SV w swojej dzielnicy
To już tradycja: koncerty pasyjne Sinfonii Varsovii w Konkatedrze Matki Bożej Zwycięskiej na Grochowskiej, parę przystanków od remontującej się siedziby orkiestry.
Kościół był wypełniony już na pół godziny przed koncertem – było z pewnością wielu miejscowych melomanów, wychowanych już przez muzycznych sąsiadów, ale też mnóstwo przyjezdnych z miasta. Dodatkową atrakcją jest fakt, że wstęp jest wolny. Programy tych koncertów są zwykle bardzo wysmakowane (układa je Łukasz Strusiński) i w tym roku też tak było, tyle że zmieniono kolejność w stosunku do poprzednio zapowiadanej – początkowo Stabat Mater Pergolesiego miało być okolone utworami dwudziestowiecznymi, co byłoby piękną i oryginalną ramą (sama jestem ciekawa, jak by to zabrzmiało) – ale jednak postanowiono zakończyć zamienić drugi z trzecim utworem, co jest częściowo zrozumiałe: na końcu Stabat Mater jest dobitne i efektowne Amen.
Utwór Takashiego Yoshimatsu and birds are still... powstał w 1998 r., a Fantazja na temat Thomasa Tallisa Ralpha Vaughana Williamsa w 1910 r. (zrewidowana w 1919 r.), ale mimo dzielących ich 90 lat oba utwory mają w sobie coś pokrewnego. Utwór Vaughana Williamsa inicjuje w jego twórczości wpływy impresjonistyczne, ale z całym szacunkiem dla renesansu, czyli Tallisa. Kompozycja Japończyka jest jakby kontynuacją tej łagodniejszej strony XX w.; prawdę mówiąc nie słyszałam w niej zgrzytania dysonansów (o których można było przeczytać w omówieniu), przeciwnie, harmonie są bardzo przyjemne w słuchaniu. Zaś Fantazja jest wzruszającym rozwinięciem jednego z psalmów Tallisa, absolutnie czołowego twórcy w swojej epoce, pokazaniem, że jest ponadczasowy. A przy tym jest też piękną grą z przestrzenią, bo część orkiestry smyczkowej jest wydzielona w drugi zespół i siedzi z tyłu; gra planami tworzy wspaniały efekt.
Koncert prowadził Andrea Di Carlo, znany jako założyciel i szef zespołu muzyki barokowej Mare Nostrum i jako propagator zwłaszcza twórczości Alessandra Stradelli, więc Pergolesi był mu z tego programu najbliższy, choć to nie znaczy, że gorzej się czuł w rzeczach dwudziestowiecznych. Dyryguje bardzo dynamicznie i energicznie. W Stabat Mater solistami byli sopranistka Dorota Szczepańska i kontratenor Rafał Tomkiewicz. Oboje byli świetni, choć on miał mały falstart i parę rozjazdów z zespołem, rozśpiewywał się też czasem. Jak wiadomo, parę części tego utworu może zaskakiwać lekkością, a nawet frywolnością (Quae moerebat et dolebat nazywam zwykle kankanem; tryle tu zawarte mają ilustrować drżenie), ale 26-letni chłopak (pisał niestety w ostatnich miesiącach życia) być może nie miał jeszcze takiego wyczucia nastroju. Ale kilka momentów jest rzeczywiście wzruszających. Na koniec był oczywiście stojak – trudno inaczej.