Nie wierzę w polexit


Widmo powrotu PiS do władzy w przymierzu z częścią tzw. Konfederacji ma dziś twarz Czarnka. To figura odpychająca ideowo, politycznie i moralnie dla nieprawicy. Jednak tak samo było po ogłoszeniu przez Kaczyńskiego kandydatury Nawrockiego na prezydenta. Kaczyński, choć leciwy, co widać i słychać, wciąż trzyma stery w PiS i ma wyczucie, co w trawie piszczy. Stawia na utwardzenie swojej partii, by mogła za rok rozdawać karty po wyborach, czyli przebierać w ewentualnych koalicjantach, zamiast być przystawką. 

Tzw. konfederaci niby nie kwapią się do koalicji z mniemanym premierem Czarnkiem na czele, ale jak przyjdzie co do czego, raczej spuszczą z tonu. Kaczyński wciąż nie toleruje w wypowiedziach Brauna, co mu oddaję. O ile pamiętam, nigdy nie splamił się w polityce sięgnięciem po jawny antysemityzm, a co dopiero po kłamstwo oświęcimskie. Ale co warte są zapewnienia Kaczyńskiego, powszechnie wiadomo. Kiedyś powiedział, że lepiej być zadłużonym niż okupowanym, a teraz wmawia Polakom, że unijny SAFE to ,,eurokredyt’’ zagrażający utratą niepodległości. 

Coraz ostrzejsza antyunijna narracja PiS oparta jest na ignorancji pisowskiego elektoratu i jego wyjątkowej podatności na teorie spiskowe. 

Nie pocieszajmy się, że w innych państwach unijnych, zwłaszcza postkomunistycznych, jak w byłej NRD, Węgrzech, Słowacji, Bułgarii, Rumunii, a nawet w Czechach, najbardziej zlaicyzowanym społeczeństwie w UE, mamy podobny odwrót od konsensu liberalno-demokratycznego. 

Jesteśmy Polakami, z długą historią klęsk, porażek, ale i sukcesów, najnowsze przykłady tych ostatnich to przystąpienie do Nato i Unii Europejskiej, czyli przestawienie narodowej zwrotnicy na Zachód. No i naturalnie imponujący rozwój gospodarczy i postęp cywilizacyjny. Wystawiając najpierw Nawrockiego na prezydenta, a teraz Czarnka na premiera, Kaczyński chce w imię swych osobistych obsesji i kompleksów, zmienić kierunek jazdy. Nie tyle na wschód, ile w stronę katolickiego nacjonalizmu, którego twarzą staje się Nawrocki. Tu czuje się bezpieczny i ciągle sprawczy.

Nie wierzę jednak tak do końca w polexit. Nie żeby tego nie chcieli, ale dlatego, że się nie odważą. To ich hasło na kampanię wyborczą. Po odzyskaniu władzy zapomnieliby o nim, choćby ze strach przed rolnikami, którzy utraciliby dopłaty unijne, i przed młodym pokoleniem, które przywykło do otwartych granic i wszelkich korzyści z nich płynących. Baliby się też oporu przedsiębiorców, którzy robią biznesy, korzystając z unijnej swobody przepływu kapitału. 

Jest więc dziś wcale nieoczywiste, że radykalizacja z twarzą Czarnka wystarczy PiS-owi do wygrania wyborów i pomoże stworzyć koalicję z tzw. konfederatami. Pociąg, którego maszynistą będzie Czarnek, łatwo może wjechać na bocznicę. Wyborcy centrowi zniesmaczeni i przerażeni do niego nie wsiądą. Być może przesiądzie się do niego kilka procent fanów Brauna. Za wcześnie zatem na nekrologi dla Tuska i obozu demokratycznego. 

Weto Nawrockiego przeciwko SAFE może też wywołać sporo zamieszania w elektoracie, bo jego koszty dla mundurowych, zbrojeniówki i sektora pracowniczego nie wzmocnią ani jego, ani PiS-u w oczach społeczeństwa oczekującego jakiejś pewności życiowej. Gra Kaczyńskiego obarczona jest dużym ryzykiem. 

Reklama