Moje marzenie dla Polski

A może nowy Okrągły Stół, skoro inaczej nie umiemy zakończyć wojny polsko-polskiej, na której korzystają jedynie zewnętrzni i wewnętrzni wrogowie wolnej, demokratycznej Polski?

Nasz Okrągły Stół był naśladowany w różnych latach jako metoda zażegnania kryzysu zżerającego siły państwa i społeczeństwa od NRD, Węgier, Czechosłowację i Bułgarię po RPA i Tunezję. Prosta formuła: rządzący, opozycja, społeczeństwo obywatelskie, reprezentowane m.in. przez instytucje religijne, siadają do rozmowy i negocjują aż do skutku, czyli do osiągnięcia porozumienia o pokojowej transformacji, na której wszyscy skorzystają.

Oczywiście, że wszystkie strony na wszelki wypadek szukały polis ubezpieczeniowych, bo przecież stąpano po kruchym lodzie. Po żadnej stronie nie było jednomyślności i woli politycznej, by do stołu w ogóle siadać, zamiast jeszcze raz – jak 13 grudnia – siłą wybić opozycji mrzonki o jakiejś współpracy przy naprawianiu państwa i gospodarki. Było czymś bezprecedensowym w historii Polski, że mimo wzajemnej nieufności rozmowy się toczyły i zakończyły porozumieniem. Szybko jego ustalenia ulegały modyfikacji.

Po wyborach 4 czerwca i pomyśle Michnika „wasz prezydent, nasz premier” byliśmy już na innym etapie, mimo to obie strony szanowały nadal ideę pokojowej transformacji, co również było w naszej tradycji liberum veto, rokoszów i konfederacji czymś niespotykanym. Ale ta tradycja przetrwała PRL i odżyła w III RP. Symbolem było wyprowadzenie Okrągłego Stołu z Pałacu Prezydenckiego przez Nawrockiego. W jego ujęciu tak zakończył się w Polsce „postkomunizm”. Dla nacjonalistów cud pokojowej transformacji był nie zdrowym kompromisem, lecz aktem „zdrady” elity komunistycznej i solidarnościowej marzeń o niepodległości i rozliczeniu rządów komunistów.

Tak na historię III RP patrzy prawica. Na tym tle pokłada swoje ideologiczne nadzieje w Nawrockim jako demaskatorze jakiegoś łże-dealu, dzięki któremu elita PRL de facto nie tylko nie odpowiedziała za swoje rządy, ale jeszcze się dorobiła na owym „politycznym kapitalizmie” swoich fortun i zachowała wpływy polityczne, czego przykładem miało być dojście SLD do władzy i dziesięciolecie prezydentury Kwaśniewskiego. Teorię wielkiego spisku 1989 r. i Okrągłego Stołu jako projektu wymyślonego w Moskwie i kontrolowanego przez służby Kremla i PRL wpuszczono jak wirusa do politycznego obiegu w Polsce.

Jest i dziś pożyteczna dla skrajnej prawicy, bo odwraca uwagę od jej prorosyjskich i antyukraińskich inklinacji. Dla prawicy antyukraiński radykalizm Leszka Millera jest bezcenny: nawet ten zniesławiany przez prawicę polityk od moskiewskiej pożyczki dołączył do nich, więc stare grzechy prawica mu wybacza. I nic już jej nie przeszkadza, że był dla niej koronnym przykładem „zdrady” przy Okrągłym Stole.

Kto nie szuka wszędzie komuny, postkomuny i winy Tuska, pewnie załamie tu ręce: żaden Okrągły Stół się nie powtórzy. Nikt go dziś nie chce ani na prawicy, ani na lewicy, ani w kręgach kościelnych. Głęboki podział społeczeństwa był celem sił prawicowych, odkąd Kaczyński zakochał się w „teologii politycznej” eksprawnika Hitlera Carla Schmitta i zastosował ją w praktyce politycznej w formie sekty smoleńskiej i demonizacji Tuska jako agenta niemieckiego neokolonializmu. To zadziałało i działa do dziś, więc po co Kaczyńskiemu, prawicy, a przede wszystkim Nawrockiemu jakiś Okrągły Stół.

Tylko że świat się dzisiaj zmienia wyjątkowo szybko i nieprzewidywalnie. Okrągły Stół był odpowiedzią na dysfunkcjonalność państwa i gospodarki realnego socjalizmu. Nawet jeśli maczały w tym palce służby, to akurat gospodarka wyszła na tym dobrze po transformacji. Powtarzamy bezrefleksyjnie, jaka silna jest polska gospodarka, a przecież nasz „cud gospodarczy” zawdzięczamy transformacji.

Gdyby jednak nastąpiła zła kumulacja czynników zewnętrznych (agresja Rosji) i wewnętrznych (masowe protesty obywatelskie przeciwko totalnym rządom nacjonalistów) opcja Okrągłego Stołu – można ją nazwać rządem konsolidacji państwa – znów by się pojawiła. Mam nawet swoich kandydatów do tego scenariusza, o ile wcześniej nie trafią do nowej twierdzy brzeskiej. Na dziś jestem jednak spokojny: pomimo aroganckiej konfrontacyjnej retoryki skrajna prawica nie ma zasobów kadrowych ani materialnych i organizacyjnych, by wprowadzić takie totalne rządy bez oporu społeczeństwa i opinii międzynarodowej. Moim marzeniem jest wszakże, by mądre głowy mimo wszystko zwołały jakiś narodowy Okrągły Stół, nie pod presją stanu wyjątkowego, lecz pro publico bono.

Reklama