Wielkanocna eskalacja

Prawosławie w Rosji i Ukrainie szykuje się do Wielkanocy wypadającej w tym roku 12 kwietnia. Święta katolickie są w tym tygodniu. Ukraińscy katolicy i grekokatolicy obchodzą je w tym samym czasie co polscy. W Wielki Piątek Rosjanie ostrzelali Ukrainę, zabijając kolejnych ludzi i powodując kolejne straty w dzielnicach mieszkaniowych. Atakowali nie nocą, jak zwykle, lecz białego dnia. Świąt katolickich nie uszanowali, posiali strach przed prawosławnymi. Prezydent Zełenski mówi o „wielkanocnej eskalacji”.

Zaznaczył, że propozycja, aby na czas świąt zaniechać ataków, pozostaje ze strony ukraińskiej aktualna.

Ale Moskwa raczej z oferty nie skorzysta, choć Putin lubi się pokazywać w cerkwi. Prawosławie w wydaniu rosyjskim, ultrakonserwatywne, zastąpiło w jego państwie ideologię Marksa, Lenina i Stalina. Rosyjski patriarcha błogosławił „specjalną operację wojskową” przeciw Ukrainie. Rosyjskie prawosławie nie uznało samodzielności (autokefalii) przyznanej patriotycznemu Kościołowi Prawosławnemu Ukrainy przez honorowego zwierzchnika światowego prawosławia patriarchę Bartłomieja urzędującego w Stambule (dawnym Konstantynopolu, stolicy Bizancjum, które upadło pod ciosami muzułmanów osmańskich w XV w.). Do wątku religijnego jeszcze wrócę.

Nie jest całkiem tak, że wojna z Iranem przesłoniła wojnę w Ukrainie. Media światowe informują nadal o atakach rosyjskich i kontratakach ukraińskich. Różnica jest wielka, bo ukraińskie skupiają się na celach w Rosji związanych z wojną, a nie cywilnych. Dużo było o rocznicy rosyjskiej masakry cywilów w Buczy i przybyciu w związku z nią unijnych ministrów spraw zagranicznych (z wyjątkiem węgierskiego) do Kijowa. Wywiad brytyjski uważa, że rosyjska ofensywa lądowa utknęła. W martwym punkcie utknęły także rozmowy wysłanników Trumpa z Kremlem. Trump zaś ma kłopoty z wojną wydaną Iranowi. I tak jak Putin – obaj nominalnie chrześcijanie – nie ogląda się na Wielkanoc.

Ponowił groźbę rozpętania piekła i zaraz potem napisał: glory to God. W kontekście wojny to bluźnierstwo. Nie łudźmy się: w świecie zsekularyzowanym religia nadal jest obecna i manipulowana. A ludzie religijni, nawet ci traktujący ją serio, przegrywają z manipulatorami. Są wśród nich fundamentaliści chrześcijańscy, muzułmańscy i żydowscy.

W średniowieczu w świecie chrześcijańskim honorowano „rozejm Boży” (treuga Dei) na czas adwentu i postu. Dziś mówimy o „zawieszeniu ognia”. Mimo rozdziału państwa od religii w zachodnich demokracjach pokusa podpierania się swoim Bogiem w polityce jest wciąż silna. A w świecie wojowniczego islamu – przemożna. Tylko papieże od II Soboru Watykańskiego (czyli zaledwie od nieco ponad pół wieku) odrzucają publicznie mantrę o „pokoju przez siłę”. Ale kto dziś w polityce słucha papieży? Trump i Leon XIV to Amerykanie na przeciwnych biegunach, lecz wygrywa Trump. Póki manipulacje religią są skuteczne, apele o pokój są jak przysłowiowe rzucanie grochem o ścianę.

Chrześcijańska Wielkanoc wyrosła z żydowskiego święta Paschy, radosnej pamiątki wyjścia Żydów z niewoli egipskiej. Chrześcijanie świętują zmartwychwstanie Jezusa, symboliczne zwycięstwo nad śmiercią, najwyższe wyzwolenie. A w realnym świecie mamy wojnę za wojną, eskalację za eskalacją. Religia nie działa, polityka nie działa. Może zamiast złorzeczyć, trzeba na początek zaprowadzić pokój w sobie.

Reklama