„Jak jedna pięść”
Nie przepadam za metaforami bokserskimi w polityce. Ani Magyar, ani Tusk na pięściarzy nie wyglądają. I całe szczęście. Już jednego mamy i starczy. Ale w sprawie napełnienia nową treścią porzekadła o dwóch bratankach jestem z nimi jako obywatel i publicysta. Samo porzekadło, co może warto przypomnieć, ma dwuznaczne pochodzenie.
Nieoceniony Władysław Kopaliński, nasz wielki leksykograf, przypisuje je czasom konfederacji barskiej, której przywódcy wylądowali na Węgrzech. Konfederacji spod znaku szabli i szklanki, zawiązanej w proteście przeciwko zrównaniu praw katolików i niekatolików. Wystąpili przeciwko królowi Poniatowskiemu, „familii” Czartoryskiego, a także przeciwko protektoratowi Rosji nad Rzecząpospolitą. Spowodowali wojnę domową, przegrali, w efekcie doszło do pierwszego rozbioru ówczesnego państwa polsko-litewskiego.
Jako student polonistyki wybrałem się z przyjaciółmi na Skałkę podczas historycznej pierwszej wizyty Jana Pawła II w Polsce. Czekając na pojawienie się i przemówienie papieża, śpiewaliśmy pieśni patriotyczne. Między innymi hymn konfederatów barskich: „Nigdy z królami nie będziem w aliansach…”. Pieśń powstała dużo później, napisał ją Słowacki. Miał ją w repertuarze nasz idol Jacek Kaczmarski. Nie chodziło jednak o manifestację dewocyjnej maryjności, ale o wydźwięk antyrosyjski. Monitorujący zgromadzenie młodzieży esbecy nie interweniowali. Woleli aresztować „wichrzycieli” cichcem, kiedy nie byli na widoku publicznym. Konfederaci znali i śpiewali pieśń „Odważny Polak na Marsowym Polu”: „Stawam na placu z Boga ordynansu / Rangę porzucam dla nieba wakansu / Dla wolności ginę, wiary swej nie minę / Ten jest mój hazard”.
Wracam do wizyty Magyara. Dobrze przemyślanej, bo ze świadomością, że jest wydarzeniem nie tylko w relacjach polsko-węgierskich, lecz także pilnie obserwowanym w Unii, na twardej prawicy i w Rosji. Magyar zaczął w Krakowie, gdzie miał prywatne spotkanie z kardynałem Rysiem i szykującym się do referendum w sprawie jego odwołania prezydentem Miszalskim. Spotkanie z Rysiem nie powinno dziwić. Nie był to gest czysto konfesyjny. Magyar przypomniał, że w swej zwycięskiej kampanii często przywoływał mantrę Jana Pawła II „Nie lękajcie się”.
Co ciekawe, Magyara podczas kampanii zaczepiał ukrywający się w Budapeszcie Ziobro. Pod pretekstem, że Magyar przyznał, iż brał udział w prywatnej imprezie, gdzie widział narkotyki, Ziobro napisał do niego list, że to Magyara całkowicie dyskwalifikuje jako kandydata na premiera. List cytowały media węgierskie popierające Orbána. Moralizatorska hipokryzja uciekiniera przed sądem nie zna granic.
Potem była Warszawa, na koniec Gdańsk, kolebka pierwszej Solidarności, gdzie nowy premier Węgier spotkał się z odsądzanym od czci i wiary przez prawicę Lechem Wałęsą i spacerował po mieście z Donaldem Tuskiem, wrogiem numer jeden pisowskich nacjonalpopulistów. Dowodem klasy i dojrzałości politycznej Magyara było z kolei spotkanie w Pałacu Prezydenckim. Przeszedł do porządku nad wizytą Nawrockiego w Budapeszcie, powszechnie odebraną jako wyraz jego poparcia dla Orbána.
Politycznym punktem ciężkości były jednak oczywiście spotkania z Tuskiem. „Jedna pięść” oznaczała gotowość obu premierów do współpracy dwustronnej i na niwie unijnej. Deklaracje składane przez Magyara nie pozostawiają wątpliwości, że Węgry wracają do Europy, a Magyar liczy na wsparcie Tuska w staraniach o odmrożenie węgierskiego KPO. Chce iść nawet dalej, bo zapowiada, że Węgry będą starały się o wejście do klubu euro. Obaj premierzy mówią o reaktywacji czworokąta wyszehradzkiego jako forum współpracy regionalnej. Magyar chce nawet doprosić Austrię – co naturalne – państwa skandynawskie i bałkańskie, co problematyczne, lecz ambitne.
Czy da radę? W Polsce sprawiał korzystne wrażenie: opanowany, nieco powściągliwy, przeciwieństwo populistycznych pyskaczy. Zarazem nie bał się spotkań z ludźmi witającymi go na ulicach, nie kryjąc się za (nielicznymi) ochroniarzami. W wywiadach dla mediów rzeczowy, ale ciepły. Nie jest politycznym żółtodziobem, a rząd skomponował z ludzi fachowych. To, że nie wziął zawodowych polityków, może być gestem populistycznym, lecz widocznie tak wyczuwał oczekiwania społeczne.
Odbicie Węgier z rąk Orbána jest dla obu optymistycznym komunikatem, że z populistami prawicowymi i lewicowymi można wygrać demokratycznie i przekonująco. Tusk był pierwszy w tych zawodach, lecz to Magyar dokonał cudu, zdobywając, zaledwie pod dwóch latach walki politycznej i w skrajnie niekorzystnych dla siebie warunkach, większość konstytucyjną. Zwycięstwo Magyara, podobnie jak Tuska w 2023 r., dało zastrzyk nadziei siłom demokratycznym i ich wyborcom. Tusk i Magyar, dwa bratanki – to mi się podoba.
Komentarze
Nic już nie pomoże nie rządowi Tuska.
Według najnowszego sondażu CBOS spadło poparcie dla rządu Donalda Tuska oraz ocena jego działań i możliwości poprawy sytuacji gospodarczej kraju.
Poparcie dla obecnego rządu deklaruje 33 proc. dorosłych Polaków, a wynik ten jest o dwa punkty procentowe niższy niż miesiąc wcześniej.
Zadowolenie z Donalda Tuska jako premiera wyraża 35 proc. badanych, natomiast niezadowolonych jest 52 proc.
„Cała Europa wróci do rosyjskiego gazu”. Kontrowersyjne słowa Petera Magyara.
Sądzę, że kiedy wojna się zakończy, cała Unia Europejska powróci do zakupu rosyjskiego gazu, bo jest on tańszy. To nakazuje konkurencyjność, geografia. Po prostu
„Tusk i Magyar, dwa bratanki”. Pierwszego mają już dosyć w Polsce. Drugiego, za chwilę będą mieli dość na Węgrzech