SV wreszcie naprawdę u siebie

Jeszcze na zdjęciu będącym ilustracją do mojego artykułu w bieżącym numerze „P”, które na miejscu wykonał nasz fotograf Leszek Zych, widnieje napis „Tu powstaje centrum muzyki”. Już go nie ma – wszystko odsłonięte, można wchodzić swobodnie.

I tak lokalsi robią: przechodzą, podchodzą do budynków, do łąki kwietnej i ustawionej pośrodku makiety akustycznej przyszłej wielkiej sali koncertowej i przypatrują się. Otwarte są: gmach główny dawnego Instytutu Weterynarii, cofnięty nieco od ulicy, oraz dwa pawilony po bokach przy samej ulicy, z których w prawym mieściła się stajnia (a dziś jest to Pawilon Muzyczny), a w lewym, zwanym Pawilonem X – teatr anatomiczny, gdzie studenci oglądali sekcje zwłok zwierząt. W każdym z tych pawilonów jest nawiązanie do przeszłości miejsca: w prawym zawisł żakard autorstwa Pauliny Orzechowskiej Tkanki miękkie, w lewym znajduje się obecnie instalacja Ewy Marii Śmigielskiej i Wojtka Blecharza, w ramach której pod sufitem wisi konstrukcja neonów nawiązujących do zwierzęcych kości, a niewielki materac z gąbki, leżący na podłodze, na którym można się zrelaksować i posłuchać dźwięków, ma kształt blatu słynnego stołu z bolońskiego Teatro Anatomico.

W Pawilonie X jest jeszcze kawiarnia oraz przestrzeń na zajęcia edukacyjne (inne przestrzenie przeznaczone do tego celu są też w głównym gmachu, tzw. Pałacu). W Pawilonie Muzycznym zaś jest niewielka, ale świetna salka koncertowa na 100 miejsc. Tu właśnie nastąpiła uroczysta inauguracja z udziałem prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego, nowej „pani od kultury” w mieście – Magdaleny Sroki (dobrze nam znanej z krakowskiego KBF), przewodniczącej rady miasta Ewy Malinowskiej-Grupińskiej, dyrektora Biura Kultury Artura Jóźwika, ministry kultury Marty Cienkowskiej i oczywiście przeszczęśliwych: dyrektora Sinfonii Varsovii Janusza Marynowskiego oraz architekta Thomasa Puchera. A zespół Sinfonia Varsovia Brass zagrał Sen o Warszawie Niemena. Przyznam, że się wzruszyłam.

Szokujące nader pozytywnie jest, że choć ten pawilon stoi przy samej ruchliwej i głośnej przecież ulicy, żadnych odgłosów z zewnątrz nie słychać! A to dzięki wspaniałej izolacji akustycznej i potrójnym oknom z pięcioma (!) szybami. Co jeszcze ogromnie cieszy: że choć koncertów symfonicznych nie da się tu robić, to gdy usunie się krzesła, orkiestra będzie mogła się rozstawić i robić normalne próby – miejsca jest dość. Wreszcie będzie miała porządne warunki akustyczne zamiast sali prób w betonowym pudle w budynku z boku terenu. Oba współczesne budynki po bokach (w tym po drugiej stronie znajdowały się biura SV) zostaną zburzone.

Podobna izolacja akustyczna jest w bardzo jednak pomniejszonej Auli w Pałacu; właśnie dlatego pomniejszonej, że sala jest „pudełkiem w pudełku”: na górze sprężyny, na dole gąbka, podwójne ściany. Tak się buduje sale w dzisiejszej dobie – i NOSPR, i NFM są takie, i przyszła duża sala SV też ma taka być.

Jeszcze więcej przedstawicieli miasta i wielu krajowych instytucji muzycznych odwiedziło Grochowską 272 pod wieczór na koncercie orkiestry – oczywiście w namiocie, nagłośnionej. Ale dokładnie w tym miejscu już zaniedługo – po Szalonych Dniach Muzyki – zostanie wbita pierwsza łopata pod budowę właściwej sali. Na razie usłyszeliśmy część programu jutrzejszego koncertu Level Up! – Orawę Kilara i Wariacje na temat Purcella Brittena. Potem był bankiet w pięknie odnowionym Pałacu i znów możliwość zwiedzania. Wieczorem jeszcze lepiej widać na podświetlonych plafonach fragmenty obrazu Tymka Borowskiego zawieszonego w Auli pt. Portret Sinfonii Varsovii. Jest to abstrakcyjna impresja, którą autor stworzył po rozmowach z ludźmi z kręgu orkiestry (wyznam, że i ja się w tej grupie znalazłam), w pewnej inspiracji jednym z obrazów Jacksona Pollocka (ale jeszcze sprzed okresu action painting).

Jutro i w weekend każdy może przyjść, zobaczyć i posłuchać, co się tu dzieje. Na koncerty w namiocie wstęp wolny, także na wystawy; na warsztaty dla dzieci są bilety, ale niedrogie. Szczegóły festiwalu Nowe Otwarcie (w tym Szalonych Dni Muzyki) są tutaj.

Reklama