Nie taki Putin straszny, jak go w Unii malują?
Ze stolicy Indii na marginesie spotkania BRICKS, antyzachodniej koalicji chętnych, Putin przekonywał Europejczyków, że nic im nie grozi ze strony Rosji, chyba że zachodnie elity będą dalej wspierać reżim Zełenskiego, a może nawet wyślą do Ukrainy jakiś kontyngent zbrojny. Wystąpił z czymś w rodzaju orędzia mającego udowodnić, jak wielkim przyjacielem pokoju i współpracy była i jest w Europie Rosja. Rosja zaś zrobiła dla Europy tyle dobrego, a krzywdy żadnej. Tak można kłamać w krajach BRICKS, które historii stosunków Europy z Rosją nie znają, nigdy nie słyszeli o Gułagu, Wielkim Głodzie w Ukrainie, a nawet o Budapeszcie i zmiażdżeniu czołgami Praskiej Wiosny, ale Putin nie mówił tego do globalnego południa, lecz przede wszystkim do Europejczyków, którzy szykują się do wyborów we Francji, Włoszech, Niemczech i w Polsce.
W polskich internetach już krąży ten gołąbek pokoju wypuszczony z Kremla. W istocie nie jest to żaden gołąbek pokoju, bo jak mógłby być w piątym roku agresji Rosji w Ukrainie. Żadnych szans na pokój nie ma, zgodnie twierdzi komentariat, najwyżej na jakieś zamrożenie działań zbrojnych, póki Rosja nie uzupełni ubytków wojennych zadanych jej przez Ukrainę w swoich wojskach, zapasach i w gospodarce.
Do kłamstw historycznych Kremla dawnośmy przywykli i w naszej części Europy, kiedyś bloku sowieckim, z wyjątkiem Jugosławii i Albanii, tylko kibice Putina mogą w nie wierzyć. Ale Czechom, Słowakom i Węgrom zbrojne interwencje Sowietów po wojnie na zawsze wbiły się w pamięć, jak nam 17 września 1939, zbrodnia katyńska, masowa wywózka Polaków z zajętej przez nich wschodniej części terytorium II RP i zbrodnie stalinowskie. Reżim sowiecki uczynił też ogrom krzywdy własnym obywatelom za panowania Stalina. Więc ta uczciwa część Polaków na Putina się nie nabierze.Nawet gaśnicowy Braun, choć utrzymuje zażyłe stosunki z ambasadą rosyjską w Warszawie, jednak do kwestionowania zbrodni katyńskiej jako zbrodni Sowietów, a nie Niemców, się jeszcze nie posunął, choć na odcinku antysemickim i antyukraińskim dał przykład, że jest zdolny do każdej podłości.
Z Brukseli nadeszła właśnie informacja, że Braun z poparciem deputowanych prorosyjskiej skrajnej prawicy zakłócił goszczących w Parlamencie Europejskim rosyjskich dysydentów na temat zbliżających się w Rosji ,,wyborów’’ parlamentarnych, które dla Putina są ważnym miernikiem społecznego poparcia dla jego wojennej awantury w Ukrainie.
Niestety, Ale rośnie liczba polskich obywateli, którzy – jak część przedwojennych polskich komunistów, wówczas partii niszowej, wspomaganej przez Rosję, którzy po wojnie staną się nową elitą na gruzach Polski sanacyjnej – szczerze lub z przekory pokładają pewne nadzieje w zwrocie polityki polskiej w kierunku wschodnim. Tak jak w postkomunistycznych Bałkanach czy Słowacji, antyzachodnia mowa Putina przyciąga sieroty po komunizmie w jego różnych odmianach.
I Putin wykorzystał wybory w Saksonii-Anhalt, by ostrzec w Dehli zachodnie elity europejskie, że to właśnie skutek ich antyrosyjskiego kursu: ludzie głosowali na AfD, bo nie popierają wsparcia Zachodu dla Ukrainy, chcą resetu z Rosją i taniej rosyjskiej energii. To sprytne pociągnięcie w stylu dziel i rządź: złe elity pod przewodem antyrosyjskich jastrzębi ignorują problemy i pokojowe oczekiwania mas ludowych. Elity straszą zagrożeniem rosyjskim, a przecież Rosja nie ma żadnego planu ataku na Europę i nie jest żadnym zagrożeniem dla nikogo. Skoro Putin wygłasza takie uwagi publicznie, to putinowcy wszystkich krajów będą je powtarzać na wiecach skrajnej prawicy i w debatach parlamentarnych pod hasłem: nie taki Putin straszny, jak go malują w Unii Europejskiej.
Komentarze
Powinniśmy pogodzić się z faktem, że nasz stosunek do Rosji jest odmienny od stosunku ludzi Zachodu. Dla nas to jest odwieczny wróg, dla nich państwo może mało sympatyczne, ale posiadające surowce, które pozwoliłyby np w Niemczech obniżyć cenę prądu, nie mówiąc o benzynie. Co innego rodzima V kolumna. Z tą należy rozprawić się bezwzględnie i bez litości
Warto by bylo sprawdzic(ale doglebnie) kto finansuje Brauna i jego partie .Mentzena tez warto przeswietlic.Obie te partie to V kolumna Putina.Panie Siemoniak czas nagli.
Gdy czytałem biografię Tity uderzało mnie podejście jugosłowiańskich komunistów do ZSRR. Bo z jednej strony byli dostatecznie inteligentni i zdystansowani by bardzo trafnie wskazywać jego grzechy; z drugiej… wystarczył gest zachęty by spieszyli z przyjaźnią i poparciem.
Ale, w tej samej biografii uderzyło mnie, że gdy przyszedł rok 1968, to Jugosławia znalazła się w fazie antyradzieckiej i próbowała przekonać do tego zaprzyjaźnione państwa. No i Indie się wyłamały…
Bo Jugosławian jakoś mogę zrozumieć, w końcu byli w „oku cyklonu”, między blokami, potrzebowali wsparcia i bezpieczeństwa. Ale Hindusi byli wolni i niczym nieobciążeni. Cwaniactwo? Resentyment pokolonialny? Nie wiem…
@Pak
Długa historia i skomplikowana, bo tylko w różnych instytutach pamięci historycznej wszystko jest ostatecznie proste do bólu. Indie postbrytyjskie siłą rzeczy budowały swą całkowitą niepodległość w kontekście zaostrzającej się zimnej wojny. Chinom tradycyjnie nie ufały i vice versa, liczna i bogata diaspora indyjska w USA i UK z pewnością nie sympatyzowała z komunizmem czy nawet socjalizmem jako przyszłością tego ogromnego kraju. Między tymi biegunami oscylowała indyjska polityka: antykolonialna i postępowa społecznie w epoce Kongresu Demokratycznego, ale niekonfrontacyjna względem Zachodu. Jugosławia nigdy nie była tak ważnym graczem na scenie globalnej, a Tito nie był ikoną demokracji liberalnej, tylko zasłużonym partyzantem, a jego dzięło rozsypało się jak domek z kart po upadku bloku sowieckiego zamiast stanąć na nogi i rozkwitać. Bo komunizm liberalny przegrał z lokalnymi nacjonalizmami. W Indiach po epoce reformatorskiego Kongresu mamy epokę nacjonalizmu Modiego trochę w stylu Make India a Global Superpower.
@116
No oczywiście i pewno służby mają takie rozeznanie. Ale problem jest polityczny: bez mocnych dowodów ściganie liderów i działaczy tylko napędzi im popularności jako męczennikom reżimu. A wbrew pozorom zabranie dowodów nie jest łatwe, bo mafie umieją się maskować. Im większe poparcie w sondażach, tym problem robi się trudniejszy. Weźmy Niemcy i AfD. Służby definiują ten ruch jako częściowo ekstremistyczny, a Weidel z Chrupallą szykują się do przejęcia władzy w Republice Federalnej. Jest to poniekąd ponura powtórka z historii: naziści przejęli władzę i zlikwidowali liberalną Republikę Weimarską drogą demokratycznych wolnych wyborów. W ten czuły punkt uderzają dziś nacjonaliści w całej Unii: jak demokracja ma się bronić przed jej wrogami wykorzystującymi prawa i swobody dostępne tylko w demokracji? A użyteczni idioci skrajnej prawicy krzywią się na ,,demokrację walczącą’’.
Groźniejsze od Putina jest rosnące zadłużenie państwa. Należy zredukować i zracjonalizować wydatki na obronę zacieśniając współprace z Unią Europejską. I nie jest to zwrot na wschód tylko na zachód. Zwrotem na wschód jest zwrot w stronę Trumpa.
cyt: „Ale rośnie liczba polskich obywateli, którzy – jak część przedwojennych polskich komunistów, wówczas partii niszowej, wspomaganej przez Rosję, którzy po wojnie staną się nową elitą na gruzach Polski sanacyjnej …….”.
„Przedwojenni polscy komuniści” zostali przez Stalina zgładzeni praktycznie w komplecie, uchowały się mniej znaczące niedobitki, o których też nie zapomniano. Przykładem mój sąsiad drzwi w drzwi, przedwojenny łódzki robociarz – komunista. Nie robił kariery, nie wychylał się publicznie, ludzie go szanowali za prawdziwą nie udawaną ideowość. W 1956 uwierzył że „będzie już lepiej” i organizował Rady Robotnicze. Pod zupełnie niepolitycznym pretekstem szafki narzędziowej wypełnionej kradzioną czekoladą trafił na dołek – nawet nie w UB, a w zwykłej komendzie dzielnicowej MO. Kiedy wrócił, ledwo chodził i już nikt nigdy go na żadną choćby ocierającą się o politykę rozmowę nie namówił….
„Nowa elita na gruzach” to były bezwolne marionetki gotowe ze strachu czy dla kariery wykonać każde polecenie z góry.
Współczesny konsensus politologiczny skłania się ku wnioskowi, że kordon sanitarny stał się luksusem czasów stabilnych. W erze głębokiej polaryzacji i rozdrobnienia społecznego izolacja partii cieszących się poparciem milionów wyborców rzadko prowadzi do ich marginalizacji – znacznie częściej wywołuje kryzys legitymizacji całego systemu demokratycznego.
Ocena skuteczności kordonu sanitarnego uległa w ostatnich latach radykalnej zmianie. O ile w latach 90. XX wieku i na początku XXI wieku uważano go za podstawowe narzędzie ochrony demokracji przed ekstremizmem, o tyle dziś większość badaczy (m.in. Cas Mudde, Jan-Werner Müller czy eksperci z unijnych instytutów politologicznych) ocenia go jako strategię wyczerpaną, a często wręcz przeciwskuteczną.
Kraje europejskie mierzą się z tym dylematem od lat, stosując strategie od całkowitej izolacji radykałów po włączanie ich do rządów w nadziei na ich „udomowienie”.
Z różnymi wynikami…
Doświadczenia z państw UE pokazują wyraźny trend: kordony sanitarne w Europie systematycznie słabną. Blokowanie partii posiadających wysokie poparcie społeczne z czasem prowadzi do paraliżu parlamentarnego i kryzysu legitymizacji władzy. Z kolei włączanie ich do koalicji, choć stabilizuje matematykę sejmową, nieuchronnie przesuwa całą scenę polityczną w prawo i legitymizuje hasła, które dawniej uchodziły za margines debaty.
Obecna sytuacja na polskiej scenie politycznej redefiniuje rolę Konfederacji. W najnowszych sondażach z września 2026 roku partia notuje bardzo silne wyniki – w badaniu CBOS Konfederacja osiągnęła 14,8% poparcia, niemal zrównując się z Prawem i Sprawiedliwością (17,5%), podczas gdy samodzielny komitet Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna gromadzi stabilne 6,9% – 7,8%.
Taki układ sił sprawia, że bez głosów środowisk narodowo-wolnościowych utworzenie stabilnego rządu staje się matematycznie niemożliwe.
Oficjalne i kuluarowe strategie dwóch największych partii w Polsce – Koalicji Obywatelskiej (KO) oraz Prawa i Sprawiedliwości (PiS) – wobec Konfederacji diametralnie się różnią. Ze względu na gwałtowny wzrost notowań Konfederacji (sięgający łącznie z Koroną Brauna ponad 20% poparcia w sondażach z drugiej połowy 2026 roku), klasyczny, szczelny kordon sanitarny został przez oba obozy de facto porzucony na rzecz pragmatycznych kalkulacji.
Oficjalna linia KO opiera się na radykalnym odrzuceniu tożsamości ideowej Konfederacji, zwłaszcza w sferze polityki zagranicznej (antyunijność, sceptycyzm wobec Ukrainy) i praw człowieka. KO konsekwentnie buduje wizerunek Konfederacji – a w szczególności Grzegorza Brauna – jako formacji groźnej dla bezpieczeństwa państwa.
Strategia Donalda Tuska zakłada „rozcinanie” Konfederacji. KO kategorycznie wyklucza jakiekolwiek rozmowy z Konfederacją Korony Polskiej. Braun i jego otoczenie są traktowani jako absolutne polityczne tabu i podlegają pełnej izolacji instytucjonalnej (wewnętrzny kordon sanitarny).
Poza kamerami, czołowi politycy KO (m.in. Grzegorz Schetyna) wprost przyznają, że sojusz z gospodarczym skrzydłem Konfederacji (Nowa Nadzieja Sławomira Mentzena) po wyborach 2027 roku nie jest niemożliwy. Strategia KO polega na wysyłaniu sygnałów do przedsiębiorców i wolnościowego elektoratu, że w kwestiach obniżania podatków, deregulacji czy walki z biurokracją KO i Konfederacja mogą znaleźć wspólny język.
Gdyby te trendy poparcia miały się utrzymać – co jest wielka niewiadomą a przebudzenie Polaków możliwe – vide ostatnie wyniki oceny p.o. prezydenta –
to ta strategia KO mogłaby stworzyć techniczną alternatywę blokującą powrót PiS do władzy.
@PAK4
Tito po wojnie organizował obozy koncentracyjne dla przeciwników politycznych, które pod względem stopnia represji szły o lepsze z gułagami. Ludzie o tym wiedzieli i nic nie mówili tylko wielbili Wodza. No i nie wolno zapominać, że Serbowie byli zawsze prorosyjscy, a że mieli inklinację do przemocy, wkrótce pokazali w wojnie domowej
„”Cóż, macie świetnego prezydenta. Był wielkim fanem Trumpa. Był na 12. miejscu, poparłem go, a teraz jest prezydentem i wykonuje fantastyczną pracę. I ma to pod kontrolą” – oświadczył Trump. Odpowiedział w ten sposób na pytanie dziennikarza o wypowiedzi premiera Donalda Tuska o możliwych atakach na Polskę i sojuszników Ukrainy. Trump dodał, że Rosja już atakuje sojuszników Ukrainy „od pięciu lat”.
Tak mówi trep o trepie… obaj znakomicie zorientowani w „polityce” Putina.
Znakomity przykład dzisiejszego wydania polityki mocarstw i kompletnego pionka nieświadomego grozy sytuacji, ubezwłasnowolnionego clowna grającego rolę lidera kiboli „żylety”…
Warto przeczytać… daję końcowy fragment:
”
Minęło 61 dni od zmiany. „Na razie udało mu się powstrzymać spadek notowań”
Burnham [PM], co poniekąd przewidywalne w przypadku centrowej Partii Pracy oraz pragmatycznego polityka obawiającego się skrajnej prawicy, powiela obietnice i narracje dotyczące migracji. W ten sposób zamyka sobie drogę do rzetelnego zmierzenia się ze skrajną prawicą, mechanizmem szukania kozłów ofiarnych oraz wykluczającymi próbami walki z nierównościami – o polityce premiera Wielkiej Brytanii z członkiem brytyjskiej Academy of Social Sciences dla Interii rozmawia Wojciech Łobodziński.
Minęło 61 dni, odkąd Andy Burnham został premierem Wielkiej Brytanii. Na razie udało mu się powstrzymać spadek notowań Partii Pracy w sondażach, stabilizując poparcie na poziomie zbliżonym do Reform UK, czyli około 23%, a także ograniczyć zagrożenie ze strony lewicowej Partii Zielonych, która ma obecnie 13%. Czy to tylko początkowy kredyt zaufania od Brytyjczyków dla „Króla Północy” z Manchesteru, który przybył do Londynu?
(…)
Jednak czy Burnham w ogóle jest w stanie zwalczyć skrajną prawicę na polu gospodarczym poprzez podniesienie poziomu życia? Ludzie mają tendencję do szukania kozłów ofiarnych, ponieważ standard życia w Wielkiej Brytanii spada od czasu globalnego kryzysu finansowego – a to już w zasadzie 18 lat. Realne płace w Wielkiej Brytanii pozostają w stagnacji od kryzysu z 2008 roku, co zdaniem ekspertów oznacza blisko 20 lat „utraconego wzrostu”. Z powodu tak długotrwałego zamrożenia płac brytyjskie gospodarstwa domowe weszły w obecny kryzys kosztów życia z bardzo skromnymi rezerwami finansowymi. Sytuację tę drastycznie pogorszyła rekordowa inflacja z 2022 roku, która doprowadziła do największego od czterdziestu lat spadku realnych dochodów, uderzając najmocniej w najuboższych. Choć sama stopa inflacji wreszcie zaczęła spadać, utrzymujące się wysokie ceny podstawowych towarów oznaczają, że Brytyjczycy będą potrzebowali wielu lat, by powrócić do standardu życia sprzed kryzysu. W tym samym czasie w dyskursie politycznym straszy się, że Polska wkrótce będzie bogatsza od Wielkiej Brytanii.
– Po pierwsze, nawet jeśli nie jest w stanie całkowicie zmienić kursu, musi przynajmniej spróbować, a nie jedynie uwiarygadniać obarczanie winą kozłów ofiarnych. W przeciwnym razie, w miarę pogarszania się warunków materialnych, takie narracje będą jedynie zyskiwać na legitymizacji.
Po drugie, sprzeciw wobec migracji opierał się kiedyś na populistycznej narracji o „pozostawionej w tyle białej klasie robotniczej”. To już nie jest jej główna siła napędowa. To, co widzimy dzisiaj, to nagi rasizm, ksenofobia i twardy etnonacjonalizm: jawny faszyzm, na którego czele stoją mężczyźni wykształceni w elitarnych szkołach prywatnych, którzy nawet nie starają się już tego ukrywać. Być może przegapiliśmy moment, w którym dałoby się przeciwdziałać skrajnej prawicy wyłącznie za pomocą opieki społecznej i inwestycji. Kiedyś to podejście było przekonujące i mogło realnie poprawić warunki życia osób podatnych na radykalizację, zbijając przy okazji argumenty skrajnej prawicy. Teraz jednak skrajna prawica opiera się na teoriach „wielkiego zastąpienia” i pseudonaukowych argumentach rasowych, na które trudno odpowiedzieć narzędziami społeczno-ekonomicznymi, zwłaszcza po tak wielu zmarnowanych szansach.
Niemniej nierówności społeczno-ekonomiczne, które z natury obejmują też nierówności rasowe, muszą zostać rozwiązane. Przez długi czas nie podjęto żadnych starań, by złagodzić kryzys kosztów życia czy cofnąć cięcia w opiece społecznej, prywatyzację, zaniechanie budownictwa komunalnego i niedofinansowanie edukacji. Te trendy należy odwrócić, ponieważ żyjemy w rzeczywistości materialnej. Tymczasem traktujemy mocno ugruntowaną narrację o szukaniu kozłów ofiarnych, jakby to ona była naszą materialną i polityczną rzeczywistością, z czym trzeba walczyć. Cierpią na tym ludzie, a polityka nie powinna być dyktowana wyłącznie chęcią zdobywania głosów.
Jednocześnie wszyscy powoli zaczynają wierzyć, że antyimigranckie hasła wygrywają wybory. Od Warszawy po Londyn, Paryż i Berlin.
– Przekonanie, że postawa antyimigrancka pozwala wygrać wybory, jest w gruncie rzeczy błędne: traktuje całą resztę jako straty uboczne, a do tego wcale nie działa. Potrzebujemy autentycznej poprawy warunków materialnych, choćby jako projektu długoterminowego, ponieważ ludzie potrzebują godności, stabilności oraz środków do życia. Ich zapewnienie powinno być głównym zadaniem rządu, a nie prowadzenie walki wyborczej opartej na fałszywych przesłankach, które jedynie podsycają poczucie rasowej i etnicznej wyższości. Dlatego kluczowe są inwestycje strukturalne. Tymczasem Burnham zabiega o względy centrystów i prawicy, obniżając podatki dla przedsiębiorców, co – nawet przy podwyżkach w innych obszarach – nie wygeneruje zasobów niezbędnych do inwestowania w równość i lepszy standard życia.
Aby skutecznie poradzić sobie z migracją, rząd powinien finansować bezpieczne szlaki i legalne ścieżki migracyjne oraz sprawnie rozpatrywać wnioski i odwołania, zamiast pozostawiać uchodźców i osoby ubiegające się o azyl w długotrwałym zawieszeniu. Powinien także odrzucić model sprywatyzowanego kwaterowania w obskurnych hotelach, a co gorsza, w masowych ośrodkach detencyjnych i deportacyjnych, które są nieludzkie i faszystowskie.
Surowsze środki pociągają za sobą koszty: angażowanie policji do walki z bojówkami pochłania ogromne pieniądze, a same te działania uderzają w najbardziej bezbronnych, czyli tych, którzy naprawdę zostali „pozostawieni w tyle”. Humanitarne inwestycje powinny być czymś oczywistym. Tymczasem cięcia wydatków sprawiły, że życie wszystkich stało się bardziej nieludzkie, a faszyści wykorzystujący narrację o kozłach ofiarnych czynią tę sytuację jeszcze trudniejszą„.
Aaron Winter jest starszym wykładowcą socjologii (Senior Lecturer) na Uniwersytecie Lancaster oraz członkiem (Fellow) brytyjskiej Academy of Social Sciences
Czas faszyzacji… i jego ofiary …
Nie należy pytać, komu bije dzwon, ponieważ dzwon ten bije także dla nas…
@Kalina:
Wiem o tym — Nagą Wyspę widziałem tylko z daleka, ale czytałem książkę o tej historii i wiem, jak Tito potrafił zaprowadzić stalinizm przeciwko stalinistom… Mogę też dodać o mordach ludności cywilinej, w ramach rozliczeń z Włochami, czy Ustaszami, bo to też maluje obraz krwawego dyktatora…
Tyle, że chyba napisałem wyraźnie… Jeśli nie to powtórzę trochę szerzej — „jugosłowiańscy komuniści” dawali wiele razy w swoich wypowiedziach wyraz temu, że rozumieją etyczny upadek komunizmu rosyjskiego, a przynajmniej znaczenia rosyjskiego imperializmu w polityce ZSRR. Wiedzieli i rozumieli. I tak, sprawę można skomplikować, bo „jugosłowiańscy komuniści” to zbiór różnych osób, wywodzących się z różnych tradycji ruchu marksistowskiego, co miało swoje znaczenie… Ale, tu i teraz jest ważne: rozumieli zagrożenie i rozumieli wymiar etyczny.
Rok 1968 — Układ Warszawski wkracza do Czechosłowacji. Stosunek Tity do tematu jest interesowny — on się obawia, że Jugosławia może być następna, więc zależy mu na jak najszerszym potępieniu tego wejścia. Wykorzystuje swoją pozycję międzynarodową*, która jest dużo powyżej znaczenia gospodarczego, czy potencjału ludnościowego Jugosławii, by wystosować wspólną deklarację… Czytałem ponad rok temu, więc już nie pamiętam, czy wykorzystuje konwencję partii socjalistycznych, czy grupę państw niezaangażowanych — tu i tam, Jugosławia ma mocną pozycję i może przygotować propozycję takiej uchwały.
Praktycznei wszyscy są za, ale Indie się wyłamują — nie są gotowe potępić ZSRR za wkroczenie do Czechosłowacji i zdławienie czechosłowackiej niepodległości. Dla mnie to uderzające, bo gdyby Tito postanowił schować sie za innymi w potępieniu bym rozumiał, ale Indie nie miały interesu. Nie znam przyczyny, czy to cynizm i polityka „India First” na dekady przed Modim, czy to resentymenty pokolonialne i Indie nie chcą wystąpić jako sojusznik Anglosasów? Tak, czy inaczej… górnolotnie to może powiem, ale oblewają egzamin z poczucia prawa i etyki w polityce międzynarodowej.
Czytałem to w roku 2025 i miałem w głowie wypowiedzi indyjskich komentatorów, które w wojnie w Ukrainie sympatyzowały z Rosją. Może też dlatego tak zapadło mi to w pamięć, wraz z pytaniem o źródło tej postawy.
*) Jože Pirjevec, autor biografii, stara się ukazać dziedzictwo Tity jako niejednoznaczne, przy czym gdybym miał wskazać, co zapisuje swojemu bohaterowi na plus, to chyba tylko politykę zagraniczną.
@dino77:
Hm… bodaj Bartosz Gajos (jeden z historyków z Centrum Mieroszewskiego, mogę mylić) zwraca uwagę, że polityka Rosji jest stała od przynajmniej XVIII wieku — znaleźć w Polsce grupę polityków, choćby mniejszościową i z marginesu, która jest gotowa współpracować i ją wykorzystać do atakowania polskiej niepodległości. I nie jest ważne, czy tą grupą są konserwatyści z konfederacji targowickiej, czy komuniści z KPP, czy może konfederaci i brauniści dzisiaj.
@lemarc
19 września 2026
13:31
Aaron Winter postuluje, ze w UK jest pozytywna korelacja z faszyzacja spoleczenstwa. W Polsce na odwrot mamy bogacace sie spoleczenstwo i rosnacy faszyzm.
Przypomne, ze korelacje moga byc przypadkowe. I ze korelacje nie sa dowodem.
@PAK
I ma rację. Agresywność i podatność na korupcję to cecha polityków z marginesu społecznego.
Dla Trumpa straszniejsza od Putina jest Unia i Liberałowie.
Otoczony sosem ewangelikalnych fanatyków i żydowską finansierą wpakował świat w olbrzymi kryzys paliwowy. Narzucając Europie 5 procent Pkb liczył na zyski które są realne. Jednak może się nimi udławić. Jego serdeczny przyjaciel z Kremla wieloma rzeczami mu imponuje. Wg ewangelikalnych proroków jest jego sojusznikiem strategicznym. Już raz upokorzył islam. Ruski Lud pobił tatarów ,Turków i obecnie penetruje Afrykę i jest tam przeciwwagą dla Chin. Jak dotąd Putin był pod parasolem Rudego który nie tylko ceremonialnie go wspierał. Kryzys finansowy poszczególnych członków unii to atut dla Trumpa i Putina zarazem. Słabe gospodarki będą słabsze bardzie jeszcze otwierając pole dla faszyzmu i innych skrajności. Na pobojowisku zostaną najsilniejsi i najbardziej odporni. Silna armia i silny dyktator to model znany od wieków.. Liberalizm w jakiejkolwiek formie[ poza finansowym] to wrogowie.
Putin nigdy nie śmierdział liberalizmem. On promuje ruski system i ruską filozofię władzy która urzeka nie tylko Trumpa . KTO SŁABY TEN PADA .. wypisz\ wymaluj to realja wolnego rynku tylko innym językiem napisano.
Obydwaj Putin i Trump czekają na trupa Unii…bo Unia przeszkadza w koncentracji na Amerykańskim Posłannictwie Ewangelikalnym.
Tam na Wschodzie Rośnie zagrożenie.! Narodzi sie Mahdi, zagrozi Jerozolimie i Ewangelikalnym… Wianuszek egzorcystow i magów wokół White House coraz gęściejszy. Ciężko Pracują zaklinacze oraz ezoterycy w propagandzie i kulturze. Ameryka Ratująca Świat i Siły Zła w ostatecznym zwarciu. PUTIN JAK PRZEDSTAWICIEL WSCHODU z Ewangelii . Objawia narodziny Nowego Ładu ..przynosi dary. Myrrę kadzidło i złoto. Świat już wie . Na razie odbywa się tu i ówdzie rzeź niewiniątek.. Tylko brak dobrego rozwiązania. Użycie ekstremalnej siły zniszczy wszystko. Nawet pole golfowe Donalda i inne błogie włości oraz rozkoszne burdele razem z głośną natarczywą reklamą.
@PAK4
19 września 2026
19:27
Miałam kilkoro przyjaciół w Belgradzie w koncu lat 70-ych i pocz. 80-ych ubiegłego wieku. Byla wsród nich bardzo elegancka, starsza pani, córka przedwojennego adwokata, podróżujaca i znajaca jezyki, ale tez homines novi tez podróżujacy i znajacy jezyki. Tito powoli dogorywał, wreszcie zmarl. Nie mogłam nadziwić się stosunku tych ludzi do tego, co działo sie w ich kraju. Wielbili Tite – ok, moze i na to nieco zasłuzył. Ale oni w gruncie rzeczy tkwili w komunizmie, choc przesiadywali w Wiedniu i mieli „kapitalistyczna” mentalność w porównaniu z Polakami, którzy z kolei nienawidzili rezymu PRL-owskiego, ale mentalność mieli jak z piosenki Olgi Lipińskiej (…jasne, ze musi byc kapitalyzm, ale nasz zakład schodzi na psy, zabrac bogatym, domiar dowalić i rozdać ludziom, kto ludzie? My!). No i trzymali sie Rosji, a na USA powiadali, ze to „devil”. Nacjonalizm u nich kwitł i nienawiść do „faszystów”, czyli Chorwatów. Wszystko to objawilo sie z brutalna siłą w czasie wojny domowej. Przyjaciół straciłam, gdyż zastosowano wobec mnie odpowiedzialność zbiorowa za Skubiszewskiego, który uznał niepodległość Chorwacji, i zerwano ze mna stosunki.
@kalina
Dlatego największym złem był i jest nacjonalizm w naszym regionie Europy, zainfekowany trwale panslawizmem, komunizmem i kompleksem na punkcie Zachodu.