Wariacje na temat Szekspira

Nowa premiera w Polskiej Operze Królewskiej, The Fairy Queen Henry’ego Purcella, to dość swobodna interpretacja zarówno samego dzieła, jak Snu nocy letniej, do którego ten utwór się odnosi.

Reżyserka Kamila Siwińska ze współpracownikami stworzyła spektakl wielowarstwowy, wdzięczny i dowcipny, w którym użyte zostały rozmaite środki, także nowoczesne – jak projekcje i hologramy. Jako że The Fairy Queen dokładnie się do dzieła Szekspira nie odnosi – jest tzw. maską, czyli uzupełnieniem treści spektaklu – na potrzeby tego spektaklu powstał nowy tekst napisany przez dramaturżkę i librecistkę Małgorzatę Sikorską-Miszczuk, podejmujący parę tematów tej komedii, a przy tym częściowo je uwspółcześniający. W projekcjach (autorstwa reżyserki) również widać raczej współczesny świat, łącznie z panoramą Warszawy. Natomiast kostiumy, zaprojektowane przez Dorotę Kołodyńską, są częściowo aluzją do dawnych strojów – sukni z tiurniurami, które noszą także mężczyźni, ale jedna z głównych postaci tego spektaklu, jaką jest Osioł, jest dość realistyczna. Do tego jeszcze komiczny ruch sceniczny w opracowaniu Jarosława Stańka.

W warstwie mówionej mamy tu dwa „hologramowe” wątki: jeden Tytanii i Oberona, drugi Musztardki i Pajęczynki. Tytania, na skraju rozwodu, przemawia językiem współczesnej feministki i klientki terapeuty, co budzi niesmak Oberona. Musztardka i Pajęczynka to w tej wersji para warszawskich gejów. Kolejnym wątkiem jest aktorski, czyli dwie pary wzięte z Szekspira: Hermia i Lizander oraz Helena i Demetriusz; ich perypetie również wydają się bardzo współczesne.

Wreszcie warstwa muzyczna, czyli najważniejsza. Oczywiście dokonano wyboru, ponieważ tej muzyki jest dużo, ale trochę przebojów, jak Thrice happy lovers czy O let me weep, pozostało – przepięknie zaśpiewała je Małgorzata Trojanowska, prawdziwa gwiazda wieczoru. Ale i reszta była satysfakcjonująca: Iwona Lubowicz, Aneta Łukaszewicz, Aleksander Rewiński, Paweł Michalczuk i Mateusz Kulczyński – ten ostatni w odpowiedzialnej i wyczerpującej roli Osła pojawił się na scenie POK po raz pierwszy. Do tego chór i zespół Capella Regia Polona, z werwą i entuzjazmem wykonujący te wszystkie muzyczne cuda, prowadzeni przez Krzysztofa Garstkę. Szkoda, że będzie teraz jeszcze tylko jedno, niedzielne przedstawienie (w drugiej obsadzie) – ale miejmy nadzieję, że spektakl będzie wracać.

Reklama