Padnie czy przetrzyma?

Reżim ajatollahów się chwieje, ale nie upada. Wydawałoby się, że padnie już w pierwszych dniach, bo Amerykanie i Izrael mają przecież miażdżącą przewagę militarną w powietrzu, na lądzie i na morzu, a także w rywalizacji między wywiadami. Ale reżimy upadają, gdy buntują się przeciwko nim obywatele.

Tak było z reżimem szacha, tak na razie nie jest z reżimem ajatollahów, który go zastąpił i rządzi Iranem od prawie pół wieku żelazną ręką. Dlatego atak na Iran może skończyć się jak w Wenezueli. Głowa zostanie odcięta, system się utrzyma. Padnie na kolana, ale zachowa dość siły wewnętrznej, by trwać.

To dopiero piąty dzień agresji. Tak naprawdę nie wiemy, co się dzieje w irańskim społeczeństwie. W jakim stopniu się cieszy, w jakim rośnie w nim strach i gniew na agresję. Czy ma przywódców, których by zaakceptowało po upadku reżimu mułłów? Czy zaakceptowałoby powrót monarchii w osobie syna szacha, obalonego przez antyzachodnich szyitów?

Internet został przez władze wyłączone. Zachodnie globalne telewizje informacyjne nie mogą nadawać z wnętrza kraju. Ich reporterzy nadają relacje z krajów sąsiednich, a nie z centrum wydarzeń. Reżim wie, że nie jest w stanie stawić skutecznego oporu, ale może uderzać w cele poza granicami Iranu i rozlewać konflikt na cały region. Może prowokować chaos także ekonomiczny. Ceny ropy naftowej już idą w górę. Także w Polsce.

Z całym szacunkiem dla ekspertów, ale skazani jesteśmy wyłącznie na spekulacje. Więcej wiedzy mają tylko służby specjalne, które zwykle nie chcą lub nie mogą się nią dzielić z nami. A jak się w jakimś stopniu nią pośrednio dzielą, to i tak ignorujemy ostrzeżenia przekazywane nam przez demokratyczne rządy na podstawie informacji od swych wywiadów. A potem jest wielkie wołanie o pomoc rządową i zaczyna się gra polityczna z opozycją pod tym pretekstem.

Nie mam żadnej sympatii do islamizmu i teokracji, lecz mam wątpliwości, czy można ją obalić bez szerokiego poparcia jej poddanych. Ta wojna jest też naszą wojną w sensie sojuszniczym i ekonomicznym. Zalecałbym jednak rządowi Tuska roztropną wstrzemięźliwość.

Reklama