Przedtakt Jesieni

69. Warszawska Jesień rozpoczyna się jutro, ale dziś było wydarzenie-prolog. Pod kierownictwem muzycznym dyrektora festiwalu, więc nie wypadało tego zrobić w ramach głównego programu.

Mamy oficjalny Rok Jerzego Giedroycia. Dobrze więc, że Redaktor został w ten sposób uczczony. W Arkadach Kubickiego zasiadła grupa muzyków – czwórka pozostała z Kawalerów Błotnych (Ryszard Latecki, Tadeusz Sudnik, Tadeusz Wielecki i Jerzy Kornowicz) plus Wojciech Błażejczyk, Miłosz Pękala, Rafał Zalech i Paweł Hendrich, a także Marta Bogusławska i Joanna Halszka Sokołowska operujące głosem (przetwarzanym elektronicznie). Do tego trójka aktorów: Masza Wągrocka w niemej roli Archiwistki, siedzącej przy stole i przeglądającej teczki, oraz Maja Kalbarczyk i Tomasz Obiński czytający teksty Giedroycia, ale nie tylko. Stroną reżyserską zajął się Waldemar Raźniak, a doboru tekstów dokonała Beata Bolesławska-Lewandowska.

Grupy improwizujące, składające się z instrumentalistów, ale także kompozytorów, mają u nas swoją tradycję jeszcze od lat 80. zeszłego wieku. Cytula Tyfun Da Bamba Orkiester, później Niezależne Studio Muzyki Elektroakustycznej, to bezpośredni przodkowie Kawalerów Błotnych. Niektóre nazwiska powtarzały się: Tadeusz Sudnik był praktycznie w każdym z tych składów (trzeba jeszcze dodać np. Pociąg Towarowy i Go-Go Beuys; motorem tych wszystkich zespołów był też Krzysztof Knittel, który wystąpi na WJ jutro). Kawalerowie Błotni, których motorem jest z kolei Jerzy Kornowicz, kontynuują tę linię, choć bardziej na poważnie – tamtym poprzednim zespołom zdarzały się inicjatywy bardziej zabawowe. Oni zaś deklarują, że zajmują się czymś w rodzaju hermeneutyki muzycznej.

Jak wiadomo, dobra improwizacja musi być dobrze przygotowana, więc i to, co zaprezentowali dziś, miało swój schemat i plan. Grze i tekstom towarzyszył obraz: częściowo z kamery skierowanej na Archiwistkę, częściowo były to kolaże, m.in. z filmów nakręconych przez Jerzego Kornowicza z wizyty w Maisons-Laffitte. Pojechali tam z Tadeuszem Sudnikiem, który z kolei nagrał sonosferę tego miejsca – nagranie także zostało wykorzystane, a szczególne wrażenie zrobiło na koniec, kiedy te dźwięki zostały same.

Trochę mnie z początku raziła teatralność w odczytywaniu tych tekstów, ale ich charakter, a także pewna abstrakcyjność towarzyszącej warstwy muzycznej, wymusiły z czasem na aktorach pewne wycofanie się z tej sztuczności – i dobrze. Można więc było docenić wagę tych treści, profetyzm myśli Redaktora. Jeszcze w 1953 r. pisał o konieczności sojuszu Polski z wolną Ukrainą, Litwą i Białorusią – dopiero dziś można w pełni docenić dalekowzroczność tego myślenia, wtedy była to jeszcze science-fiction. Warto tę postać przypominać, zwłaszcza młodszym pokoleniom.

Reklama