Kłamali na każdym kanale
Péter Magyar dotrzymuje obietnic z kampanii wyborczej. Właśnie rozbroił radio i telewizję „publiczną”. Personel wyprowadzono pod eskortą ochroniarzy. Zamilkła propaganda epoki Orbána: zamknięto pion „informacyjny”. W telewizji państwowej na ekranach odbiorników pojawił się się komunikat: „Przez lata kłamaliśmy. Media publiczne nie mogą kłamać”. Radio publiczne też przestało nadawać serwisy informacyjne i publicystykę do czasu, kiedy zadanie mediów publicznych przejmie nowa ekipa menadżerska i dziennikarska. Już się formują.
Tak, „kłamali na każdym kanale”, jak powiedział nowy premier. Nie tylko w mediach „publicznych”, które z całą mocą popierały reżim Orbána. Także w mediach prywatnych. Przedstawicieli opozycyjnej Tiszy prawie nie zapraszano do dyskusji. Nie zapraszano samego Magyara. A jednak po 16 latach rządów Orbána kłamstwo przestało działać i Tisza wygrała wybory, zdobywając większość konstytucyjną w węgierskim parlamencie. A zatem można wygrać z kłamstwem mimo wielu lat jego panowania w mediach i polityce.
Reakcję niedobitków Fideszu i samego Orbána, który schronił się w USA, bez trudu można było przewidzieć. Jak PiS po utracie władzy w 2023 r. orbaniści podnieśli krzyk w obronie demokracji i wolności słowa. Orbán zachęcił do przerzucenia się na jedną z telewizji prywatnych, odpowiednika TV Republika i innych polskich propisowskich mediów. Lider orbanistów w parlamencie grzmiał z trybuny, że jest gorzej „niż za Hitlera”, bo ten czekał na śmierć Hindenburga, nim przystąpił do dzieła na całego.
Obłuda i manipulacja, to jasne. Ale daje do myślenia ta niemal stuprocentowa zbieżność reakcji orbanistów na utratę władzy i na działania nowego rządu węgierskiego z taktyką przyjętą w Polsce przez PiS: zamiast wyciągnąć wnioski z przegranej, robić racjonalne korekty, spuścić z agresywnego tonu, przystępują do totalnej opozycji bez żenady i chwili zawahania, że może zostali słusznie wygłosowani od władzy przez społeczeństwo. Kaczyński i Orbán biorą w tym przykład z Trumpa, który nigdy nie przyznaje się do błędu, winy szuka po stronie „lewactwa”, a nawet Karola Marksa i wszelkich zdrajców i wrogów wewnętrznych i zewnętrznych, z wyjątkiem Rosji Putina. Sprzyja mu rozbicie Demokratów, którzy nawet jeśli zdobędą wkrótce w wyborach kontrolę nad Izbą Reprezentantów, to nie są na razie w stanie realnie zagrozić jedynowładztwu Trumpa.
A skoro Trump jest dziś bożyszczem i wzorem do naśladowania dla odsuniętych demokratycznie od władzy pisowców i orbanistów i jak na razie wspiera ich w swojej polityce – do Węgier zjechali przed wyborami Vance i Nawrocki – to ich taktyka się nie zmieni, raczej zaostrzy. Będą dalej kłamali rano i wieczorem na wszystkich kanałach w nadziei, że na kłamstwie wrócą do władzy. Będą wzmacniali skrajną prawicę u siebie i międzynarodowo, choćby w Parlamencie Europejskim. Viktor Orbán nie odpuścił politycznie ani mentalnie. To go łączy z Kaczyńskim. Ma ponoć przyjechać do Polski w najbliższym czasie na konsultacje z prezesem PiS. Orbán, Kaczyński i inne stare lisy populistycznej prawicy kombinują, jak połączyć siły i wrócić do władzy.
Péter Magyar ma jednak tę wielką przewagę nad nimi, że dzięki większości konstytucyjnej może realizować obietnice w całości, a nie wyrywkowo, jak rząd Tuska. Większość przegłosowuje zmiany potrzebne Tiszy do usunięcia fideszowskich złogów. Już zablokował możliwość ponownego objęcia urzędu premiera przez Orbána, wprowadzając kadencyjność tej funkcji oraz kadencyjność posłowania do parlamentu. Wkrótce wymusi zdjęcie z urzędu obecnego prezydenta, odpowiednika Nawrockiego w Polsce. Tusk takiej opcji nie ma. Nie ma też szans na większość konstytucyjną w przyszłorocznych wyborach. To Węgry Magyara są dziś politycznie i wizerunkowo znakiem nadziei dla sił demokratycznych w naszej części Europy.
Komentarze
Tusk takiej opcji nie ma , lecz miałkość i niemrawość rozliczania PiS orskich bandziorów odsunęła od nie wielu wyborców.
W felietonie są chyba literówki: nie Organ lecz Orban,
„ Organ zachęcił do przerzucenia się na jedną z telewizji prywatnych, odpowiednika polskiej TV Republika„
Wypada tylko się cieszyć szczęściem Węgrów.
Orban padł ofiarą swojej broni – gdyż skroił ordynację wyborczą pod siebie (liczył, że zawsze będzie wygrywał i zgarniał premię za zwycięstwo) a tu pożywił się nią ktoś inny.
Niestety takie są uroki systemów wyborczych – to co nas uchroniło przed demokraturą Kaczyńskiego jest tym samym co uniemożliwiło Tuskowi przejęcie pełni władzy i odkręcenie kaczych obstalunków.
O sfuszerowanych wyborach prezydenckich zamilczę…
Przy tej wielkiej okazji mamy szanse by przypomnieć nasze zbliżenie do Węgier:
*** Polak, Węgier, dwa bratanki, i do szabli, i do szklanki ***
Powyższe odzwierciedla wielowiekową przyjaźń polsko-węgierską. Nawiązuje ono do bliskich relacji, wspólnych władców oraz zamiłowania obu narodów do walki i biesiadowania. No to siup w kaczy dziób.
Szanowni @Gracze w klasy,
„kłamali na każdym kanale” (i klamia dalej nieudolnie)… Probujac zaslaniac nieudolnosc wlasnego rolnictwa i niechec do reformowania, wydarzeniami sprzed trzech pokolen i dyskryminacja mniejszosci w Ukrainie. Dla wewnetrznychj/ krajowych publik, ktore jak cieple kluski to lykaja, rznac glupa…
Troche gorzej idzie oszukiwac EU.
https://www.politico.eu/article/poland-hungary-and-slovakia-defy-brussels-as-ukraine-trade-deal-takes-effect
pzdr Seleuk
Trump w kontekście powyższego wpisu trochę nie pasuje, gdyż jego administracja akurat postanowiła zadusić publiczne media w USA, a nie zrobić sobie z nich usłużne tuby propagandowe. NPR et PBS nie mają już dotacji federalnych za sprawą One Big Beautiful Bil, co nie koniecznie oznacza śmierć tych instytucji, ale komplikuje ich działalność, jakże potrzebną w rozhuśtanej sferze medialnej USA. Z drugiej strony NPR i PBS nie muszą już się martwić o to, że kąsają rękę, która ich karmi, a więc może to i lepiej (myślę, ze media te nigdy się o to nie martwiły, czyli że zawsze dobrze rozumiały i nadal rozumieją rolę tzw. czwartej władzy).
Można mieć media publiczne i też żalić się na ich stronniczość. Tak jest np. w moich stronach, gdzie CBC/SRC wyraźnie przechylają się na stronę liberalno-lewicową, stając się w pewnych kwestiach episkopatem poprawności politycznej, a publicystyce – nieskrępowanego wokizmu, którego apostołami są etatowi dziennikarze w tychże mediach publicznych. Mam wrażenie (i nie tylko ja), że publiczna przestrzeń medialna w wykonaniu CBC/SRC zamieniła się w „safe space”, taki opinioszczelny silos rewerberacyjny, skoro istnieje cała grupa komentatorów życia publicznego, których nie zobaczy się w CBC/SRC, bo mogą zaburzyć echo w silosie. Z pewnością winna temu jest polaryzacji opinii, grzana przez socmedia (w których media publiczne również są aktywne), co sprawia, że żeby dobrze wypaść na różnych platformach socmedialnych, ugruntowuje się tę kulturę silosu kosztem różnorodności prezentowanych opinii. To jest przykład bardzo okaleczonej czwartej władzy.
Generalnie rzecz biorąc czarno widzę przyszłość obiektywizmu w mediach, gdyż prędzej czy później padnie on pastwą gier ideologiczno-politycznych, nie zależnie od ordynarnych zabiegów w stylu orbanizacji lub kaczyzacji.
Śpieszmy się karmić z jeszcze istniejących prawdziwie wolnych mediów, bo one tak szybko znikają…
Po latach głębokiego ochłodzenia spowodowanego odmiennym podejściem do wojny w Ukrainie, relacje polsko-węgierskie weszły w nową fazę odwilży. Po przejęciu władzy przez premiera Pétera Magyara, Budapeszt diametralnie zmienił kurs, dążąc do odbudowy dawnej przyjaźni i wzmocnienia Grupy Wyszehradzkiej. Ostatnia zmiana polityczna rządu na Węgrzech podobno otworzyła nowy rozdział w relacjach między Warszawą a Budapesztem. To w związku z ostatnimi zmianami w Budapeszcie już odbyło się potkanie premiera Pétera Magyara z premierem Donaldem Tuskiem w Warszawie.
Nastąpił tez zwrot w ogólnej polityce zagranicznej. Ostatnio węgierski rząd odciął się od prorosyjskiej retoryki poprzedniej administracji Viktora Orbána, uznając Ukrainę za ofiarę rosyjskiej agresji. Na dodatek, Węgry podjęły również decyzję o cofnięciu statusu uchodźcy polskim politykom, Zbigniewowi Ziobrze i Marcinowi Romanowskiemu, co usunęło kolejną przeszkodę dyplomatyczną między państwami. Tak to się porobiło nad Balatonem.
@Orteq:
A propos miłości do Węgrów:
https://gazetakrakowska.pl/krakowska-rzez-wegrow/ar/346384
@Jacobsky:
Ale Trump korumpuje media prywatne — po co mu publiczne?
@Temat:
Myślę, że to część większego sporu, czy „wojny kulturowej” — jak to ks. Heller opisał: racjonalność walczy z irracjonalnością.
Mamy starą, racjonalną politykę — raz lepszą, raz gorszą, ale dyskutującą racjonalnie.
I nową, irracjonalną.
PAK i ty se kolego przemyśl zdziebko czy nie lepiej było u Ślazaków?
Chociaż na Górnym Ślasku też bija czasem..ae nigdy za worek siana!
Ein Oberschsliesen pierunie to nie te centusie z Krakau co rozciągając 5 złotówe wynaleźli drut aluminiowy.
To ładna próba odbudowania wiarygodności mediów i gest w stronę własnych wyborców.
Real biegnie jednak własnym torem. W Polsce np. po 2015r media zmuszone lub skorumpowane, skręciły w stronę nakręcania niezdrowych emocji najmniej zorientowanej części społeczeństwa i zaprzęgły toksyczne emocje do celów partyjnych. W efekcie, dziś nikt normalny nie czerpie swoich wiadomości z państwowych mediów i trudno to będzie zmienić.
Na dodatek alternatywne źródła informacji opanowali techo-feudałowie z ich własnymi metodami prania mózgów. Nie ma gdzie uciekać.
Media są piątą władzą. Do kogo będą wkrótce należeć?
@art63
Mówimy potocznie, że media to czwarta (nie piąta) władza, po ustawodawczej, wykonawczej i wykonawczej. Oczywiście dotyczy to demokratycznych państw prawa, respektujących publiczną rolę kontrolną niezależnych od polityków mediów. Dziś to coraz bardziej teoria, bo nawet w demokracji, choćby polskiej, media tradycyjne i internetowe ulegają polaryzacji pod kątem politycznym. Wyjątkiem powinny być media zwane publicznymi, zwykle subsydiowane w mniejszym czy większym stopniu z budżetu państwa. Niestety i ta zdrowa zasada przestaje działać w społeczeństwach dotkniętych obecnie ,,cyfrozą’’ i polaryzacją nie tylko polityczną, ale i ,,afektywną’’, której głównym skutkiem jest powszechne rozemocjonowanie odbiorców w kaźdej dziedzinie, co praktycznie blokuje debatę publiczną. Czy można od tego uciec? Na pewno można, pod warunkiem niepodatności osobistej lub grupowej na nadużycia wolności słowa przez państwo (jak w Węgrzech Orbana czy w PiS za rządów Kaczyńskiego, Ziobry i J. Kurskiego) lub partie polityczne i inne organizacje wpływu społecznego (np. KRK). Nie trzeba dodawać, że media w systemach fasadowej demokracji (jak w Węgrzech Orbana czy Rosji Putina lub Białorusi Łukaszenki) przestają być ,,czwartą władzą’’, bo nie patrzą władzy na ręce, lecz są pasmem transmisyjnym jej polityki do społeczeństwa. Istotą systemów fasadowych jest integracja wszystkich władz w rękach jednego ośrodka centralnego, który dekretuje, kontroluje i niszczy opozycję. W tym kierunku zmierza dziś Ameryka Trumpa i trumpiści różnej obediencji w Europie. Nie jest dobrze. Techno-cyber- faszyzm u bram.
@volter:
Przykro mi, ale różne wyrazy samozadowolenia nad bezpieczeństwem w Polsce przypomnają mi moje rodzinne miasto lat 90-tych i pierwszej dekady XXI wieku. A teraz też przywołałeś te wzmożone przez ten narodowy szowinizm wspomnienia. Bo tak, mieliśmy nieszczęście mieć popularną drużynę piłkarską w ekstraklasie… Mam coś jeszcze dodawać?
PAK 4 nie musisz bo to znam nie tylko z Gliwic z Zabrza. O przyjaźni polsko-węgierskiej i innych zawsze mówi inaczej historia i inaczej propaganda, Pewien wiersz Boya Tadeusza opowiada to w kontekście piłkarskim . No nie lubili w Krakowie Ketschkemetu z Debreczyna. Może pewna niechęć wynika z faktu że Władysław Zamoyski odkupił od nich nie tylko Zakopane i trochę gór. Mają jednak polskiego bohatera narodowego a my mieliśmy króla bardzo pozytywnie klasyfikowanego.
Szanowny Gospodarzu i Szanowni blogowicze: ja wprawdzie nie jestem znawcą ani mediów, ani prawa w sferze rządzenia, ale -jako laik w tych kwestiach-pozwalam sobie powiedzieć, że różnica w sprawach bardzo istotnych pomiędzy państwami prawa, a np. Rosją nie jest zbyt duża. Choćby przykład Węgier: wystarczyło, że JEDEN człowiek zmienił się na samej górze, a już prawie wszystko się zmieniło w obliczu tego kraju i jego zachowaniu, jego decyzjach oraz jego postrzeganiu. Trump: USA przed Trumpem, to był zupełnie inny kraj w sensie polityczno-gospodarczym, niż obecnie, a przecież konstytucje ich są takie same, jak były. Teraz wszyscy rządzący starają się nie drażnić rozkapryszonego lwa z przerzedzoną rudą grzywą, bo jest silny (wygląda to często żałośnie); po prostu prawie wszystko zależy od jednego faceta tu i tu; owszem: imponderabilia są różne, ale nie ma co się podniecać drobiazgami. Szary człowiek w każdym systemie dostaje prawie jednakowo w dupę i od niego właściwie nic nie zależy. Za niego decyzje podejmuje ktoś inny. Przykład dość drastyczny z wojska: biorą do woja jakiegoś kmiotka z pipidówki, po okresie rekruckim musi złożyć przysięgę (nikt go się nie pyta, czy podoba mu się treść przysięgi), w której jest zapisane, że …….. i potem ,gdy np. nie chce strzelać do wroga, którego na oczy nigdy nie widział, to jest zdrajcą OOJJCCZZYYZZNNYY. Ja wiem, że mój niniejszy wpis jest prowokacyjny, ale w każdym systemie szary człowiek na dole ma tyle samo sprawczości w Rosji, KRLD(Ludowo-demokratyczna- to jest dopiero oksymoron),co w Polsce, USA, czy na Węgrzech. Czyli: bez przesady, panowie i panie. Słynna Demokracja Ateńska też za obywateli traktowała tylko swoich. Jeśli za kilkanaście miesięcy Braun i jego akolici w PiSie wprowadzą wraz z Nawrockim w Polsce qwazi- faszyzm łagodny, czyli zamordyzm, to nie będziemy mieć innego wyjścia, jak….. nadal żyć
@PAK4
Z tą miłością do Węgrów to masz oczywiście na myśli ową braterską, drogi PAKU, prawda? Tak bowiem od wieków postrzegamy tych naszych bratanków. No a na przyszłość to kto wie kto wie. A nuż będzie jakiś powrót do starodawnych granic..
@Adam Szostkiewicz: „…Techno-cyber- faszyzm u bram…”
To prawda. Gdyby chodziło tylko o polityczną propagandę i zwalczanie opozycji, byłbym optymistą. W Polsce nie występuje przemoc polityczna na dużą skalę, więc kolejne rządy tylko mniej lub bardziej grają nam na nerwach.
Przeczytałem jednak ostatnio „Wiek kapitalizmu inwigilacji” pani Zuboff. Autorka pokazuje skalę inwigilacji i kształtowania zbiorowych zachowań, na jakie pozwalają sobie firmy IT i ich klienci, czyli korporacje i rządy. Chcą władzy, siedzą na górach pieniędzy, są bezkarni i mają przerażająco skuteczne narzędzia.
PS Pisząc „piąta wladza” nawiązałem do filmu o Assange’u. Media to oczywiście czwarta władza.
Wydawałoby się, ze jest czymś zadziwiającym jak łatwo duża część naszego społeczeństwa ulega złym emocjom i daje sobie narzucić tak destrukcyjną antyukraińską narrację. Jednak gdy się przypatrzeć bliżej całej sprawie to dochodzimy do konkluzji, że jesteśmy narodem ukształtowanym przez emocje. Dekonstrukcja naszych dziejów to historia państwa, które właściwie od początków XVIII wieku nie istniało i tylko miało swoje fantomowe przebłyski pseudo- istnienia w zaledwie paru momentach. Oczywiście nie doszło do tych momentów przy naszym kluczowym udziale. Ot,kilkanaście lat dwudziestolecia międzywojennego, potem kolejna straszna wojna, o której Andrzej Leder pisze, że była naszą formacyjną rewolucją, która dokonała się niejako sama, jakby we śnie i też bez naszego decydującego udziału. Jesteśmy romantykami, którzy przez setki lat wykształcili do perfekcji ucieczkę w symbol i emocję, jako ostatni bastion obrony przed egzystencjalnym, bytowym zagrożeniem. Myślę, że to dlatego u nas rozum ciągle śpi i harcują demony. Zbyt łatwo dajemy się wkręcać w każdą rozróbę i nie potrafimy dać temu skutecznego odporu. Odpowiedzialna jest za to cała bez wyjątku prawica, która przed każdymi wyborami szuka wroga, tworząc w społeczeństwie nastrój lęku i trzeba dodać w graniu na lękach jest naprawdę świetna. A więc wróg już jest i to nie jest śmierdzący imigrant, który roznosi choroby. Tym razem to Ukrainiec, mniejsza z tym, że walczy z naszym prawdziwym wrogiem. To dopiero początek i jak redaktor stwierdził ten prawdziwy wróg, czyli faszyzm jest u bram. Sytuacja już jest przedpogromowa np. strzelano już z wiatrówki do Ukraińca oraz też z wiatrówki do Ukrainki w innym mieście. Szczęście w nieszczęściu to na razie była tylko wiatrówka… a do wyborów daleko i to szaleństwo z całą pewnością będzie eskalować. Chyba warto zwrócić się do kobiet, matek dzieci, zwłaszcza waszych córek – czy należy się obrażać i nie iść głosować, żeby sprokurować potomstwu tak mroczną przyszłość jaka powoli nadciąga? Tutaj nie powinno być nawet chwili wahania. Nacjonalizm jest złem i jego związek choćby z seksualnością jest doskonale naukowo przebadany. Faszyzm zawsze będzie sie domagał aby młode kobiety stały się idealnymi pasami transmisyjnymi w rodzeniu prawdziwych Polaków a ich domy staną się ich więzieniem. Będą co najwyżej mieszać w rondlach i wygrywać w konkursach na najlepiej doprawiony bigos, lub w zmaganiach na najlepiej wyhaftowany kilim z napisem Bóg Honor i Ojczyzna. Czy naprawdę tego dls niche chcemy?Nie ma więc ociągania, złu trzeba się z całą mocą przeciwstawić, iść i odważnie głosować. Czy pis ma rację, że Niemcy mogą stać się na powrót naszym wrogiem jak i Ukraińcy? Tylko w tym wypadku jeśli do władzy tam dojdą tacy sami nacjonaliści jak oni sami. Paradygmat nacjonalistów w swojej istocie ma za cel na na każdym etapie swojego istnienia konflikt i wojnę oraz wymyślanie kolejnych wrogów o czym pisze w swoich esejach Umberto Eco. Wróg jest potrzebny ponieważ konstytuuje i określa istnienie, staje się granicą nacji i należy go zwyciężyć. Przerabialiśmy to w historii tysiące razy. Dlatego tak bardzo potrzebne jest w tej części świata otrzeźwienie. Uświadomienie sobie, że przecież to już wszystko było, świetnie wiadomo do czego to zaprowadziło. Jest wielką głupotą nie uczyć się na błędach. Trzeba czytać, dowiadywać się, wyciągać wnioski i wreszcie zacząć posługiwać się rozumem.
@pielnia
No niecałkiem: jeden człowiek, ale poparty milionami głosów. A co do perspektywy ponurej z rządami faszystów, to nie zgadzam się całkowicie: trzeba dać odpór, póki się nie zagnieżdżą.
A TVP od grudnia 2023 roku dalej w likwidacji. Zakrawa to już troszkę na „paranoję”. Wielu lekarzy mogłoby pozazdrościć zarobków osobom którzy tam pracują bądź z nią współpracują. „Szczere i prawdomówne” grona osób z TV Republika już przebiera nogami żeby powrócić do dobrze sobie znanych pomieszczeń. Czasem lepiej kłamać albo milczeć niż wyrażać osobiste poglądy na pewne zdarzenia. Boleśnie przekonał się o tym prof. Hartmann.
Gospodarzu: a jeśli -mimo odporu – się zagnieżdżą? Przecież nie wyjedziemy na emigrację, przynajmniej ja, bo już za dużo latek niestety.
Koziołki-naziołki na biorą wakacji. Każda umowa-zlecenie jest dobra. Tym razem robota w Jedwabnem. Płatne przelewem. Mockba – Panama – Kajmany – Lichtenstein, no a stąd, to już prosto do kieszeni.
@Slawczan – 9 lipca 2026, 15:56
„O sfuszerowanych wyborach prezydenckich zamilczę…”
Ostatnie wybory prezydenckie w Polsce w ub. roku rzeczywiście zakończyły się nikłym zwycięstwem Nawrockiego nad Trzaskowskim. To dało podstawy do kwestionowania wyniku co uczyniono. Werdykt był potwierdzeniem ich rezultatu, uznanego za ważny i ostateczny.
Od tamtej pory podejrzenia o sfałszowanie wyniku prezydenckiej elekcji tak jakby się uspokoiły, również na tym blogu..
@Orteq:
Podpiąłem artykuł o pogromie Węgrów w XIV wieku, przy okazji pewnego polsko-węgierskiego zbliżenia politycznego jako ostrzeżenie, że historia i sympatie zmienne są.
„Odwieczność” bratanków ma, jak słyszę, pochodzić z XVIII-wiecznych powstań — węgierskiego powstania Rakoczego i polskiej Konfederacji Barskiej, gdy powstańcy znajdowali oparcie po drugiej stronie granicy. Co ma też ten skutek uboczny, że prowadzi do pytania, kim są Węgrzy i kim Polacy, bo realia wielonarodowych państw w XVIII wieku, niekoniecznie pasują do wieku XXI.
@Cukiertort:
1) Chciałbym zobaczyć internet bez propagandy. Takiej realnej, obcej, opłaconej. Bo widzę, że hasła antukraińskie, antyeuropejskie, ale też antynaukowe, są podlewane taką propagandą. Nie wiem tylko, czy to co widzę w internecie to 5% głosów, czy 75% głosów. A to ogromna różnica, jeśli chodzi o obce wpływy w polskich emocjach.
2) Przy okazji dezinformacji spotkałem tezę, że jeśli człowiek się nie zna, to przyjmuje pierwszą usłyszaną wersję. I się jej trzyma. I protestuje przed przyjmowaniem kontrargumentów. Jak tu dyskutujemy, zapewne pierwszymi źródłami będą dla nas Polityka, GW, TVN, rzadziej Guardian, czy inny The Economist, częściej zaś ich echa. Ale łatwo sobie wyobrazić, co by było, gdyby pierwsza do nas docierała, powiedzmy, Gazeta Warszawska, czy filmy z „żółtymi napisami” na YT…
3) Duży udział w tym, że ludzie nie chcą GW, Polityki, albo racjonalnych argumentów, to ogólna nieufność do instytucji, czy, państwa, oraz zawiść i nienawiść do elit. Widzę raz po raz próby racjonalnej dyskusji — po drugiej stronie bardzo często zwycięża pokazanie gestu Kozakiewicza elitarnym „środowiskom”. To są dyskusje typu: „Będzie nam wszystkim ciężko w życiu, stracicie to i to, i to… — Ale wasze środowisko d… boli! Tak trzymać!”
Demokracja jest tylko dla demokratów, niestety. Czasem, po okresie większego przesilenia zdarza się, że ludzie przerażeni skutkami działań wszelkich „zbafcuf” narodu – wszelkiego rodzaju psycholi, oddają władzę, raczej przypadkiem najlepszym spośród siebie. Trwa to krótko i zdarza się rzadko.
@pak
To jest właśnie społeczna gotowość na faszyzm, czyli na zniszczenie siłą i przemocą elit i tradycyjnego systemu wartości, aby zastąpić je swoimi.
@orteq
Bynajmniej się nie uspokoiły, a nawet narastają po roku tej malowanej na brunatnie nibyprezydentury. Ale dziś są ważniejsze sprawy niż pełna i rzetelna weryfikacja wyniku wyborów.
do @Pablosa z 10.07:22:10: mi też brakuje felietonów prof. Hartmana.Nie znam „kuchni” w Polityce, nie wiem więc, dlaczego prof. Hartman zniknął z blogów Polityki. Moim zdaniem niepotrzebnie sam sobie zaszkodził zamykając dostęp do komentowania jego felietonów ,co pozwoliłoby mu-moim zdaniem-na bieżąco wyczuwać kontakt z Opinią. A potem, gdy doszło do ostrej reakcji na brutalną wojnę Izraela w strefie Gazy, Hartman reagował ,jak człowiek, który patrzy na sprawę tylko jednym okiem, co nie przystoi zwłaszcza filozofowi- etykowi. Ale przecież każdy popełnia błędy. Brakuje mi w polityce felietonów profesora J.Hartmana
@Cukierkocie:dot.wpisu 10.07.21:03:dałeś bardzo trafną lapidarną definicję nacjonalizmu:
„Paradygmat nacjonalistów w swojej istocie ma za cel na na każdym etapie swojego istnienia konflikt i wojnę oraz wymyślanie kolejnych wrogów o czym pisze w swoich esejach Umberto Eco. Wróg jest potrzebny ponieważ konstytuuje i określa istnienie, staje się granicą nacji i należy go zwyciężyć”.
Pasuje to w 100% do zachowania takiego Czarnka, Kaczyńskiego i Nawrockiego, którzy do mobilizacji plebsu posługują się dodatkowo sosem nabożnego patosu wspieranego przez zbitki: „Bóg, honor i Ojczyzna”. Niestety racjonalizm przegrywa w Polsce z nimi, bo jest zbyt prozaiczny. Dotychczas wrogiem byłą Rosja i oczywiście Niemcy, a od teraz wrogiem jest również Ukraina, a co będzie dalej? „Na koń siędziemy razem z synowcem i jakoś to będzie…” I taka plaga kołtuństwa rozlewa w przerażający sposób się po umysłach w Polsce ,co pokazuje wzrost poparcia społecznego dla Nawrockiego
By zatriumfował faszyzm, wystarczy, by dobrzy ludzie nie robili nic. – Jacek Kurski w GazWyb.
Owszem, cytat inspirowany łowami Namöllera, ale to są słowa, które trzeba powtarzać bez końca, a może i drukować, albo na banknotach, albo na papierze toaletowym, skoro dziś to są dwa najczęściej oglądane kawałki papieru w erze cyfrowatości.
O tych bratankach , co to do szabli i do szklanki, krzyczano najgłośniej na grobie Czechosłowacji, kiedy Węgrzy zajęli Ruś Zakarpacką , a my Zaolzie.
Miałem nadzieję, że członkostwo w UE uchroni nas przed nacjonalistycznym zamordyzmem, ale na przykładzie Węgier widać, że uczestniczymy w nieustannej grze w dupniaka i dopiero solidny kop w sempiternę przywraca narodowi równowagę.
Magyar zaczyna od telewizji, powtarzając manewr Tuska, pewnie stać go będzie na następne cięcia.
A w naszym przypadku , czy nie należało z ministrem Giertychem zacząć od sądów ?
@Jakobsky
„Śpieszmy się karmić z jeszcze istniejących prawdziwie wolnych mediów, bo one tak szybko znikają”…
A są jeszcze jakieś? Era wolnych mediów skończyła się z nastaniem Internetu i globalizacji (no, może nie tyle Internetu, co smartfonów i social mediów, bo Internet w pierwszych latach swojego istnienia miał całkiem inny wpływ na świat).
Żeby media były wolne, muszą być niezależne finansowo. Kiedyś prasa drukowana znaczną część swoich dochodów osiągała poprzez sprzedaż egzemplarzy, dziś media są zależne niemal wyłącznie od reklam. Ale rynek reklamodawców też się zmienił. Kiedyś był dużo bardziej rozproszony, tak samo jak kapitał, więc media nie musiały być posłuszne możnym tego świata, ponieważ mogły stosunkowo łatwo ich wymienić. Jeśli np. Fiat wycofał swoje reklamy, bo jego właścicielom nie spodobał się jakiś artykuł, gazeta mogła postarać się o względy Peugeota albo Opla. Dziś już nie, gdyż wszystkie te firmy należą do jednego koncernu.
Globalizacja sprawiła, że prawie połowa światowego majątku jest skupiona w rękach 1% populacji. Gdy zacznie się drążyć, do kogo faktycznie należą globalne koncerny, można trafić na enigmatyczne nazwy funduszy inwestycyjnych, za którymi stoją socjopaci w typie Elona Muska, katarska rodzina królewska czy inni Chińczycy. To są podmioty, które realizują swoje globalne cele polityczne, inwestując w media, NGO-sy czy partie. Bardziej sponsorzy niż reklamodawcy. Im już nie chodzi o to, żeby po optymalnych kosztach zareklamować swoje produkty w gazecie, która im się bardziej podoba, lecz o kupienie sobie narzędzi do rządzenia światem.
Oglądałem niedawno film o Orianie Fallaci. Niezależna do bólu, szukała prawdy o świecie i ludziach, i umiała ją znakomicie przekazać. Miała swoje poglądy, ale nie dało się jej przypiąć do żadnej opcji politycznej. W tamtych czasach media i wydawcy bili się o nią i dobrze jej płacili, bo tamten system premiował takich jak ona. Ten dzisiejszy nie toleruje ich ani w mainstreamie, ani w social mediach. Fallaci mogłaby najwyżej pisać sobie bloga, którego nikt by nie czytał, bo algorytmy uczyniłyby go niewidzialnym.
Media były kiedyś faktycznie czwartą władzą i ważnym filarem demokracji. Dziś ten sam postęp techniczny, który kiedyś doprowadził do rozkwitu cywilizacji zachodniej, stworzył potwory spychające w przepaść nie tylko wolne media, lecz całą tę cywilizację.
@Gospodarz
Rzeczywiście, nawet po zatwierdzeniu wyniku wyborów prezydenckich przez Sąd Najwyższy, w społeczeństwie nie było pewności. Podobno aż 40% Polaków dopuszczało myśl, że wybory mogły zostać sfałszowane, przy ponad 45% będących przeciwnego zdania. Stowarzyszenie Demagog sprawdziło krążące teorie, potwierdzając brak dowodów na systemowe fałszerstwo. Tym sposobem p.o. prezydent Karol Nawrocki ma przez sobą dokończenie 5-letniej kadencji w Pałacu Prezydenckim w Warszawie przy ul. Krakowskie Przedmieście 46/48. Ot i masz demokrację jak ta lala.
@pielnia
Prof. Hartmann nie zniknął z naszych łamów, ale udziela się bardziej na innych i na YT. Zamknął komentowanie, bo zamiast komentarzy był jeden wielki antysemicki hejt.
@PAK4 11 lipca 2026 7:15
„Chciałbym zobaczyć internet bez propagandy. Takiej realnej, obcej, opłaconej”.
Internet bez ruskiej propagandy? Trzeba by zamknąć wszelkie media społecznościowe, czyli cofnąć Internet do stanu sprzed 20 lat, wprowadzić obowiązek rejestracji stron internetowych na zasadzie prawa prasowego, no i zamknąć sieć w granicach kraju, bo inaczej polskojęzyczny portal tworzony w Moskwie i tak dotrze do polskich odbiorców. Wprowadzenie takich ograniczeń jest z przyczyn oczywistych niemożliwe, nie mówiąc o tym, że i tak byłyby one omijane.
W czasach przedinternetowych Rosjanie, chcąc wywierać wpływ na opinię publiczną w innych krajach, musieli uplasować w tamtejszych głównych mediach swoich agentów, co było kosztowne i ryzykowne. Odkąd pojawił się Internet, mogą bez ograniczeń zalewać polski, niemiecki czy amerykański Internet treściami nadawanymi z ośrodka gdzieś pod Petersburgiem, a jedynym problemem jest dla nich znalezienie odpowiedniej liczby pracowników znających dobrze języki. Ale dziś, dzięki AI, takich pracowników potrzeba znacznie mniej. Tak, że porzućcie wszelką nadzieję.
@AS
Wiec nie będziemy weryfikowali wyniku wyborów.
@remm:
> Żeby media były wolne, muszą być niezależne finansowo.
Guardian? Z modelem, gdzie przetrwanie zapewnia niezależna fundacja?
Nawiasem mówiąc, długo mówiło się o podziale, że redakcja i zespół zajmujący się finansami, mają się z sobą nie komunikować. Tak by nie było nacisków finansowych, że temat się opłaca, albo nie. „Niezależność” finansową można więc lansować na poziomie wewnętrznym medium.
> Miała swoje poglądy, ale nie dało się jej przypiąć do żadnej opcji politycznej. W tamtych czasach media i wydawcy bili się o nią i dobrze jej płacili, bo tamten system premiował takich jak ona. Ten dzisiejszy nie toleruje ich ani w mainstreamie, ani w social mediach.
A Kanał ZERO? ;D
Dzisiaj też premiuje się pozorną niezależność od partii politycznych, czy ideologii politycznych. Kanał ZERO zawdzięcza swój sukces temu, że potrafił wylansować taki wizerunek. Że fałszywy? Cóż…
>Media były kiedyś faktycznie czwartą władzą i ważnym filarem demokracji
Ostatnio słyszałem taki komentarz do słów J.D. Vance’a, że gdyby dzisiaj miało miejsce Watergate, to może przez jeden dzień byłoby newsem, bez żadnych konsekwencji politycznych. I tak, tu Vance ma racje. Mamy co kilka tygodni aferę nie mniejszą niż Watergate i politykom (w USA) puszcza się takie rzeczy bez najmniejszych konsekwencji. Mimo, że ludzie o tym wiedzą, a sprawa nie jest eliminowana z mediów.
Wiek bezwstydu, jak chce Zizek? A może właśnie siła tej partyjnej identyfikacji, bo odwołanie Nixona było możliwe, gdyż jego działaniem byli oburzeni politycy jego własnej partii? Nie wiem. Ale nie jest to sama kwestia niezależności mediów.
Jakobsky (11 lipca 14:56):
cytat inspirowany łowami Namöllera
Nie wiem, kim był Namöller i dlaczego myślistwo miało być inspiracją, ale cytat ma zupełnie inne źródło.
„The only thing necessary for the triumph of evil is for good men to do nothing” jest powszechnie przypisywane Edmundowi Burke’owi, XVIII-wiecznemu filozofowi i politykowi irlandzkiemu. Problem w tym, że jest to mylna atrybucja – w dziełach filozofa nie znajdujemy tych słów. Jest to najpewniej parafraza, czy też omówienie rzeczywistego cytatu: „When bad men combine, the good must associate; else they will fall, one by one, an unpitied sacrifice in a contemptible struggle.” (źródło: “Thoughts on the Cause of the Present Discontents”, 1770).
@remm:
Bez jakiejkolwiek opłaconej propagandy — piszesz o rosyjskiej, ale ona nie jest jedyna.
I bardziej od portalu dostępnego dla wszystkich, czy nawet akcji Doppelganger, interesowałoby mnie usunięcie trolli. Tych opłacanych komentatorów; albo tych botów, które piszą komentarze. Bo media społecznościowe dają taki efekt „wszyscy tak myślą” (astroturfing) — i mnie zastanawia, ile popularnych tez politycznych by nie zaistniało, gdyby nie te opłacane głosy (czy to ludzi, czy AI).
Wpis Michała Fiszera zamieszczony na X 11 lipca :
Kafir Afgan napisał:
A ja mogę się pod tym podpisać. Widziałem wojnę domową w Jugosławii. Byłem tam rok. Widziałem takie okrucieństwa, o jakich w najczarniejszych snach mi się nie śniło. Nie wyleczyłem się z tej traumy nigdy. Gdzieś to wciąż we mnie siedzi i jest chyba gorsze od własnych przeżyć pod ogniem przy ciężkiej wymianie ognia między walczącymi, będąc w środku tego gówna.
A oto jego słowa, autor – Kafir Afgan:
Ironią losu największy wysyp ludzi powtarzających kremlowskie brednie, usprawiedliwiających Rosję i mizdrzących się do rosyjskiego żołnierza pojawił się ostatnio właśnie po prawej stronie.
Czy mam z tym problem? A skądże. Wiedziałem, że tak będzie, bo najciemniej jest zawsze pod latarnią. Rosjanie też o tym wiedzą. Dlatego nie szukają wyłącznie komunisty z legitymacją, futrzaną czapką i portretem Putina nad łóżkiem. Biorą każdego, kogo da się wykorzystać.
Jednego kupią za pieniądze. Drugiego za stanowisko. Trzeciego złapią na urażone ego. Kolejnemu wmówią, że walczy o Boga, naród, tradycję i wartości. Następny będzie zwyczajnym pożytecznym idiotą, który z własnej głupoty zrobi dla Moskwy więcej niż zawodowy agent. A gdy nic innego nie działa, zawsze zostaje szantaż, kompromat i strach. Wywiad nie przebiera w środkach przynajmniej obcy, liczy się cel, a cel uświęca środki.
Rosyjskie służby nie pytają, czy jesteś lewicowy, prawicowy, narodowy, ludowy czy kosmiczny. Pytają tylko, czy jesteś użyteczny.
I kiedy wywiad oceni, że „podłoże konfliktu” jest gotowe przychodzi WOJNA.
Najgorszą wojną nie jest wojna hybrydowa. Nie jest nią nawet klasyczna wojna z obcym agresorem, kiedy wiadomo, kto stoi po drugiej stronie, ma obcy mundur, obcą flagę i karabin skierowany w twój kraj.
Najgorsza jest wojna domowa.
Bo wtedy nie zabija się tylko przeciwnika z karabinem. Zabija się jego żonę, dzieci, rodziców i bliskich, żeby jego ból był większy. Żeby zaspokoić pragnienie zemsty. Żeby pokazać, że nienawiść nie ma już żadnych granic.
W wojnie domowej nie wystarcza pokonać wroga. Trzeba go upokorzyć, zniszczyć jego rodzinę, spalić dom i wymazać pamięć. Człowiek przestaje wtedy widzieć drugiego człowieka. Widzi zdrajcę, robaka, podczłowieka i cel.
I właśnie wtedy budzą się prawdziwe demony.
Nie będę rzucał wyssanymi z palca statystykami, ale nie mam złudzeń: ogromna część ludzi nosi w sobie ten krwiożerczy mechanizm. Dzisiaj jest uśpiony, bo trzymają go prawo, wychowanie, strach przed karą, rodzina, praca i codzienność. Ale wystarczy odpowiednio długo sączyć jad.
Najpierw człowiek się śmieje z przeciwnika. Potem nim gardzi. Następnie zaczyna uważać go za zdrajcę. Później przyzwala, żeby ktoś go pobił. W końcu dochodzi do wniosku, że jego śmierć byłaby dobra dla ojczyzny.
A kiedy krew już popłynie, wszystkie wcześniejsze hamulce znikają.
Zemsta nie rodzi się w miesiąc. Ona dojrzewa latami. Karmi się krzywdą, upokorzeniem, propagandą i codziennym przekazem, że sąsiad nie jest już sąsiadem, tylko wrogiem. Że członek rodziny, który głosuje inaczej, nie błądzi, tylko zdradza. Że druga połowa narodu nie zasługuje na rozmowę, lecz na karę.
I ten jad Rosja sączy w Polskę od lat. Dzieli nas na dwa, trzy i pięć plemion. Każdemu daje innego wroga. Jednym Ukrainę. Drugim Niemcy. Trzecim Unię Europejską. Czwartym uchodźców. Piątym sąsiada, który głosował inaczej. Narracje są różne, ale cel pozostaje ten sam: Polak ma bardziej nienawidzić drugiego Polaka niż Moskwy.
Bo narodu skłóconego nie trzeba pokonywać czołgami. Wystarczy dać mu zapałki i patrzeć, jak podpala własny dom.
Żołnierze wyklęci byli na straconej pozycji. Wiedzieli, że nie odzyskają państwa, że Zachód nie przyjdzie, a sowiecka machina ich zmieli. Mimo to walczyli, bo nie godzili się na rosyjski but, narzuconą władzę i państwo zbudowane na bagnetach okupanta.
Był w nich gen niezawisłości. Był też gniew, rozpacz i zemsta po wojnie, zdradzie, torturach i mordach. Bo wojna domowa nie kończy się wtedy, gdy milkną działa. Ona siedzi w ludziach, rodzinach i grobach przez następne pokolenia.
I teraz wyobraźcie sobie, że kiedyś rosyjska agentura wpływu, pożyteczni idioci oraz polityczne miernoty doprowadzają w Polsce do paraliżu państwa, przejęcia władzy przez ludzi Moskwy albo rosyjskiej okupacji.
Myślicie, że wszyscy grzecznie opuszczą głowy? Nie.
Znowu powstanie podziemie. Znowu pojawią się ludzie ścigani po lasach, piwnicach i ruinach. Ponownie jedni nazwą ich bandytami, a drudzy bohaterami. Ponownie sąsiad będzie donosił na sąsiada. Znowu ktoś będzie wykonywał wyroki, ktoś inny palił domy, a jeszcze ktoś mordował rodziny „dla przykładu”.
Znowu będzie wojna domowa. i znów będą groby. Ponownie przez dziesięciolecia będziemy pytać, kto był bohaterem, kto zdrajcą, kto oprawcą, a kto tylko wykonywał rozkazy.
Dlatego każdy polityk, publicysta, ksiądz, celebryta albo internetowy patriota, który dzień po dniu sączy nienawiść do drugiej części narodu, nie uprawia już polityki. On gromadzi benzynę pod przyszły pożar.
Może robi to świadomie. Może za pieniądze. Może z głupoty. Może z ambicji. Dla skutków nie ma to większego znaczenia.
Rosyjskiej agentury wpływu nie zwalcza się patriotycznym tweetem, konferencją prasową i komisją obsadzoną partyjnymi kolegami. Zwalcza się ją kontrwywiadem, prokuraturą, prawem i państwem, które ma jaja sprawdzać również tych stojących najbliżej latarni.
Bo kiedy demony już wstaną, nie będzie czasu pytać, kto je obudził. Będziemy zajęci grzebaniem własnych trupów.
PAK4
Z poziomem czytelnictwa, konkretnie wśród studiujących, zmaga się w ostatnim numerze Polityki Ewa Wilk. Przeciętny student kilkunastu stronicowy artykuł traktuje jako zagrożenie życia. Jego godna podziwu, benedyktyńska praca, polega na zleceniu AI streszczenia i skompresowania tekstu do krótkiej notki w pdf. Na porządku dziennym stają się prace dyplomowe pisane przez moduł językowy, podsuwane są przez AI tematy prac, redagowane itp. Czy spośród nich rekrutują się czytelnicy GW lub Polityki jest więc pytaniem czysto retorycznym.
Siła oddziaływania mediów społecznościowych, ich wpływ na kształtowanie emocji, preferencji i nastrojów społeczeństw jest ogromna. Na przykład, gdy na fali dość powierzchownej liberalizacji Birmańczycy dostali do rąk swoje pierwsze telefony okazało się, że stało się to początkiem strasznych wydarzeń w tym kraju. W krótkim czasie, podkręcona przeze algorytmy social-mediów promujące nastroje skrajne i negatywne, zaatakowana została mniejszość Rohingjów co w konsekwencji doprowadziło do ich pogromu ze strony armii Mjanmy przy współudziale buddyjskich bojówek. Wielka masa Rohingjów musiała uciekać do sąsiadującego z Mjanmą Bangladeszu. Podobna, choć nie ma taką skalę sytuacja, miała miejsce w Sri Lance, schemat był jednak ten sam. W obu przypadkach zadecydował zysk firmy, która karmi się uwagą, a ta tym większa, im treści są bardziej skrajne. Takie reakcje można wywołać stosunkowo tanim kosztem, bez wychodzenia z domu w prawie każdej części świata. To znak naszych czasów. To też usiłuje zrobić z nami, z Europą, Rosja, której nie opłaca się atakować nas, przynajmniej na razie, kinetycznie. Demokracja aby przetrwała, aby wybory były równe, będące bardziej świadomym wyborem obywateli musi się z tym problemem zmierzyć i jest to jej najbardziej nie cierpiące zwłoki wyzwanie. Zaryzykuję stwierdzenie, że jeśli coś z tym europejskie demokracje nie zrobią, w dłuższej perspektywie nie uda im się przetrwać.
@babilas
To oczywiste literówki. Wątpię, by Pan nie słyszał o pastorze Niemoellerze, ale przypomnę: postać niezwykle nietuzinkowa i wzorotwórcza – podczas I WŚw.dowodził u-botem, został pastorem, początkowo sympatyzował z nazizmem, później miał odwagę zmienić przekonania na zdecydowanie antynazistowskie. Przypisywane jest mu autorstwo utworu ostrzegającego przed obojętnością na zło w polityce.
https://encyclopedia.ushmm.org/content/en/article/martin-niemoeller-first-they-came-for-the-socialists
@cukiertort
Może tak być, ale nie musi i nie wszędzie w Europie. U nas niestety prawdopodobieństwo rośnie i nawet gdyby obecna koalicja była bardziej spójna i zdeterminowana, niż jest teraz, a za rok może być gorzej, to niewiele by to pomogło demokracji, choć to w jej imię wygrała w 2023 r. Dziś ani śladu tego entuzjazmu, tylko tarcia w rządzie i coraz bardziej zmęczony Tusk, zdający sobie sprawę, że nie jest dobrze, więc coraz bardziej populistyczny. Najnowszy przykład: czas na mur pamięci o ofiarach Wołynia był od początku III RP, ale nikt, nawet w PiS, o tym nie myślał. Teraz Tusk nagle odkrywa Amerykę, bo mu skrajna prawica ,,konfederacka’’ wraz z PiSem depczą po piętach. Zarazem desperackie i ryzykowne ruchy Tuska są wyrazem zniszczenia przez internety racjonalnej debaty o polityce zagranicznej w dobie Trumpa i Putina.
@PAK4 12 lipca 2026 13:11
„…interesowałoby mnie usunięcie trolli. Tych opłacanych komentatorów; albo tych botów, które piszą komentarze”.
To jest niestety niemożliwe ze względu na międzynarodowy zasięg Internetu i mediów społecznościowych. Niedawno ktoś proponował obowiązek potwierdzania tożsamości przez użytkowników social mediów. Tzn. tak, aby każdy mógł pisać pod pseudonimem, ale podczas pierwszej rejestracji musiał uwierzytelnić się za pomocą mObywatela czy coś w tym rodzaju.
Powiedzmy, że Polska czy Unia Europejska wprowadziłaby taki obowiązek. Wtedy trolling z wewnątrz stałby się dużo trudniejszy. W Rosji jednak ten wymóg by nie obowiązywał, więc oni nadal wstawialiby na Twitterze czy TikToku wpisy adresowane do polskich/europejskich odbiorców. Chyba że Polska/UE zakazałaby i technicznie uniemożliwiła korzystanie z międzynarodowych social mediów, a pozwoliłaby działać tylko tym o zasięgu krajowym. Ale tego w praktyce zrobić się nie da.
Jacobsky
11 lipca 2026
14:56
„By zatriumfował faszyzm, wystarczy, by dobrzy ludzie nie robili nic. – Jacek Kurski w GazWyb”
„Nie wszyscy Kurscy sa do kitu” ale tu chyba nie o Jacka chodzi 😉
Redaktor
Wszelkie umizgi w kierunku prawicy skończą się przerżnietymi wyborami i to z kretesem, niedawny przykład w wyborach prezydenckich jest tego dowodem. Gra na nie swoim boisku i na cudzych zasadach tak zwykle się kończy. Tusk wydaje się być coraz bardziej osamotniony, inna sprawa, że on nikogo nie słucha i zawsze wie lepiej. Brak własnej narracji, a w konsekwencji reaktywność to droga donikąd. Nie można liczyć na aksjomat, że zawsze jest inaczej niż nasze przewidywania i analizy, przeciwnik jest zawarty i gotowy do wojny o władzę i ma wszelkie dane żeby ją odwojować. Z kolei ma co popadać w desperację, trzeba zredefiniować podejście i iść do przodu, ruszać z napędem na 4 koła. Co z demokratycznym planktonem, którego cenne głosy mogą przepaść pod progiem wyborczym? Na takie marnotrawstwo nie możemy sobie pozwolić!
@remm:
> Niedawno ktoś proponował obowiązek potwierdzania tożsamości przez użytkowników social mediów.
Tylko to częściowo jest. Jeśli FB ma wątpliwości co do tożsamości jakiegoś szaraczka (a wymaga potwierdzenia dowodem osobistym), to potrafi mu zablokować dostęp. W stosunku do zwykłych, szarych ludzi to się dzieje.
Problem polega nie na ogólnoświatowości, ale na interesowności. To są prywatne przedsiębiorstwa nastawione na zysk. One będą realizować wymogi etyczne o tyle tylko, o ile zostaną do tego zmuszone. I tak, bywały okresy, gdy przymuszano social media by robiły trochę więcej (zwłaszcza po tym, jak FB przyczynił się do ludobójstwa w Mjanmie, który to skandal przyczynił się do wymuszenia zmian przez parlament USA), albo wprost przeciwnie (jak obecnie, gdy szukając aprobaty Trumpa utrudnia się działania niezależnych fact checkerów i organizacji pozarządowych, nie mówiąc już o prowadzeniu walki z trollingiem.
> W Rosji jednak ten wymóg by nie obowiązywał, więc oni nadal wstawialiby na Twitterze czy TikToku wpisy adresowane do polskich/europejskich odbiorców.
Przypominam, że kaprysem Muska X zaczął udostępniać skąd się pisze. I nagle okazało się, że rózne polskie nacjonalistyczne konta są prowadzone, np. z Białorusi.
I tak, wiem, eksperci wskazują, że to bieda-trolle, bo profesjonalnie propagandyści potrafią takie sprawdzenia obejść. Niemniej, całkiem sporo można zrobić i czasem nawet (patrz przypadek X i lokalizacji) nie jest to kwestia realnej trudności i kosztu dla medium.
> Chyba że Polska/UE zakazałaby i technicznie uniemożliwiła korzystanie z międzynarodowych social mediów, a pozwoliłaby działać tylko tym o zasięgu krajowym.
Zwróciłbym uwagę, że pewne ograniczenia na FB udało się nałożyć parlamentowi w USA. Tak samo naciski prowadzie UE. A Tik-Tok w Chinach działa na innych zasadach niż w innych krajach. To się daje robić. Problem raczej jest to, że na każdy nacisk będziemy mieli parę protestów Konfederacji (bo kogo mogą oligarchowie zatrudnić do protestów?) i przynajmniej niektórzy politycy ustąpią (patrz: weta Nawrockiego).
PS.
Ja wiem, że to moję „życzenie” było trochę na zasadzie życzeń z lampy Alladyna — pragnienia, którego realizacji się nie spodziewam; a głównym celem było zwrócenie uwag na istotę problemu, bo podobno połowa Polaków nie zdaje sobie sprawy w ogóle z faktu, że to co widzą w social mediach jest pod nich spersonalizowane — i nie tylko, że „rozmówca” może być trollem z biura pod Petersburgiem, czy chińskiego AI, ale że widzą świat inny niż cała reszta użytkowników.