Nie taki Putin straszny, jak go w Unii malują?

Ze stolicy Indii na marginesie spotkania BRICKS, antyzachodniej koalicji chętnych, Putin przekonywał Europejczyków, że nic im nie grozi ze strony Rosji, chyba że zachodnie elity będą dalej wspierać reżim Zełenskiego, a może nawet wyślą do Ukrainy jakiś kontyngent zbrojny. Wystąpił z czymś w rodzaju orędzia mającego udowodnić, jak wielkim przyjacielem pokoju i współpracy była i jest w Europie Rosja. Rosja zaś zrobiła dla Europy tyle dobrego, a krzywdy żadnej. Tak można kłamać w krajach BRICKS, które historii stosunków Europy z Rosją nie znają, nigdy nie słyszeli o Gułagu, Wielkim Głodzie w Ukrainie, a nawet o Budapeszcie i zmiażdżeniu czołgami Praskiej Wiosny, ale Putin nie mówił tego do globalnego południa, lecz przede wszystkim do Europejczyków, którzy szykują się do wyborów we Francji, Włoszech, Niemczech i w Polsce.

W polskich internetach już krąży ten gołąbek pokoju wypuszczony z Kremla. W istocie nie jest to żaden gołąbek pokoju, bo jak mógłby być w piątym roku agresji Rosji w Ukrainie. Żadnych szans na pokój nie ma, zgodnie twierdzi komentariat, najwyżej na jakieś zamrożenie działań zbrojnych, póki Rosja nie uzupełni ubytków wojennych zadanych jej przez Ukrainę w swoich wojskach, zapasach i w gospodarce. 

Do kłamstw historycznych Kremla dawnośmy przywykli i w naszej części Europy, kiedyś bloku sowieckim, z wyjątkiem Jugosławii i Albanii, tylko kibice Putina mogą w nie wierzyć. Ale Czechom, Słowakom i Węgrom zbrojne interwencje Sowietów po wojnie na zawsze wbiły się w pamięć, jak nam 17 września 1939, zbrodnia katyńska, masowa wywózka Polaków z zajętej przez nich wschodniej części terytorium II RP i zbrodnie stalinowskie. Reżim sowiecki uczynił też ogrom krzywdy własnym obywatelom za panowania Stalina. Więc ta uczciwa część Polaków na Putina się nie nabierze.Nawet gaśnicowy Braun, choć utrzymuje zażyłe stosunki z ambasadą rosyjską w Warszawie, jednak do kwestionowania zbrodni katyńskiej jako zbrodni Sowietów, a nie Niemców, się jeszcze nie posunął, choć na odcinku antysemickim i antyukraińskim dał przykład, że jest zdolny do każdej podłości. 

Z Brukseli nadeszła właśnie informacja, że Braun z poparciem  deputowanych prorosyjskiej skrajnej prawicy zakłócił goszczących w Parlamencie Europejskim rosyjskich dysydentów na temat zbliżających się w Rosji ,,wyborów’’ parlamentarnych, które dla Putina są ważnym miernikiem społecznego poparcia dla jego wojennej awantury w Ukrainie. 

Niestety, Ale rośnie liczba polskich obywateli, którzy – jak część przedwojennych polskich komunistów, wówczas partii niszowej, wspomaganej przez Rosję, którzy po wojnie staną się nową elitą na gruzach Polski sanacyjnej – szczerze lub z przekory pokładają pewne nadzieje w zwrocie polityki polskiej w kierunku wschodnim. Tak jak w postkomunistycznych Bałkanach czy Słowacji, antyzachodnia mowa Putina przyciąga sieroty po komunizmie w jego różnych odmianach. 

I Putin wykorzystał wybory w Saksonii-Anhalt, by ostrzec w Dehli zachodnie elity europejskie, że to właśnie skutek ich antyrosyjskiego kursu: ludzie głosowali na AfD, bo nie popierają wsparcia Zachodu dla Ukrainy, chcą resetu z Rosją i taniej rosyjskiej energii. To sprytne pociągnięcie w stylu dziel i rządź: złe elity pod przewodem antyrosyjskich jastrzębi ignorują problemy  i pokojowe oczekiwania mas ludowych. Elity straszą zagrożeniem rosyjskim, a przecież Rosja nie ma żadnego planu ataku na Europę i nie jest żadnym zagrożeniem dla nikogo. Skoro Putin wygłasza takie uwagi publicznie, to putinowcy wszystkich krajów będą je powtarzać na wiecach skrajnej prawicy i w debatach parlamentarnych pod hasłem: nie taki Putin straszny, jak go malują w Unii Europejskiej. 

Reklama