Gdzie ci pancerni?

Co nagle, to po diable. Kaczyński oskarża Tuska o zniszczenie relacji z USA, a MON i BBN uspokajają, że nie ubędzie amerykańskich żołnierzy w Polsce. Przed wizytami w naszym kraju ważnych wojskowych dowódców wyrywanie się przed szereg Kaczyńskiego jest kolejnym przykładem, że prezes tonącej partii chwyta się brzydko. Dopiero po tych wizytach sytuacja się do końca wyjaśni.

Bo jednak trudno zapomnieć, że w Kongresie USA dyskutowano na temat wstrzymania rotacji w Polsce tak, jakby była faktem, a amerykańscy wojskowi nie potrafili jasno odpowiedzieć na pytania senatorów dotyczące tej sprawy. Jeden z nich, Republikanin, oświadczył, że tak nie wolno traktować ważnego sojusznika USA w Europie.

Rząd i Pałac Prezydencki obstają przy tym, że planowana redukcja obecności sił amerykańskich nie dotyczy Polski. Ale zarówno rząd, jak i ekipa Nawrockiego sprawiały wrażenie zdezorientowanych. O wstrzymaniu rotacji w Polsce dowiedzieliśmy wszyscy z mediów. Jako pierwsza podała tę wiadomość dobrze zwykle poinformowana agencja Reutera.

Nie powinno być tak, by Polska dowiadywała się o takiej sprawie z mediów. Od tego są specjalne kanały wojskowe i dyplomatyczne. Brak powiadomienia przez Amerykanów może wynikać z różnych przyczyn. Niemniej władze polskie mogą czuć się zlekceważone przez władze amerykańskie. Wystarczyłby komunikat: planujemy redukcję, ale bądźcie spokojni: w Polsce nic się nie zmienia. Nasz garnizon funkcjonuje na dotychczasowych zasadach. Wiemy, że to dla was ważne, możecie na nas liczyć.

Ekipa Trumpa wielokrotnie zapowiadała, że zrewiduje obecność sił amerykańskich w Europie. Być może teraz, w związku z konfliktem z Iranem, chce tę rewizję przyspieszyć, bo potrzebuje wojska bardziej na Bliskim Wschodzie niż w Europie. Jednak dotąd mowa była o kontyngencie w Niemczech, nigdy o tym w Polsce.

To dawało pewien komfort naszym władzom, choć dla Europy i tak było problemem. Kolejnym, po wezwaniach Trumpa do zwiększania wydatków na obronność i zbrojenia przez europejskie państwa NATO i groźbach Trumpa, że opuści Sojusz. Wiadomo, że wyjście z niego Amerykanów znacznie by go osłabiło, za to wzmocniłoby frakcję konfrontacji z NATO na Kremlu.

Nawet jeśli Trump z Hegsethem, Vance’em i Rubio nie planują teraz redukcji w Polsce, a wieści o tym okażą się burzą w szklance wody, to nadal wszyscy mamy powody do niepokoju. Bo co jeśli Trump zmieni zdanie, jak mu się to często zdarza?

A to, że nas faworyzuje kosztem Niemców i innych Europejczyków, to dla Polski niedźwiedzia przysługa w oczach naszych europejskich sojuszników. Nie powinniśmy się z tego cieszyć. Dla ekipy Trumpa NATO straciło atrakcyjność, dla nas jest wciąż warunkiem bezpieczeństwa. Nie możemy dać się rozgrywać.

Reklama