George u Fryderyka

W Warszawie Muzeum Chopina przez cały rok jest nieczynne z powodu remontu. Pozostaje Żelazowa Wola, gdzie właśnie otwiera się wystawa poświęcona George Sand. Będzie czynna aż do 10 stycznia.

Ale na pewno warto ją oglądać podczas letnich odwiedzin, gdy wizytę można uzupełnić spacerem po pięknym parku, a w weekendy także koncertem. Wystawa jest mała, ale smaczna – warto się w nią wgłębić i poznać lepiej mało nam w sumie znaną, a ogromnie ważną dla Chopina osobę, której 150-lecie śmierci obchodzimy w tym roku (Francja ustanowiła u siebie Rok George Sand). A u nas wystawa ta jest też częścią obchodów przypadającego na rok przyszły stulecia Konkursów Chopinowskich.

Ekipa Muzeum Chopina stworzyła tę ekspozycję we współpracy z instytucjami francuskimi, m.in. Centre des monuments nationaux i muzeami pisarki w jej domu w Nohant oraz w La Châtre. Eksponaty pochodzą też z kolekcji rodzinnej i z muzeum w Valdemossie, no i oczywiście z polskich zbiorów.

George Sand jest ważną postacią nie tylko z powodu romansów i przyjaźni z artystami, skandalizujących powieści trącących już dziś myszką czy kontrowersyjności. Co więcej, okazuje się, że nie była aż tak kontrowersyjna i mimo bujnej natury miała nawet dość konserwatywne poglądy. Sprzeczności było w niej wiele, ale miała kręgosłup moralny, a najważniejsze dla niej były przyjaźnie. Miała pasje typowe dla swojej epoki, a w każdej z nich realizowała się świetnie, bo była przy tym wszechstronnie utalentowana. I nawet jeśli jej powieści czyta się z trudem, to jej wspomnienia pt. Histoire de ma vie (przetłumaczone na polski i wydane przez NIFC) są ponoć niezwykle ciekawe (nie czytałam).

Zgodnie z tymi pasjami wystawa podzielona jest na kilka części. Przyrodniczka – tę rolę Sand dzieliła ze swoimi dziećmi, rysowała i robiła zielniki, uprawiała ogród, dziś z pewnością zajmowałaby się ekologią. Goście Nohant – na ten temat wiemy nieco więcej (w tej części najbardziej mnie wzruszył fragment tapety z pokoju Chopina). Wzruszająca jest też część Życie codzienne, gdzie wystawione są różne przedmioty – naczynia kuchenne, pudełeczka, lekarstwa, zestaw do szycia (Sand lubiła robótki ręczne, które ponoć też jej świetnie wychodziły), papierośnica (jak wiadomo, była palaczką i to w tych czasach rzeczywiście było kontrowersyjne, kobiety nie paliły), a nawet… napisana jej ręką lista składników na nalewką wiśniową.

Jest też oczywiście część poświęcona jej pisarstwu oraz malarstwu, z tego niestety niewiele było widać, kiedy oglądałam tę wystawę (to będzie poprawione, mam nadzieję), ale z innych wystaw pamiętam, że była całkiem niezłą malarką, podobnie zresztą jej syn Maurice. Ostatnie eksponaty wystawy to portrety Sand, i to nie tylko z epoki, ale i współczesne. Była i pozostała we Francji ikoną.

Sama organizacja wystawy pozostawia niestety do życzenia – nie ma podpisów przy eksponatach, zwiedzający winni posługiwać się książeczką, w której narysowane są tylko kontury, czasem trudno zgadnąć, do czego się odnoszą; wydaje się też, że jeśli są ponumerowane w książeczce, to powinny być i na wystawie. Trochę bałaganu. Ale ma też być prawdziwy katalog, z obrazami eksponatów.

Podobnie jak na zeszłorocznej wystawie na Okólniku, i tu stworzono ścieżkę dźwiękową – tak samo skompilował ją dyrektor NIFC Artur Szklener.

Reklama