Silna kruchość

Tym oksymoronem opisała w środę szefowa Komisji Europejskiej obecną kondycję Unii Europejskiej przed Parlamentem Europejskim. Celnie, ale mało odkrywczo, bo przecież wszyscy wiemy, jakie atuty i deficyty ma Unia. Największy atut to prawie pół miliarda jej mieszkańców, największa „kruchość” polega na tym, że funkcjonuje w niebezpiecznym świecie: za wschodnią granicą toczy się wojna, za Atlantykiem rządzi antyunijny Trump, na południu przemytnicy migrantów wciąż uprawiają swój proceder, a na Bliskim Wschodzie wojna za wojną.

Do tego ekspansja ekonomiczna Chin, „wojna kognitywna” prowadzona coraz intensywniej przez Rosję ze wsparciem prorosyjskiej V kolumny wewnątrz Unii. Właściwie to cud, że Unia mimo to działa, nie rozpada się i nie kapituluje, tylko snuje plany na przyszłość, reagując na te wszystkie niebłahe wyzwania plus te najnowsze, na czele z AI i ochroną dzieci przed komórkozą. Z latami staję się coraz bardziej sympatykiem idei europejskiej: pokój nie przez siłę, tylko przez współpracę. Nie przez niszczenie, tylko przez budowanie na tym ogromnym potencjale, jaki ma Unia, a my wraz z nią.

W polskich mediach wybijano dziś w relacjach o orędziu VDL zapowiedź, że trzeba stworzyć na użytek zewnętrznego bezpieczeństwa Unii jakiś odpowiednik art. 4 traktatu o NATO: kraj członkowski może apelować do innych państw Sojuszu o pilne konsultacje w razie zagrożenia bezpieczeństwa. Nic dziwnego, że z całego bogactwa tematów orędzia w Polsce akurat ten wzbudził zainteresowanie. Czy za słowami przewodniczącej pójdą czyny, zobaczymy, bo na skrajnej prawicy (Bielan) już słychać, że dublowanie NATO w Unii to słaby pomysł. Ale skrajna prawica, jeśli nie jest jawnie antyunijna i prorosyjska, to zwykle jest trumpowska, a Trump Unii nie lubi bardziej niż NATO, więc jego entuzjaści w Europie zrobią wszystko, by Bruksela nie wdrożyła żadnego z wielu pomysłów przedstawionych przez VDL, w tym tego z artykułem.

Potrzebujemy Unii i bezpieczeństwa. Nie tylko przed Rosją i jej kolaborantami w Europie. Również w dziedzinie energii, walki z ociepleniem klimatu, racjonalnej polityki finansowej, czyli niezadłużania się ponad unijne normy. Gdyby Rosji Putina udało się rozbić Unię, Trump by nie płakał. Media obiegły informacje o urządzeniu luksusowego wesela młodemu Trumpowi na koszt rosyjskiego oligarchy. Chyba nawet nasza skrajna prawica tak otwarcie nie zadaje się z Rosją. Naprawdę, świat wypadł z zawiasów i wszystko, co dawniej nie mieściło się w głowie ludziom przyzwoitym pełniącym misję publiczną, dziś stało się nową normalnością. Rodzina Trumpa korzysta z usług finansowych Rosjanina, a Trump senior wzywa Ukrainę – po myśli Putina – by przestała atakować dronami rosyjskie rafinerie.

Ludzie Putina ostrzegają, że Rosja zniszczy Polskę w dwa, trzy dni, a może nawet kilka minut, bo bombą jądrową. Czemu? Bo minister Sikorski nie bał się publicznie powiedzieć, że gdyby Rosja zaatakowała nasz kraj, tobyśmy ją pogonili. Tu wracamy do traktatu o NATO. Sikorski zakłada, że art. 5 – jeden za wszystkich, wszyscy za jednego w obronie przed agresją – jest aktualny i to daje nam gwarancję bezpieczeństwa. Zakłada też, że polskie siły zbrojne już są tak nowocześnie zorganizowane, wyszkolone i wyposażone, że stawiłyby Rosji skuteczny opór nawet bez odpalenia art. 5.

Takie wypowiedzi naszego wicepremiera drażnią raszystów. Sikorski od dawna jest na kremlowskiej czarnej liście. Jak na szefa dyplomacji nie zawsze bywa dyplomatyczny, ale w porównaniu z Trumpem czy Uszakowem to wciąż niemal mistrz elegancji. Kogo wystawiłaby skrajna prawica na to stanowisko, strach spekulować, a przecież powinniśmy już ostrzegać, że gdyby doszła do władzy, przestawiłaby zwrotnicę na prorosyjską.

Reklama