Nawrocki, ,,władca Polski’’

,,Świr’’ Macierewicz nazwał Nawrockiego ,,władcą Polski’’. Na tego ,,władcę’’ zagłosowało 10 mln, więc kupią chętnie prezydenckie jedynowładztwo jako najlepszy ustrój dla Polski. Kupią i zagłosują za tym w ewentualnym referendum. Konstytucyjni demokraci muszą się przygotować na bój o  zachowanie obecnego ustroju: Polska jest ,,demokratycznym państwem prawnym’’, w którym parlament uchwala prawa państwowe, rząd wyłoniony w wolnych wyborach rządzi, a prezydent reprezentuje majestat Rzeczypospolitej. 

Zdobycie konstytucyjnej większości w parlamencie jest marzeniem prawicy. Wtedy mogliby spróbować uchwalić nową konstytucję na wzór przedwojennej kwietniowej. Ośrodek prezydencki miałby zwierzchnictwo nad parlamentem i rządem. Nawrocki byłby faktycznie ,,władcą Polski’’. Miałby jak najszersze uprawnienia, czyniące z niego dyktatora, a z Polski prawicową, nacjonalistyczną dyktaturę. 

W praktyce oznaczałoby to wzięcie pod prezydencki but opozycji, sądownictwa i mediów. A w gospodarce centralizację, w kulturze zaś i społeczeństwie forsowanie ideologii katolickiej i dławienie wszelkiego liberalizmu. W polityce międzynarodowej rozluźnienie relacji z liberalną Europą zachodnią i zacieśnienie relacji z trumpistowską Ameryką, o ile trumpizm przetrwałby Trumpa. Gdyby przetrwał, Polska byłaby znów osamotniona jak przed drugą wojną osamotniona, a przez to skazana na szukanie byle kogo jako sojusznika.

Taką Polskę mógłby zwasalizować Kreml szantażem, pogróżkami i manifestacjami siły. Jeśli koalicja sił demokratycznych wygra za rok i sformuje rząd, powinna szukać sposobu skutecznych zabezpieczeń przed jedynowładztwem, a nawet rozpocząć prace nad rewizją konstytucji w tym kierunku.

Buntuję się na myśl, że jednym podpisem jednego człowieka, wyniesionego na urząd prezydenta Polski wskutek splotu nieszczęsnych okoliczności, można zdemolować ustrój opisany we wciąż obowiązującej konstytucji i blokować wszelkie próby naprawy i wzmocnienia państwa. 

Mówią, że w niespokojnych czasach ludzie chętnie zrezygnują z demokracji na rzecz rządów wodzowskich. Ale ślepa wiara w przywódcze talenty jednego człowieka i jego akolitów nie jest rozwiązaniem, tylko kolejnym źródłem zamętu, chaosu i braku bezpieczeństwa. Zwłaszcza, gdy jedynowładca nie ma kompetencji, jest pod butem lidera partii, która go wypromowała, a jego otoczenie składa się z litych, konfrontacyjnych nacjonalistów.

Memento historyczne: Konstytucja kwietniowa nie ochroniła nas przed utratą niepodległości i czwartym rozbiorem między Niemcy Hitlera i Rosję Stalina.Pozwoliła zachować ciągłość władzy państwowej na uchodźstwie, lecz o naszym bycie jako państwa zdecydowali ówcześni mocarze. I nie była to decyzja przyjazna wobec RP.

Wodzowskie dyktatury tamtych straszniejszych niż obecne czasów okazały się produktem nie tak trwałym, jak panowali ich budowniczowie. Alianci – sojusz zachodnich demokracji z dyktaturą stalinowską zmiażdżył imperium Hitlera. Trwało 12 lat.

System stalinowski oparty na wszechwładzy policji politycznej, orwellowskiej propagandy i Gułagu, zaczął słabnąć osiem lat po zdobyciu Berlina przez armię sowiecką, a ostatecznie implodował w 1991 r. 

O ile powojenne Niemcy zachodnie zbudowały system federalno-demokratyczny z zabezpieczeniami przed powtórką ,,wodzostwa’’, o tyle w Rosji po krótkim epizodzie demokratycznym i chaosie transformacji, wszystko wróciło w stare koleiny wraz putinowskim jedynowładztwem opartym na stalinowskich wzorach, choć adaptowanych do oligarchicznego kapitalizmu państwowego. 

 Nazistowskie wodzostwo Hitlera trwało 12 lat, faszystowskie Mussoliniego prawie dwa razy dłużej (21), najdłużej rządził wódz Franco (36). Tylko on i Stalin zmarli śmiercią naturalną. W drugiej połowie XX wieku trwał tylko wodzowski system sowiecki. W Niemczech, Włoszech i Hiszpanii umościła się na dobre i złe liberalna demokracja parlamentarna. Nawet premier Meloni ze skrajnie prawicowymi korzeniami nie próbuje rozmontować systemu demokratycznego ani Unii Europejskiej, choć w Europie tego się obawiano.

Mówi się, że ludzie mając do wyboru bezpieczeństwo albo wolność wybierają bezpieczeństwo. Tylko że w systemach wodzowskich bezpieczeństwo obywateli jest warunkowe: zależy od woli wodza, a nie od gwarancji i zasad konstytucyjnych, jak dzieje się w demokracji. Wodzostwo w polityce i zamordyzm w rządzeniu może się zdarzyć, ale na długą metę wygrywa demokracja.

Reklama