Schubertiada na Podkarpaciu

Jest taka wieś pod Krosnem, w której tej niedzieli słuchano Schuberta w strugach deszczu. To był dopiero trzeci taki koncert w tym miejscu i już ma tak znakomitą publiczność.

Oczywiście większość tej publiczności pochodzi z Krosna, a tam jest szkoła muzyczna i środowisko artystyczne. Ale to Wrocanka zainicjowała te szczególne koncerty. Zaczęło się od tego, że w 2024 r. minęło 600 lat od pojawienia się tej nazwy po raz pierwszy w polskich dokumentach. A z Wrocanki pochodzi znakomity pianista Andrzej Pikul, profesor Akademii Muzycznej w Krakowie, którego nagrania Alberta Ginastery (a jest pierwszym w Polsce, który nagrał wszystko, co ten niesamowity kompozytor argentyński napisał na fortepian) nieraz tu omawiałam (najnowszą, kameralną płytę – tutaj). Mimo że pracuje w Krakowie, to we Wrocance wciąż ma swój dom – teraz duży i wygodny, z tarasem, na który można wystawić fortepian, i z pięknym ogrodem. Już nieraz ściągał tu swoich studentów na kursy mistrzowskie.

Stowarzyszenie Nasza Wrocanka w ramach jubileuszowych obchodów poprosiło więc go dwa lata temu o zorganizowanie plenerowego koncertu w swoim ogrodzie. Odbył się on pod hasłem Tańce różnych narodów (poza polskimi Tańce węgierskie Brahmsa i Tańce norweskie Griega), a pianista wykonał go na cztery ręce ze swoją absolwentką Anną Dębowską-Jaroszek. Pomysł chwycił, a publiczność dała się na zakończenie porwać do poloneza. W rok później temat był równie chwytliwy: Najpiękniejsza jest muzyka polska. Były to głównie pieśni, m.in. Chopina, Moniuszki, Karłowicza i Szymanowskiego (śpiewali sopranistka Sylwia Olszyńska i baryton Stanisław Duda), a do wspólnego śpiewania wciągnięto publiczność w znanej romantycznej piosence Laura i Filon.

Ciekawa byłam, jak to się odbywa, więc przyjechałam w tym roku, żeby wydarzenie zobaczyć. Zaplanowano tym razem Schubertiadę, i to dwa koncerty jeden po drugim. Niestety pech sprawił, że podczas obu koncertów lało, Ale publiczności to wcale nie zraziło, siedziała pod parasolami i słuchała w absolutnym skupieniu; tylko tradycyjne czynne uczestniczenie tym razem nie bardzo się jej udało, może parę osób nieśmiało mruczało słynną Serenadę, której tekst w polskim tłumaczeniu rozdano. Andrzej Pikul niedawno nagrał też płytę ze zbliżonym repertuarem, jednak program koncertu nieco się różnił: nie było drugiej pianistki, byli ci sami dwaj instrumentaliści – waltornista Paweł Cal i klarnecista Oleh Malovichko, ale śpiewała tylko znana nam dobrze sopranistka Katarzyna Oleś-Blacha. Wykonawców można tylko podziwiać, że w takich ekstremalnych warunkach mogli dać dwa pod rząd tak angażujące, również emocjonalnie, koncerty. Zostało to docenione. Gospodarz zapowiadając koncert opowiedział o tym, czym były schubertiady: spotkaniem artystów, którzy swobodnie ze sobą muzykowali, ale nie tylko muzyków, lecz także poetów czy malarzy. Przywołał też jednego ze swoich mistrzów, Paula Badurę-Skodę, dla którego Schubert był szczególnie ważny.

PS. Po tej budującej relacji muszę napisać coś bardzo smutnego, o czym dowiedziałam się z opóźnieniem. Nie żyje Michał Orzechowski, organizator świetnych koncertów barokowych w Bydgoszczy, popularyzator tej muzyki (m.in. za pomocą strony Baroque Goes Nuts). Kochał też to piękne miasto, o czym także pisał – tutaj. Niestety miał życiowego pecha (częściowo w związku z chorobą), miał również ciężko chorego partnera (stwardnienie zanikowe boczne – to, co powaliło naszego lesia). Przydarzały mu się też nieprzyjemne historie; stało się tak i podczas jego ostatniej podróży – do Czech, które również kochał. Najpierw zaginął. Potem go niestety odnaleziono – martwego. Informacje są na jego Fejsie, łącznie z tą, że pogrzeb odbył się w sobotę w jego rodzinnym Inowrocławiu. Ale co się właściwie stało – do końca nie wiadomo. Wiele razy umawiałam się z Michałem, że przyjadę na organizowane przez niego koncerty, i udało mi się to raz; także dzięki niemu zwiedziłam następnego dnia bydgoski campus, podówczas w stanie surowym. Kto by pomyślał, że to będzie nasze ostatnie spotkanie… Ogromnie smutno.

Reklama