Moje marzenie dla Polski
A może nowy Okrągły Stół, skoro inaczej nie umiemy zakończyć wojny polsko-polskiej, na której korzystają jedynie zewnętrzni i wewnętrzni wrogowie wolnej, demokratycznej Polski?
Nasz Okrągły Stół był naśladowany w różnych latach jako metoda zażegnania kryzysu zżerającego siły państwa i społeczeństwa od NRD, Węgier, Czechosłowację i Bułgarię po RPA i Tunezję. Prosta formuła: rządzący, opozycja, społeczeństwo obywatelskie, reprezentowane m.in. przez instytucje religijne, siadają do rozmowy i negocjują aż do skutku, czyli do osiągnięcia porozumienia o pokojowej transformacji, na której wszyscy skorzystają.
Oczywiście, że wszystkie strony na wszelki wypadek szukały polis ubezpieczeniowych, bo przecież stąpano po kruchym lodzie. Po żadnej stronie nie było jednomyślności i woli politycznej, by do stołu w ogóle siadać, zamiast jeszcze raz – jak 13 grudnia – siłą wybić opozycji mrzonki o jakiejś współpracy przy naprawianiu państwa i gospodarki. Było czymś bezprecedensowym w historii Polski, że mimo wzajemnej nieufności rozmowy się toczyły i zakończyły porozumieniem. Szybko jego ustalenia ulegały modyfikacji.
Po wyborach 4 czerwca i pomyśle Michnika „wasz prezydent, nasz premier” byliśmy już na innym etapie, mimo to obie strony szanowały nadal ideę pokojowej transformacji, co również było w naszej tradycji liberum veto, rokoszów i konfederacji czymś niespotykanym. Ale ta tradycja przetrwała PRL i odżyła w III RP. Symbolem było wyprowadzenie Okrągłego Stołu z Pałacu Prezydenckiego przez Nawrockiego. W jego ujęciu tak zakończył się w Polsce „postkomunizm”. Dla nacjonalistów cud pokojowej transformacji był nie zdrowym kompromisem, lecz aktem „zdrady” elity komunistycznej i solidarnościowej marzeń o niepodległości i rozliczeniu rządów komunistów.
Tak na historię III RP patrzy prawica. Na tym tle pokłada swoje ideologiczne nadzieje w Nawrockim jako demaskatorze jakiegoś łże-dealu, dzięki któremu elita PRL de facto nie tylko nie odpowiedziała za swoje rządy, ale jeszcze się dorobiła na owym „politycznym kapitalizmie” swoich fortun i zachowała wpływy polityczne, czego przykładem miało być dojście SLD do władzy i dziesięciolecie prezydentury Kwaśniewskiego. Teorię wielkiego spisku 1989 r. i Okrągłego Stołu jako projektu wymyślonego w Moskwie i kontrolowanego przez służby Kremla i PRL wpuszczono jak wirusa do politycznego obiegu w Polsce.
Jest i dziś pożyteczna dla skrajnej prawicy, bo odwraca uwagę od jej prorosyjskich i antyukraińskich inklinacji. Dla prawicy antyukraiński radykalizm Leszka Millera jest bezcenny: nawet ten zniesławiany przez prawicę polityk od moskiewskiej pożyczki dołączył do nich, więc stare grzechy prawica mu wybacza. I nic już jej nie przeszkadza, że był dla niej koronnym przykładem „zdrady” przy Okrągłym Stole.
Kto nie szuka wszędzie komuny, postkomuny i winy Tuska, pewnie załamie tu ręce: żaden Okrągły Stół się nie powtórzy. Nikt go dziś nie chce ani na prawicy, ani na lewicy, ani w kręgach kościelnych. Głęboki podział społeczeństwa był celem sił prawicowych, odkąd Kaczyński zakochał się w „teologii politycznej” eksprawnika Hitlera Carla Schmitta i zastosował ją w praktyce politycznej w formie sekty smoleńskiej i demonizacji Tuska jako agenta niemieckiego neokolonializmu. To zadziałało i działa do dziś, więc po co Kaczyńskiemu, prawicy, a przede wszystkim Nawrockiemu jakiś Okrągły Stół.
Tylko że świat się dzisiaj zmienia wyjątkowo szybko i nieprzewidywalnie. Okrągły Stół był odpowiedzią na dysfunkcjonalność państwa i gospodarki realnego socjalizmu. Nawet jeśli maczały w tym palce służby, to akurat gospodarka wyszła na tym dobrze po transformacji. Powtarzamy bezrefleksyjnie, jaka silna jest polska gospodarka, a przecież nasz „cud gospodarczy” zawdzięczamy transformacji.
Gdyby jednak nastąpiła zła kumulacja czynników zewnętrznych (agresja Rosji) i wewnętrznych (masowe protesty obywatelskie przeciwko totalnym rządom nacjonalistów) opcja Okrągłego Stołu – można ją nazwać rządem konsolidacji państwa – znów by się pojawiła. Mam nawet swoich kandydatów do tego scenariusza, o ile wcześniej nie trafią do nowej twierdzy brzeskiej. Na dziś jestem jednak spokojny: pomimo aroganckiej konfrontacyjnej retoryki skrajna prawica nie ma zasobów kadrowych ani materialnych i organizacyjnych, by wprowadzić takie totalne rządy bez oporu społeczeństwa i opinii międzynarodowej. Moim marzeniem jest wszakże, by mądre głowy mimo wszystko zwołały jakiś narodowy Okrągły Stół, nie pod presją stanu wyjątkowego, lecz pro publico bono.
Komentarze
1) Okrągły stół był miejscem i formułą, gdzie opozycja i rządzący mogli się spotkać i radzić. My teraz mamy takie miejsce w Polsce, gdzie opozycja i rządzący się spotykają, gdzie powinni rozmawiać — nazywa się Sejm. Tylko brać i korzystać.
2) Okrągły stół był możliwy, bo obie strony chciały kompromisu. Polaryzacja wynikała z przeszłości, ale nie była celem sama w sobie. Teraz polaryzacja jest celem — sprzyja zdobywaniu wyborców, wpływów, zasobów. Polaryzacja się politycznie dobrze sprzedaje.
Przyznam, że nie wierzę w żaden „okrągły stół”, do którego potrzebna jest dobra wola, poczucie odpowiedzialności obywatelskiej i świadomość celów i granic ustępstw. Nie widzę partnerów do takiej rozmowy. Trudno za partnerów uważać hołotę, z którą mamy do czynienia. Kaczyński jest już stary i chyba stracił poważanie wśród wykreowanej przez siebie prymitywnej bandy. Byłabym raczej za zdecydowanymi działaniami, prowadzącymi do obezwładnienia tej szajki
Marzenia zostawmy małolatom – jeśli tylko nie marzą o zabiciu kogokolwiek młotkiem czy siekierą.
Kaczyński to gorszy następca pierwszych sekretarzy PZPR – sztandar wyprowadzić.
Zaszczepił tu ideologię populizmupolskiego i dopuścił do stanowisk państwowych i samorządowych trepa polskiego, który do tej pory żył w cieniu i na najniższych szczeblach urzędniczej hierarchii, czekał na swoje pięć minut i doczekał się – jak dotąd – ponad dwóch dekad możliwości piastowania najwyższych stanowisk w państwie. Wróciła zasada partyjnych rządów z epoki PRL – BMW – bierny, mierny, ale wierny. Najwyższą mieli i mają kłamcy, żule i szczyle, które każdą robotę wykonają. Wiedza, kompetencje, doświadczenie u nich szczątkowe albo żadne a w końcowym okresie zaopatrzeni na koszt własny albo partii w dyplomy zdobyte w specjalnie powołanych dla takich parobów i sługusów „uczelni” collegiów tumanów… Bataliony takich troglodyckich embiejów zasiliło rynek pracy politycznej… i będzie dalej bruździć, kłamać w żywe, mendzić i „pisspierdolić” prze kolejne lata oraz stanowić żelazny elektorat … trep polski niczym barszcz Sosnowskiego rozprzestrzenia się bezkarnie dalej – to specyfika autokracji partyjnych (wystarczy spojrzeć na cywil bandę pachołów Trumpa) u nas to grupa specyficzna i wyrazista. Poziom zeszmacenia sięga wyżyn skundlenia.
Wspomniany tu Miller po prostu został peerelowskim sobą tak jak Kaczyński – to ten sam sort samozwańczych zakompleksionych myślicieli i ideologów. Jedyna różnica między nimi to to, że ten pierwszy brał udział w „Tańcu z Gwiazdami” i napisał swój „Alfabet…” a to nobilituje w Polsce zdominowanej przez trepiarstwo.
Roi się od trepów w sejmie, senacie, sądach, szkołach, spółkach państwowych i komunalnych, PKOl, UOKiK… i setki innych instytucji publicznych w których zatrudnienie znalazły bataliony trepów z rodzinami i kolesiami.
Korupcja w tym ekosystemie państwowo-samorządowym jest normą, podobnie jak niekompetencja i łajdactwo.
Z takim zasianym bagażem nie ujedziemy daleko wobec nadciągającego chaosu międzynarodowego i prognoz dla polskiej gospodarki… o zagrożeniu kombinowanym przez wschodniego furiata dociskanego do ściany nie wspominam.
Na koniec wspomnieć trzeba o groźnych trepach zaludniających kancelarię.
Tam za sprawą kolejnych trepów prof. N i C … zasiadł modelowy wzorzec rozważanej figury… reszta to szczekacze, zakłamacze i producenci propagandowego bełkotu. To jedyna broń jaka im pozostała.
W takich dekoracjach marzenia byłyby przejawem schizofrenii słabo zorientowanych w meandrach dzisiejszej i wczorajszej pseudopolityki prowadzącej do jej dalszej bezkarnej degeneracji.
Są to, niestety, marzenia niemożliwe do spełnienia w dającej się przewidzieć przyszłości.
Wystarczy posłuchać jak zachowuje się katopislam w sprawie zondacrypo.
Jakim autorytetem cieszy się Krk:
https://wiadomosci.gazeta.pl/polska/7,198073,33001158,eksmisja-na-osiedlu-maltanskim-w-poznaniu-kosciol-sprzedal.html
Swoje usługi oferuje Hołownia. Czyli porozumienie warte byłoby tyle co on sam.
Jesteśmy skazani na polskie piekło.
Obyśmy w nim nie zginęli.
Prezydent Polski powinien byc Prezydentem wszystkich polakow.W przeszlosci najblizej tego idealu byli Prezydent Kwasniewski i Prezydent Komorowski.Reszta poprzednich Prezydentow i obecny rezydent(glosy nie zostaly prawidlowo policzone)ciagna w jedna strone.Dla Okraglego Stolu zadnych szans nie ma bo topor wojenny miedzy partiami a szczegolnie miedzy ludzmi siega piekla.Na dodatek dzisiejszy rezydent palacu demonstracyjnie wyrzucil wyrzucil Okrogly Stol (dobrze ze do muzeum),by zrobic sobie tzw.”silke”.Male szanse sa na porozumienie bo podzial spoleczy jest wiekszy jak za komuny.Za to nalezy podziekowac Kaczynskiemu,Macierewiczowi ,Szarlatanowi z Torunia,KK tez.Wiem co mowie ,mieszkam poza krajem 40 lat i wsrod Polonii najbardziej wyprane mozgi maja Radiomaryjni.Przykre to ale prawdziwe.Zycze Polsce solidarnosci z 1980 roku.
Kilka Okrągłych Stołów będzie miało miejsce w najbliższą sobotę i niedzielę w Krakowie podczas XVIII Kongresu Kobiet.
Można się jeszcze zarejestrować.
Mężczyźni również mile widziani.
Kongres jest bezpłatny.
https://kongreskobiet.pl/wp-content/uploads/2026/09/18KK-2.09.pdf
@jagoda
Piekło na tym polega, że zginąć nie można, tylko trzeba cierpieć za grzechy ad libitum. A więc żadnej nadziei. W wersji dla ateistów ,,Piekło to inni’’.
Gdyby w roku 1989 istniały media społecznościowe, żadnego Okrągłego Stołu by nie było. To przekleństwo naszych czasów i najskuteczniejszy środek do podsycania wzajemnych nienawiści, szerzenia głupoty i niszczenia wszelkich autorytetów. Dopóki ten twór istnieje, nie ma szans na żadene porozumienie.
A.S. 9:00,
raczej ‚ad infinitum’, w piekle wierzacych, czy ateistow nie ma wolnosci.
Z tym, ze z ‚piekla’ Sartre’a jest ‚droga do wolnosci’, smierc.
W sprawie ‚Okraglego Stolu’ podzielam, niestety, pesymizm/realizm z poprzednich komentarzy.
Uwazam, ze trepow (nie tylko polskich) zawsze bylo duzo. Ale jak dlugo sidzieli w swoich dziurach i na niskich stanowiskach (gdzie ich naturalne miejsce jest), tak dlugo mielismy „najlepszy swiat z mozliwych”.
Wydaje mi sie, ze nastepuje moment przelomowy (nie tylko w Polsce) i albo „oni” albo „my” wygramy. Porazka Orbana (i wszystkich, ktorzy go wspierali) to piekny omen 🙂
@epmg
Święte słowa. Staliśmy się zbiorową ofiarą jankeskiej chciwości.
Zła wiara (mauvaise foi) według Sartre’a to w skrócie oszukiwanie samego siebie. Jest to sytuacja, w której człowiek rezygnuje z własnej wolności i udaje, że nie ma wyboru, aby uciec przed lękiem i odpowiedzialnością za swoje życie.
Zamiast żyć autentycznie, przyjmujemy rolę napisaną przez społeczeństwo, los lub biologię i mówimy: „Taki już jestem, nic nie mogę z tym zrobić”.
Dlaczego tak robimy?
Wolność przeraża. Świadomość, że to ja i tylko ja odpowiadam za swoje sukcesy, porażki, nudę czy nieszczęście, jest dla człowieka nie do zniesienia.
Zła wiara działa jak znieczulenie – pozwala nam poczuć się bezpiecznie, jakbyśmy byli tylko liściem niesionym przez wiatr, a nie kapitanem statku.
Technofaszyzm – jest największym zagrożeniem w obecnym czasie .
Psychopata Trump – bawi się jak „zły demiurg” – a może dziabnąć Irańczyków atomem… – a oniemiały świat nie ma na tego skurwiela i jego sponsorów Big Tech sposobu…
Do granic zinfantylizowany, kiczowaty trep w ostatnich godzinach swojego nędznego żywota, ciągle ma apetyt na kolejne wybryki i zmiany w atlasie świata.
@Kalina 17:04 re: Kaczyński jest już stary i chyba stracił poważanie wśród wykreowanej przez siebie prymitywnej bandy.
O Kaczyńskim bardzo trzeźwo i bez zacietrzewienia pisze Dominika Wielowiejska w GazWyb. Felieton jest długi, więc tylko fragmenty:
Największą porażką Kaczyńskiego jest wzrost notowań Grzegorza Brauna oraz Konfederacji Krzysztofa Bosaka i Sławomira Mentzena.
Bowiem „Naczelnik” – jak go nazywają w partii – poczytuje sobie za najważniejszy sukces to, że do tej pory w III RP polska prawica bardzo różniła się od skrajnej, populistycznej, antysystemowej prawicy w Europie.
Ta fundamentalna różnica sprowadzała się do tego, że Kaczyński stworzył obóz jednoznacznie antyrosyjski, podczas gdy inne partie konserwatywno-narodowo-populistyczne, podobne do PiS w wielu wymiarach, flirtowały z Władimirem Putinem, fascynowały się Rosją, zachwycały się fundamentalistycznym kursem Kremla w sprawach obyczajowych i kreowaniem przezeń Unii Europejskiej jako lewicowej zgnilizny moralnej. […]
Prezes – mówią jego byli współpracownicy – był zawsze chadekiem, w latach 90. chciał budować centroprawicę. […]
Kaczyńscy kreowali się na outsiderów polskiego systemu politycznego, choć mieli olbrzymi wpływ na bieg zdarzeń w Trzeciej Rzeczpospolitej. Owszem, zaliczali górki i dołki, niemniej pełnili obaj najwyższe funkcje przez cały okres wolnej Polski […]
Ale faktycznie w drugiej połowie lat 90. wiodło im się nie najlepiej. Prawica się dzieliła na kolejne kanapy. Aż Antoni Macierewicz uświadomił Jarosławowi w drugiej połowie lat. 90., że w Polsce chadecja nie ma szans, bo nasz naród mentalnie zatrzymał się na etapie rozwoju społeczeństwa z czasów „Potopu” Henryka Sienkiewicza.
Kaczyński wziął to sobie do serca. Rozdział chadecko-socjalnego Porozumienia Centrum został zamknięty, rozpoczął się pochód do władzy konserwatywnego, bogoojczyźnianego – choć z retoryką pełną „sanacji państwa” czy „nowoczesnej prawicy” – Prawa i Sprawiedliwości. […]
Co nie zmienia faktu, że braciom Kaczyńskim obca była zapatrzona na wschód opcja endecka. Uważali od zawsze Rosję za największe zagrożenie, nie wierzyli w jej demokratyzację. Robili wszystko, aby duch endecki nie zdominował prawej strony właśnie ze względu na jej prorosyjski profil.
Wiele lat temu słyszałam od polityków PiS-u i słyszę teraz: „Wieszacie psy na braciach, a tymczasem wy, liberałowie, powinniście Bogu dziękować, że to oni zagospodarowali ten elektorat, którego preferencje mogły być zagrożeniem dla państwowości i egzystencji Polski, to oni trzymają w ryzach wyborców o wschodniej mentalności, skłonnych do pełnienia roli wasala wobec Rosji w zamian za zatrzymanie marszu Polski ku Zachodowi jego zgubnym nowinkom. […]
W 2008 roku, gdy rosyjskie wojska zbliżały się do Tbilisi, by powstrzymać europejskie aspiracje Gruzinów, prezydent Lech Kaczyński mówił w ich stolicy: „I my też wiemy świetnie, że dziś Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze państwa bałtyckie, a później może i czas na mój kraj, na Polskę!”.
W kontekście tej wypowiedzi nawet kłamstwo o zamachu smoleńskim przydało się, by budować silny antyrosyjski front w tej części elektoratu o wschodniej mentalności, która miała skłonność do hołdowania spiskowym teoriom. […]
W ten kanał Kaczyńskiemu udało się – także z pomocą strumienia pieniędzy do jego biznesów – wciągnąć Rydzyka, który kłamstwo smoleńskie zaczął propagować w swoich mediach. PiS przez lata korumpował redemptorystę, choć jeszcze kilkanaście lat wcześniej jego lider mówił, że Radio Maryja jest eksponentem rosyjskich interesów. […]
To ilustruje przekonania braci o tym, że trzeba kontrolować skrajną prawicę, budować układ, w którym po prawej stronie PiS jest tylko ściana. […] To była wciąż ta sama gra o elektorat postkomunistyczny, mocno antyliberalny, o wschodniej mentalności. Elektorat skrajnej prawicy i elektorat postkomunistyczny przenikają się wzajemnie […]
Kaczyński swój cel osiągnął. Owszem, kolegował się z prorosyjskimi populistami: z Viktorem Orbanem, z Marine Le Pen i innymi, ale nigdy nie przejął ich postawy.
Ta gra pozwalała mu trzymać w ryzach naszych nacjonalistycznych populistów i blokowała wzrost notowań antyzachodnich partii, których duchowymi spadkobiercami są obie Konfederacje. […]
Dopuszczenie do niewiarygodnej skali złodziejstwa w drugiej kadencji PiS oraz problemy związane z pandemią, z którymi rząd Morawieckiego nie potrafił sobie radzić, sprawiły, że wyborcy zaczęli odpływać do obu Konfederacji. Do prezesa dotarło, że swoją polityką doprowadził do tego, przed czym Polskę chciał uchronić.
Wystawił więc na pierwszej linii Przemysława Czarnka jako kandydata na premiera, który znów miał odegrać tę samą rolę: zagospodarować skrajny elektorat – nacjonalistów, mentalnych rusofili, zwolenników silnej ręki. Jowialno-brutalny ludowy trybun z profesorskim tytułem okazał się jednak niezdolny do wykonania tego zadania […]
Dołączę do sceptyków; z okrągłego zrobiłby się pewnie mebel więcej niż kanciasty, raczej rogaty.
Do wcześniej wymienionych argumentów dołożę jeszcze jeden, aktualny teraz:
nikt nie skompromitował tak procesu negocjacyjnego, nikt w sposób tak ostentacyjny nie zdewaluował znaczenia niematerialnych wartości jak sprzymierzeniec naszej prawicy, niedoszły (ad infinitum – mam nadzieję) kandydat do pokojowej nagrody Nobla.
@babilas
3 września 2026
18:01
Kaczynski niby chcial byc chadecja w Polsce?! Nie pamietam takich jego wypowiedzi. Pamietam, ze np. propagowal supremat polityki nad prawem. A co to ma wspolnego z chadecja?
Zreszta co niby chcial a co naprawde osiagnal, to jest jak ogien i woda. I za to wyladuje na smietniku Historii.
Adam Szostkiewicz
3 września 2026
9:00
Bardzo wyraźnie pisałam o polskim piekle:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Polskie_piekie%C5%82ko
Już raz jako państwo zginęliśmy w nim/z jego powodu.
Piekło polskie
Autor: KONSTANTY ILDEFONS GAŁCZYŃSKI
CANTO XXX.
W życia wędrówce, na połowie drogi
skroś infernalne wędrowałem knieje,
gdzie ci, co skrzydła mają i co rogi,
porównie cierpią i zbywszy nadzieje,
zapadłem w otchłań Piekła niedościgłą;
kiedy pomyślę, włos na mnie truchleje.
Oczu demonów rozżarzonym węgłom
światłość jakowaś grozy przydawała,
gdy oko moje z ich okiem się sprzęgło.
I tako drżałem jak korab na wałach,
gdy się odjablą wszystkie elementy.
A było wietrzno i wieczór bezmała.
Nade mną w górze „Święty, Święty, Święty”
piały Cherubim i niebo jak arka
skroś planetarne płynęło zakręty.
Nagle, czy Dante był to, czy Petrarka
nic wiem, lecz raczej sądzę być demonem
onego człeka. — Chłopcze, niech nie sarka
jęzor twój — rzekła mara, — bo przed skonem
ujrzysz Erebu grozy tajemnicze,
kędy Kon cierpi społem z Laokoonem.
— Ktoś ty? — spytałem. — Jam jest Bazewiczem,
— co jeografją na ziemi fałszował,
— na ziemi byłem czemś — tu jestem niczem.
— Teraz szczebluję do niebiańskich pawał,
— ale nie dojdę, jak nie doszedł Maron;
— in terra doctor eram — tu konował.
Stało się ciemniej, kiedy siwy Charon
z okiem jakoby z rozżarzonym lontem
wywijał wiosłem, jak różdżką Aaron.
I tako płynęliśmy Acherontem,
rzeką Boleści, a wioślarz pyjamą
osłaniał członki swoje. Widział on te
duchy nieraz płynące i tak samo
poglądał na nas, jak za dawnych czasów,
gdy cisnął Danta przed piekielną bramą.
Lecz oto Cerber, strzegący zawiasów
bramy podziemnej, dał nam znak szczekaniem,
żeśmy do czarnych dopłynęli lasów.
I tam na chwilę wpadłem w snu otchłanie.
Jak kiedy chory syn, drżący w malignie,
budząc się, straszy matkę bełkotaniem,
Raz po raz okrzyk grozy z ust wyrzygnie,
tako i byłem ja, w to Piekło chynąc,
gdy wzrok ku ziemi zbytnia trwoga przygnie;
a nigdy wielką odwagą nie słynąc,
— Mistrzu, — szepnąłem — prowadź mnie w te kręgi,
— przepadnę bowiem sam, samopas płynąc.
— Na mapy moje! — rzeknie mój duch tęgi —
— nie trwóż się, chłopcze, zadrzyj w górę głowy,
— niech spłonie Strach twój w ogniu mej Potęgi.
— Oto zobaczysz obraz Piekieł nowy
— i phantasmata oglądniesz olbrzymie
— i najgroźniejszy krąg, bo poetowy.
A wtem hebrajskie usłyszałem imię,
poznałem: znamię zdradziło eblisie.
— Tyżeś to? — rzekłem — Tyżeś to, Tuwimie,
— aże po pępek pogrążon w ignisie?
— Czyś to ty, mój słopiewco, logofagu, larwo?
Milczał, słowa łykając krągłe, i się
w ignisie smażył cum honore parvo.
— Mistrzu, — spytałem — a ten, co binokle
— na rzymskim nosi nosie białym barwą,
— który na Heinem cwałuje naoklep,
— jakby go talent, albo horror poniósł,
— kto zacz? Odpowie Mistrz: — Rumaka poklep
— i jeźdźca na nim. On — ci jest Antonius
— Słonimski, znany z zatrutego zęba,
— chociaż powionie czasem jak Favonius.
Trochę zmęczony siadłem na skał zrębach,
słuchając głosu, co płynął z oddali:
— Jak marmur bity dłótem — moja gęba.
Patrzę — a zgraja rogonośców wali,
wlokąca widmo jakieś z gór do dołów;
widły żarliwe w brzuch widma wbijali.
— Jam jest Leonard Podhorski Okołów,
— enjambemanjak, sprośny rymokupca,
— w sercu Białoruś miałem i aniołów.
Tak wyło widmo, a djabły do słupca
Leonardjatę przydźgały cezurą.
Rymną krwią krwawił rymowy porubca.
Ale tu ciała nasze czarną chmurą
obeszły, w głębsze zapadliśmy limby,
gdzie dołem smrody szły, ognie zaś górą.
Widoków onych nawet Danta rymby
nie mógł opisać, boski w swojej sztuce,
tumy wznoszący samotne jak limby:
Z ciała albowiem drąc sztukę po sztuce,
gryźli djabłowie larwę cum affectu:
Johannes Miller wieczny Nepomucen
był to. — Posłuchaj, — Wergil z wąsem rzekł tu —
— jako on Miller subjektywnie wyje:
— Forsa i folga — synurektum tektum.
Empuzy, Lamje, Hapuny, Harpije,
Centaury złote i ciężkie od blasku
wrzasnęły nagle jak grom, kiedy bije:
Bowiem na skraju posępnego lasku
lekki jak ibis, gdy chce obłok dosiąc,
pod cylinderkiem miast Pallady kasku,
tuczny słowami lśniącemi nad mosiądz
Maitre Iwaszkiewicz chciał ćwierknąć sonetkę,
by w Akademji Piekła fotel osiąc.
Dwaj djabli wskazywali mu rozetkę
Legji Honoru, gdy on wierszodziałem
słodkim się parał, waniljowy Oetker.
Piękne to było, piękne. Gdy tak stałem,
głos mnie doleciał podobny do róży:
— kucnij troszeczki, Jadziu, za tym wałem…
— Chłopcze, to piekło wcale ci nie służy,
— bo w raju piekła chcesz, a w piekle raju,
Tu zbladł i pióro schował i się znużył.
Od wschodniej strony, na dachu tramwaju
wały, androny, sterny, baliwerny,
hocki i klocki, gacki, balu — baju
padały w duszny Tartar niepomierny,
wrzeszcząc: — O mamo, serce me dynamo,
o Sternie, steruj, któryś jest bezsterny!
Aliści wzrok mój inną panoramą
począł się bawić, bo na czarnej łące,
ogniami wzięty w kwadrat jakby ramą,
gdy mu wątróbsko sępy witkaczące
żarły, wył potępieniec. — Mnie zadziwia,
— Mistrzu, ten człowiek — rzekłem — i hańbiące
— czyny popełnić musiał. — On ma wywiad
— sam i ze sobą, więc „guarda e passa”.
Przez czarnych borów spleśiałne igliwia
szliśmy. Szagale szarpały Pikassa,
kiedy w monoklu przemknął się djablotyn,
automobilom rzucający lassa.
— Znudził mnie — płakał monokl — Platon — Plotyn,
— handlem się wreszcie bawię od lat wielu,
— dla potępieńców czyniąc anti-potyn.
Tyś mi się tutaj zjawił, o Kornelu,
łysoniu rzewny, i ty, Lechonisto,
i ty, Adolfie, mowy karuzelu.
O Leszku, Leszku, gdy panegirystą
mam już być twoim, ty, który obiema
rękoma butle wznoszisz, o fletnisto,
do rajubym cię wzniósł. Właśnie go niema.
Kiedym plagjacką wyczyniał puentę,
blada i drżąca opadła mię trema,
bowiem ujrzałem widemko nadęte,
palące Maden, wielkie jak korniszon;
widać, że człowiek był to altus mente,
a już rzec najmniej, że nie był wymiszon
z genjuszu. Szeptał: — Irzku, mego wuja
— miasto, mych dzieci cytwar i kapiszon.
Nagle, jakgdybym słyszał „Alleluja”,
jakobym wonie powąchał Arabji,
tak byłem szczęśliw. Rzekł jeograf: — Tu ja
— raczej ci płakać każę, krąg to babi;
— ujrzysz tu białych głów szkaradnych siła;
więc spoważniałem i rzekłem mu: — Rabbi.
Przed nami w kotle rymotwórczym wyła
Słodka i J. K. Iłłakowiczówna,
za tom „Połowu” jak Venus się kryła;
dalej sarenka Renka Tuwimówna
wiersz przy księżycu pisała bez świcy,
bo było widno. Panna Reicherówna
„une-heure-avec-sces” chciała mieć z Kończycy
cygarem. Dłużej nie mógł i miał rację.
Tam jakaś dama podawała „cycy”
uatom beskidskim — i były trzy Gracje,
trzy Marje: Kossak, Dąbrowska, Jehanne,
trzy panie polskie, trzy „białe akacje”.
Z za drzewa, cierpiąc żądze nieustanne,
poglądał na nie barzo sprośny staruch
Zdzisio Dębicki i z każdąby w wannę.
W krzaczkach — brodaty — jako prorok Baruch
Jaś Narodowy Salińskiego Marję
z laurem na skroni powiódł. Szli do baru.
Tutaj zawiały wiatry jak malarje
żółte, trucizny pełne, bo zwysoka,
nucąc przez resztki nosa Negro-arje,
w otchłani bez dna towarzyszka Epoka
chynęła, pełna wojen, sportów, panik,
na sky-scraper’ach śpiąca i na dokach.
W ręku trzymała z ciepłą wodą kranik,
symbol cywilizacji — rzekł filozof,
który nazwiskiem w pamięci mi zanikł.
Wtem usłyszałem huk wojennych wozów,
a w pierwszym pędził bóg demonów Beljal
w mundurze szarym, ciemny jak teozof.
— Mistrzu! — krzyknąłem. — Piekieł ewangelja
— przeraża oczy moje, w uszy dzwoni,
— niechaj przykryje wzrok mój twoja delja.
Jednak widziałem: z rękawa masoni
beljalowego wężem niesłychanym
płynęli w nieskończoność… Wszędzie oni.
On w Piekle jeden Anioł — zbuntowany.
Więc kiedym ujrzał i szpady i kielnie,
począł mną targać strach nieopisany,
i z jeografem zbledliśmy śmiertelnie,
gdy raptem pewien blady wolno-mularz
porwał nas w ręce i niósł w górę dzielnie.
— Trzymaj się wąsa mego, kiedy hulasz
— dziwnie w powietrzu — rzekł pan B. — Trzymałem,
Gdzieś w raju aniołowie jedli gulasz,
a ja nad Piekłem z masonem latałem,
nad przepaściami czarnego Erebu
i z przerażenia drżałem całem ciałem.
A księżyc tajemniczy był jak rebus,
jak kalafonja złoty. — Dość tej jazdy,
czas nam przez Czyściec wędrować ku Niebu —
rzek mi jeograf. I ujrzałem Gwiazdy.
Nad Acherontem Boy, bóg zamyślony,
chodził samotny, pluł i liczył gwiazdy.
źródło: https://poezja.org/wz/Konstanty_Ildefons_Galczynski/34903/Pieklo_polskie
@mfizyk
W początku lat. 90. Kaczyński faktycznie przymierzał się do stworzenia partii chadeckiej, ale doszedł do przekonania, że w Polsce to nie chwyci, więc od projektu odstąpił. Polacy rozumieją sarmacki konserwatyzm i patriotyczny nacjonalizm (oksymoron) i tego się trzyma do dziś, nie biorąc pod uwagę, że najmłodsze pokolenie owszem lubi ostentacyjny patriotyzm ale niekoniecznie wszelki ekstremizm.
Okrągły stół nie ma dziś szans, bo wtedy rząd był na musiku i miał motywację do negocjacji, żeby zachować twarz i przy okazji skórę.
Dziś takiej motywacji nie ma żadna ze stron, no bo chyba przecież zjep nie będzie negocjować łagodniejszych wyroków.
@mfizyk 20:34
Kaczynski niby chcial byc chadecja w Polsce?! Nie pamietam takich jego wypowiedzi.
To, że Pan czegoś nie pamięta, nie świadczy o tym, że tego nie było. Chwalenie się własną ignorancją nigdy nie robi dobrego wrażenia.
propagowal supremat polityki nad prawem.
To są poglądy promotora jego doktoratu, prof. Ehrlicha, które Kaczyński twórczo interpretował. Proszę zajrzeć chociażby do archiwum bloga. W ogóle przydałoby się Panu więcej czytać, a mniej pisać. A konsekwentne ignorowanie znaków diakrytycznych to objaw niechlujstwa umysłowego. To pouczenia na odchodnym, bo mocno jestem stratny na tych wymianach myśli z Panem.
Brawura Ildefonsa na zawsze pozostanie niedościgła, Wielkie dzięki za przypomnienie.
@babilas
Nie mogę się zgodzić z red. Wielowieyską w jednym: Kaczyński był neoendekiem właśnie w tej swojej antyrosyjskości. Nie mogę zrozumieć, dlaczego zdolna, inteligentna dziennikarka, jak pani Dominika, powtarza brednie o prorosyjskości endecji. A wystarczyłoby poczytać Dmowskiego „Rosja, Niemcy I sprawa polska”…
Przyznaję, że choć uważałam Wałęsę, Kaczyńskich i Porozumienie Centrum za elementy godzące w polski interes z powodu ich polityki rozbijackiej, Jarosława uznawałam długo za polityka wybitnego, mimo że nie było nam po drodze. Od pewnego czasu widzę, że jego działania ocierają się o antypolską dywersję. Nie wiem, czy to akty rozpaczy polityka, który chwyta się brzytwy, czy demencja…
@mfizyk
Zgadzam się, że Kaczyński był gotów poświęcać praworządność dla bieżącego interesu politycznego. Pod tym względem był neoendekiem. Ale na śmietniku historii nie wyląduje:))) Pod względem rangi polityka dorównuje mu tylko Tusk
Rozumiem, że to jakiś żart z tym okrągłym stołem dzisiaj.
Czyli zapraszamy drugą stronę do ustalanie przepisów i prawa. To tak jak ustalać zakres kar dla morderców i kanibali i zaprosić tę drugą stronę, czyli tych kanibali do ustalania z uwzględnieniem ich racji. No bo przecież kto z nas w swoim życiu nie eksperymentował z wyżywieniem.
@babilas
W rozmowie z Barbarą Łopieńską Kaczyński powiedział, o czym już pisałem e odpowiedzi komuś, że wycofał siè z pomysłu partii chadeckiej na rzecz partii ludowo-narodowej. Skutki widzimy do dziś. Rolę nowoczesnej chadecji typu Europejskiej Partii Ludowej w ParlEurop. Objęła częściowo PO/KO, Kaczyński przesuwa się w stronę skrajnej prawicy mamiony perspektywą wygrania w ten sposób wyborów w ‚27.
Trump chce pieniędzy od Europy. Domaga się zwrotu kosztów za pomoc dla Ukrainy.
Ciekawe czy skurwiel doczeka się u siebie stryka?
Zero nadaje z Waszyngtonu… pokładam wielkie nadzieje, ze ten prymitywny trep spocznie na wysypisku śmieci…
Żyjemy w epoce pełnej kapitulacji przed cynizmem, gdzie ton nadają trepy i technokraci, a dostęp do autentycznych nisz kontrkultury jest celowo blokowany i utrudniany.
Określenie „trep” idealnie oddaje mentalność współczesnych zarządców instytucji publicznych i państwowych: to ludzie bez właściwości, bez głębszej wizji kulturowej czy filozoficznej, za to z mentalnością urzędniczo-militarną, nastawioną wyłącznie na korzyści osobiste, lojalność partyjną, biurokratyczny rygor i bezwzględne trzymanie się władzy.
Jeśli tworzysz coś niszowego w sieci, algorytmy Big Techu (w duchu wspomnianego wcześniej technofaszyzmu) natychmiast cię marginalizują.
Wiedzą o tobie coraz więcej nadali ci numer i chcą wiedzieć wszystko a będą czytać w twoich myślach. Myślozbrodnie będą dla ciebie wyrokiem …
Żadna opozycje nie zaistnieje … to czysty faszyzm dla dobra przyszłych pokoleń (longterminizm).
@kalina 10:08 powtarza brednie o prorosyjskości endecji
Rewizjonistyczna teza o antyrosyjskości Dmowskiego i endecji, jakkolwiek bardzo oryginalna, pozostaje chyba jednak daleko poza konsensusem oficjalnego dziejoznawstwa.
A wystarczyłoby poczytać Dmowskiego „Rosja, Niemcy i sprawa polska”
(poprawiam odnośnik bibliograficzny)
https://pl.wikipedia.org/wiki/Niemcy,_Rosja_i_kwestia_polska
@babilas
4 września 2026
9:10
…bo mocno jestem stratny na tych wymianach myśli z Panem.
Ja nikogo do dyskusji ze mna nie zmuszam. Bah, nawet do czytania jesli komus moja zla gramatyka i ortografia przeszkadzaja 😉
Moze wspomne, ze mnie jako fizykowi najbardziej przeszkadzaja bledy logiczne w rozumowaniu i w analizach.
Przyklad 1:
W ogóle przydałoby się Panu więcej czytać, a mniej pisać.
A skad Pan wie, ze tego nie robie?
Przyklad 2.
To, że Pan czegoś nie pamięta, nie świadczy o tym, że tego nie było.
Rzeczywiscie 😉 Czyzby Pan tej oczywistosci jeszcze nie znal?
Moge dodac, ze nie musze pamietac. Bo meandrami polskiej polityki wewnetrznej interesuje sie szczegolowo dopiero od momentu wstapienia Polski do UE.
Gdyby w Polsce dziś zawrzeć odpowiednik szwedzkiego porozumienia społecznego: „Możemy zaakceptować kapitalizm i konkurencję, jeśli państwo zapewni bezpieczeństwo społeczne i jeśli pracownicy będą uczestniczyć w podziale owoców wzrostu.”, to brzmiało by tak:
1.Państwo zapewnia podstawy.
2.Rozwój dzielimy uczciwie.
3.Praca się opłaca.
1. PAŃSTWO ZAPEWNIA PODSTAWY
Zdrowie, edukacja, bezpieczeństwo, infrastruktura i dostępne mieszkalnictwo są wspólną odpowiedzialnością państwa. Pomoc społeczna ma chronić przed upadkiem, ale nie zastępować pracy tam, gdzie praca jest możliwa.
2. ROZWÓJ DZIELIMY UCZCIWIE
Wzrost gospodarczy ma zwiększać zarówno płace i majątek obywateli, jak i możliwości państwa. Regiony słabsze nie mogą być pozostawione same sobie, a przedsiębiorcy muszą mieć stabilne reguły gry.
3. PRACA SIĘ OPŁACA
Podatki i składki mają być tak skonstruowane, żeby dodatkowa praca i przedsiębiorczość zwiększały dochód netto. Jednocześnie państwo gwarantuje podstawowe bezpieczeństwo pracownikom.
@lemarc:
> Ciekawe czy skurwiel doczeka się u siebie stryka?
Rozumiem, że obaj postrzegamy to jako analogię końca XVIII wieku i czekamy na gniew ludu?
> Żyjemy w epoce pełnej kapitulacji przed cynizmem
Kapitulujesz przed wrogiem. A tu wpuszczaszono zapraszającym gestem…
> Jeśli tworzysz coś niszowego w sieci, algorytmy Big Techu (w duchu wspomnianego wcześniej technofaszyzmu) natychmiast cię marginalizują.
Właściwie dla tego fragmentu odpowiadam…
Bo i tak, i to bardziej skomplikowane.
Jeśli chcesz, by twoje dane pokazywały wyszukiwarki, zapewne AI, musisz „pozycjonować” (to się SEO nazywa) swoje teksty pod ich wyszukiwanie. Mamy więc rosnący absurd, że używa się AI, by pisać teksty, które innej AI się spodobają, aby inni ludzie mogli przeczytać.
Ale to też bardziej skomplikowane, bo „algorytmami” można sterować. Możesz nie tylko wspierać rzeczy popularne (a raczej: ściągające uwagę), ale także lansować trendy. A jakie poglądy mają Technobross 😉 To sam piszesz…
@PAK4
Czasy ciężkie… dezinformacja – jej fala wzmocniona przez jej wyrafinowane techniki manipulacji – nabiera mocy … zasięgi w social mediach, tez podbijane przez algorytmy, w porównaniu do tradycyjnych mediów, sięgają kilkuset tysięcy, milionów…tego jeszcze przed rokiem nie było na taka skalę …
Przy takim stale doskonalonym instrumentarium propagandy… często gęsto nieświadomym odbiorcy, produkcja trepów sterowanych z zewnątrz rośnie pioruńsko… zwłaszcza wśród młodych (18-29) konsumentów oferty mediów społecznych.
Polaryzacja społeczno-polityczna zdaje się umacniać i w naszym kraju.
Doceniając szatańska moc algorytmów … intuicyjnie nie wykluczam jednak niespodzianek przy urnach wyborczych…
Nieraz małe zmiany w ekosystemie powodują znaczące, wyglądające jak kaprys, zmiany postaw i nastrojów społecznych. No i czas robi swoje…