Fałszywe alarmy

Coś mi tu zgrzyta. Jesteśmy w wirze wydarzeń, a ludzie Nawrockiego już wrzucają swoją narrację o jakiejś kampanii wymierzonej w prezydenta , a wcześniej w ludzi propisowskich mediów. Sypią się z ich strony żądania dymisji ministrów odpowiadających za bezpieczeństwo państwa oraz szefów policji, państwowej straży pożarnej, a może i ABW. Zgrzyta mi, bo to wygląda na próbę zrobienia z Nawrockiego potencjalnej ofiary potencjalnego zamachu. Kolejny pretekst do dyskredytacji rządu w oczach społeczeństwa.

A przecież Tusk, tak jak oni, domaga się wyjaśnienia sprawy fałszywych alarmów, ustalenia i zatrzymania sprawców, oddania ich w ręce wymiaru sprawiedliwości. A gdy premier zwołuje specjalną odprawę w tej sprawie, ludzie Nawrockiego nie przychodzą. Dlaczego? Bo już mają gotową wersję wydarzeń, obciążającą rządzących? Tusk mówi o prowokacji. Ale czyjej? Bo widzę różne możliwości.

Pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy, była taka, że to durny wygłup jakiegoś ,,samotnego wilka” lub watahy takich wilków. Może jakiś kolejny ,,prankster”, a może jakiś antyprawicowiec, który miał dość łgarstw TV Sakiewicza czy wetomatu prezydenta.

A może jeszcze inaczej. Może prowokatorami były rosyjskie służby. Im w państwie polskim więcej oskarżeń władz o nieudolność, tym dla nich lepiej. Chwilę wcześniej przyszła wiadomość o zatrzymaniu przez polskie służby trzech obywateli polskich pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Rosji. Inni, jeszcze na wolności, mogli dostać zlecenie na fałszywe alarmy.

Wbiłoby to kolejny klin między ludzi Nawrockiego a obóz Tuska, choć jeszcze, a może dlatego, że zaledwie kilka dni temu Tusk dziękował prezydentowi za współpracę, dzięki której wspólnym wysiłkiem rządu i ludzi Nawrockiego udało się odkręcić w Waszyngtonie zablokowanie wysłania amerykańskiego kontyngentu do baz w Polsce. Ten sukces Polski Rosji nie zachwycił. Na Kremlu mają większe problemy, ale destabilizacja Polski to priorytet propagandowy. Zastraszone społeczeństwo polskie chętniej poprze rządy ,,silnej ręki”. Dziś w te szaty stroi się Nawrocki. W jego interesie leży, aby Tuska przedstawiać jako słabego, zagubionego i nieudolnego. Fałszywe alarmy dobrze się do tego nadają.

A w interesie Rosji leży jak najwięcej konfliktów między ośrodkiem prezydenckim a rządem. Trudno zrozumieć, dlaczego tego nie widzą na prawicy. A może im to właśnie pasuje, by spięć było jak najwięcej. To by znaczyło, że odsunięcie Tuska jest dla prawicy ważniejsze, niż obrona Polski przed ingerencjami rosyjskimi. Może ingerencje są im na rękę, by dopiąć swego najważniejszego celu: dojścia do władzy. Może kalkulują tak, że jak dojdą do władzy po trupie Tuska, to wtedy z pomocą Trumpa zresetują stosunki z Rosją, a w zamian ruskie ingerencje, sabotaże, dywersje ustaną.

Wygląda na to, że czynnik rosyjski coraz bardziej definiuje naszą politykę wewnętrzną. Oczywiście także amerykański, lecz ten rosyjski jest z nim spleciony. Symbolem był czerwony dywan, po którym paradowali Trump z Putinem na Alasce. Oba czynniki przecinają się w kwestii ukraińskiej, którą Trump odpuścił, a która dla nas jest i pozostanie priorytetem, ktokolwiek wygra wybory w przyszłym roku.

Reklama