinów w Polsce (ale wciąż mniejszość) jest przestępcami.
> Ktoś wyżej zauważył, że ,,u nas tego nie ma”
Tyle, że u nas to było w latach 90-tych. Struktura etniczna od tamtego czasu zmieniła się o tyle, że migantów przybyło.
IMHO, u nas jest bezpiecznie, bo mamy katastrofę demograficzną (przestępstw dokonują głównie młodzi mężczyźni, jeśli jest ich mało, przestępstw też będzie mało; a na dodatek mamy drugi, najwyższy w UE odsetek osadzonych w więzieniach), połączoną ze wzrostem gospodarczym i rekordowo niskom bezrobociem.
@mfizyk:
Na lewicy często spotykam tezę, że jeśli klasa średnia się zjednoczy z klasą ludową, to jest OK — klasa średnia, z lepszym wykształceniem itp. zapewnia kompetencje i często liderów, pozwalając na samoorganizację i wspólne działania. Problem altprawicy opisuje się jako zjednoczenie klasy wyższej z klasą ludową ponad głowami i przeciw klasie średniej. (I jak widzisz ruch MAGA, czy Konfederacje, to tak jest — miliarderzy są OK, ale nauczyciele to już złe elity.) A notuję to, bo to bardzo pasuje do kwestii „samoorganizacji” i potrzeby liderów do kierowania masami.
Figura wroga imigranci.
Nawet jak ich tam nie ma. To kompletnie bez znaczenia. Można włączyć filmik w Internecie i już są. Historia zatacza koło.
Poza tym moim zdaniem specyficzna tęsknota za komuną ludzi którzy byli wtedy dziećmi. Czyli mojego pokolenia. W przypadku Niemiec za NRD. To nie przypadek że to wschodnie landy brązowieją. Krócej mówiąc tesknota za zamordyzmem bo wtedy był wg sporej liczby ludzi ,,porządek,,. Mniejszą wagę bym przykładała do pogorszenia się statusu materialnego. Ludzie oprócz chleba potrzebują idei. Zorganizowania życia. Nie samym chlebem człowiek żyje. Bardzo ciekawe komentarze. Magda
@pak
Polska jest cywilizacyjnie opóźniona od wieków. Zdusiła Reformację, wybrała katolicyzm trydencki, odrzuciła oświeceniową konstytucję majową, oczywiście mowa o elicie szlacheckiej i latyfundystach, bo to ona decydowała o wyborze przyszłości z Zachodem czy z caratem. Dziś z opóźnieniem docierają do nas transpolityczne ruchy typu ,,woke’’, tożsamościowe i klasistowskie. Naturalnie mówimy tu głównie o młodym pokoleniu. Dla niego te kwestie są ważniejsze niż w jakim będą żyli ustroju: demokracji konstytucyjnej czy państwie etno-konfesyjnym. Jeśli głosują, to nie po linii tradycyjnych podziałów partyjnych, bo te są dla nich przeżytkiem. W młodej grupie wiekowej jeśli deklarują się politycznie, to na rzecz skrajnej prawicy, udającej wolnościowych wolnorynkowców, a w rzeczywistości to lobby biznesmenów w średnim wieku, mentalnie maczystów i dewotów, chciwych kasy (trumpizm in action ) i tyle. Im bardzo na rękę jest, że garstka intelektualistów typu prof, Nowaka, daje im ideologiczne wsparcie i legitymację patriotyczną. Razem wydymają naiwną młodzież na całego.
@slawczan
Oczywiście, schemat jest zwykle taki: poparcie drobnomieszczaństwa, lumpenproletariatu, wszelkiego rodzaju ,,antysystemowców’’, a potem część elity kalkuluje, źe się podepnie pod rosnące poparcie dla nacjonalpopulistów i przejmie nad ruchem ,,niezadowolonych i rozczarowanych’’ kontrolę oraz odetnie dla siebie kupony.
@PAK4
9 września 2026
6:32
Na lewicy często spotykam tezę, że jeśli klasa średnia się zjednoczy z klasą ludową, to jest OK — klasa średnia, z lepszym wykształceniem itp. zapewnia kompetencje i często liderów, pozwalając na samoorganizację i wspólne działania.
No wlasnie, z lewicowymi dzialaczami z klasy sredniej jako „przewodnia sila” 😉
Zreszta ten pomysl z „przewodnia sila” jest stary jak Swiat. Populisci go tez znaja. I aktualnie go skuteczne realizuja 🙁
Pomysl „przewodniej sily” (obojetnie czy oswieceniowej, lewicowj, prawicowej, faszystowskiej, merytokratycznej, gospodarczej, finansowej itd.) to wedlug mnie kompletne przeciwienstwo wymarzonego spoleczenstwa obywatelskiego i podmiotowosci wszystkich obywateli.
Czy demokracja moze istniec bez tego mitycznego spoleczenstwa obywatelskiego? Wedlug mnie tak. Ja rozumiem demokracje jako system polityczny, w ktorym indywidualne i grupowe interesy (ktore czesto sa sprzeczne!) sa realizowane przez uczciwe demokratyczne wybory a nie przez „przemoc” (fizyczna, gospodarcza, finansowa, przewage informacyjna).
I niestety tu przy tych koniecznych i uczciwych demokratycznych wyborach zaczynaja sie w praktyce tzw. schody, czyli manipulacje wyborcow 🙁 To jest glowna pieta Achillesa kazdej demokracji. Bo manipulatorzy zawsze znajda skuteczne metody, niezaleznie od ogolnego sredniego poziomu wyksztalcenia (chocby zwykla metoda prob i bledow, a sa jeszcze naukowe metody) 🙁
Fragment z artykułu autorstwa M.Mazzini w GW :
Jeśli te trendy się utrzymają, za rok o tej porze wszystkimi pięcioma największymi gospodarkami Unii Europejskiej mogą rządzić lub współrządzić partie mniej lub bardziej prorosyjskie.
Putin może wygrać więc bez głośnych wystrzałów, „zielonych ludzików” czy tysięcy dronów na europejskim niebie. Wie, że czas gra na jego korzyść.
Te wielkie dyskusje o tożsamości sprowadzają się zawsze do prostackiego schematu: aby istniała religia muszą istnieć wierni , aby istniał naród muszą istnieć kamraci. Ponieważ ilość potencjalnych wyznawców jest ograniczona członkinie muszą rodzić dużo, a kamraci eliminować przeciwników i zabezpieczać Lebensraum. Nigdy inaczej nie będzie, nawet oświecona dyktatura nie jest rozwiązaniem bo znajdzie się powód do zmiany i grupa wyznawców nowej religii. Może kiedyś było trochę lepiej bo środki techniczne były skromniejsze.
A propos imigracji, uchodźców, obcokrajowców … w EU po opublikowaniu raportów z danymi UE za 2015… i innymi raportami niemieckimi…
Reakcja czolowej trepiary Zajhery i próbka komentarzy na fb…
Tak to działa dzień i noc – tak codziennie karmione jest grupa 18-29 lat… i takie nastroje i wybory polityczne… i użytkowników fb…
Ewa Zajączkowska
23 kwietnia
·
Trzeba bić na alarm❗ Liczba imigrantów w UE osiągnęła REKORDOWE 64 miliony❗Tak w praktyce wygląda podmiana populacji, która marzy się lewicy
Raport niemieckiego Centrum Badań i Analiz Migracyjnych RFBerlin pokazuje nam w jak przeogromnej i przerażającej skali imigranci zalewają Unię Europejską – mamy ich już ponad 64 miliony! W zeszłym roku napłynęło ich ponad 2 miliony, a od 2010 roku ponad 24 miliony…
Liderem są Niemcy, gdzie mieszka już ponad 18 milionów migrantów, co stanowi 21,2% populacji! W czołówce jest też Hiszpania, która notuje ostatnio największy wzrost i ma już 9,5 miliona imigrantów. Niestety efekty polityki pro-imigracyjnej rządów Morawieckiego i Tuska są takie, że Polska jest w pierwszej piątce państw, które przyjmują najwięcej cudzoziemców.
Mało tego – autorzy raportu jako imigranta definiują tylko osobę urodzoną poza obecnym krajem zamieszkania! A to oznacza, że te statystyki nie biorą pod uwagę tych wszystkich osób z rodzin imigranckich, które urodziły się już na terenach państw UE i przez brak jakiejkolwiek asymilacji de facto są częścią społeczności imigrantów. W rzeczywistości więc sytuacja jest dużo, dużo gorsza!
Wielka podmiana to nie teoria spiskowa, a proces, który ma miejsce od lat i dowodzą temu twarde dane. Jeżeli się nie obudzimy Europa, jaką znamy, przestanie istnieć. Dlatego nie ma innej drogi niż zaostrzenie polityki migracyjnej! Nielegalna czy legalna, imigracja potrafi być ogromnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa. Musimy obrać kierunek odwrotny do działań rządów Morawieckiego i Tuska.
Zero imigracji z państw muzułmańskich, wizy dla Ukraińców, deportacja za przestępstwo, zero socjalu dla imigrantów i bardzo restrykcyjne stosowanie przepisów – od tego trzeba zacząć! Nie możemy popełnić błędów wielu państw Zachodu, Polska musi być bezpieczna!
————————————————————-
Bozena Pietrzyk
To jest zaplanowana inwazja a nie żadna imigracja! Dlaczego nie mówi się tego wprost!
19 tyg.
Ewa Mi
Bozena Pietrzyk Wymysł kogoś by od środka zniszczyć Europę
19 tyg.
Monika Maciejak
Bozena Pietrzyk to prawda…elity planowały to od lat…
19 tyg.
Marcin Sz
Bozena Pietrzyk zaplanowana przez Syjonistów …
19 tyg.
San Cozur
Wyjście z UE !! Lewactwo trzeba odsunąć od władzy. Tylko
19 tyg.
Dorota Wilk
Jan Ranczo Gadamy czekamy aż zrobi to ktoś za nas zbierajcie podpisy stop.pakt
19 tyg.
Krzysztof CR
San Cozur dokładnie tak, teczowe lewactwo to największe kurestwo dzisiejszego świata
19 tyg.
Jurek Papadimitriu
San Cozur Prawica trzeba usunąć oni rządzą, a wy śpicie na stojąco
19 tyg.
Marcin Szczypka
Oby Polska wybroniła się i była dalej tym w miarę bezpiecznym krajem z myślą przede wszystkim że to jest miejsce dla Nas Polaków
19 tyg.
Katarzyna Slomion
Marcin Szczypka za późno…
19 tyg.
Katarzyna Borowska
Marcin Szczypka już jest za późno. To sie dzieje od lat i tego procesu już się nie odwróci . Nasze córki za 10 lat będą rodziły im dzieci. To im wystarczy .
19 tyg.
Marcin Pieczątkiewicz
Marcin Szczypka Nie wybroni sie z takimi politykami .Jedyne co to zmasowane ataki na te centra sami spierdolą jak sie kilku jeszcze bardziej usmaży. Tak samo trzeba gonić tych co mają flagę niebiesko-żółtą
19 tyg.
Wojciech Nazaruk
Do Gazu z nimi.
19 tyg.
Piotrek Szarm
Wojciech Nazaruk zgłaszam ten wpis do prokuratury, życzę miłej rozprawy w sądzie, pewnie zawiasy dostaniesz, chyba że recydywa to do pierdla:)
19 tyg.
Renata Reuter Sobczak
Jestem za , tylko nic poza gadaniem o tym i pisaniem na FB się w tym temacie nie zmienia.
A Europy z dawnych lat już nie ma i nie będzie.
(…)
Przerażajace trepy… idą po swoje…
@Adam Szostkiewicz:
Piszę o klasach, bo czytając wypowiedzi osób z lewicy, widzę w nich przydatne narzędzie do opisu rzeczywistości. Przynajmniej dopóki nie znajdę lepszego (a mam już do niego zastrzeżenia).
Co do kwestii transpolitycznych ruchów, to trudno mi to komentować. Widzę, że mamy zaległości, ale też że jesteśmy bardzo na bieżąco z amerykańskim życiem politycznym (nazwałbym to popkulturą polityczną USA). Przykładem są choćby Patryk Jaki, czy Janusz Kowalski, którzy naśladowali styl i metody Charliego Kirka, za jego życia. Jeśli dobrze odczytuję idee, które stały za wyborem Nawrockiego na kandydata PiS, to też mieliśmy jedną z najnowocześniejszych kampanii wyborczych, mocno inspirowaną tym, co robili trumpiści rok wcześniej.
Oczywiście, to dotyczy pewnych form, jakie przyjmuje polityka, a nie głębszych nowych idei, ale tych, szczerze mówiąc, nie dostrzegam. Przywołane „woke” to „uważność na przejawy niesprawiedliwości”, czyli istota postawy lewicowej od jej początku, tylko z nowym szyldem, który łatwiej demonizować. Nie potrafię poważnie traktować, czy to „mrocznego oświecenia”, czy duginizmu.
@jacekm
Oczywiście, że taki jest cel Putina, by rękami skrajnej prawicy i nacjonalpopulistów rozwalić UE, bo jak Trump woli bilateralizm niż multilateralizm. Dlatego siły prounijne powinny się sprzymierzyć i koordynować swoje kampanie polityczne, społeczne i wyborcze. Cóż, w obecnym momencie nie idzie z tym dobrze, co widać po AfD i Koalicji 15 X. Naiwne jest jednak moim zdaniem przekonanie, że siły demokratyczne i prounijne powinny posypać głowy popiołem i przepraszać, że istnieją, skoro nie jest dobrze. Żadna rozmowa między typowym wyborcą nacjonalistów a wyborcą demokratów nie jest dziś możliwa. Społeczeństwo rozpadło się i podzieliło trwale, a sprawcom tego stanu rzeczy na prawicy i skrajnej lewicy to pasuje. Dzielili i rządzili, chcą dalej dzielić i rządzić, a nie żadnego dialogu, kompromisu, rzeczowej debaty, dobra wspólnego itd. Sympatyków tych idei uważają za idiotów. Wklejam tu jako przykład słowo pożegnalne prof. Friszkego na pogrzebie A. Wielowieyskiego: to Polski Wielowieyskiego nie chcą fani Mentzena, Brauna czy Nawrockiego. To jest dziś nie tyle główna oś sporu, ile podziału. W przewidywalnej przyszłości nie do usunięcia, co wszystkie litanie do integracji europejskiej w Polsce i gdzie indziej czyni pustosłowiem.
https://www.facebook.com/100015678277052/posts/pfbid02GxqomtMY7VZ7ht1QfddRtMQaWhzosRgTu493BkM3eCC76nLLkJ3kQA7bvFkZUFm9l/?
Trump ogłasza radosna nowinę, że zwycięstwo AfD w Niemczech jest dobrym znakiem i szansą, gdy tylko obejmą rządy, by Niemcy znowu były wielkie…
Niemcy ogłaszają, że Polska jest poletkiem doświadczalnym Putina…
Cyrk czy poważne ostrzeżenie?
Opisywane wydarzenia nie są cyrkiem, lecz poważnym ostrzeżeniem geopolitycznym, które pokazuje, jak gwałtownie zmienia się układ sił w Europie. Wrześniowy sukces wyborczy skrajnie prawicowej partii AfD w Saksonii-Anhalcie oraz reakcje światowych mocarstw bezpośrednio dotykają interesów i bezpieczeństwa Polski.
Dlaczego to poważne ostrzeżenie, a nie cyrk?
Wydarzenia te układają się w spójną całość, która budzi niepokój ekspertów zajmujących się bezpieczeństwem:
Pochwały Donalda Trumpa dla AfD: Prezydent USA Donald Trump oficjalnie pogratulował AfD sukcesu na swojej platformie Truth Social, używając hasła „Make Germany Great Again” (MGGA). Dla Polski i regionu sojusz administracji Trumpa z partią, która jawnie dąży do „normalizacji” stosunków z Rosją, zniesienia sankcji i powrotu do projektów takich jak Nord Stream, jest sygnałem osłabienia spójności NATO.
Polska „poligonem doświadczalnym” Kremla: Teza postawiona przez niemiecki tygodnik Der Spiegel nie jest złośliwością, ale realną analizą zagrożeń. Niemieccy dziennikarze wskazują, że Rosja testuje w Polsce nowoczesną strategię wojny hybrydowej. Jako dowody podają m.in. udowodnione akty sabotażu, cyberataki oraz podpalenia (jak pożar hali przy ul. Marywilskiej w Warszawie). Moskwa uderza w Polskę, ponieważ jesteśmy kluczowym hubem logistycznym wspierającym Ukrainę.
Zagrożenie dla polskiej racji stanu: Sukces prorosyjskiej AfD w Niemczech, połączony z nieprzewidywalną polityką Trumpa i narastającą presją dywersyjną ze strony Putina, stwarza ryzyko politycznego kleszcza. Analitycy Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (PISM) wprost ostrzegają, że ewentualne rządy AfD mogą stwarzać problemy dla bezpieczeństwa Polski, na przykład poprzez próby utrudniania transportów wojskowych NATO.
Choć krzykliwe hasła polityków w mediach społecznościowych mogą przypominać spektakl, realne procesy – czyli destabilizacja polityczna Niemiec, sabotaż w Polsce i zmiana priorytetów USA – to twarda rzeczywistość, na którą polskie służby i dyplomacja muszą reagować z pełną powagą.
O którą to powagę – u nas w republice zdominowanej przez prymitywne trepiarstwo – bardzo trudno, o sprawczości nie wspominając.
@mfizyk:
> No wlasnie, z lewicowymi dzialaczami z klasy sredniej jako „przewodnia sila”
Że lewicowymi to sam dopowiedziałeś 😉 Zresztą, powiedzmy sobie szczerze, że Kaczyński, Mentzen i Braun to też „kompetentna” klasa średnia 😉
Komentarz pod wpisem, to nie jest coś, nad czym myślę cały dzień, ale zdołałem tu przymierzyć ruch Solidarności — na czele robotnik, ale obok zespół kompetentnych doradców „klasośrednich”. To może tak wyglądać. A może wygladać inaczej, bo np. kończyłem na dniach czytać taką dość etyczno-patetyczną książkę Holidaya „Postępuj dobrze tu i teraz”, który brał różne etycznie pozytywne przykłady z życia społeczno-politycznego (anglosaskiego) i podawał też przykład sojuszu działacza gejowskiego ze związkiem zawodowym w Chicago, w czasach, gdy taką współpracę łatwo dało się napiętnować, no bo jak to — pomagać „pedałom”, albo wspierać „roboli”?
Ale — tu zwróciłbym Tobie uwagę na inną rzecz, bo spójrz sobie na obciążenia podatkowe: kto utrzymuje państwa? najbardziej obciążona na całym Zachodzie (z nami włącznie) jest klasa średnia, potem klasa ludowa, a klasa wyższa płaci minimalne podatki. Obie najbardziej obciążone grupy mają interes w tym, by to zmienić — tu więc chodzi o coś więcej niż przewodzenie.
> Zreszta ten pomysl z „przewodnia sila”
Nie chcesz „przwodniej siły”? To mam dla Ciebie smutną wiadomosć — trzeba by wysupłać pieniądze na porządną edukację obywatelską ;D
> I niestety tu przy tych koniecznych i uczciwych demokratycznych wyborach zaczynaja sie w praktyce tzw. schody, czyli manipulacje wyborcow
Widzisz, dominującą myślą lewicy jest wspieranie „mniejszości/słabszych”, przy czym lewica rozumie, że praktycznie każdy jest jakąś „mniejszością/szłabszym”, który miałby interes do załatwienia dla swojego dobra, co przełożyłoby się na dobro ogółu. Jak ci geje i związkowcy w Chicago. Problem z narracją prawicową polega na tym, że ona próbuje zbierać ludzi pod wspólnymi mianownikami, które wykluczają rozwiązywanie praktycznych problemów, tworząc taką mieszanke zatomizowanych jednostek wykrzykujacych szownistyczne hasła. Ale dlaczego nie uczyć się pragmatyzmu? Bo jeśli się umówimy, że ja Tobie pomogę w sprawie A, a Ty mi w B, to nie jest idealizm, tylko pragmatyzm.
@PAK4
10 września 2026
6:42
dominującą myślą lewicy jest wspieranie „mniejszości/słabszych”
Po co mnozyc byty (np. o idealizm czy pragmatyzm)? Dla mnie, aby modelowac/zrozumiec polityczna gre wystarczaja dwa byty.
Po pierwsze interesy indywidualne i grupowe, szeroko rozumiane. Sam podales jeden przyklad Obie najbardziej obciążone grupy mają interes w tym, by to zmienić. Dodam, ze najbogatsi maja interes aby to nie zmienic.
A po drugie potrzeba sprawiedliwosci. Badania pokazuja, ze ona ma podloze genetyczne oraz ewolucyjne. Prawdopodobnie sluzy jako przeciwwaga dla egoizmu zwiazanego z osiaganiem wlasnych interesow.
Wiec wedlug mnie takie „moralnie wyzsze” byty jak altruizm, pomaganie slabszym, solidarnosc, interes nadrzedny, dobro narodu i panstwa itd. niczego w polityce nie tlumacza. Ale sa baaardzo przydatne w walce o interesy (i sprawiedliwosc) 😉
PS. Badania pokazuja, ze ta sprawiedliwosc na podlozu genetyczne oraz ewolucyjne rozni sie od tej idealnej teoretycznie sprawiedliwosci (np. od rownosci). Byly takie badania. Ktos z grupy dostal jakas sume pieniedzy do dowolnego podzialu. Okazalo sie, ze jesli ten dzielacy zostawi sobie troche wiecej niz dostana inni, to to jest ogolnie akceptowane. O ile dobrze pamietam bylo nawet 60:40. Polecam odpowiedz AI na pytanie „czy sprawiedliwosc jest genetycznie zakodowana?”
@PAK4
10 września 2026
6:42
PS2.
trzeba by wysupłać pieniądze na porządną edukację obywatelską
Watpie aby to pomoglo bo zacytuje sam siebie:
„Bo manipulatorzy zawsze znajda skuteczne metody, niezaleznie od ogolnego sredniego poziomu wyksztalcenia (chocby zwykla metoda prob i bledow, a sa jeszcze naukowe metody).”
Wedlug mnie potrzeba by zmniejszyc rozrzut w wyksztalceniu (a nie jego srednia). Wtedy relatywna ilosc podatnych na manipulacje moze nie wystarczac do zdobycie wiekszosci w wyborach. Ale przy ca. 50:50, kiedy liczy sie nawet pojedynczy glos, nawet to nie pomoze 🙁
Dla przypomnienia :Marian Turski
…….nie bądźcie obojętni….
Nie mam odwagi komentować !
https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1940080,1,marian-turski-auschwitz-nie-spadlo-z-nieba-nie-badzcie-obojetni.read?_spring_security_remember_me=true&sso_ticket=BragQCOtzmfwQcTnDbk59_mIV20v9cGngOCn0qGD-2RLp-UzALzqwWXBVuuFNTUCoBonKA0lkPE9CoHm8lu8pYl8jIdz1pDOwaKtQdsvd7dNMwjcm0qRYyl3WVqujwsr
@mfizyk:
Wiesz, największy problem wskazałeś i ja się z nim zgadzam — nie widać w mapie poparcia dla altprawicy związku z realnymi bolączkami; tzn. największe poparcie jest tam, gdzie jest względnie dobrze, a nie tam, gdzie są realne problemy.
Ja to piszę, bo chciałem się zastrzec, że ja widzę problemy, które mogłyby napędzać skrajną prawicę, a przynajmniej na które ma ona „pomysły”. Nadproblemem jest jednak dla mnie to, że wyborcy oczekują, że zmiany odbędą się bez udziału ich pieniędzy. I dlatego mamy odpowiedzi altrightowe, bo one obiecują, że inni za to zapłacą. W przypadku ceł i Trumpa, to pada nawet wprost. I tak wracamy do tej edukacji obywatelskiej, bo ona kosztuje… I kto za to zapłaci?
Co do tego co piszesz o średniej — jasne, ale chyba obaj znamy na tyle cechy statystyczne, bo zamiast mówienia o „zmniejszeniu rozrzutu” (no przecież chyba nie chodzi o samo odchylenie standardowe?), użyć słowa „mediana” 😉 Tak, mediana powinna pójść w górę — trzeba o to dbać.
> [Sprawiedliwość: ] O ile dobrze pamietam bylo nawet 60:40.
Tylko problem polega na tym, że w grze ludzie widzą, ile kto bierze. A w realnym świecie jest to mocno zmitologizowane. Np. niedoceniane są majątki najbogatszych, a przeceniany koszt administracji państwowej. To bardzo po myśli altrightu. I to bardzo powtarza ogólną myśl, od której zacząłem: mapa problemów i mapa poparcia dla altrightu nie pokrywają się.
Czy was chłopcy coś wzięło, szaleju wam ktoś podrzucił … albo nuda zabija i przebodźcowanie … tak „mediana powinna pójść w górę i będzie all right.
Trump obiecał każdemu Amerykaninowi 5000 US$… ten wie jak handlować z wyborcami…
@PAK4
10 września 2026
18:05
Co do tego co piszesz o średniej — jasne, ale chyba obaj znamy na tyle cechy statystyczne, bo zamiast mówienia o „zmniejszeniu rozrzutu” (no przecież chyba nie chodzi o samo odchylenie standardowe?), użyć słowa „mediana” Tak, mediana powinna pójść w górę — trzeba o to dbać.
Mnie chodzilo wlasnie o „odchylenie standardowe”. Mediana i srednia sa dla rozkladow symetrycznych takie same. Ale jak pisalem podnoszenie sredniej czy mediany nie zmniejszy znaczenia podatnych na manipulacje wyborcw na wynik wyborow. A juz z pewnoscia nie krotkoterminowo.
Wedlug mnie zasadniczym celem edukacji powinno byc „podciagniecie” poziomu tej „opoznionej” czesci (czyli lewego skrzydla rozkladu). Czyli zrobienie rozkladu bardzo asymetrycznym. To zmniejszyloby odchylenie standardowe oraz korzystnie przesunelo mediane.
Tylko problem polega na tym, że w grze ludzie widzą, ile kto bierze. A w realnym świecie jest to mocno zmitologizowane.
Tak, brak transparentnosci (jak i np. wyksztalcenia) powoduje nierownosc informatyczna. Ten problem jest znany w ekonomii ale takze w polityce. Aktualnie w teorii gier duzo miejsca zajmuja public goods games z uwzglednieniem nierownosci graczy (np. roznice finansowe). Niestety okazuje sie, ze takie gry nie musza miec rownowagi Nasha. Co chyba uniemozliwia jakiekolwiek „madre” strategie 🙁
Wyjciem moze byc zmiana regul gry. Czyli polityczna ingerencja. Ale do tego trzeba by znowu „wiodacej sily” aby uzyskac wiekszosc dla takich zmian. I tak kolko sie zamyka 🙁
@mfizyk & odchylenie standardowe:
No to się nie zgodzę. Nie chodzi o to, żeby wszyscy równali do średniej — chodzi o to, by „większościowy wyborca” wypadał dobrze.
Miałem doświadczenia ze słuchaniem tych wyborców z dolnej części rozkładu rozumienia polityki, takich co to nie wiedzieli, jak sie nazywa urzędujący prezydent, na przykład. Zawsze będziesz miał takie osoby — nie wierzę by dało się ich „podciągnąć” na tyle, by uczynić rozsądnymi wyborcami. Zresztą sam wiesz, jak działa mediana, i że jest ona niezbyt wrażliwa na skrajne wartości…
W odniesieniu do dzisiejszych Niemiec hasło „więcej Bismarcka niż Hitlera” nabiera zupełnie nowej dynamiki. Staje się ono kluczem do zrozumienia wewnętrznych sporów o niemiecką tożsamość narodową, politykę pamięci oraz rolę Berlina na arenie międzynarodowej.
Obecnie to sformułowanie funkcjonuje w Niemczech w dwóch głównych kontekstach: wewnętrznej walce politycznej prawicy oraz krytyce niemieckiej dyplomacji.
1. Przebudowa polityki pamięci (Strategia AfD)
Najgłośniejszym i najbardziej aktualnym kontekstem tego hasła jest próba zmiany niemieckiej tożsamości historycznej przez prawicową partię Alternatywa dla Niemiec (AfD).
Przełamywanie tabu: Współczesna niemiecka kultura pamięci (Erinnerungskultur) w ogromnym stopniu opiera się na poczuciu winy za zbrodnie III Rzeszy (model Hitlera). AfD oficjalnie dąży do przesunięcia tego punktu ciężkości. Ich hasło wprost brzmi: „Więcej Bismarcka, mniej Hitlera”.
Poszukiwanie „zdrowego patriotyzmu”: Dla niemieckiej prawicy powrót do tradycji Cesarstwa Niemieckiego z czasów Bismarcka (XIX wiek) to sposób na odbudowanie dumy narodowej bez oskarżeń o nazizm. Chcą oni pokazać młodym Niemcom historię sukcesu, jedności i potęgi gospodarczej, odcinając się od katastrofy II wojny światowej.
Krytyka tego podejścia: Przeciwnicy polityczni i środowiska żydowskie alarmują, że taka narracja to próba relatywizowania historii i „wybielania” przeszłości, co godzi w fundamenty powojennych Niemiec.
2. Ocena polityki zagranicznej (Od Merkel do Scholza)
Przez lata analitycy geopolityczni używali figury Bismarcka, aby opisać specyficzny styl rządzenia Berlina w Europie. Gdy mówiono, że współczesna polityka Niemiec ma w sobie „coś z Bismarcka”, podnoszono konkretne argumenty:
Biznesowy pragmatyzm (Realpolitik): Niemcy przez dekady budowały swoją potęgę na handlu, unikając angażowania się w konflikty militarne. Budowanie gazociągów Nord Stream z Rosją (mimo protestów Polski czy USA) było klasyczną, cyniczną grą bismarkowską – przedkładaniem własnego zysku i stabilności nad kwestie moralne.
Niemcy jako „Saturated State” (Państwo nasycone):
Po zjednoczeniu w 1871 roku Bismarck ogłosił, że Niemcy są „nasycone” i nie chcą więcej ziem, a zależy im jedynie na status quo i handlu. Dzisiejsze Niemcy zachowywały się podobnie – jako lider Unii Europejskiej dążyły do stabilizacji i obrony obecnego systemu, a nie do rewolucyjnych zmian.
Rola mediatora: Podobnie jak Bismarck na kongresie berlińskim w 1878 roku, współczesne Niemcy (zwłaszcza za czasów Angeli Merkel) uwielbiały stawiać się w roli „uczciwego pośrednika” w Europie, który zamiast walczyć, woli negocjować i balansować interesy mocarstw.
Dlaczego ten model się załamał?
Dzisiejsze wydarzenia geopolityczne pokazują, że bismarkowskie podejście współczesnych Niemiec poniosło porażkę.
Po inwazji Rosji na Ukrainę Berlin musiał ogłosić tzw. Zeitenwende (zwrot dziejowy). Okazało się, że w XXI wieku nie da się prowadzić polityki zagranicznej wyłącznie metodą Bismarcka – czyli poprzez tajne układy biznesowe z dyktatorami ponad głowami mniejszych państw (takich jak Polska czy Ukraina). Świat zmusił Niemcy do porzucenia wygodnego pragmatyzmu i jednoznacznego opowiedzenia się po stronie wartości demokratycznych i obronności.
W kontekście dzisiejszych Niemiec hasło to jest niebezpieczną grą polityczną i przestarzałą strategią. Na użytek wewnętrzny (AfD) służy do niebezpiecznego redefiniowania historii. Na użytek zewnętrzny (dyplomacja) przypomina o niemieckim egoizmie gospodarczym, który w obliczu kryzysów bezpieczeństwa w Europie okazał się nieskuteczny i archaiczny.
@PAK4
11 września 2026
7:56
No i dlatego nie wierze, ze przez edukacje pozbedziemy sie wplywu manipulatorow na decydujaca czesc wyborcow (szczegolnie przy 50:50 jak aktualnie) 🙁
PS. Mam przyjaciela prof. kardiologii, praktykujacego katolika. Wierzy, ze walka o klimat to „religia” i odrzuca wszystkie naukowe dowody. Bo sa „lewackie” 🙁
Co prawda jest to tylko anegdotyczny przyklad na bezsilnosc edukacji. Ale wcale nie taki rzadki.
@PAK4
11 września 2026
7:56
PS.
Tutaj jeszcze dobry komentarz 😉
https://blog.polityka.pl/chetkowski/2026/09/10/jak-pracowac-z-uczniem-zdolnym-zasada-jest-prosta/#comment-320948
Niemcy realizują obecnie największy plan zbrojeniowy w swojej powojennej historii, rezygnując z wieloletniej polityki zaciskania pasa.
Zgodnie z ramami finansowymi przyjętymi przez rząd federalny, do 2030 roku wydatki obronne Niemiec wzrosną niemal trzykrotnie w porównaniu z 2024 rokiem. Łącznie w latach 2026–2030 Berlin przeznaczy na obronność i kwestie bezpieczeństwa astronomiczną kwotę 783,8 miliarda euro.
Zwiększenie wydatków Niemiec na zbrojenia jest powiązane z planem drastycznego powiększenia armii zawodowej.
Do 2031 roku Bundeswehra chce liczyć 203 000 aktywnych żołnierzy (obecnie ok. 180 tys.) oraz posiadać silną, 860-tysięczną rezerwę.
To generuje potężny wzrost kosztów stałych: pensji, ubezpieczeń i emerytur wojskowych (już teraz same pensje i benefity to blisko 10 miliardów euro rocznie).
Bazy i logistyka: Do końca dekady Niemcy reaktywują 8 dawno opuszczonych baz wojskowych. Środki idą na remonty koszar, poligonów oraz budowę nowoczesnych centrów logistycznych.
@mfizyk:
I nikt nie mówi, że każdy wykształcony i kompetentny będzie od razu sensownie postępował ze wszystkim.
Ale… jest coś takiego jak „efekt zakotwiczenia” (choć tu psycholodzy wiedzą lepiej) — trwasz przy pierwszej wersji jaką poznasz. Tak sobie myślę, że to, że czytałem opracowania popularnonaukowe, które mówiły o statystycznym prawdopodobieństwie pojawienia się pandemii, bardzo ułatwiło mi przyjęcie „naukowej postawy” względem COVIDa; to, że tematyka globalnego ocieplenia gdzieś trafia do mnie od lat 80-tych (choć wtedy TVP pokazywała to jako ciekawostkę naukową raczej), też utrudnia manipulowanie — nikt mi nie wmówi, że to na przykład rzecz nowa, albo że w latach 70-tych wierzono w globalne oziębienie, a to są popularne kłamstwa krążące po sieci.
Ten kardiolog zapewne podobnie nauczył się, że parę prawicowych osób, czy środowisk jest autorytetami. I nie da sobie tego wybić z głowy. To też efekt zakotwiczenia, ale który poszedł po innej linii. Bo, znowu, dla wielu osób z altrightu takim zakotwiczeniem będzie dopasowanie do przekonania o niedobrym państwie (tu mamy brak zaufania odziedziczony po komunie), spaczonych elitach itp.
Prognoza (Bundesbank)
Niemcy w ciągu najbliższych 5 lat unikną katastrofy i głębokiej recesji dzięki wpompowaniu w gospodarkę setek miliardów euro z długu publicznego. Będzie to jednak „podtrzymywanie pacjenta przy życiu”. Kraj do 2030 roku stanie się państwem znacznie bardziej zadłużonym, zmagającym się z wewnętrznym chaosem politycznym, bolesną restrukturyzacją przemysłu i ogromnymi obciążeniami podatkowymi.
@PAK4
12 września 2026
7:19
jest coś takiego jak „efekt zakotwiczenia”.
To moze byc dobry trop. Ale chyba tylko dla „nowincjuszy”. Bo z tym kolega kardiologiem znam sie od liceum (z dodatkowymi zajeciami z fizyki i matematyki). Wiec mielismy tak samo racjonalne „zakotwiczenie”. Moze z ta roznica, ze on byl politycznie bardziej konserwatywny niz ja. A teraz nie moge z nim racjonalnie podyskutowac o klimacie 🙁
Wedlug mnie podatnosc na manipulacje/populizm ma glebsze zrodla (psycholigiczne?). I edukacja sie do nich nie dobierzesz. Moze jakas „terapia”.
PS.
albo że w latach 70-tych wierzono w globalne oziębienie, a to są popularne kłamstwa krążące po sieci.
To nie sa oczywiste klamstwa, tylko manipulacyjne polprawdy. Bo znane sa cykle Milankovicia. Na ich podstawie można prognozować, że temperatura powinna się obniżyć przez najbliższe 60 tysięcy lat o 5 °C. (ha, ha..)
https://pl.wikipedia.org/wiki/Cykle_Milankovicia
@mfizyk:
@Zakotwiczenie kolegi — myślę, że on był zakotwiczony w zaufaniu do swoich autorytetów.
@globalne oziębienie w latach 70-tych — wtedy się pojawił taki głos, też go pamiętam z TVP z lat 80-tych 😉 Natomiast właśnie pamiętam, że to był „głos”, teraz mogę dodać, że lansowany na zasadzie, że skoro mamy tezę A popularną (tj. globalne ocieplenie), to powinniśmy równie lansować kontrhipotezę, nawet jeśli bardzo niewielu badaczy ją popiera. To nie było tak, że była wtedy taka faza w mainstreamie naukowym, a to sugerowano.
W najnowszych ogólnokrajowych sondażach poparcia w Niemczech na prowadzeniu znajduje się prawicowo-populistyczna partia AfD z wynikiem około 27–29%.
Drugie miejsce zajmuje chadecki blok opozycyjny CDU/CSU, uzyskujący około 20–22% głosów.
Prawicowi populiści AfD ugruntowali swoją pozycję lidera w skali całego kraju, wyprzedzając chadecję o kilka punktów procentowych. Partia ta zyskuje głównie na fali bardzo dużego niezadowolenia Niemców z działań obecnego rządu federalnego.
Partie tworzące koalicję rządzącą mają obecnie zbyt małe poparcie, by wspólnie utrzymać większość parlamentarną.
@besai
12 września 2026
18:22
Konia za lepszy rzad!
Gombrowicz w swoim czasie napisał:
„Niemiec jest niewolnikiem Niemców. Niemiec jest opanowany przez Niemców. (…)
Wyobraźmy sobie, że zapytam jednego z nich, czy lubi konfitury?
Odpowie twierdząco. Ale gdyby odpowiedział przecząco, byłoby to samo…
Gdyż jego potrzeby, gusta, smaki, są wynikiem jego uzależnienia od innych Niemców, konsekwencją tej figury, jaką oni, wszyscy razem, w danym czasie stanowią. Między sobą zmieniają sobie smak”.
@besai
13 września 2026
20:58
Na mozliwy bezprawny rzad AfD w Sachsen-Anhalt polecam „Das Grundgesetz”, Art. 37. zamiast Gombrowicza.
https://www.gesetze-im-internet.de/gg/art_37.html
Eksperci i politolodzy zwracają jednak uwagę, że publiczne grożenie przymusem federalnym niesie za sobą spore ryzyko polityczne i paliwo dla populistów.
Narracja o „dyktacie Berlina”: Radykalne partie mogą łatwo wykorzystać te groźby w swojej propagandzie. Będą przekonywać wschodnioniemieckich wyborców, że elity z zachodu kraju nie szanują ich demokratycznego głosu i chcą wprowadzić rządy komisaryczne.
Zacieranie granic prawnych: Przymus federalny to środek ostateczny (Ultima Ratio) na wypadek twardego łamania prawa, a nie narzędzie do rozwiązywania konfliktów politycznych czy blokowania nielubianych ustaw. Zbyt wczesne straszenie tym przepisem może zostać odebrane jako próba podważenia autonomii landów wpisanej w niemiecki federalizm.
Eksperci i politolodzy zwracają jednak uwagę, że publiczne grożenie przymusem federalnym niesie za sobą spore ryzyko polityczne i paliwo dla populistów.
Egzekwowanie prawa (i to Grundgesetz!) niesie spore ryzyko polityczne?!
Kto to wymyslil? Jakas „bieda AI”?
Lamanie prawa zawsze niesie ryzyko – ale tylko dla tych co je lamia! To jest podstawa panstwa prawa.
1. Polska – członek EU – jest modelowym przykładem skutecznego dryfowania państwa prawa od 2015 roku (a i wcześniej) do demokratury katopolonii pod rządami paranoicznych kanalii – Kurdupla Balbiny, Ziobry, Debila I i Debila Alphonsa … spektakl trwa…
2. Niemcy po 1933 roku przestały być państwem prawa niemal natychmiast po dojściu Adolfa Hitlera do władzy. Proces niszczenia praworządności (czyli zasad, gdzie prawo chroni obywateli, a władza musi go przestrzegać) zajął zaledwie niecałe dwa miesiące. Do końca istnienia Trzeciej Rzeszy w 1945 roku państwo to było całkowitym zaprzeczeniem państwa prawa, stając się tzw. państwem bezprawia lub państwem prerogatywnym, gdzie wola dyktatora stała ponad wszelkimi przepisami.
Kluczowy demontaż systemu prawnego dokonał się na przełomie lutego i marca 1933 roku: 28 lutego 1933 r. został wydany dzień po pożarze parlamentu (Reichstagu), dekret zawiesił podstawowe prawa obywatelskie zapisane w konstytucji. Od tego momentu państwo mogło bezkarnie podsłuchiwać obywateli, przeszukiwać ich domy i aresztować bez wyroku sądu. To formalny koniec państwa prawa.
23 marca 1933 r. weszła w życie Ustawa o pełnomocnictwach i Parlament przekazał Hitlerowi prawo do wydawania ustaw bez zgody posłów, nawet jeśli były one sprzeczne z konstytucją. Podział władzy całkowicie przestał istnieć. Od końca marca 1933 roku prawo przestało być tarczą chroniącą obywatela, a stało się narzędziem terroru w rękach partii nazistowskiej.
Niemieccy sędziowie i prawnicy w zdecydowanej większości nie postawili się Hitlerowi, a wielu z nich aktywnie pomogło w budowie nazistowskiego państwa bezprawia. Zamiast bronić konstytucji, środowisko prawnicze uległo tzw. Gleichschaltung (ujednoliceniu), czyli całkowitemu podporządkowaniu partii nazistowskiej.
Dlaczego?
A Ślepota i tradycja: większość sędziów w 1933 roku była ludźmi o bardzo konserwatywnych, narodowych poglądach. Pamiętali oni czasy Cesarstwa Niemieckiego i nie lubili demokratycznej Republiki Weimarskiej. W Hitlerze widzieli człowieka, który przywróci w kraju „porządek” i zwalczy komunizm.
Dodatkowo niemieccy prawnicy byli wychowani w duchu tzw. pozytywizmu prawniczego. Uważali oni, że prawem jest każda ustawa wydana przez oficjalną władzę, bez względu na to, jak bardzo jest niemoralna.
Skoro dekret o pożarze Reichstagu podpisał legalny prezydent Hindenburg, a ustawę o pełnomocnictwach przegłosował parlament, <sędziowie uznali te przepisy za w pełni legalne i bezdyskusyjne.
B Czystki rasowe i polityczne czyli usuwanie niepokornych. (skąd my to znamy?)
Nieliczni sędziowie i adwokaci, którzy chcieli bronić demokracji, zostali błyskawicznie usunięci. W kwietniu 1933 roku naziści wydali ustawę o „odnowieniu urzędniczego stanu zawodowego”. Na jej mocy z sądów wyrzucono:
– Wszystkich sędziów i prokuratorów pochodzenia żydowskiego.
– Sędziów o poglądach lewicowych lub otwarcie krytycznych wobec NSDAP.
Zastąpiono ich młodymi, lojalnymi wobec partii karierowiczami. Strach przed utratą pracy i emerytury skutecznie uciszył resztę środowiska.
W Polsce to szeroko praktykowano w latach 2015-2023 i mało kto krzyczał faszyści… pożar w burdelu trwa…
C Aktywna współpraca i „twórcza interpretacja” prawa
Sędziowie, którzy zostali na stanowiskach, zaczęli prześcigać się w lojalności wobec Hitlera. Nie tylko bezkrytycznie stosowali nazistowskie dekrety, ale wręcz interpretowali stare, weimarskie przepisy w duchu narodowego socjalizmu.
Powstał Związek Narodowosocjalistycznych Niemieckich Prawników (BNSDJ), a prawnicy masowo zapisywali się do tej organizacji. Jej szef, Hans Frank (późniejszy kat okupowanej Polski), głosił zasadę:
„Prawo to wszystko, co służy narodowi niemieckiemu, a bezprawie to wszystko, co mu szkodzi” – brzmi znajomo (kurduplizm, czarnkizm i inne ideologie trepów)
Wprowadzono nowe przysięgi – sędziowie zamiast na konstytucję zaczęli składać przysięgę na wierność samemu Adolfowi Hitlerowi.
D Ominięcie tradycyjnych sądów (Sądy Specjalne)
Nieliczne próby zachowania niezależności przez tradycyjne sądy spotykały się z furią Hitlera.
Gdy pod koniec 1933 roku Sąd Najwyższy (Reichsgericht) uniewinnił większość komunistów oskarżonych o pożar Reichstagu (skazał tylko van der Lubbego), Hitler uznał, że stare sądy są zbyt powolne i formalne.
W odpowiedzi naziści stworzyli Sądy Specjalne oraz Trybunał Ludowy (Volksgerichtshof).
Były to sądy czysto polityczne, w których sędziami byli fanatyczni naziści.
Nie było tam mowy o uczciwym procesie, a wyroki śmierci sypały się taśmowo za najmniejsze przejawy krytyki Hitlera lub żarty z władzy.
Tyle nieodległa historia … jeszcze żyją nieliczni świadkowie…
Wzorce są… wszystko przed nami…
Władze krajów na pstrych i rozbrykanych koniach jeżdżą w czasach czwartego pokolenie po wielkich kryzysach to „złote okno pogodowe” – idealny moment na ponowne wprowadzenie totalitarnej kontroli.
Dyktatorzy uwielbiają budować swoją legitymizację na micie wielkiej przeszłości. Czwarte pokolenie jest idealnym odbiorcą takich opowieści. Nie pamiętają oni nędzy ani chaosu, który doprowadził do dawnej tragedii. Słyszeli tylko mgliste opowieści o czasach, gdy „był porządek”.
Autorytaryzm informacyjny to nowoczesny model dyktatury, w którym władza kontroluje społeczeństwo nie za pomocą masowej przemocy i strachu (jak Stalin czy Hitler), ale poprzez manipulację informacją, algorytmami i uwagą obywateli.
@besai
Tak to wygląda, komentator ma prawo na tym poprzestać, obòz demokratyczny musi działać.