To idzie nacjonalizm

Profesor Dudek to przewidział jeszcze w kampanii prezydenckiej: urząd prezydenta może objąć człowiek niebezpieczny. Po roku Nawrockiego widać, że się nie mylił. Nawrocki działa przeciwko demokratycznemu państwu prawa opisanemu w naszej konstytucji. Jego celem jest jego zniszczenie. Szykujmy się na nacjonalistyczną rekonkwistę po wyborach parlamentarnych w przyszłym roku.

Idzie nacjonalizm przebrany za patriotyzm. Zainstaluje w Polsce po raz pierwszy w naszej historii system wodzowski i antyliberalny. Spełni się chore marzenie Kaczyńskiego o katolickiej kontrrewolucji i katolickim państwie narodu polskiego AD 2027. Nawrocki i jego otoczenie wzorują się na trumpizmie, który bardziej nienawidzi „lewactwa” niż Rosji, Chin i Iranu: współczesnej totalitarnej osi zła.

W pierwszą rocznicę urzędowania Nawrocki urządził fetę w stylu Trumpa: bezwstydny popis samochwalstwa nagradzany brawami i okrzykami poparcia przez wyselekcjonowaną widownię. Rzecz niebywała kojarząca się nie tylko z Trumpem, ale i wczesnym Gierkiem. Brakowało tylko „pomożecie”? Czy odtąd Nawrocki co rok będzie organizował podobne takie seanse samochwalstwa? Nie tylko samochwalstwa, bo także litanii żalów do marszałka Sejmu i koalicji rządzącej, że mrożą jego projekty ustaw.

Tak, mrożą, bo to buble prawne zrobione przez słabych albo fanatycznych prawników z kręgu Ordo Iuris. Przykładem może być obietnica obniżenia cen prądu o 30 proc., ignorująca podstawowe pytania o źródła finansowania i generalną politykę energetyczną. Nawrocki udaje, że nie widzi związku z jego wetomatem a zamrażarką sejmową. Jest akcja, jest reakcja. Nic tu Nawrockiemu nie pomoże żonglowanie liczbami. Przewaga ustaw podpisanych nad zawetowanymi nie zmienia faktu, że zawetowane są ważniejsze dla Polski.

Nawrocki blokuje w ten sposób wysiłek rządu Tuska, by postawić państwo na nogi. Jak choćby w kluczowych kwestiach bezpieczeństwa, kryptowalut, związków partnerskich, relacji z rządem, nominacji sędziowskich, oficerskich i ambasadorskich. O tym na fieście nie mówił, bo to przecież realny powód, by jego pierwszy rok uznać za destrukcyjny dla państwa i społeczeństwa.

Pycha i bezczelność Nawrockiego i jego ekipy podoba się milionom Polaków, bo zamordyzm jawny lub ukryty pod maską zbawcy narodu dziś nie budzi wstydu ani niepokoju o skutki polityczne i społeczne rządzenia na skróty. Przykład idzie z Ameryki Trumpa i ze skrajnej prawicy w Europie. To ich czas, więc czują się bezkarni. Nacjonalizm i populizm liczą na lata tłuste.

Jak jednak wiadomo, po tłustych zawsze przychodzą chude. Nawet jeśli Polska będzie musiała znieść jeszcze cztery, a może i dziewięć lat rządów nacjonalistycznej prawicy, kiedyś się skończą. Zniszczenia i straty będą wielkie, ale nie nieodwracalne.

Demokracja liberalna przyszła po czterech dekadach najpierw stalinowskiego, a później „realnego” autorytaryzmu. Polska czasu demokracji nie zmarnowała. Kraj zmienił się nie do poznania i na lepsze. Poziom życia sięgnął średniej europejskiej, choć nadal mamy strefy biedy i zapóźnienia. Wkrótce III RP przegoni pod względem długości funkcjonowania satelicką PRL. Chyba że upadnie w przyszłym roku. Zastąpi ją hybryda Polski Ludowej z odwróconymi znakami („bo czarne jest białe”) z trumpistowskim implantem. W praktyce oznacza to zwykle, że regułą rządzenia stanie się segregacja obywateli na lepsze i gorsze „sorty”, a „złe elity” zastąpią partyjni kolesie.

Jedyne pocieszenie jest takie, że zawsze jest inaczej, niż przewidujemy. Nawrocki z nacjonalistami podlega tej żelaznej regule historii tak samo jak Trump i Putin. Czas nacjonalizmu minie, „bo po nocy zawsze przychodzi dzień”, ale wstyd po nim zostanie.

Reklama